Nowości
13.01.2017
❧ dodano komiks pt. "Zniknięcie Alfei",

3.01.2017
❧ dodano trzy pełne wersje piosenek z World of Winx: "Fashion victim", "The wonderful world of Winx", "Jump into the fun",

2.01.2017
❧ dodano wydania specjalne z czwartej i piątej części DVD z 7 sezonu,

2.12.2016
❧ dodano pełną wersję piosenki Dreamix z World of Winx,

Użytkowników Online
 Gości Online: 0
 Użytkownicy Online: 7
 Zarejestrowanych Użytkowników: 788
 Najnowszy Użytkownik: ~Asuna9851
Dzisiejsi Solenizanci
kinga02
Nami
Smoczy_Plomien
TheWinxters

http://ask.fm/WinxBlogger

Jeśli macie pytania dotyczące Clubu Winx lub WinxBlogger to pytajcie!

Twórczość
Opowiadania
❧  Sekret Pamięci  ☙

AutorSekret Pamięci
~Lau
Moderator

avatar
Dodane dnia 23-09-2016 23:21
Czeeść, postanowiłam sprawdzić swoje siły i napisać opowiadanie o... Ano właśnie, przekonajcie się sami, jeśli chcecie. Ostrzegam - początki u mnie są nudne.

Rozdział 1
Nowy Początek


- Chodź no tutaj! - dźwięk głosu starszego mężczyzny, o tonacji wprost idealnej, by w młodej osóbce wzbudzić poczucie winy, zruszył harmonię ciszy panującej w sklepie.
- Tak panie Pines! - natychmiastowo rozległa się odpowiedź przyjemnego, dziewczęcego głosiku. Och, czyżby dało się w nim wyczuć lekką nutkę zniechęcenia? Niezbyt dobrze. Co też ona miała zrobić? Potarła szybko skronie, przy okazji odgarniając z czoła grzywkę, by pobudzić swój mózg do pracy. Nic, zero pomysłu. Można by się pokusić o stwierdzenie, że starość nie radość. Problem w tym, iż wakacyjna pracowniczka miała dopiero szesnaście lat. W końcu poddała się, uświadomiwszy sobie, że próby przypomnienia zadania są bezcelowe, odrzuciła więc długi warkocz na plecy i przez drzwi wkroczyła pewnym krokiem do bardziej uczęszczanej przez turystów strefy "Tajemniczej Chaty".
Rozejrzała się, jakby widziała ją po raz pierwszy. Wciąż zaskakiwała dziewczynę swoją dziwnością. Półki, półeczki z setkami bibelotów co to tylko kurzą się i do niczego nie są potrzebne, od breloczków, kul ze zminiaturyzowaną chatą po różne czapki, czy wieszaki z T-shirtami. Stąd można było podjąć wędrówkę, by zobaczyć tajemnicze dziwy, przygotowane przez menegera Soosa pod czujnym okiem właścicieli. Oczywiście sztuczne, no bo kto normalny przyprowadzałby, np. ogra do chaty pełnej turystów? W dodatku magia nie istnieje, prawda? Więc kłamstwo było jedynym wyjściem. Skierowała swoje spojrzenie na biurko z kasą, za którą siedziała na oko dziewiętnastoletnia dziewczyna o średniej długości, kasztanowych włosach i ciemnych oczach. Pokazała koleżance z pracy kciuk do góry, co w założeniu miało podnieść ją na duchu. Posłała jej w odpowiedzi słaby uśmiech. Po czym podeszła do starszego mężczyzny w garniturze i stanęła na baczność. Ten odwrócił się powoli, obdarzając ją z pozoru chłodnym spojrzeniem.
- W końcu raczyłaś się pojawić - powitał ją, wywołując nieznaczny grymas na twarzy dziewczyny, po czym wręczył jej miotłę. - No już, do zamiatania. Podłoga ma lśnić, jak wrócimy. Dzisiaj przyjeżdżają szczególni goście i wszystko ma być idealne, jasne?
Pokiwała głową, nie odzywając się. Nie lubiła wypowiadać się, gdy uważała to za zbędne. Zwłaszcza przy Stanley'u Pines. Chwyciła miotłę tak mocno, aż jej knykcie zbielały. Skąd u niej taka niechęć, by ktoś wydawał jej polecenia? To przecież niepojęte. Każda normalna osoba pracująca powinna przyzwyczaić się do wykonywania rzeczy wyznaczonych przez szefostwo. Zaś w niej budziło to swego rodzaju złość, gniew. Jakby wolała być panią siebie. Przecież po stokroć lepiej wydawać polecenia niż je spełniać.
- Poddasze sprzątnięte? - zapytał, zaskakując ją.
- T... - odchrząknęła. - Tak, wysprzątałam je, jak pan kazał, panie Pines. Chociaż zastanawiam się, czy to należy do moich obowiąz...
- Ty się tak lepiej za wiele nie zastanawiaj - przerwał jej Stan i przygładził ręką siwe włosy. - Ciesz się, że masz dach nad głową - chciał dodać coś jeszcze, lecz w tym momencie spojrzał poza nią. Z przejścia na zaplecze wyłonił się drugi z właścicieli.
Na początku przetarła aż oczy ze zdumienia, myśląc, iż nagle zaczęła widzieć podwójnie. W końcu jakimś cudem przypomniała sobie, że Stanek ma brata bliźniaka. Mało co go widywała, całe dnie prowadził skomplikowane badania "w których nie powinni brać udziału niedoświadczeni", tacy jak ona, jak to on mawiał. Ile ona by dała, żeby zamiast pomagania w tej głupiej chacie zająć się badaniami!
- Och, no proszę, kogo to moje oczy widzą - Stan przywitał go, poprawiając okulary. - Ford, w końcu wyszedłeś z tej swojej nory?
Nowo przybyły otaksował całą scenę. Stanford Pines nie różnił się jakoś szczególnie od swojego bliźniaka, obaj wysocy, w podeszłym wieku. I jeden, i drugi, nosili okulary, z tym że te Forda miały pęknięte jedno ze szkieł, on sam zamiast garniaka nosił płaszcz oraz jakiś czas temu złamał rękę, zapewne podczas któregoś z badań. Zapomniałam o czymś? Ano tak, co było w nim dziwnego... Normalny człowiek ma po pięć palców, a on miał ich po sześć. Straszne, prawda?
- Bardzo śmieszne - powiedział Ford, przyglądając się sytuacji lekko przymrużonymi oczami. - Znowu przepytujesz tę biedną dziewczynę? Jak stan poddasza? - zwrócił się do niej, nieświadomie powtarzając brata. Nastolatka pomyślała, że to pytanie się o poddasze jest nieco podejrzane.
- Zgłaszam iż pomieszczenie nadaje się do użytku - zameldowała nastolatka, uśmiechając się. Lubiła tego staruszka. Zawsze dzielił się z nią naukowymi ciekawostkami, wysłuchał i nigdy nie żartował z jej problemów z pamięcią. Jednym słowem był dla niej niczym dobry wujek. - Nie było łatwo, ale poradziłam sobie z armią pająków, atakiem kurzu i w końcu pokój ujrzał światło dzienne panie Ford r11; nieco po dramatyzowała, rzucając jednocześnie lekko wyzywające spojrzenie Stanowi, jakby chciała mu przekazać, co za potworne zadanie jej powierzył.
- To dobrze - uśmiechnął się do niej Ford. - Soos już wszystko przygotował?
- Powinno być wszystko gotowe - odparł Stan z kamienną miną, a nastolatka z szacunku odsunęła się o kilka kroków. Nie lubiła podsłuchiwać innych, nie wtedy, gdy ją widzieli oczywiście - Czy może wolisz wszystko osobiście sprawdzić?
Ford odburknął coś tylko bardzo cicho, jednak ton wypowiedzi pozostawiał wiele do życzenia. Chwilę rozmawiali przyciszonymi głosami, a dziewczyna mimo że się starała, nie była w stanie nic usłyszeć z ich rozmowy. Bracia wyszli z chaty, a ona podeszła do współpracownicy i wskoczyła na mebel.
