Nowości
7.10.2020
❧ dodano siedem piosenek z fanowskiego serialu "Winx Forever"

19.08.2020
❧ zaktualizowano komiks nr 153 - Magia Travelix (wersja polska z magazynu)

13.08.2020
❧ podmieniono kadry z transformacji Mythix (pełna wersja)

12.08.2020
❧ zaktualizowano komiks nr 152 - Przyjaciele na zawsze (wersja polska z magazynu)
❧ podmieniono kadry z transformacji Enchantix w wersji FULL HD

23.07.2020
❧ zaktualizowano komiks nr 151 - Zniknięcie Alfei (wersja polska z magazynu)

08.07.2020
❧ dodano komiks nr 189 - Noworoczny konkurs taneczny

06.07.2020
❧ dodano komiks nr 186 - Gwiezdny pył

17.06.2020
❧ dodano odcinki z 8 sezonu po polsku do pobrania

Użytkowników Online
 Gości Online: 1
 Brak Użytkowników Online

 Zarejestrowanych Użytkowników: 1,596
Nieaktywowany Użytkownik: 8
 Najnowszy Użytkownik: ~paulapaulawinx
Dzisiejsi Solenizanci
Dzisiaj żaden z użytkowników nie obchodzi urodzin

http://ask.fm/WinxBlogger

Jeśli macie pytania dotyczące Clubu Winx lub WinxBlogger to pytajcie!


snapchat @WinxBlogger
Zapisy: KLIK

Twórczość
Opowiadania
❧  Światło w ciemności  ☙

AutorŚwiatło w ciemności
~ElvenQueen
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 28-08-2018 22:47
Prolog

Na dworze szalała, straszliwa burza, szumiały drzewa. Przez niebo przetoczył się daleki grom. Czwórka przerażonych małych elfiąt wbiegła do pokoju rodziców. Mały elfik, najbardziej przerażony z całej czwórki, pisnął z przerażenia.
- Mamo! Mamusiu! Gdzie jesteś?!
Leżąca na łóżku, od razu się przebudziła. Słysząc pisk elfięcia, natychmiast usiadła na łóżku. Śpiący obok niej elf, mruknął cichutko. Podobnie jak jego żona, obudził się, jednakowoż z trudem się otrzeźwił.
- Ernil? Kochanie, co się stało? - zapytała z wyraźną troską w głosie. Mały elf był jednak zbyt przerażony by cokolwiek odpowiedzieć. Od razu podbiegł do łóżka i wskoczył w ramiona matki.
- Mamusiu, my się boimy. - wtrąciła się jedna z małych elfeczek, sióstr Ernila. Owa elfeczka miała bladą cerę, czarne włosy i czekoladowe oczy. - Boimy się że one po nas przyjdą.
- O kim ty mówisz, Tilawedd?
Tilawedd wdrapała się na łóżko i usiadła obok matki i szlochającego w jej ramionach braciszka. Elfka zaczęła delikatnie kołysać dziecko.
- O mrocznych elfach? - szepnęła kolejna elfeczka. - Czy one tu przyjdą i nas zabiorą?
- Nie, Marileth. Nikt was nie zabierze. - odparła spokojnie elfka. - Tutaj nie ma żadnych mrocznych elfów.
- To nie tak do końca prawda, kochanie - wtrącił karmelowo-włosy elf, który siedział na łóżku obok żony. Elfiki wzdrygnęły się lekko. - Ty jesteś mroczną elfką.
- Tatusiu, o czym ty mówisz? - spytały jednocześnie Marileth i stojąca obok niej siostra - Ettariel. Powoli zbliżyły się do łóżka i wdrapały się na nie. Ettariel przycupnęła na kolanach ojca, a Marileth rozsiadła się na kołdrze pomiędzy rodzicami.
- Wasza mama jest mroczną elfką. Ale chyba jej się nie boicie, prawda?
Elfięta pokiwały przecząco główkami. Ernil spojrzał na ojca, swoimi wielkimi, mleczno-czekoladowymi oczami.
- A jak to się stało? - zapytał Ernil, odwracając głowę i wlepiając oczy w matkę.
- Palladium - fuknęła lekko elfka, spoglądając na męża. - Myślę że nie ma sensu by im o tym opowiadać. Elf uśmiechnął się lekko i ucałował żonę w policzek.
- Moja droga Morwen, nie zapominaj o tym, że jest to historia, która nas dotyczy.
- To prawda mój miły, jednak nasza historia, momentami nie była usłana różami. - odparła Morwen głaskając plecy Ernila. - To nie jest opowieść dla tak małych elfiąt.
- Mamo! - jęknęła Tilawedd - My już nie jesteśmy mali. Opowiedz nam.
- Prosimy - dodały chórem pozostałe dzieci.
Morwen spojrzała na męża. Wymienili spojrzenia i westchnęli.
- Dobrze - odrzekła Morwen, sadzając synka na swoich kolanach. - Moja historia to opowieść o zdradzie, miłości i przeznaczeniu. Jednak czym że jest przeznaczenie? Musicie wiedzieć że to potężna siła, nad którą nikt nie może zapanować. Siła która, niezrozumiale wiąże i plecie nasze losy w różne miejsca i czasy. Przeszłość plącze się z przyszłością. Ktoś kiedyś powiedział mi że to tak jak z tym smokiem, który stworzył magiczny wszechświat. Wielki smok jest początkiem i końcem, tak jak koło czasu. W każdym momencie czasu kryją się przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. W każdym momencie czasu kryje się przeznaczenie. Rozumiesz, Tilo?
- Nie.
- Nie szkodzi.

Rozdział 1
Pierwsze spotkanie

Tego dnia obywały się zajęcia z magii naturalnej w terenie. Dla młodych czarodziejek takie eskapady zawsze niosły ze sobą ciekawe i niezwykłe przeżycia. Przed południem profesor Palladium zabrał swoją klasę do Zaczarowanego Lasu. Po półgodzinie drogi dotarli na polanę w samym środku lasu. Elf bez ogródek zaczął prowadzenie zajęć.
- No dobrze dziewczęta. Na dzisiejszych zajęciach będziecie musiały nauczyć się rozumieć otaczające was środowisko. Jak i stworzenia które tu żyją. - Czarodziejki wymieniały między sobą spojrzenia, ale nic nie powiedziały.
- A co konkretnie mamy robić w tym lesie, profesorze? - zapytała Amaryl, swoim jak zwykle zadziornym tonem. Elf spojrzał na nią, mrużąc lekko oczy.
- Macie słuchać natury i nauczyć się z niego korzystać. - starał się wyjaśnić elf. - W tym lesie żyje wiele pięknych i czarodziejskich stworzeń. Nauczcie się je rozumieć. Daje wam trzy godziny, a potem spotykamy się na polance przy wschodniej części Zaczarowanego Lasu. Podzielcie się szybko na grupy i możecie wyruszać.
- Ale mieliśmy już takie zajęcia na pierwszym roku - mruknęła Stella do stojącej obok niej Flory.
Kwiatowa czarodziejka uśmiechnęła się szeroko, najwyraźniej nie mogąc się doczekać. Ale jak to dyrektorka Faragonda zawsze mówiła "Czarodziejka zawsze powinna dążyć do perfekcji." Było jeszcze kilka podobnych przysłów które czarodziejki Winx doskonale pamiętały. Jednak to nie był czas na wspominki.
Czarodziejki szybko podobierały się w trzy osobowe grupki. Stojące w tłumie Winx też podzieliły się w trójki i wraz z resztą dziewczyn, wyruszyły w głąb lasu. Layla, Flora i Bloom poszły przodem i skręciły w pierwszą leśną ścieżkę jaką napotkały. Stella, Tecna i Musa poszły dalej.
- Powodzenia dziewczyny! - krzyknął za nimi Palladium i sam oddalił się w przeciwną stronę.

***

- To niesamowite! - rzekła z zachwytem Flora. - Ten las jest taki piękny! Spójrzcie tylko na te rośliny! Albo na te złote kwiaty! - wskazała na krzak rosnący nieopodal.
Layla i Bloom, wymieniły spojrzenia i roześmiały się.
- To prawda Floro! - odrzekła Layla podchadząc do krzaka, powąchała rośnące na krzaku, złociste kwiaty. - Są wspaniałe. A ty co myślisz Bloom?
Bloom zamyśliła się. W ogóle cały dziśiejszy dzień sprawiała wrażenie nieobecnej. Nagle dziewczynę wyrwał z rozmyśleń głos przyjaciółek.
- Bloom? O czym myślisz? - zapytała Flora, podchodząc do przyjaciółki, kładąc jej dłoń na ramieniu. - Czy coś się stało?
- To nic takiego, Floro. Poprostu mam jakieś dziwne przeczucie.
Z twarzy Layli zniknął uśmiech. Już całkiem poważna, podeszła do przyjaciółek wyraźnie zaniepokojona słowami Bloom.
- A co ci mówi, przeczucie? - zapytała Layla również kładąc swoją dłoń na ramieniu rudowłosej czerodziejki.
- Mam wrażenie że coś się stanie. - dziewczyny zamarły - Tylko co?

***

Palladium uważnie rozejrzał się po polanie. Jego uwagę przykuł urokliwy zagajnik na samym skraju polany. Pośród dorodnych olch stał duży, omszały kamulec na którym można by wygodnie przycupnąć. Z braku innych możliwości, pokierował tam swe kroki. Lekko zmęczony elf, westchnął ciężko i usiadł na kamieniu. Przymknął oczy. Palladium nie pamiętał żeby kiedykolwiek był tak zmęczony. W ostatnim czasie nikt w magicznym wymiarze nie mógł się czuć bezpieczny. Czarownice Trix coraz częściej atakowały, nie tylko Alfeę ale też inne szkoły magicznego wymiaru. Zaatakowały szkołę w Linphei i prawdopodobnie były też zamieszane w zniknięcie wróżek.
- Czy może się zdażyć coś gorszego? - zastanawiał się elf, żałośnie spuszczając głowę. Nagle niespodziewanie błękitne niebo przysłoniły czarne chmury. Elf zerwał się na równe nogi, czyżby czarownice szykowały kolejny atak? Rozległ się huk, trzask, na niebie rozbłysła błękitna łuna. Nagle z tej łuny wyłoniło się wielkie i skrzydlate stworzenie. Stworzenie, upadło uderzając o konary drzew i łamiąc przy tym gałęzie. Musiało gdzieś tam leżeć pomiędzy sosnami i świerkami. Niebo tak szybko jak pociemniało tak szybko się rozjaśniło. Palladium wachając się przez chwilę, pobiegł sprawdzić co się stało z tym stworzeniem. Pobiegł przez las najszybciej jak mógł, pomiędzy połamane w drzazgi drzewa. Biegł tak aż dobiegł do małej polanki. Tam w trawie leżało stworzenie. Był to duży, czarno-fioletowy smok z szerokimi granatowo-niebieskimi, nietoperzymi skrzydłami. Co ciekawe, smok był osiodłany. Nagle elf zauważył kogoś przy stworzeniu. Obok smoka leżała zakapturzona postać. Zbliżył się do tajemniczej postaci i odgarnął kaptur z jej głowy. Była to piękna, czarnowłosa elfka. Po jej alabastrowej twarzy lała się z czoła cieńka stróżka krwi. Palladium uklęknął obok niej, sprawdził czy żyje. Żyła, jednak była nieprzytomna i z pewnością bardzo obolała. Elf wziął ją w ramiona. Postanowił zanieść ją do Alfei i tam spróbować jej pomóc. Nagle przy elfie wylądowały czarodziejki Winx, ogólnie zdezorientowane. Elf obrócił się do nich wraz z trzymaną w ramionach elfką i spojrzał na nie błagalnie.
- Proszę, pomóżcie mi. - po chwili dodając -Mi i jej.
- Dobrze. - odparła Bloom - Niech pan weźmie ją do Alfei. A ja sprawdzę co z tym smokiem. Dziewczyny wracajcie wraz z profesorem do Alfei. - zarządziła rudowłosa czarodziejka. - Floro, leć po resztę klasy, niech też już wracają do szkoły.
Kwiatowa czarodziejka skinęła głową i poleciała szukać innych uczennic.

***

Po powrocie do Alfei, profesor Palladium czym prędzej zaniósł elfkę do swojego pokoju. Elf z jak największą delikatnością położył ją na łóżku i zdjął z niej płaszcz. Elfka była naprawdę piękna, miała porcelanową, lekko rumianą skórę i usta czerwone jak płatki róż. Jej włosy były bardzo długie i gęste, upięte były w ciasną kitę. Na głowie elfki była srebrna korona przypominająca lecącego ptaka. Było w niej coś tajemnicznego ale jednak niezwykłego. Palladium nigdy nie widział takiej drugiej takiej elfki jak ona. Elf obejrzał ją dokładnie. Na szczęście nie była ranna. Była tylko lekko potłuczona i wyczerpana. Palladium przyniósł miskę z wodą i ściereczkę. Zamoczył ściereczkę w ciepłej wodzie i zaczął delikatnie obmywać ranę na głowie elfki. Miał nadzieję że tajemnicza elfka szybko dojdzie do siebie, ale niestety, mijały kolejne godziny a elfka się nie budziła. Przeleżała tak przez następną część dnia.
Późnym popołudniem elfka zaczynała powoli otwierać oczy. Zamrugała kilka razy oczami, próbując przyzwyczaić się do światła zachodzącego słońca. Palladium tymczasem spał w fotelu przy łóżku. Wstała z łóżka powolutku, pocierając obolałą skroń. Zachwiała się lekko, zakołysała i ponownie usiadła na łóżku. Gdzie ja jestem?- pomyślała. Ponownie stanęła na nogach, tym razem zdołała utrzymać równowagę. Elfka rozejrzała się po pokoju, uważnie badając otoczenie. Cztery ściany, kilka dziwnych mebli nic specjalnego. Zmrużyła oczy, usiłując się przyzwyczaić do dziennego światła. Jednakowoż gdy tylko otwarła szerzej oczy, tym mocniej je zamykała. Próby przyzwyczajenia się do światła, spaliły na panewce. Na ślepo przeszła kilka kroków przed siebie, potknęła się o własne nogi i wpadła prosto na stojącą po środku pokoju, drewnianą ławę strącając stojącą na meblu kryształowego jednorożca. Elfka runęła na ziemię. Huk tłuczonej kryształowej statuetki od razu wyrwał śpiącego elfa ze snu. Palladium zerwał się na równe nogi i szybko doskoczył do elfki. Schylił się by ją podnieść, jednak gdy tylko wziął ją w ramiona, czarnowłosa elfka zaczęła wierzgać i krzyczeć:
- Nie! Nie! Zostaw mnie! PUSZCZAJ!
- Hejże, przestań! Nic ci nie zrobię! Chcę ci pomóc.
Palladium zaczął mocować się z elfką, starając się ją za wszelką cenę utrzymać. Po chwili elfka, wyrwała mu się i niezgrabnie odbiegła od niego na kilka kroków i próbowała złożyć palce do zaklęcia. Nie zdołała. Palladium prędko, dwóch skokach znalazł się przy niej i chwycił ją za ręce.
- Przestań, bo sama zrobisz sobie krzywdę.
Elfka nie słuchała, wierzgała i szarpała się jeszcze chwilę, ale po chwili przestała i osunęła się na ziemię. Z trudem otworzyła oczy. Spojrzała na niego. Jej oczy były niesamowite. Złote jak miód, bezdenne. I pełne niesamowitego strachu.
- Kim ty jesteś? - wymamrotała cichutko spanikowana elfka, na powrót zamykając powieki. - Gdzie ja jestem?
Palladium odłożył elfkę na łóżko i ponownie uważnie ją obejrzał. Na szczęście nic sobie nie zrobiła.
- Jesteś w Alfei, pani. - odparł elf, ostrożnie przycupnąwszy obok niej - A ja? Nazywam się Palladium. Nie bój się mnie, jestem elfem jak ty.
- Gdzie? - spytała ponownie mrugając oczami, powoli przyzwyczajając się do światła.
- W Alfei. - cierpliwie tłumaczył Palladium. - W szkole dla czarodziejek w wymiarze Magix.
Czarnowłosa elfka spojrzała na elfa nieufnie, ale nic nie powiedziała. Nie miała na nic siły, była kompletnie wyczerpana. Palladium wstał z łóżka i przykrył ją kocem.
- A ty, jak masz na imię? - odezwał się nagle Palladium przerywając niezręczną ciszę. - I skąd wzięłaś się w lesie, pani?
Elfka spojrzała na niego spod długich, czarnych rzęs. Powoli przestawała się bać.
- Mam na imię Morwen. - przedstawiła się grzecznie elfka, już całkiem spokojna. Teleprotowałam się wraz z Jinx, ale coś poszło nie tak. I dalej już nie pamiętam. Obudziłam się tutaj.
- Jinx? - zapytał Palladium, przechylając lekko głowę. - Masz na myśli tego smoka?
- Tak. - odparła Morwen i znów spróbowała się podnieść z łóżka. Palladium ponownie ją powstrzymał. - Gdzie ona jest?
- Już ktoś się nią zajął. Spokojnie nic jej nie będzie. - odparł elf i nakrył elfkę kołdrą. - Spróbuj wypocząć. A przynajmniej spróbuj zdrzemnąć się do kolacji.
Morwen zamknęła oczy, wtuliła się w poduszkę i zasnęła.