- I jak? - zapytała rudowłosa, podnosząc wzrok znad czasopisma.
- A jak mogłoby być? - westchnęła. - Sprzątnij tu, bla, bla, bla, posprzątaj tam, bla, bla, bla - każdemu słowu towarzyszył gest, jakby posługiwała się pacynką, parodiując Stana. Na koniec przewróciła oczami. - Jak zaczynałaś tutaj pracę, to też tak było... ym... - gorączkowo w pamięci szukała imienia rozmówczyni.
- Wendy. Nie mów, że znowu zapomniałaś jak się nazywam - dziewiętnastolatka uniosła brew.
- Ależ nie! Oczywiście, że nie! - trochę za gorączkowe były te zaprzeczenia. Podejrzewała nawet, że Wendy jej nie uwierzyła. Spuściła więc wzrok, miotłę oparła o biurko i zaczęła kręcić na palcu końcówkę brązowego warkocza.
Dlaczego przypomnienie sobie najprostszych faktów było takie skomplikowane i wyczerpujące? Pustka w pamięci dobijała. W sumie to nie brak wspomnień o znajomych był najgorszy, a brak tych o rodzinie. Nie pamiętała nic związanego z jej przeszłością. Czuła się tak, jakby od zawsze pracowała tutaj i nic poza tym.
- Posłuchaj - Wendy spojrzała na nią łagodnie, jak na młodszą siostrę, której nigdy nie miała. - Twoje... hm... problemy z pamięcią nie są powodem do wstydu. Nie powinnaś się przejmować tym, że nie pamiętasz jakieś rzeczy - pocieszyła ją. - A Stan wcale nie jest taki zły. Nie powinnaś na niego narzekać, zwłaszcza iż uratował całe miasto podczas...
- Dziwnogedonu, tak, tak, wiem - przerwała jej gwałtownie. - Z tym, że to rbyłor1; cztery lata temu. Aż mi się nie chce wierzyć w tę całą historię. Magia nie istnieje. A ta cała sytuacja przeczy wszelkiej logice, prawom fizyki; jednym słowem jest absurdalna i niemożliwa - oburzyła się brunetka.
Ruda nagle wstała ze swojego miejsca, zacisnęła usta i poprawiła zieloną koszulę. Tak, to był drażliwy temat, o który mogły się spierać godzinami. Dziwne wydarzenia sprzed lat, w które naprawdę ciężko było uwierzyć. Wendy nie miała sił akurat dzisiaj zaczynać kolejnej kłótni, więc po prostu zignorowała zaczepkę młodszej koleżanki.
- Nie wierz, jeśli nie chcesz, ale trochę szacunku powinnaś mu okazywać. Może i wydaje się tobie zgrzybiałym starcem, ale żebyś się nie przeliczyła. Melody poszła do sklepu jak coś, a babcia Soosa jest w swoim pokoju. A teraz idę z resztą na przystanek - głos jej się nieco załamał, więc szybko zarzuciła włosy na plecy i sprężystym krokiem wyminęła mebel, by opuścić pomieszczenie.
Gdy wychodziła, po raz kolejny odezwał się ten przeklęty dzwoneczek. Och, jakże młoda nienawidziła tego dźwięku. Praca z ludźmi wykańczała ją psychicznie. Upewniła się więc, że wszyscy już poszli, szybko podbiegła do drzwi i zmieniła kartkę na rZAMKNIĘTEr1;. Nie miała ochoty samej obsługiwać klientów.
No nic, trzeba było się brać do roboty. Westchnęła głośno, lecz zanim wzięła miotłę, włączyła piosenkę na cały regulator. Podskoczyła, słysząc pierwsze dźwięki utworu Nicki Minaj. Czemu ona tego słuchała, chociaż nie przepadała za tą piosenką? Dziwne to było. Chwyciła za miotłę i zaczęła tańczyć po całym pomieszczeniu, udając, że narzędzie jest gitarą. W końcu zaśpiewała głośno, zgodnie z refrenem: "Starszypsssss łeeer ment tu flaaaaaaaj!", po czym wybuchnęła śmiechem.
***
W końcu! Zabudowania miejskie Kalifornii zostały wyparte przez najdziksze ostępy stanu Oregon. Za oknem autobusu królowały niepodzielnie przepiękne i rozległe lasy. Wakacje spędzane na łonie dzikiej natury - piękna sprawa. Ale za to droga? Dłuży się niemiłosiernie. No bo ile można jechać do miejsca, którego nawet nie ma na mapach? To był mniej przyjemny aspekt wyjazdu szesnastoletnich bliźniąt. Godziny namawiania rodziców w końcu dały pożądany efekt - w końcu ubłagali ich, a teraz byli w drodze do wujów.
- Mabel, błagam cię, opanuj się - brązowowłosy chłopak z trzaskiem zamknął książkę, nie mogąc już wysłuchiwać wygłupów siostry, która najwyraźniej bardzo się nudziła.
Obrócił się, by ją zbesztać, lecz, ku swojemu zdumieniu, nie ujrzał jej na siedzeniu za nim. Dopiero po chwili dostrzegł ją na samym końcu autobusu. Zachowywała się jak mała dziewczynka, klęczała na siedzeniu, patrząc na uciekającą drogę, chichocząc jednocześnie, a obok niej siedziało jej zwierzątko. Co tam, inni mają koty, psy, chomiki czy rybki, a ona miała świnkę. Nie, nie świnkę morską, świnkę, jakie się widuje na gospodarstwach. Czteroletnie zwierzę o wdzięcznym imieniu Naboki siedziało koło swojej pani jak wierny piesek.
- Och, nie przesadzaj Dipper - odezwała się, wracając do normalnej pozycji. Poprawiła swoje ciemne włosy, spięte w koński ogon, a potem pogłaskała Nabokiego. - Nie mów, że się nie cieszysz.
- Oczywiście, że się cieszę z powrotu do Wodogrzmotów, ale nie robię z siebie z tego powodu idioty - zacisnął zęby, pojazd podskoczył akurat na jakiejś dziurze. - Nie zrozum mnie źle, ale to nie wypada się tak zachowywać. Zwłaszcza, że masz prawie siedemnaście lat.
Mabel nic nie odpowiedziała. W głębi duszy tęskniła za czasami, gdy mieli po te dwanaście lat, a ona mogła być bez problemu nieodpowiedzialna, uganiać się za chłopakami... Nagle kątem oka spostrzegła napis: rWodogrzmoty Małe witająr1;.
- Jesteśmy! - pisnęła, rzucając się ku swojemu pierwotnemu siedzeniu obok brata. To było aż nierzeczywiste, po tak długim czasie wrócić do miejsca, gdzie przeżyło się tyle przygód.
Dipper spakował książkę do swojej torby i burknął coś, co brzmiało jak rNo nareszcier1;. Spojrzał z ukosa na siostrę, która ogarniała swoje tobołki z szerokim uśmiechem na ustach.
Maszyna zatrzymała się na przystanku. Już z daleka ujrzeli świtę powitalną, jak to określiła dziewczyna. Byli tam ich znajomi z Wodogrzmotów, lecz Dipper wypatrywał tej jednej, jedynej osóbki. W końcu zdołał ją ujrzeć wśród zgromadzonych. Wendy stała tam i machała na powitanie, a jemu zrobiło się jakoś ciepło na sercu. Właśnie zdał sobie sprawę, jak bardzo brakowało mu jej uśmiechu, ba, nawet obecności, poczucia, że jest blisko. Nosiła jego czapkę - niebiesko-białą bejsbolówkę z nadrukiem sosny, tak jak wtedy, gdy stąd wyjeżdżali. Poczuł wstyd, że nie przewidział tego i jej czapkę schował w bagażu.
Rozmyślania przerwało mu otwarcie się drzwi. Jego siostra wybiegła, momentalnie zderzając się z jednym z czekających, który chciał im pomóc w zabraniu wszystkich rzeczy.