Rozdział 2
Zwierzątko

- Biedaczysko. - powiedziała Bloom wpatrując się w leżącą na ziemi czarną smoczycę. Ostrożnie obeszła nieprzytomne stworzenie, zatrzymała się, uklękła przy jej głowie i pogłaskała ją po smukłym pysku. Czarodziejka zwróciła uwagę na znajdujące się między długimi, srebrnymi kolcami, niebiesko-fioletowe błony, kryształy wrastające w czoło i srebrne ornamenty na piersi smoka. Nie przypominała sobie, aby widziała tego rodzaju smoka. Nawet podczas swojego pobytu na planecie Pyros, nie widziała tego rodzaju smoka. A widziała ich tam mnóstwo. Czarodziejka zamyśliła się i nie zauważyła że smoczyca otworzyła oczy. Głęboki pomruk wyrwał dziewczynę z zamyśleń, stworzenie podniosło smukłą szyję wysoko do góry, wstała z ziemi z nieopisaną gracją i stanęła na równe łapy. Smoczyca rozczapierzyła skrzydła i z towarzyszącym przeciągłym rykiem, wzbiła się w powietrze. Leciała trochę niezgrabnie ale zdołała zatoczyć parę kółek i po chwili poleciała w kierunku Alfei. Bloom zatrzepotała skrzydłami i poleciała śladem czarnej smoczycy.

***
Morwen obudziła się i leniwie przewróciła się na prawy bok. Na stoliku obok, stała taca z talerzykiem na którym znajdowały się kanapki z masłem i zielonym ogórkiem. Obok talerzyka z kanapkami stała porcelanowa filiżanka i dzbanek z zieloną herbatą. Elfka podniosła się z łóżka i usiadła tuż obok stolika. Wzięła jedną kanapkę i ostrożnie ugryzła kęs. Kiedy stwierdziła że, jedzenie jest dobre zaczęła z apetytem jeść resztę. Kiedy się najadła, nalała sobie do filiżanki zielonej herbaty. Piła herbatę w spokoju, aż na balkonie wylądowała jej czarna smoczyca. Słysząc skrzeczenie, Morwen odłożyła filiżankę z herbatą na tacę i wyszła pupilce na spotkanie.
- Witaj, Jinx. - powiedziała elfka i pogłaskała długą szyję smoczycy. Jinx zamruczała przyjemnie. Smoczyca weszła za swoją panią do środka. Elfka ponownie usiadła na łóżku, a Jinx usiadła za podłodze obok łóżka.

***
- Dziewczyny?! - zawołała Bloom do swoich przyjaciółek, siedzących przy fontannie na głównym dziecińcu. Czarodziejki spojrzały na rudowłosą koleżankę, która wylądowała tuż przed nimi.
- Co się stało, Bloom? - zapytała Stella, jak zwykle najbardziej ciekawska wszystkiego.
- Widziałyście może czarnego smoka? Przyleciał do Alfei.
Pozostałe dziewczyny wymieniły spojrzenia, najwidoczniej nie wiedząc o czym mówi Bloom.
- Nie, Bloom. - odparła Layla, głaszcząc główkę śpiącej na jej kolanach Piff. - Nie widziałyśmy. Przyszłyśmy tu kilka minut temu.
- Rozumiem. A gdzie jest profesor Palladium?
- To akurat wiemy - wtrąciła się Stella. - Poszedł do gabinetu Faragondy, ale o wiele bardziej nas ciekawi, kim jest ta elfka z lasu i co się jej przytrafiło. Wiecie, rzadko widuje się elfy, w ogóle nas profesor to był pierwszy elf jakiego w życiu widziałam. A ta elfka jest piękna, a widziałyście jak była ubrana? Koniecznie muszę poznać elficką modę. Dziewczyny westchnęły ciężko i pokręciły smętnie głowami. Bloom tylko wzruszyła ramionami i pobiegła się do szkoły.
- Dzięki dziewczyny, zobaczymy później! - krzyknęła z oddali.

***

- Jeszcze raz dziękuję, że się zgodziłaś, Faragondo. - powiedział Palladium z radosnym uśmiechem. Dyrektorka również się uśmiechnęła. Jedynie stojąca obok biurka dyrektorki, Griselda, była sceptyczna i jak zawsze skwaszona.
- Nie ma za co, drogi Palladium. I ja również z chęcią poznam twojego, uroczego gościa. - odparła kobieta - A jeśli chodzi o tą smoczycę, możesz ją trzymać w starej stajni za Alfeą? Dawno temu rezydował tam jeden smok, więc myślę że Jinx dobrze się tam poczuje.
- To wszystko nie bardzo mi się podoba. - wtrąciła Griselda, wykrzywiając twarz w grymasie. - Smok w tej szkole, to kuriozalny pomysł! A o "nieoczekiwanym" gościu, nawet nie wspomnę.
- Spokojnie Griseldo, respektuję twoje zdanie, ale już postanowiłam.
Elf uśmiechnął się do panny Griseldy z przekąsem, jakby chciał się trochę podrażnić. Jeszcze mi język pokaż. - pomyślał trochę drwiąco Palladium, widząc grymas przełożonej. Elf roześmiał się perliście i jeszcze raz dziękując Faragondzie, opuścił gabinet. Teraz pozostawało mu tylko znaleźć Jinx, jednak nie miał pojęcia od czego zacząć. Postanowił znaleźć Bloom, która obiecała że dopilnuje smoka. Na szczęście rudowłosa czarodziejka, sama się znalazła. Wpadł na nią za pierwszym zakrętem.
- Przepraszam Bloom, mogę prosić cię na słowo?
Bloom spojrzała na niego, natychmiast przepraszając elfa za to, że tak na niego wyskoczyła.
- Oczywiście, właśnie pana szukałam. - odparła czarodziejka idąc za elfem do jego pokoju. - A jak się czuje ta elfka? Kim ona jest, wie pan może?
- Ma na imię Morwen i na szczęście czuje się już dobrze. A gdzie jest jej smok?
Bloom wzdrygnęła się lekko.
- Kiedy oprzytomniał, odleciał i powinien być gdzieś na terenie Alfei. Przyleciał tutaj, niestety nie udało mi się go dogonić.
- Nie martw się, Bloom. Jeśli ona naprawdę tu jest, znajdę ją.
- Ona? Więc to smoczyca?
- Tak.
Kiedy stanęli tuż przed drzwiami do pokoju elfa, Palladium westchnął cichutko. Elf otworzył drzwi i zobaczył siedzącą na środku pokoju, czarną smoczycę. Jinx wstała i podeszła do czarodziejki i elfa. Mruknęła nisko i obwąchała najpierw elfkę, a potem czarodziejkę na którą parsknęła nie przyjemnie.Jednak nic nie zrobiła. Smoczyca nie próbowała ziać ogniem, gryźć czy używania pazurów.
- Jinx! Wracaj tu. - rozkazała Morwen i wskazała ręką miejsce obok łóżka.- No już, na miejsce!
Smoczyca usłuchała i zajęła wskazane przez jej panią miejsce. Palladium i Bloom odetchnęli z ulgą i ostrożnie weszli do środka. Elfka spojrzała na nich obojętnie.
- Więc to jest Morwen. - wyszeptała cichutko czarodziejka ognia i spojrzała na Jinx. - A to jest, Jinx? Ładne imię, za równo dla elfki jak i dla smoka.
Elfka jednak udawała że jej nie widzi i nie słyszy. Za nic też miała skierowany pod jej adresem komplement. Bloom zdziwiła się lekko. Elfka nie wydała jej się przyjaźnie nastawiona. Palladium postanowił się wtrącić.
- Morwen, muszę zabrać stąd Jinx. Nie może być w szkole. - Elfka wstała, oburzona i spojrzała na karmelowo-włosego elfa marszcząc brwi. - Ale proszę daj mi skończyć. Tutaj za szkołą jest stajnia ,w której twoja smoczyca mogłaby zamieszkać. Będzie jej tam dobrze. Obiecuje że o wszystko zadbam osobiście. Elfka spojrzała na swoją smoczycę i pogłaskała jej policzek.
- Dobrze, weź ją. - powiedziała Morwen, wzięła smoczycę za długie, srebrne lejce i podała je elfowi. Palladium spojrzał smoczycy prosto w piękne, fioletowe oczy. Ostrożnie położył dłoń na pysku Jinx.
- Już dobrze Jinx, spokojnie. - zachęcił Palladium nadal patrząc w oczy smoczycy - Chodź ze mną.
Jinx niechętnie ruszyła za nim. Natomiast Bloom poszła za nimi, bardzo zaciekawiona.

***
Stajnia była duża, przestronna, idealnie nadająca się na schronienie dla smoka. Bloom chętnie pomogła elfowi przy ogarnięciu boksu i napełnieniem paśnika, specjalną smoczą karmą, którą rudowłosa czarodziejka załatwiła za pomocą, telefonu do Sky'a. Kiedy wszystkie prace w stajni zostały zakończone, Palladium rozsiodłał Jinx, zdjął jej uzdę i wprowadził do boksu. Jinx na szczęście szybko przestała lustrować ich wzrokiem i zajęła się jedzeniem. Elf i czarodziejka ostrożnie się wycofali z boksu, zamknęli bramkę i opuścili stajnie.
- Dziękuję za pomoc, Bloom. - powiedział Palladium zamykając za sobą drzwi do stajni.
- Nie ma za co, panie profesorze. - odparła Bloom, uśmiechając się lekko. - Cieszę się, że mogłam pomóc.
A Morwen, nie jest chyba miłą elfką, co pan o niej myśli?
Palladium uniósł lekko brew.
- Nie wiem, Bloom. Nigdy jeszcze nie spotkałem takiej elfki jak Morwen.
- Co pan ma na myśli?
- Takiej temperamentnej. - odparł elf. - Widziałem już wiele elfek, ale nigdy takiej jak ona.
- Ciekawe. - dodała czarodziejka. - A teraz przepraszam, ale muszę już iść. Dobranoc, profesorze.
- Dobranoc, Bloom. - odparł Palladium i oboje rozeszli się w swoją stronę.

Rozdział 3
Pod jednym dachem z Morwen

Palladium obudził się wczesnym rankiem, cały obolały i nie wyspany. Od tygodnia źle sypiał ale tego dnia nie miał na nic siły. Elf zgramolił się z sofy i westchnął ciężko. Od tygodnia spał na kanapie a nie we własnym łóżku, gdyż w jego łóżku w najlepsze spała Morwen, najwidoczniej za nic mając poczciwego elfa. Palladium pokierował swoje kroki do łazienki i o mało co się nie zląkł, widząc swoje odbicie w lustrze. Jego piękne, długie, karmelowe włosy były potargane i w nieładzie. Jego oczy były bez wyrazu. Wziął szczotkę i zaczął rozczesywać swoje, długie włosy. Po półgodzinie wyszedł z łazienki, w miarę doprowadzony do ładu. Elf jednak ledwo stał na nogach, a dzisiaj miał cztery godziny zajęć. Już miał dość, a wiedział że przy miksturach w laboratorium, trzeba zachować szczególną ostrożność i trzeźwe myślenie.
- Mam nadzieję że i ten dzień przetrwam. - szepnął pod nosem Palladium, wychodząc z pokoju. Poszedł do pokoju nauczycielskiego i tam zrobił sobie kawy. Przy stoliku siedział WizGiz i Avalon, bardzo zaniepokojeni stanem kolegi. Avalon jako pierwszy postanowił zagadnąć elfa.
- Palladium? Wszystko w porządku?
Elf nasypał do swojego kubka, kawy rozpuszczalnej i łyżeczkę cukru. Odwrócił się i spojrzał na paladyna.
- Tak. - odparł elf, wlewając do kubka wrzątek. Avalon nie uwierzył w to co mówi elf. Zaczął uważnie przyglądać się elfowi.
- Źle spałeś, prawda przyjacielu?
- Od tygodnia źle śpię, ale nic mi nie będzie. - próbował zbyć przyjaciela Palladium, jednak nie szczególnie mu się to udało. WizGiz odkrztusił się i postanowił się wtrącić w rozmowę.
- Może, powinieneś sobie wziąć dziś wolne. - zaproponował skrzat. - Odpoczniesz, prześpisz się.
- Ale mam dzisiaj zajęcia.
- Wezmę za ciebie zastępstwo, a ty masz dziś odpoczywać.
Palladium uśmiechnął się do nich lekko, ale zaraz uśmiech znikł z jego twarzy.
- Dziękuję.
- Nie ma za co. Idź już.
Palladium zostawił kubek z kawą i poszedł do siebie. Tam zastał Morwen, która koniecznie chciała wyjść do smoczej stajni. Elf tylko wskazał jej drogę, wyminął ją i wreszcie położył się we własnym łóżku. Morwen nic nie powiedziała i wyszła. Elf natomiast wtulił się w poduszkę, położył się wygodnie na boku i zasnął.

***

Morwen w końcu dotarła do stajni i tam odszukała w boksie Jinx, znalazła siodło i uprząż. Szybko osiodłała smoczycę i wyprowadziła ją ze stajni. Prędko wskoczyła w siodło, trzasnęła lekko lejcami i Jinx wzleciała w powietrze. Wspólnie poleciały w stronę Lasu Gloomywood. Choć nie wiedziała dokąd leci, koniecznie chciała się rozejrzeć po okolicy. Leciały około półgodziny aż w końcu wylądowały na polanie przy lesie. Dalej już szły po ziemi. Jinx szła lekko i bezszelestnie, rozglądając się na boki. Nagle skręciły w leśną ścieżkę prowadzącą w stronę potoku. Wzdłuż wpadającego do rzeki potoku, spływającego ze stromego, gęsto zalesionego zbocza, wiodły w górę schody wykonane ze złomów omszałego piaskowca. Schody były wiekowe, spękane, porozsadzane korzeniami drzew. Zygzakowały w górę, niekiedy przecinając strumień mostkiem. Dookoła był las, dziki las, pełen starych jesionów i grabów, cisów, jaworów i dębów, dołem zmierzwiony gęstwiną leszczyn, tamaryszków i porzeczek. Pachniało piołunem, szałwią, pokrzywą, mokrym kamieniem, wiosną i pleśnią. Jinx szła w milczeniu, nie spiesząc się i kontrolując oddech. Morwen obserwowała wszystko z grzbietu swojej czarnej smoczycy. Obok kolejnej kaskady, z szumem spadającej z rozpadliny skalnej, był kamienny taras, a na nim, ocieniona krzakiem dzikiego bzu, stała bardzo stara altana, spowita bluszczem i tradeskancją. W dole widać było korony drzew, wstęgę rzeki i malujące się na horyzoncie jezioro. Stały chwilę, patrząc.
- Jak tu pięknie, prawda, Jinx? - zapytała elfka i zsiadła z grzbietu smoka. Jinx tylko mruknęła cichutko i powąchała zapach dzikiego bzu. Smoczyca prychnęła głośno. Elfka weszła do altany i przysiadła na drewnianej ławeczce. Siedziała tak przez dłuższy czas i wpatrywała się w krajobraz. Jinx natomiast podeszła do krzaka magicznych truskawek, rosnącego tuż obok altanki i zaczęła zjadać dojrzałe, soczyste owoce.
- Chodźmy już, Jinx. - rzekła cicho wychodząc z altany. Czarna smoczyca, mruknęła cicho i podeszła do swojej właścicielki. - Wracajmy już.