- Wujek Stan! - wydarła się chyba na pół miejscowości. - Jakże się cieszę, że was wszystkich widzę! - wychyliła się zza niego. Popatrzyła ciekawie po wszystkich zgromadzonych. Z pozoru nie zmienili się zbyt wiele, ale w głębi duszy czuła, że tak nie jest. To nie jest miejscowość, by pozostać bez zmian. To trzeba będzie wyczuć, lecz nie teraz. Miała na to całe lato.
Dipper również wypadł z autobusu, jak tylko wziął wszystkie swoje rzeczy. Podczas gdy jego siostra miażdżyła wszystkich po kolei w uścisku, on przyglądał się tylko spokojnie. Już chciał ruszyć w kierunku Wendy, gdy drogę zagrodził mu Ford w tym swoim szarym płaszczu.
- Aleś ty urósł! - powitał go, mierzwiąc mu włosy.
- Ciebie też miło widzieć wujku - chłopak zawstydził się nieco, ale przytulił go. Mimo wszystko lubił Forda, z nim najlepiej dogadywał się, mieli podobne zainteresowania. Dipper powrócił myślą do chwili, gdy zaproponował mu nawet bycie jego uczniem. Mimo wszystko jednak, nie było jego marzeniem, by młodość przesiedzieć w piwnicy nad badaniami. Zaczął zasypywać wuja pytaniami, lecz starszy mężczyzna przerwał mu, słowami, że na wszystko przyjdzie czas, po czym puścił mu oczko, szepcząc: rlećr1;. Nastolatek uśmiechnął się do niego z wdzięcznością i pomknął w kierunku Wendy.
- Cz-eee-ść - rzucił, jąkając się nieco. Podrapał się po głowie, czując się naprawdę nieswojo, stojąc przed rudowłosą po tak długim czasie.
- Hej młody - przestąpiła z nogi na nogę. Dla niej również było to dziwne uczucie spotkać go ponownie. Chciała coś powiedzieć, lecz wtedy przerwał jej Stan, zarządzając wszystkimi.
- No dobra ludzie! - odezwał się głośno, ba, prawie krzyknął. - Jak tak dalej będziemy tu stać, to nie dotrzemy do chaty przed świtem. Proponuję więc ruszyć się, zanim nas zima nastanie.
Dipper posłał Wendy porozumiewawcze spojrzenie, a ona w odpowiedzi tylko przewróciła oczami. Oto i cały wujek Stanek.
***
Wychyliła się zza parapetu, jak jakiś szpieg, uważając by jej nie zauważyli. Z przerażeniem zobaczyła, że właściciele nie wrócili sami. A muzyka grała naprawdę głośno, dziwne, iż jeszcze jej nie usłyszeli. Nastolatka rzuciła się więc, żeby ją wyłączyć. Nikt nie musi wiedzieć o jej tanecznych popisach. Przy okazji chwyciła porzuconą miotłę. W końcu trzeba udawać, że coś się robi, więc pozorowała zamiatanie koło kasy. Zamarła na sekundę, gdy usłyszała dzwoneczek. Odwróciła się gwałtownie, przywdziewając na twarz uśmiech, mający na celu zamaskowanie jej wewnętrznego stanu. Duszy targanej tysiącem rozterek.
Z tym jednym małym szczegółem, że nigdy nic nie idzie po jej myśli. Więc w trakcie obrotu, jak to u niezdar już bywa, potknęła się, wykładając prosto na wchodzącego chłopaka. Słychać było tylko głośne ŁUP! I oboje leżeli na deskach.
- Oho! Cóż za energiczne powitanie! - usłyszała gdzieś nad sobą głos Stana. - Widać, że dziewczyna na ciebie leci Dipper! I to dosłownie.
Młoda zerwała się szybko, opierając miotłę o ladę i podała dłoń jej nieszczęsnej ofierze. Przy wtórze śmiechów spaliła buraka, lecz pomogła chłopakowi wstać. Aż taka niewychowana nie była. Upokorzenie upokorzeniem, ale jakąś kulturę trzeba mieć.
- Wybacz - spuściła wzrok, patrząc na swoje niebieskie trampki. Poprawiła kosmyk, który znowu wpadł jej do oczu.
- Nic się nie stało - odezwał się, patrząc porozumiewawczo na Mabel. Przyjrzał się dziewczynie.
Prezentowała się nawet ładnie. Nosiła krótkie, jeansowe spodenki, ciemnofioletową bluzkę z wilkiem, a do tego czarny sweterek. Włosy miała długie, splecione w warkocz. Z zaskoczeniem zastanawiał się, czy ten fiolet na grzywce to kolor naturalny. Jednak i tak największą uwagę przykuwały jej oczy, w które tylko przez chwilę miał okazję głęboko popatrzeć. Jedna tęczówka zielona, druga fioletowa. Kryły się za nimi inteligencja oraz upór. Więcej niestety nie zdążył ujrzeć, gdyż nastolatka wpatrywała się z zawstydzeniem w ziemię. - Dipper jestem - przestawił się i wyciągnął ku niej dłoń.
Musiała w końcu podnieść wzrok, by spojrzeć w jego brązowe oczy.
- Miło mi - chwyciła jego rękę. - Jestem... - i tutaj pustka. Kompletna. Nie miała bladego pojęcia, jak ma na imię. Fajnie, nie? Nikt jakoś się do niej nim nie zwracał, a w Chacie zdawałoby się, że pracuje od zawsze. Szukała gorączkowo w pamięci, lecz nic nie mogła z niej wykrzesać. Jakby ktoś specjalnie zablokował jej dostęp nawet do tych najprostszych wspomnień.
- To Laura - z opresji wyratował ją Ford, jakby przeczuwał jej kłopoty. Albo... jakby ją znał. Nieco dziwne i straszne. Ale w sumie co się dziwić? Pracodawca zna imiona swoich pracowników, a przynajmniej powinien. Kto jest za, łapka w górę! Zgadzamy się wszyscy? No to dobrze.
Trwałaby tak w nieskończoność przygwożdżona spojrzeniem chłopaka, gdyby nie dziewczęcy śmiech. Laura wyjrzała ostrożnie zza nowo poznanego, tylko po to, by ujrzeć jego dziewczęcą kopię. Może nie dosłownie, ale byli do bardzo podobni, oboje wysocy, szczupli o brązowej czuprynie, z tym że ona oczywiście miała znacznie dłuższe włosy spięte w koński ogon.
- Mabel - powiedziała, chyba czytając w myślach dziewczyny. - Siostra bliźniaczka o tego tu - wesoło zagadała.
Biła od niej pewność siebie i radość, a jednak Laurę przeszedł zimny dreszcz na sam dźwięk jej głosu. Coś w tej dziewczynie ją niepokoiło. Skinęła tylko głową na powitanie, szybko uciekając wzrokiem. Pisnęła cicho część i szybko umknęła w kierunku Forda, który mierzył ją uważnie wzrokiem, jak gdyby badał jej reakcje w wyniku na jakiś eksperyment. Nastolatce nie uśmiechało się być królikiem doświadczalnym. Stanęła przed staruszkiem na baczność, salutując z łobuzerskim uśmiechem.
- Wykonałam już wszystko na dzisiaj - oznajmiła, pewna siebie, ignorując wściekłe spojrzenie Stana. Raz się żyje, a ona przecież nie odpowiada tylko przed jednym z nich.
Pan Pines już otwierał usta by uraczyć ją zapewne kąśliwą uwagą, gdy jego bliźniak dał mu znak ręką i ledwo dostrzegalnie pokręcił przecząco głową, bez słów mówiąc, żeby nie zaczynał dyskusji.
- Dobrze, dobrze... Masz wolne - westchnął donośnie, przewracając teatralnie oczami. Doskonale znał tę zagrywkę Laury.
- To ja się odmeldowuję! - prawie krzyknęła i wyszła, a raczej wybiegła z Tajemniczej Chaty zostawiając ich wszystkich.
Mabel podeszła do jednego z wujów, z lekkim niepokojem myśląc o tej dziewczynie.
- Skąd ona się tu wzięła? - odważyła się zadać pytanie, cisnące się wszystkim na usta.
Stanley popatrzył na nią z dziwną łagodnością.
- Nie wiemy. I w tym problem...



Powiedziała, co wiedziała, więcej się nie odzywała.

Compassion, loyality, heart. That's a S.H.I.E.L.D.'s streght.
(c)Agentka Melinda May


Sekret Pamięci|Piórem Phoenix|dA|Wtt
http://phoenixflamefairy.deviantart.com/ Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Sekret Pamięci
~Ignis
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 07-10-2016 16:43
Och, nikt nie zostawił ci tutaj komentarza, więc ja się podejmuję pierwsza, bo tak się składa, że Wodogrzmoty Małe oglądałam. Jeśli ktoś nie oglądał i zechce obejrzeć... cóż, przydałoby się ostrzeżenie na początku, bo pierwszy rozdział zdradza, jak się wszystko skończy. Taki spoiler, auć. Co do akcji to niewiele mogę powiedzieć, bo ledwo zaczęła się rozkręcać, ale sam pomysł mnie zaciekawił. Początek nie jest nudny, tylko wydaje mi się nieco sztywny, pewnie przez te opisy. Nie mówię, że nie są dobre, bo są, tylko tak podejrzanie się ciągną. Dodatkowo zwrócę też uwagę, że to dziwnie pisać w trzeciej osobie i wrzucać wstawki od siebie, jakoby zwracało się do czytelnika, takie powinny być raczej zarezerwowane dla pisania w pierwszej osobie. Taki szczegół, to niby nic wielkiego, ale jednak w oczy się rzuca. Sam rozdział i opis wydarzeń mi się bardzo spodobał, (nie jest ograniczony, jak u co poniektórych, ekhem) więc czekam na więcej i życzę weny, weny i jeszcze raz weny, bo przecież mogę sobie sypać takie życzenia wolną ręką.



Patrzę za okno, tam bałwanów masa
To Gejpa rodzina, on sam sobie gdzieś hasa
Vicz wszystkich tuli, jakże radośnie
Powiedz to żebru, czy ono się zrośnie?

Moje opowiadania: Tajemnica Cieni/Obrońcy Światła
Inne: Moje arty/Wattpad/DeviantArt
52984863 Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Sekret Pamięci
~Lau
Moderator

avatar
Dodane dnia 12-12-2016 21:24
Rozdział 2
Tajemnice?


Ford chodził niespokojnie po pomieszczeniu, które nazywał swoim laboratorium. Nazwa ta jednak nie pasowała do osobliwości tego miejsca, zawalonego skomplikowanymi maszyneriami o tysiącu pokręteł, guzików, trybów i trybików. Obrazu dopełniały ekrany z danymi, a także porozrzucane kartki zagryzmolone wykresami i jakimiś notatkami. Jednym słowem panował tutaj niepodzielnie naukowy bałagan.
Naprzeciw wuja na drewnianych taboretach siedziało zaniepokojone rodzeństwo. Dipper wodził za nim wzrokiem, zastanawiając się, co też może chodzić naukowcowi po głowie, Mabel zaś rozglądała się ciekawie po pomieszczeniu. Była tutaj tak naprawdę po raz pierwszy. Zanim zeszli do tego podziemia, staruszek stanął przed wejściem i, znanym im już doskonale, poważnym tonem oznajmił:
- Zazwyczaj nikomu, nawet Stanowi, nie pozwalam wchodzić do mojego laboratorium. Dzisiaj jednak zrobię wyjątek, lecz kategorycznie zabraniam wam dotykać czegokolwiek - pogroził im palcem, jak małym dzieciom. - Są tam zbyt niebezpieczne dla was rzeczy. Jak wspomniałem, tym razem zrobię wyjątek, bo to zbyt poważna sprawa, a niepowołani nie powinni się o niej dowiedzieć. - W tym momencie posłał znaczące spojrzenie w kierunku Laury, sprzątającej sklep przed otwarciem. Wyglądała na niezainteresowaną w sprawie tego, gdzie zabiera bliźnięta ich wuj. Pozory jednak potrafią mylić.
Wtedy jak zwykle myśleli, że przesadza, chociaż chłopak wiedział mniej więcej, czego się spodziewać, więc podczas krótkiej drogi dzielił się z siostrą swoją wiedzą. Jak widać, wiele się przez ich nieobecność nie zmieniło, chociaż znalazło się kilka nowocześniejszych gadżetów. Szatyn uśmiechnął się w duchu, myśląc, że Ford w końcu zaczął iść z duchem czasu.
W końcu gospodarz odchrząknął, wziąwszy się w garść. W jego kierunku powędrowały natychmiast oba spojrzenia brązowych tęczówek.
- Zastanawiacie się pewnie, po co was tu sprowadziłem - rozpoczął nieco zbyt oficjalnie, by brwi młodych nie pojechały zaraz do góry. Niespecjalnie się przejął reakcją, jednak obiecał sobie w myślach wypowiadać się do nich nieco inaczej. - Pamiętacie Dziwnogeddon? - wiedział, że tak, więc nie czekając na odpowiedź kontynuował - Głupie pytanie, raczej ciężko go zapomnieć. Myślałem, że wszystko się po nim uspokoiło. A tu masz babo placek! Po powrocie z wyprawy zastaliśmy pobojowisko wokół chaty. Wodogrzmoty to nie to samo miejsce, co dawniej. Okolica stała się dziksza, bardziej niebezpieczna.
- Chwila, chwila - przerwał mu Dipper, uprzednio wymieniwszy zdumione spojrzenia z siostrą. - W jakim sensie dziksza? Jak to w ogóle możliwe? Co masz na myś... - urwał, gdy Mabel sprzedała mu bolesne szturchnięcie w żebra. Syknął cicho, krzywiąc się i potarł bok, wcześniej piorunując ją wzrokiem. Ta w odpowiedzi uśmiechnęła się chytrze.
- Pojęcia bladego nie mam - Ford udawał, że nic nie zauważył. Zbyt dobrze pamiętał podobne akcje z dzieciństwa. - Nie żyją tu tylko stwory typu jednookie, latające gałki oczne. O nie. A Multimisiek przestał być jedną z najgroźniejszych istot.
Urwał, by nabrać powietrza w płuca. Coś czuł, że zaczyna być za stary na takie tłumaczenia. Przysunął sobie krzesło i rozsiadł się na nim wygodnie. W końcu nie miał już dwudziestu lat.
- Powiedzcie mi, proszę, czy mówi wam coś słowo "Eternoll" - oparł łokcie na kolanach i nachylił się ku nim, patrząc w oczy bliźniąt, szukając najmniejszej reakcji, podczas gdy oni patrzyli raz na siebie, raz na niego z lekkim zdumieniem. - Nie? Tak jak przypuszczałem. W każdym razie macie zakaz chodzenia do lasu, czy miasteczka bez nadzoru.
Mabel zerwała się na równe nogi, na twarzy przybierając czerwień pomidora. Zapowietrzyła się, chwytając brata za rękę, tak, że wbiła mu w nią mocno swoje paznokcie pomalowane bordowym lakierem.
- Coooo? - syknęła cicho. - NIE-MA-MO-WY. Nie będziemy łazić z opiekunką jak jakieś małe dzieciaki - podniosła głos. Dipper próbował się wtrącić, ale nie dała mu dojść do słowa. - Jesteśmy już praktycznie dorośli! Poradzimy sobie!
Ford również wstał, co prawda z delikatnym skrzywieniem, ale wciąż z imponującą szybkością. Emanował od niego gniew, który mógł niejednego przestraszyć. Do tego ta aura doświadczenia wieloma przeżyciami, to wszystko dawało niespodziewany efekt.
- Posłuchaj mnie moja panno. Jeśli jesteście dorośli, to ja jestem wróżka zębuszka. - podszedł do niej i popukał ją palcem w czoło. - Jeśli jesteś gotowa mierzyć się z kimś czy czymś pokroju Billa, to proszę bardzo! Łaź sobie po lesie sama. Okolicę spowił mrok. A w dodatku, gdzieś tam znajduje się potężny artefakt. I będzie ogromny problem, jeśli wpadnie w niepowołane ręce.