***

Palladium przespał spokojnie większość dnia, obudził się dopiero o czwartej po południu. Wtedy właśnie do jego pokoju wszedł Avalon, i zaczął szperać po półce z książkami. Palladium podniósł się z łóżka i podszedł do paladyna, najwyraźniej zaciekawiony jego obecnością. Avalon spojrzał na elfa, który był zdecydowanie bardziej żywy i wesoły.
- Potrzebujesz czegoś, Avalon?
Paladyn speszył się lekko i dalej się rozglądał po książkach, stojących na półce.
- Tak. Potrzebuję książki o magicznych roślinach. - odparł Avalon. - Masz może jakąś?
- Tak. - elf wyjął z szuflady biurka, opasłą książkę, oprawioną w skórzaną okładkę. Książka nosiła tytuł rMagiczne rośliny i ich właściwościr1;- A mogę spytać, po co ci ta książka?
- Potrzebuję magicznego kwiatu, który pomaga przy zaklęciu hipnozy. A wolę najpierw czegoś się o nich dowiedzieć.
- Może, chcesz żebym ci pomógł? - zapytał elf.
- Dziękuję, ale czy nie wolałbyś jeszcze spać?
- Wszystko już w porządku, chodźmy.
- Prowadź, przyjacielu.

***
Minęło kilka godzin nim Palladium i Avalon znaleźli magiczny kwiat. Tym razem nie spotkała ich żadna nieprzyjemna w skutkach przygoda. Niestety w drodze powrotnej zaskoczyła ich okropna burza i towarzysząca temu ulewa. Musieli się pospieszyć, gdyż deszcz wcale nie zamierzał przestać padać. Niebo nad lasem rozjaśniło się łuną błyskawicy. Po jakimś czasie przeciągle zamruczał grom. Widnokrąg płonął błyskawicami. Deszcz kuł w oczy niby tysiące, wściekłych pszczół. Zerwał się wiatr. Ramię w ramię, doszli do drewnianego mostu. Rzeka robiła się coraz bardziej wartka, Palladium zrobił kilka kroków, aż w pewnym momencie belki pod jego nogami zatrzeszczały groźnie. Potem pojaśniało, las się skończył, na obu brzegach były olszynowe łęgi, trzciny, oczerety. W czystej dotychczas rzece pojawiły się kępy zielska, wynurzone wodorosty, pnie. Gdy niebo rozbłyskiwało błyskawicą, widziała na wodzie kręgi, gdy hurkotał grom, słyszała pluski spłoszonych ryb. Coś stale chlupało i pluskało, mlaskało i ciamkało. Elf zastrzygał uszami i ani myślał iść dalej. Avalon spojrzał na niego przymrużonymi oczami.
- Idź, Palladium! - krzyknął Avalon, zasłaniając oczy ręką. - Idź, no dalej!
Elf jedynie cofnął się, o trzy kroki.
- No idź! Dlaczego się cofasz?!
- Nie możemy iść dalej! - odparł elf.
Avalon sam wszedł na most, na środku mostu coś skrzypnęło, ale paladyn spokojnie przeszedł na drugą stronę. Krzyknął do elfa, by zrobił to samo. Elf ponownie zastrzygł uszami, ale nadal nie ruszył się z miejsca, jakby czegoś się bał. Palladium widział, że Avalon spokojnie przeszedł po moście ale coś mu mówiło żeby nie iść dalej. Miał złe przeczucia. Błyskawica. A po niej nagła ciemność, ciemność miękka i czarna, czarna czernią, której nie rozjaśnia nic. W uszach szum. Na twarzy wiatr. Chłodny wiatr. Kropelki deszczu. W nozdrzach zapach drzew. Ciało elfa było mokre i gorące. Kolejny krzyk Avalona, ponownie go nawoływał. Elf nadal nic. W pewnym momencie, paladyn zdenerwował się i wrócił po elfa. Wziął go za rękę i chciał przeprowadzić na drugą stronę. Kiedy weszli na most, Palladium szarpnął się gwałtownie gdy znów skrzypnęło złowieszczo i ponownie chciał się cofnąć.
- No, przestań już! - krzyknął Avalon dalej ciągnąc elfa za rękę. - No chodź. Proszę, zrób to dla mnie.
Palladium chciał go posłuchać, ale czuł że paladyn się mylił. Avalon szarpnął go mocniej, elf zrobił dwa kroki do przodu, znów skrzypnęło. W pewnym momencie belki drewnianego mostu zatrzeszczały, pękły i zarówno paladyn jak i elf wpadli do lodowatego, wartkiego strumienia. Avalon czym prędzej wyleciał z wody, za pomocą swoich świetlistych skrzydeł. Palladium natomiast próbował pochwycić się mostu, ale nie utrzymał się i popłynął kawałek niesiony nurtem rzeki. Przerażony elf starał się podpłynąć do brzegu lub czegokolwiek czego mógłby się złapać. Na szczęście udało mu się złapać grubej gałęzi drzewa, rosnącego tuż przy brzegu. Palladium mocno chwycił się gałęzi i spróbował się podciągnąć. Udało mu się, wgramolić na gałąź i mocno chwycił się mocarnego pnia dębu.
- Avalon! Avalon, gdzie jesteś?! - krzyczał rozpaczliwie Palladium, cały trząsł się z zimna. Paladyn był nie mniej przerażony i poleciał wraz z nurtem rzeki, szukać towarzysza. Ledwo dojrzał biednego, przemarzniętego elfa, siedzącego na drzewie, mocno wtulonego w pień drzewa. Wylądował na ziemi obok drzewa na którym siedział Palladium i pomógł elfowi zejść na ziemię. Avalon podał elfowi dłoń i pozwolił mu oprzeć się na jego ramieniu.
- Przepraszam, drogi przyjacielu. - zaczął powoli Avalon, patrząc na przestraszonego elfa. - Miałeś rację, nie powinniśmy przechodzić przez ten most. Przepraszam.
- To nic. Nic mi nie jest.
Na szczęście już przestawało padać, chmury się przeżedziły jedynie okazjonalnie zagrzmiało.
- Chodźmy. To już nie daleko,
Nim minęła kolejna godzina, obaj panowie byli spowrotem w Alfei. Przy wejściu do szkoły, czekała na nich Faragonda.

***

- Co się wam? - zapytała zatroskana Faragonda, widząc przemoczonego paladyna i elfa (szczególnie elfa, który ledwo stał na nogach). - Na szczęście, już wróciliście. Martwiliśmy się o was.
- Na szczęście wróciliśmy, pani Faragondo. - odparł Avalon, podtrzymując elfa na swoim ramieniu. Palladium nawet nie myślał by się odezwać. Elf ostrożnie stanął do pionu i poczłapał do swojego pokoju. Avalon i Faragonda, odprowadzili go wzrokiem. Kiedy elf dotarł do pokoju, wyjął z szafy suche ubrania i poszedł do łazienki się przebrać. Morwen za to siedziała, rozłożona wygodnie w fotelu i głaskała siedzącą obok fotela Jinx. Ledwo udało mu się wymamrotać zaklęcie by wysuszyć włosy. Jedynie czego chciał to położyć się na czymś ciepłym i miękkim. Kiedy elf wrócił do sypialni, podszedł chwiejnym krokiem do kanapy i położył się plackiem na sofie. Przykrył się kocem, zwinął w kłębek i zasnął. Morwen nawet nie spojrzała na niego.