*~*


Nie ufali jej, to było oczywiste. Laura była tego świadoma od zawsze, jednak zabolało jak diabli, kiedy sam Ford to potwierdził. Zacisnęła zęby, ściskając z całej siły mop. Nie da im tej satysfakcji ujrzenia łez w jej oczach. Po dość długiej chwili wewnętrznej walki, usłyszała czyjeś kroki. Co ją oni wszyscy tak w sumie obchodzili? Nic. Nie powinni jej w ogóle obchodzić.
Nie namyślała się więc długo, przechyliła się przed ladę, by chwycić swoją fioletowo-czarną torbę na ramię, którą rano zaopatrzyła w wodę i owoce, z myślą o wypadzie po pracy. Po prostu nie chciała tracić czasu bez potrzeby. Jak widać przezorność się opłaciła. Porzuciła mop i wybiegła z chaty. Jej zniknięcie oznajmił tylko ten irytujący dzwoneczek.
Do pomieszczenia wszedł zaspany Stan, wciąż w szlafroku, drapiąc się po głowie. Mógłby przysiąc, że przed chwilą słyszał dźwięk dzwoneczka. Wzruszył ramionami i poczłapał do kuchni coś zjeść.
Brunetka nie myślała teraz o tym, że zachowuje się dziecinnie, że łamie zakaz zbliżania się do lasu. To miejsce ją uspokajało, a wśród drzew panował przyjemny chłód, gdyż mimo wczesnej godziny na otwartych przestrzeniach było bardzo ciepło. Laura nie żałowała, że zostawiła swój czarny sweterek w pokoju; rytmiczny bieg rozgrzewał ją. Minęła swoją zwyczajową kryjówkę, tym razem będącą zbyt blisko Tajemniczej Chaty. Nie oglądała się za siebie; nie patrzyła też pod nogi, bo tę część lasu znała bardzo dobrze, dzięki porannemu wymykaniu się na ćwiczenia.
W końcu jednak musiała zwolnić swą ucieczkę. Coraz częściej potykała się o gałęzie czy korzenie, a gałązki smagały ją boleśnie po ramionach. Nie zatrzymywała się jednak, uparcie brnęła przed siebie coraz bardziej oddalając się od domostwa i miasteczka. Ptaki przyjemnie śpiewały, a gdzieniegdzie przez korony drzew przebijały się promienie słoneczne, tworząc bajkowe smugi złotego światła. Poza pierzastymi zwierzętami las zdawał się wymarły; zupełnie jakby istoty, zarówno normalne jak i magiczne, pochowały się przed wędrowczynią. W pewnym chwili ujrzała wznoszący się nad nią most kolejowy. Znaczyło to, że opuściła teren Wodogrzmotów Małych. Skoro była ta konstrukcja z drewna, musiały być też skały. Skierowała się więc w swoje lewo.
Nie miała pojęcia, ile już tak wędruje, w lesie czas nie miał znaczenia, a widok majestatycznego wzniesienia zapierał dech w piersiach, ilekroć udało jej się go zobaczyć. Przystanęła w końcu, będąc już blisko. Wyjęła z plecaka wodę gazowaną i odkręciła ją, by upić łyk. Przestąpiła jeszcze kilka kroków.
Coś ją zaniepokoiło. Zmarszczyła niespokojnie brwi, słysząc dziwny dźwięk, gdy stawiała kroki. Zaczęła badać stopą podłoże, tylko po to, by chwilę później skakać po mchu, jak jakaś nieodpowiedzialna małolata. Bo to było bardzo nieodpowiedzialne. Jak się można było tego spodziewać, podłoże ustąpiło w walce z pięćdziesięciopięcio kilową młodziutką dziewczyną. Spory fragment wokół niej zaczął się zapadać, a ziemia pociągnęła ją ze sobą w dół.

*~*


- Jest jeszcze jedna ważna sprawa - kontynuował Ford, sięgając po kubek z kawą, zaginiony gdzieś wśród bałaganu. Zasłużył sobie na łyka napoju po uspokojeniu szatynki, co zadaniem łatwym nie było. Zwalił przy okazji na ziemię papiery, z zapewne danymi do badań. Były jednak ważniejsze zagadnienia od tego, więc machnął tylko dłonią na próby pozbierania ich przez Dippera. - Daj im już spokój.
Odczekał chwilę po pytaniu Mabel, o jaki problem chodzi. Namyślał się, jakby to ująć w słowa, by nikogo nie urazić.
- Laura - powiedział tylko i zaraz prędko dodał - nie wiem po czyjej jest stronie, ale martwi mnie. W ogóle nie zauważa magii! - w jego głosie pojawiły się nutki poddenerwowania, gdy wypowiadał te słowa. Rodzeństwo nie odezwało się. Zbyt krótko ją znali, żeby wydać osąd. - Zupełnie jakby ktoś uczynił ją ślepą na rzeczy nadprzyrodzone. Widzi tylko normalny świat, co nie jest dobre.
- Skąd ta pewność? - zadał cisnące się im na usta pytanie Dipper. - Skąd możemy to wiedzieć, skoro nie znamy jej myśli?
- O, i tu poruszyłeś dobrą kwestię - Ford wycelował w nieco palcem wskazującym. Odwrócił się i począł grzebać wśród kartek. Dziwne było, że był w stanie cokolwiek znaleźć wśród tego bałaganu. W końcu z triumfującym wyrazem twarzy oznajmił, że znalazł. Poprawił okulary, przeleciał wzrokiem tekst zapisany o dziwo w notesie - Zanotowałem sobie wszelkie nieprawidłowości związane z jej osóbką. - w tym momencie bliźnięta wymieniły zdumione spojrzenia, Mabel po chwili uniosła brew, a jej oczy mówiły: "Czyż to nie dziwne, iż nasz wujaszek ma fioła na punkcie pewnej nastolatki?" Dipper trzepnął ją za to karcąco w ramię. Pokręcił przecząco głową, wzdychając, a w myślach pytał siebie, co też ona ma w łepetynie. Postukał palcami o kolano, jakby bardzo nie mógł się doczekać dalszych nowinek.
- A więc kilka dni przed waszym przyjazdem do chaty wpadł gnom. Nie do końca wiem, czego chciał, ale jestem pewien, że dziewczyna nie udawała mówiąc, iż jest to tylko szop. Wyobrażacie sobie ten widok? Po Tajemniczej Chacie biega sobie krasnolud, a ona gania za nim z miotłą wołając: "Szopie, to wyjdź stąd! To nie miejsce dla ciebie!"
Mabel nie wytrzymała i wybuchnęła głośnym śmiechem. Aż w oczach miała łzy, które musiała otrzeć chusteczką. Z trudem uspokoiła się, gdy zrozumiała, że Ford nie żartował. Siwowłosy patrzył na nią karcąco, tak samo szatyn. Poprawiła więc T-shirt, mrucząc: "Przepraszam, kontynuuj wujku". Pan Pines więc odchrząknął.
- Dziękuję za pozwolenie. Może dla niektórych to zabawnie brzmi - tu znaczące spojrzenie w kierunku dziewczyny r11; ale tak było. A ty "zaślepieniem" Laura może sprowadzić na nas ogromne kłopoty.