***

Na zajutrz, Palladium był już chory. Morwen zaniepokoiła się trochę, Elfka usiadła na sofie, tuż obok niej i dotknęła dłonią jego czoła. Był rozpalony. Szybko poszła do łazienki, zmoczyła ręcznik zimną wodą, wykręciła go i szybko położyła go nę.a głowie elfa. Palladium pisnął cichutko gdy zimny ręcznik dotknął jego rozpalonego czoła.
- Ciiii...Nie skrzywdzę cię. - szepnęła Morwen zastanawiając się, co jeszcze mogła by zrobić by mu ulżyć w cierpieniu. Elf spojrzał na nią, z wyrazem wielkiego cierpienia, zupełnie jakby chciał powiedzieć: To boli, zakaszłał głośno i zamknął oczy. Poszła po miskę z zimną wodą i co kwadrans zmieniała okłady. Jednak gorączka nie spadała. Godzinę później drzwi do pokoju otworzyły się i w progu stanął Avalon. Morwen odrazu spojrzała na mężczyzne nieufnie. Jinx warknęła głośno na nieznajomego. Na gest swojej pani smoczyca odstąpiła i usiadła obok elfki. Paladyn podszedł do sofy na której leżał elf i odrazu przyklęknął obok sofy.
- Wielkie nieba, Palladium... - szepnął Avalon dotykając policzka elfa. - Mój dobry przyjecielu, jak ty cierpisz.
- Potrafisz mu pomóc? - zapytała Morwen, lustrując Avalona, czujnym wzrokiem.
Paladyn pokręcił głową.
- Pójdę po pielęgniarkę, ona stwierdzi co mu jest.
- A co on wczoraj robił, że dzisiaj jest w takim stanie?
- Szukaliśmy w lesie magicznego kwiatu, a jak wracaliśmy najpierw zaskoczyła nas ulewa, a później wpadliśmy do rzeki.
- Biedactwo. Idź i sprowadź pomoc. - rozkazała Morwen i pogłaskała karmelowe włosy Palladium. Avalon skinął głową i choć nie podobał mu się ton elfki, poszedł po pielęgniarkę Ofelię. Kiedy rudowłosa, pulchna kobieta zbadała elfa, stwierdziła u niego poważne zapalenie płuc i przepisała mu antybiotyk. Gorączkę radziła zbijać zimnymi okładami. Wypisała mu też zwolnienie lekarskie na kilka tygodni.
- Trzeba go przenieść na łóżko. - stwierdziła elfka i spojrzała na Avalona. - Byłbyś łaskaw?
- Byłbym. - odparł paladyn, ostrożnie wziął elfa w swoje ramiona i położył go na łóżku. Morwen wzięła leżcy na sofie koc i opatuliła nim szczelnie chorego elfa. Tak samo zrobiła z kołdrą. Podała mu na łyżeczce zapisany przez Ofelię antybiotyk i zmieniła mu okład.
- Co teraz? - zapytał Avalon, zamykając za Ofelią drzwi do pokoju.
- Teraz trzeba się nim zająć. - odparła Morwen, głaszcząc delikatnie włosy elfa. - Ja to zrobię. Zostanę z nim.
- Dobrze. - dodał paladyn podchodząc do wyjścia. - Zadbaj o niego.
- Zadbam.
Avalon skinięciem głową pożegnał się z Morwen i wyszedł. Elfka ponownie spojrzała na elfa, ale już nie patrzyła na niego z obojętnością i chłodem, ale z troską i współczuciem. Naprawdę był dla mnie dobry - pomyślała Morwen. - Nie zasłużył sobie na złe traktowanie. Byłam wobec niego taka okropna, a on chciał mi tylko pomóc.
Wtedy Morwen pożałowała swojego zachowania, wobec tego dobrego elfa. Cały tydzień się o nią troszczył a ona nawet mu nie podziękowała. I nawet nie przeprosiła za swoje impertynenckie zachowanie.
- Teraz nadszedł czas by wyrównać rachunek. - stwierdziła Morwen.

Rozdział 4
Zmiany na lepsze

Przez kilka następnych dni, Palladium nie czuł się ani trochę lepiej. Jedyne co mogło go chociaż trochę pocieszyć, był fakt że przestała go męczyć gorączka. Po za tym nie wiele się zmieniło. Przez większość dnia elf leżał w łóżku i prawie wcale go nie opuszczał. Morwen i Jinx na zmianę go pilnowały. Palladium zdołał zauważyć że Morwen czuwała przy nim do późnych godzin nocnych, jednak nie wiele przy tym mówiła. Elfka pod wpływem współczucia stawała się łagodniejsza. Zdumiało to go, gdyż przez ostatni tydzień Morwen nie specjalnie zwracała na niego uwagę. Tego wieczoru do pokoju elfa, ponownie zawitał Avalon, który bardzo martwił się o przyjaciela. Towarzyszyła mu pani Faragonda.
- Dobry wieczór - zaczęła niepewnie dyrektorka i uśmiechnęła się lekko do siedzących na łóżku elfów. Palladium i Morwen spojrzeli na kobietę i skinieniem głowy odwzajemnili powitanie. - Jak się dziś czujesz, miły Palladium? - zapytała Faragonda.
- Już trochę lepiej - odparł i zakaszlał głośno.
- Na szczęście już nie ma gorączki, ale nie prędko on wstanie z łóżka. - dodała Morwen wstając z łóżka i podeszła do okna. Na sklepieniu nocnego nieba, pojawiały się pierwsze gwiazdy. Cała Alfea powoli cichła i pogrążała się we śnie. Palladium spojrzał na elfkę i nie odrywał od niej wzroku.
- Napędziłeś nam wszystkim strachu, drogi przyjacielu. - dodał Avalon z delikatnym uśmiechem na twarzy. Elf odwzajemnił uśmiech, ale nie obdarował tym uśmiechem swoich gości. Uśmiechnął się do Morwen, która w pewnym momencie odwróciła się twarzą do elfa, który speszył się ciemnowłosa elfka wbiła w niego swe przenikliwe spojrzenie.
- Myślę że już powinniście iść - powiedziała elfka odprowadzając Avalona i Faragondę do drzwi. - Myślę, że wasz ulubiony elf potrzebuje snu. Palladium faktycznie rozmarzył się trochę, ale nie aż tak by chcieć o nich śnić. Kiedy goście opuścili pokój, Morwen ponownie usiadła na łóżku obok elfa. Ostrożnie opatuliła elfa kołdrą i pogłaskała jego rumiany policzek.
- Dlaczego to robisz? - zapytał elf.
- O co Ci chodzi?
- O to że tak się o mnie troszczysz. - odparł cichutko Palladium. - Przez kilka ostatnich dni, zachowywałaś całkiem inaczej. Bardziej...obojętniej. Oczywiście Palladium nie miał zamiaru rozgniewać, czy urazić elfki w jakikolwiek sposób, ale zauważył różnice.
- Cóż, powiedzmy że, chcę ci się zrewanżować.
- Za co?
- Za wszystko. Za to że udzieliłeś mi schronienia, za to że zająłeś się mną i Jinx. I za to że tyle ze mną wytrzymałeś. Nie jeden dawno stracił by cierpliwość. - odparła Morwen podając elfowi łyżeczkę antybiotyku. Elf przełknął gorzką ciecz, bez słowa.
- A był ktoś taki, kto by stracił przy tobie cierpliwość?
- Tak. Był ktoś taki, ale to nie jest ważne. - ucięła szybko elfka. - Teraz kładź się i śpij.
- Dobranoc, Morwen. - odparł elf, położył się i niemal natychmiast zasnął.
- Śpij dobrze. - po chwili dodała w myślach. - I wyzdrowiej wreszcie.<br><br><br><br>\***
Na szczęście Palladium w miarę szybko wrócił do zdrowia, Morwen dołożyła do tego wszelkich starań. Elf jednak wciąż miał do wykorzystania ponad tydzień zwolnienia. Postanowił jak najlepiej to wykorzystać. Tego dnia miał zamiar, wreszcie porządnie rozprostować nogi, pogoda była idealna, słońce świeciło okazjonalnie zanikało za cienkimi chmurami. Morwen zamierzała mu towarzyszyć w przechadzce.
- I jak? - zagadnęła wesoło Morwen. - Gotowy?
- Tak. - odparł Palladium, zakładając sweter. - Możemy iść. Jinx też idzie z nami?
- Dołączy do nas później.
Wraz z czarnowłosą elfką, elf opuścił pokój. Kiedy opuścili teren szkoły, poszli do pobliskiego szkolnego parku. Po drodze rozmawiali na różne tematy. Jednak Morwen nie chciała za dużo o sobie mówić.
- Jesteś bardzo tajemnicza. - stwierdził Palladium, patrząc na elfkę uważnym spojrzeniem. Morwen skrzywiła się lekko.
- Co masz na myśli, Palladium?
- Nie chcesz nic mówić o sobie. Oczywiście nie chcę być niegrzeczny, ale zastanawiam się skąd jesteś. Tam skąd pochodzę, nigdy nie spotkałem elfki takiej jak ty.
- Masz na myśli, tak kapryśnej i temperamentnej elfki jak ja? - powiedziała Morwen i rozchmurzyła czoło.
- Mniej więcej tak. Mam nadzieję, że nie zrażam cię moimi pytaniami.
- Nie zrażasz. Nie uchybiasz mi też w żaden inny sposób.
W pewnym momencie skręcili w wąską ścieżkę, prowadzącą głębiej w las. Podczas drogi towarzyszył im zapach świerków, olch i magicznych kwiatów. Doszli na małą polanę, gdzie oboje przycupnęli na starym, omszałym murku, znajdującym się tuż obok dorodnej jabłonki. Palladium rozejrzał się po polanie, nadstawiając uszu. Błoga cisza była wspaniała. Słońce przyjemnie grzało a delikatne podmuchy wiatru przyjemnie pieściły twarz. Morwen też poczuła harmonię tego miejsca. Nagle do uszu elfów doszło wesołe skrzeczenie, a z pomiędzy drzew wybiegła czarna smoczyca. Podbiegła do nich, miękko i bezszelestnie. Było w jej ruchach, coś co zaprzeczało ewidentnie jej gadziej prowieniencji. Jinx była pokryta czarną łuską, wyraźną i błyszczącą w słońcu. Od razu zwróciła uwagę na karmelowo-włosego elfa i wlepiła w niego swoje fiołkowe oczy.
- Witaj Jinx. - smoczyca w odpowiedzi polizała go w policzek, mruknęła przyjemnie. Palladium pogłaskał ją po pysku.
- Lubi cię. - szepnęła Morwen. - Daj spokój Jinx, pieszczochu.
- Ja też cię lubię, Jinx. - odparł elf. Morwen uśmiechnęła się lekko, wstała z murka i podeszła do swojej podopiecznej. - Masz niezwykłego smoka. Często na niej latasz?
- Tak. - rzekła spokojnie elfka, głaszcząc delikatnie długą szyję Jinx. - To nasze ulubione zajęcie.
- Jakie to uczucie? - zapytał Palladium.
- Wspaniałe. Niesamowite. Całkiem niezwykłe. - Morwen rozmarzyła się gdy przypomniała sobie swój pierwszy lot na grzbiecie smoka. - Jeśli chcesz mogę cię nauczyć o co chodzi w jeździe na smokach.
Palladium uśmiechnął się do elfki i ponownie popatrzył na Jinx.

Rozdział 5
Nauka jazdy na smoku

- To od czego powinniśmy zacząć? - zapytał elf. Morwen złapała go za rękę i uśmiechnęła się z przekąsem.
- Nie tak prędko, Palladium. - powiedziała elfka prowadząc elfa do końca starego murka. - Zanim ktoś wsiądzie na smoka, musi opanować trzy umiejętności. - wyjaśniła Morwen, wrzucając opadłe jabłka do wiklinowego koszyka stojącego obok drzewa. - Po pierwsze: równowaga. No już, weź tamtą miskę wiszące na płocie i wskakuj na murek. Zobaczymy co potrafisz.
Elf spojrzał na nią niepewnie, ale posłuchał. Podszedł do murka i wszedł na niego. Morwen również podeszła, wcześniej zdjęła wiszącą na płocie, glinianą miskę. Palladium schylił się i wziął miskę od elfki.
- I co teraz? - zapytał elf, stając na równe nogi. Morwen spojrzała na niego z uśmiechem.
- Teraz przejdź się po tym murku, z miską na głowie. - odparła elfka. - Zobaczymy jak to jest u ciebie z równowagą.
Elf kiwnął głową, umieścił glinianą miskę na głowie. Ostrożnie postąpił kilka kroków przed siebie, usilnie starając się nie opuścić miski. Nie było to jednak proste, gdyż nawet najmniejszy ruch mógł zakłócić równowagę. W pewnym momencie Palladium zatrzymał się.
- Dobrze ci idzie. Idź dalej.
Usłuchał, ruszył przed siebie, ale dostrzegając kątem oka piękny uśmiech Morwen, rozproszył się, Zachwiała się, stracił równowagę i spadł z murka. Morwen zachichotała cichutko.
- No i widzisz, jak ważna jest równowaga? - zawołała wesoło elfka, pomagając elfowi stanąć na nogi. - Ale naprawdę dobrze ci szło. Jednak musisz jeszcze poćwiczyć.
Przez ponad następne dwie godziny, Palladium próbował poćwiczyć chodzenie po murku, zgodnie z instrukcjami Morwen.

***

- Dobrze dosyć tego na dzisiaj. - rzekła Morwen, podając elfowi dłoń, by elf mógł zejść bezpiecznie z murku. - Pamiętaj że masz się oszczędzać.
Palladium zaśmiał się perliście i zszedł z murka.
- Tak. - zgodził się z nią elf. - Wracajmy już. Chodź, Jinx.
Czarna smoczyca podbiegła do nich i wraz z elfami wróciła z powrotem do Alfei.
- Morwen, może... - zaciął się elf, mając nadzieję że nie urazi elfki swoją prośbą. - Może zjesz dziś ze mną kolację. Oczywiście jeśli zechcesz.
- Zechcę. - odparła Morwen.- Z przyjemnością.
Palladium zaprowadził ją do szkolnej jadalni. Wszystkie uczennice jak i nauczyciele zasiedli do posiłku. Palladium poprowadził elfkę do stolika, przy którym siedzieli: Avalon, Faragonda, Griselda, i Dafne. Grzecznie odsunął wolne krzesło, i pomógł elfce zająć miejsce. Sam zasiadł na krześle obok. Oboje nałożyli sobie sałatki owocowej i zaczęli jeść. Jinx, która również weszła do stołówki, podeszła do stolika nauczycieli, przy którym siedzieli Palladium i Morwen, i przycupnęła obok ku wielkiemu niezadowoleniu panny Griseldy.
- No, to już przechodzi wszelkie pojęcie... - warknęła wściekłe Griselda, odkładając sztućce na talerz. - Palladium, co tu robi ten smok!
Elf przełknął łyżkę owocowej sałatki i spojrzał nerwowo na Griseldę. Morwen zignorowała ją. Jinx wygięła swoją długą szyję, nachyliła głowę w stronę Griseldy, wyszczerzyła ostre, białe kły. Smoczyca warknęła głośno, ale nic więcej nie zrobiła. Griselda przestraszona, szybko wstała od stołu i dyskretnie wyszła z sali. Wśród uczennic zapanowało spore poruszenie. Żadna z uczennic, jeszcze nie widziała panny Griseldy tak przerażonej.
- Dziękuję Jinx. - szepnął cichutko pod nosem Palladium i poczęstował smoczycę dorodnym, czerwonym jabłkiem.
- No wiesz...- szepnął do elfa Avalon. - To chyba nie było konieczne, przyjacielu.
- Powiedz to Jinx, drogi Avalonie.
Morwen słysząc tą wymianę zdań, roześmiała się głośno.