*~*


Nastolatka otworzyła oczy. Miała tylko mgliste przebłyski z szybkiej drogi w dół, gdy to próbowała jakoś zahamować lot. Przyłożyła dłoń do bolącego czoła, zauważając przy okazji, że cała jest podrapana i poobcierana. Gdy wzięła palce przed swoje oczy, w małej smudze światła dostrzegła, że jest ona cała w krwi. Musiała się naprawdę mocno uderzyć w głowę.
Spróbowała wstać, zauważając przy okazji, że znajduje się naprawdę głęboko pod ziemią. Nie było to zwykłe osuwisko. Za stertami kamieni, gleby czy drewna, widoczny był murowany tunel. Dziwne to było. Gdy stanęła na prawej nodze, jej kostkę przeszył ogromny ból, jakby ktoś poraził ją prądem.
- No pięknie - mruknęła, rozglądając się za jakąś podporą.
Rzuciły jej się w oczy gałęzie z połamanego w locie drzewa. Z trudem doczłapała się do nich, zanurzając się w nie na chwilę. W końcu znalazła idealny materiał na podporę. Żałowała jedynie, że nie wzięła ze sobą scyzoryka. No nic, trzeba było improwizować. Ułamała koniec patyka, pozbywając się też bocznych gałązek i chwilę potem miała już, jak na jej ograniczone możliwości, bardzo ładną "laskę".
Po raz ostatni spojrzała na światło, wiedząc doskonale, że nie da rady wspiąć się na górę. W milczeniu pożegnała się z promieniami i z trudem zaczęła pokonywać przeszkody, by znaleźć się w przejściu. Smugę światła zostawiła za sobą i zniknęła w mroku. Dziewczyna nie widziała kompletnie nic, więc zmuszona została do badania patykiem ścieżki przed sobą, przez co poruszała się dosyć wolno. Stukot drewna o podłoże i dźwięk jej kroków niosło echo, tworząc nieco upiorny efekt.
Tajemniczy korytarz zaczął się zwężać. Gdyby wyciągnęła dłonie, byłaby w stanie dotknąć chropowatego kamienia na ścianach tunelu. Serce tłukło się jej niespokojnie w piersi, gdy zastanawiała się, skąd tu się wzięło przejście i ile może mieć lat. Czuła się strasznie samotnie, normalnie jak nigdy wcześniej, a w jej oczach malowały się zaczątki strachu. Wędrowała już dość długo, tracąc nadzieję, gdy spostrzegła, że ciemność ustępuje półmrokowi, stopniowo przechodząc w dziwne, niebieskie światło. Na jej twarzy odmalowała się ulga, pomimo pewnej nieziemskości oświetlenia. Była ocalona.

*~*


Dipper, Mabel i Ford zaniepokoili się mocno, słysząc krzyki z części turystycznej chaty. Wbiegli do pomieszczenia, przez chwile rozglądając się z zdezorientowaniem. Pomieszczenie, zwykle tak czyste i zadbane, przypominało teren po przejściu trąby powietrznej.
Ford podrapał się z zakłopotaniem po siwej czuprynie, a rodzeństwo stało jak zaczarowane. Po terenie sklepu biegały gnomy. Tak, najprawdziwsze gnomy. Takie bardzo niskie, z czerwonymi, stożkowatymi czapkami. Obrazu dopełniał wściekły Stanley, biegający za nimi z miotłą. Oczywiście w bokserkach i podkoszulku.
- Parszywe krasnoludy! Wypad mi z chaty! - wrzeszczał, energicznie wymachując narzędziem, jakby miał nadzieję, że to wystarczy.
Mabel przetarła ze zdumieniem oczy, myśląc, że jest wciąż w łóżku, a to jakiś dziwny sen. W dodatku z byłymi "narzeczonymi". Cieszyła się, że pozostawała wciąż niezauważona przez nich. Ale to nie trwało długo, gdyż Stanek wydarł się do obserwatorów:
- No co tak stoicie? Całą kasę nam zaraz ukradną skubańce! I w dodatku chcą mi opchnąć jakiś silnik na chodzie!
- Ale to bardzo dobry silnik! - zaoponował jeden, wskakując na ladę, a drugi zawołał - Ma ktoś olej? Potrzebuję oleju!
Wtedy ich oczy zwróciły się w kierunku nowo przybyłych. Podniósł się chóralny pisk, tak głośny, że ludzie musieli sobie zakryć uszy. Po krótkiej chwili rozległo się skandowanie "Królowa! Królowa! Niech żyje nowa królowa!" Dipper zrobił przestraszoną minę i zasłonił swoim ciałem siostrę.
- Nie tym razem! Mam znowu iść po odkurzacz do liści? - ostrzegł ich robiąc z pozoru groźną minę, by ich przestraszyć. Mabel wyjrzała mu zza ramienia, a Ford wytrzasnął skądś nóż, który trzymał z takim wyrazem twarzy, który miał sprawiać wrażenie, że wie co robi.
- Lol, ale to nie o nią chodzi - to chyba był ich przywódca. Spojrzał na szatyna jak na debila, po czym całą hordą wyminęli bliźnięta i rzucili się na Forda. Nóż upadł na ziemię, a on sam został jakimś dziwnym cudem uniesiony w powietrze przez te malutkie istotki, które zaraz potem wybiegły z domostwa, zabierając go ze sobą. Zbyt szybko, by ktoś mógł zareagować.

*~*


Musiała zmrużyć oczy, które nie przyzwyczaiły się jeszcze do jasności. Gdy już mogła je otworzyć, zaparło jej dech ze zdumienia, bo oto korytarz jakby magicznie przechodził w dużą, bogato zdobioną salę świątyni. Rzędy śnieżnobiałych kolumn, pnących się wysoko w górę, jak wyrzeźbione na nich pędy winogron, wyznaczały drogę. Laura podeszła do jednej z nich, zdumiona realnością zdobień. Dotknęła, najpierw palcami, potem całą dłonią, marmuru. Zdawał się miękki w dotyku. I wtedy je dostrzegła. Między nimi stały pomniki różnych postaci: od ludzi w szatach typowych dla starożytnej Grecji po ubranych w stroje wczesnego średniowiecza. Niektóre kobiety miały delikatnie wyprofilowane skrzydła, a wszystkie posągi łączyło dostojeństwo i pozy pełne wojowniczości, dopełnione obrazem trzymanej księgi z której czerpali magiczną energię.
Zadrżała widząc je. Nie tylko z niepokoju, lecz również z chłodu bijącego od kamieni. Podążyła tą dziwną drogą, zaczynając żałować, że jednak nie wzięła ze sobą swetra. Sklepienie zamykało się gdzieś tam, hen nad nią. Widziała tylko jego niebieskie żyłki zrobione jakby z płynnego światła. Zdawać by się mogło, że właśnie one oświetlają salę. Cała sceneria zapierała dech w piersiach. Do tego dochodziło dziwne uczucie, że jest się pewnie pierwszą osobą, która ogląda to miejsce od setek, a może i nawet tysięcy lat.
Przeszła niewiele, gdy na końcu ścieżki pojawił się pulpit z błękitnobiałego marmuru z tajemniczą książką. Pewna swoista niechęć przegrała niestety z ciekawością. Laura zdawała sobie z tego doskonale sprawę, że w przyszłości sprowadzi to na nią ogromne kłopoty. Dziwiła ją tylko ta łatwość, ten brak zabezpieczeń. Nie zdawała sobie sprawy, że one tu są, lecz nie oddziaływują na nastolatkę w żaden sposób, skoro są w pełni magiczne, a ona tej magii nie dostrzega. Podeszła, a właściwie pokuśtykała, więc do podwyższenia bez większych przeszkód.
Przetarła palcami okładkę, wciąż nieufna, ścierając grubą warstwę kurzu. Spod niej błyskały złote litery układające się w słowo "Eternoll Raaiselahsy". Nie była to jakieś wielkie tomisko. Ot, zwykła książka, z tym, że bardzo stara. Była tylko nieco mniejsza niż format A4, za to te wymiary nadrabiała swoją grubością, chociaż nawet i to nie było przesadzone. Dziewczyna uchyliła ostrożnie okładkę, wzbijając w powietrze pył. Zdusiła w sobie kaszel.
Nastolatka zaczęła kartkować go i pobieżnie przeglądać, lecz okazał się starannie zapisany w jakimś dziwnym języku. Nie rozumiała zupełnie zapisków; dodatkowo w niektórych miejscach litery zostały zastąpione symbolami. Zmarszczyła brwi, z coraz większą irytacją przeglądając dzieło, natrafiając na również na ilustracje wykonane ze zdumiewającą precyzją. W końcu znalazła zanotowane słowa, które była w stanie przeczytać.
- Finelo Demento - wypowiedziała głośno wyrażenie, a w jej młodym głosie można było wyczuć nutkę zdumienia. Uniosła brew, zastanawiając się nad znaczeniem słów.
- Wiesz, że to było nieodpowiedzialne? - rozległy się ni stąd ni zowąd wokoło szepty.
- Kto tu jest? - Laura wzdrygnęła się, obracając się gwałtownie, wydawszy wcześniej z siebie krótkie piśnięcie.
- Odejdź stąd... stąd... stąd... - w powietrzu unosił się jeszcze chwilę dźwięk, powracając dzięki echu.
Brunetka zatrzasnęła książkę, wsuwając ją potem do torby. Postanowiła zbadać ją w bezpieczniejszym miejscu, było tutaj coś, co przyprawiało ją o gęsią skórkę.
Wzięła do rąk swój kijek-podpórkę, traktując go jako tymczasową broń. Zdawała sobie świetnie sprawę, że z chorą kostką i swoją niezdarnością nie ma najmniejszych szans w walce. To miejsce coraz bardziej jej się nie podobało. Po raz ostatni zlustrowała pomieszczenie wzrokiem i zaczęła szukać wyjścia. Do tego miała dziwne wrażenie, że pod jej nieobecność stało się w Chacie coś strasznego.