***

- To było niezłe, dziewczyny! - powiedziała Stella, biorąc kęs kanapki z serem. - Może i ja pójdę zanieść Jinx jakiś przysmak. Widziałyście minę Griseldy!
Bloom i pozostałe Winx postanowiły trochę ostudzić entuzjazm koleżanki.
- Tak Stello, wszystkie widziałyśmy. - odrzekła Layla biorąc łyk herbaty. - Jednak Griselda na to nie zasłużyła. Tecna, Musa i Flora potaknęły, kiwając głowami.
- No co wy mówicie, dziewczyny. - żachnęła się czarodziejka słońca. - Należało jej się za te wszystkie razy, gdy kazała nam sprzątać szkołę. Na przykład na pierwszym roku...
- Och, Stello... - westchnęły pozostałe Winx. Blond-włosa czarodziejka ucichła na chwilę.
- A zmieniając temat to, myślicie że profesor Palladium poczuł mięte do tej elfki? Co myślicie? Myślicie że on się w jej buja?- zapytała Stella z tajemniczym uśmiechem. 
-No co ty, Stella- powiedziała Tecna..- Profesor musi nas uczuć i nie ma czasu na miłość ir30; 
- Daj spokój, Tecno. - wtrąciła się Bloom. - Każdy się może zakochać, profesora Palladium to też dotyczy.
- To nie pozostaje nam nic innego, jak tylko życzyć profesorowi szczęścia. - dodała Flora, spoglądając w stronę stolika nauczycieli. Spojrzała na profesora Palladium, który spoglądał dyskretnie na Morwen, lekko maślanym spojrzeniem. Elfka zajęta jedzeniem, nie zwróciła na niego uwagi.
- Tak. Może mu się przydać. - dodała cichutko, pod nosem Tecna.

***

Następnego ranka, Palladium i Morwen wcześnie wstali, zjedli lekki posiłek i poszli do parku, by tam Palladium ponownie mógł poćwiczyć na murku. Tego dnia lepiej mu szło i prawie ani razu nie spadł z murka. Ostatnie dziesięć rund, przeszedł idealnie. Po ostatnim razie, Morwen skinieniem głowy, zgoniła elfa z murka. Palladium zszedł z murka, zdejmując miskę z głowy.
- To co teraz? - zapytał elf.
- Teraz, chodź. - odparła Morwen i poprowadziła elfa do drewnianego płotu, kawałek dalej. - Usiądź, proszę.
Palladium posłusznie przysiadł na płocie.
- Teraz lekcja druga: Koordynacja. Poczekaj chwilę. - rzekła spokojnie elfka i podeszła do jabłonki i wzięła stojący pod drzewem wiklinowy kosz, pełen jabłek, które elfka wczoraj pozbierała. Wróciła do siedzącego na płocie elfa i wyjęła z kosza jedno jabłko.
- Co chcesz zrobić, Morwen? - Elfka nie odpowiedziała tylko rzuciła mu jabłko, które uderzyło elfa w pierś.
- No, łap... - powiedziała elfka i rzuciła mu kolejne jabłka. Elf próbował je łapać. Skoncentrował się i złapał jedno z jabłek, potem złapał następne i jeszcze następne... - Dobrze. Koordynację masz bardzo dobrą. A jak u ciebie z rytmiką?
- A dlaczego pytasz? - zapytał Palladium przekrzywiając lekko głowę.
- To ważne. - Elf zsiadł z płotu i spojrzał na elfkę, uważnym wzrokiem.
- Masz na myśli taniec?
- Mniej więcej. - odparła Morwen wyciągając do niego dłoń. - Mogę prosić?
Elf podał jej dłoń i zaczęli tańczyć, Morwen prowadziła. Palladium dostosował się do kroków i tempa jakie narzucała elfka. - Widzisz, jeśli chcesz jeździć na smoku, będziesz się musiał dostosować do swojego wierzchowca. Będziesz musiał czuć smoka aby go zrozumieć. - Palladium w pewnej chwili przejął prowadzenie w tańcu.
- Ważna jest wzajemna relacja jeźdźca i smoka. Zaufanie i respekt muszą się równoważyć. Musicie dopasować wzajemnie swoje ruchy, tak jak w tańcu.
W tej chwili Morwen zakończyła taniec, czując jak elf znów zaczyna na nią patrzeć maślanym wzrokiem. - No dobrze. Myślę, że wiesz o co w tym wszystkim chodzi. Myślę że możemy zacząć. - stwierdziła elfka i wraz z Palladium, udała się do stajni. Tam odszukali w boksie Jinx i przygotowali ją do jazdy. Palladium wskoczył w siodło, chwycił za długie, srebrne lejce i wraz z Jinx wyszedł na dziedziniec przed stajnią. Tam Morwen również wgramoliła się na grzbiet czarnej smoczycy i pojechali w pobliże Zaczarowanego Lasu.
Edytowane przez ElvenQueen dnia 28-08-2018 22:55
Wyślij Prywatną Wiadomość
Skocz do Forum:
Logowanie
Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?

Witajcie na nowej wersji ShoutBox. Wszelkie problemy prosimy zgłaszać do administracji lub bezpośrednio do twórcy - Anagana.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać wiadomości.

^PVTeam1230
19:25:09 21.10.2020
ale o tym już musisz napisać na PW do Dżo uśmiech
^PVTeam1230
19:24:58 21.10.2020
Stellka wiemy, że tam są stare informacje
~Stellka0
19:05:11 21.10.2020
ile "byków" w stopce. "Winx Klub" XDD
~Stellka0
19:02:11 21.10.2020
KLIK osoba z WB xd
~Stellka0
19:00:53 21.10.2020
bandulka superadministratorem. wydaje mi się, że skądś kojarzę ten nick. hmm...
~kamila11010
18:51:36 21.10.2020
hej, czy fairy world cba to jakaś podróbka winxbloggera kwaśny?
^PVTeam1230
20:33:15 20.10.2020
a to wielka szkoda :/
~nexusik0
20:31:13 20.10.2020
Nie mam instagrama
^PVTeam1230
20:30:55 20.10.2020
więcej poczytasz na instagramie
~February0
20:30:52 20.10.2020
No, spoko akcja uważam I bardzo potrzebna, serio
^PVTeam1230
20:30:52 20.10.2020
Stop stealing start credit
~nexusik0
20:29:27 20.10.2020
Jaką?
^PVTeam1230
20:29:15 20.10.2020
dlatego wystartowaliśmy ostatnio z fajną akcją na naszym IG
~nexusik0
20:28:08 20.10.2020
No niestety wiele ludzi kradnie czyjąś pracę i chce na tym zyskać
^PVTeam1231
20:26:19 20.10.2020
btw Feb, dzięki za tłumaczonka na mailu całus
^PVTeam1230
20:26:05 20.10.2020
Tak, właśnie tak :D
~February0
19:52:28 20.10.2020
Winxflix :PP
~February0
19:52:21 20.10.2020
WB GO
^PVTeam1230
19:28:41 20.10.2020
tylko darmowe
^PVTeam1230
19:28:39 20.10.2020
można powiedzieć że WB to takie VOD
^PVTeam1230
19:28:32 20.10.2020
Skeni, myślę że właśnie po to powstał Netflix i inne systemy VOD
~Skeni0
19:06:37 20.10.2020
Smutne ale prawdziwe
~Skeni0
19:05:26 20.10.2020
No ale w sumie w dobie internetu piractwo się opłaca. Kto kupi płytkę za 30-50 PLN, Skoro można za darmo ściągnąć XD
~Lau0
18:57:42 20.10.2020
znaczy jest jeszcze opcja, że rysujesz swoje postaci i z nich sprzedajesz rzeczy. Tylko nie mogą przypominać oficjalnych postaci. Styl arta nie jest chroniony prawem autorskim
~Max 66660
18:48:38 20.10.2020
Jakby tak bardziej się doszukiwać to ta osoba musiała mieć konto tutaj żeby pobrać XD
Regulamin
Archiwum
lekkieb. lekkie
wersja: 3.0.3

.