***

Z braku komentarzy po prostu wrzucę kolejny rozdział.

Rozdział II
Akcja-reakcja


Nikt nie zwracał uwagi na bałagan pozostawiony przez gnomy. Każdy myślał tylko o całej sytuacji.
- Co tu się właściwie stało? - jako pierwszy przerwał ciszę Stanek, opuszczając powoli miotłę, jakby ocknął się z letargu. Rozejrzał się, mając nadzieję, że jego brat za chwilę wyskoczy zza rogu i wrzaśnie: "Niespodzianka! Ale się nabraliście frajerzy!" - Ford, nie baw się w te swoje gierki - powiedział z wyrzutem, idąc w kierunku wejścia. Wychylił ostrożnie głowę, wciąż będą w gotowości.
- Dzień dobry panie Pines! - zamiast staruszka pojawił się Soos. - Ładny mamy dzień, prawda?
Stanek chyba raczej tak nie uważał, bo wydał z siebie dziki okrzyk i zamachnął się swoją prowizoryczną bronią. W porę jednak opamiętał się, widząc, że małe istotki nie powróciły, a zamiast nich był menedżer, którego raczej trudno z nimi pomylić.
- Soos, na litość Boską! - odetchnął głęboko. - Aleś sobie moment wybrał. - Oparł miotłę o drewnianą chatę i dodał -No nie ma skubańca! Albo nie ma kompletnego wyczucia w kwestii żartów albo one naprawdę go porwały. - Pokręcił z niedowierzaniem głową, mrucząc pod nosem coś o głupocie swojego brata.
- Coś się stało? - mężczyzna podrapał się po głowie, przy okazji przekrzywiając czerwony fez.
- Wujka Forda porwały krasnoludy! - oznajmiła Mabel, wychodząc z chaty z wojowniczą miną. Poprawiła spodenki i odezwała się - najwyraźniej chcą mieć go jako królową - w tym momencie nie mogła powstrzymać nerwowego chichotu. Wyobraziła sobie, jak najpierw oświadczają mu się, a potem koronują go na władczynię. - Nie wiem, co oni w nim widzą. W końcu najlepsze lata ma już za sobą, a urodą też nie grzeszy.
Dipper, idący zaraz za nią, palnął ją w ramię i przewrócił oczami. Czasami nie rozumiał Mabel. Tak w sumie, nie rozumiał praktycznie wszystkich dziewczyn. To była wyższa sztuka jazdy dla niego, znajdująca się poza zasięgiem młodzieńca. Chociaż... z Wendy się dogadywał, może więc jakaś nadzieja dla niego została? W końcu do tego na szkolnych korytarzach zdarzyło mu się zasłyszeć, że ma w sobie "to cośr1;.
Jeśli chodziło o jego charakter, to od ostatnich wakacji w Wodogrzmotach wydoroślał; zachowywał się poważniej niż chłopcy w jego wieku, a w dodatku był jednym z najlepszych uczniów w klasie, jeśli nie w szkole. Oczywiście urósł i to znacznie, rysy jego twarzy zrobiły się ostrzejsze, a rozwichrzona czupryna podkreślała oczy i zawadiacki uśmiech. Wśród dość znacznej części dziewczęcej populacji klasy był uważany za przystojnego. Mimo to w jego sercu wciąż panowała niepodzielnie pewna dziewczyna z Wodogrzmotów Małych, a po szkolnych korytarzach wędrował raczej sam (nie licząc oczywiście kolegów).
Mabel również się zmieniła. Przede wszystkim zrezygnowała ze stałego noszenia swetrów; teraz ubierała je tylko okazyjnie. Zamiast spódniczek często wybierała wygodniejsze jeansy z butami na obcasach, jednak zrezygnowała z tego typu obuwia na wakacje. Oczywiście obowiązkowym elementem był delikatny makijaż. Nie miała grupki wiernych adoratorów, jak popularniejsze dziewczyny, a jednak bywała obiektem westchnień.
Dipper rozejrzał się wokół, marszcząc brwi. Kogoś mu tu brakowało. Skoro Wendy miała dzisiaj wolne i z tej okazji zabrała się z Melody na jakieś babskie zakupy, to ktoś inny powinien mieć zmianę za kasą. Pytanie tylko kto?
- Chwila - powiedział cicho, myśląc intensywnie. - Soos, widziałeś tę, jak jej tam... - nie udawał, naprawdę zapomniał imienia nastolatki.
Zapytany przekrzywił głowę, próbując sobie przypomnieć. Potarł palcami podbródek; wciąż wolał gładko się golić, by nie przypominać swojego kuzyna. Nie był jakimś umięśnionym czy postawnym mężczyzną. Tak naprawdę wolał gry niż sport, chociaż ostatnio najważniejsze były obowiązki związane z prowadzeniem chaty. Poprawił jeszcze muszkę.
- Laurę? Stary, nie przypominam sobie - zrobił zaniepokojoną minę. - Może zwinęła manatki i uciekła? - zażartował, nie wyczuwając powagi sytuacji.
Nastolatek nic nie odpowiedział. Nie pomagały nawet szturchnięcia Mabel, czy ukradkowe ciągnięcia za koszulę. Milczał uparcie, łącząc fakty i wyciągając niepokojące wnioski. Przeraziło go to, o czym pomyślał.
- Jeśli mamy odzyskać Forda, powinniśmy ruszać - stwierdziła w końcu szatynka, porzucając próby; stwierdziła, że to na nic. Jej brat był po prostu dziwny i tyle.
- Pójdę z wami miśki - ożywił się Soos, posyłając jednocześnie Stanley'owi spojrzenie w stylu "Niech pan się nie martwi. Przypilnuję ich."
*~*

Miał wrażenie, że śni. Że jest w jakimś chorej marze; pragnął się wybudzić, wyłaniając się z koszmaru nocy. Zejść na dół, jak każdego dnia. Tymczasem lato już zaczynało być niezwykłe. Dipper wychylił się powoli zza drzewa i zachłysnął się powietrzem, gdy zobaczył krzątaninę gnomów i to, co szykują. Ciężko nawet było to ogarnąć wzrokiem. Przeraził się w duchu i krótkim gestem nakazał przyjaciołom odwrót.
- Za dużo ich - stwierdził, kiedy byli już w bezpiecznej odległości. Rozważał każde za i przeciw, starannie analizując możliwe kroki. Był ostrożny, nie działał pod wpływem chwili, to nie był jego typ charakteru. On musiał wszystko przemyśleć, zupełnie inaczej niż jego siostra.
A ta w tej chwili próbowała dostrzec coś wśród drzew, jakby oczekiwała, że nagle będzie miała rentgenowski wzrok. Stawała na palcach, przy okazji wykonując jakiś dziwny taniec. Soos przyglądał jej się z zaniepokojoną miną, jakby był niepewny, czy z nią wszystko w porządku. W końcu młoda nie wytrzymała tego napięcia.
- Brachu, a może po prostu tam pójdziemy. Wiesz, rozmowa też jest ok - przyskoczyła do niego z proszącym wzrokiem.
- Bars & Melody już całkiem przeżarli ci mózg? - odparował chłopak sykiem. - A w skrócie: zwariowałaś już zupełnie? Nie.
Skrzyżował ręce na piersi, patrząc z ukosa na niższą od niego nastolatkę. Nietęga mina zwiastowała poważną kłótnię, jeśli nie odejdzie od swojego pomysłu. W przeszłości bywało już nieraz, że różnica zdań prowadziła do istnej wojny. I to nie tylko w przenośni, chociaż jeszcze nie zdarzyło się, by mega poważnie na siebie naskakiwali. Nie ich styl po prostu; za bardzo się ze sobą zżyli.
Mabel mierzyła teraz szatyna wzrokiem, który w zamierzeniu miał go spalić na proch. W teorii tylko, bo żadną magią niestety (a może jednak stety?) nie władała, nad czym bardzo ubolewała w tej chwili. Soos biegał spojrzeniem od jednego do drugiego.
- Ej, miśki - wydukał w końcu. - Nie chcę wam przerywać, ale to jednak najlepszy moment nie jest - umilknął i ukradkiem zaczął wskazywać na coś palcem. - Ten tu już od chyba 10 minut słucha rozmowy. Chyba mama mu nie powiedziała, że tak nie wolno.
Nikomu jednak nie było do śmiechu, przez co nie spełniło się pierwotne zamierzenie mężczyzny, by ich rozweselić tym drobnym komentarzem.
- To nie pora Soos - Dipper tracił cierpliwość. - Moja siostra najwyraźniej nie rozumie, jak delikatna jest sprawa.
- Nie, Dipper - w głosie wymienionej słychać było nutki niepokoju. Jej zachowanie momentalnie uległo zmianie, jakby nagle ktoś ją zaczarował. Nagle nie stała już naprzeciw brata, tylko obok, i ciągnęła go za rękaw niebieskiej koszuli. - Zobacz no, przecież nie zmyślalibyśmy! - Nakierowała go w odpowiednią stronę i zapytała - Co to jest?
- To? - wyszczerzył się nastolatek w drapieżnym uśmiechu po chwili milczenia. - To nasza przepustka.
*~*

- Ślepi jesteście?! - wydzierał się Ford, próbując oswobodzić ręce. - Jestem facetem. FA-CE-TEM!
Już ochrypł od przekonywania porywaczy. Wciąż był w szoku po tym, co się stało. Za jego czasów gnomy nie uprowadzały ludzi, ot tak sobie! A już zwłaszcza mężczyzn. To niepokoiło i to bardzo. Jednak staruszek zdawał sobie świetnie sprawę z tego, jak wiele się zmieniło.
- Słuchajcie no - Stanford czuł się dziwnie, mówiąc do gnomów. - Rozumiem, że samotność i te sprawy robią swoje, ale chyba nie mnie potrzebujecie. Jestem tylko starym, nieszczęsnym człowiekiem. Co wam po mnie? Kto wie czy jeszcze dzisiaj nie umrę?
- Och, królowo, akurat to możemy zapewnić - wyszczerzył się przechodzący gnom. - Jak tak na tym zależy? - wzruszył ramionami, wyciągając ostrze zza pasa i podszedł do więźnia, który zaczął się wiercić niespokojnie, próbując się oddalić od źródła zagrożenia. W jego oczach malowały się zaczątki strachu; w końcu każdy obawiałby się o swoje życie.
- Kiedy... kiedy to była tylko metafora!
- Hej, ty tam! - wrzasnął inny ludek, zbliżając się szybkim krokiem. - Oszalałeś? Nie pamiętasz już rozkazów? - Ford zmarszczył brwi, zastanawiając się, kto im mógł rozkazać zamach na jego wybitną osóbkę. - Jeśli chociaż włos spadnie mu z głowy, będzie po nas, a ja zamierzam jeszcze sobie po tym lesie pobiegać - pokiwał z niedowierzaniem głową. - Pilnuj się lepiej.
Twarz drugiego zrobiła się purpurowa, widać było, że trawi go furia. Wyglądał, jakby z chęcią poderżnął gardło siwowłosemu. Mruczał przez chwilę pod nosem nieprzyjemne treści, zapewne o tym, że nie ma ochoty słuchać rozkazów. W końcu jednak splunął pod nogi przywiązanemu do drzewa Fordowi i odszedł zostawiając go z własnymi myślami. Mężczyźnie bardzo nie podobało się zachowanie stworzeń. Nie budowali ślubnego kobierca, jakby to mogło wynikać z ich wcześniejszych słów o królowej. Nie. Na środku powoli wznosił się kamienny ołtarz.
Ni stąd ni zowąd na polanę wbiegło dziwne coś, ni pies ni wydra. Miało liściaste poroże, masywne łapy pokryte futrem i cienki ogonek zakończony grotem strzałki. Wzór na biało-brązowej sierści układał się w znaki 'X'. Ku przeogromnemu zdumieniu przywiązanego, zaczął rozganiać gnomy, które ewakuowały się w popłochu, zostawiając naukowca na pastwę stwora.
*~*

Laura wychyliła się zza drzewa, obserwując jak po przestrzeni szaleje dziki pies. Zmarszczyła czoło, myśląc intensywnie o co tutaj może chodzić. I dlaczego jeden z Pinesów był przywiązany do drzewa?! Ach, no i zastanawiając się, co też najlepszego przegapiła.
Po opuszczeniu sali z posągami błądziła długo po podziemnym labiryncie, tracąc powoli nadzieję. W pewnym momencie zamierzała zawrócić, jednak coś nakazało jej iść wciąż naprzód i naprzód, nie bacząc na zmęczenie. Korytarz, ku jej radości, zaczął wznosić się i oto po mniej więcej godzinie stała już omiatana wiatrem na półce skalnej. Wychodziło na to, że świątynia znajdowała się pod jednym ze wzniesień.
Chwilę odpoczywała, przegryzając jabłko i podziwiając okolicę. Jak tylko nabrała sił, ruszyła dalej niełatwą ścieżką. Na szczęście późniejszy etap obył się bez większych przeszkód, tak więc teraz ukrywała się za rośliną, nie będąc pewną, co do swego zdrowia na umyśle.
Fordowi zdawało się, że wśród drzew mignął mu kawałek fioletu. Z chęcią przetarłby oczy, gdyby tylko mógł. W myślach krzyczał i zaklinał, by to nie była prawda, ponieważ obecność osoby, którą podejrzewał o bycie tu, zwiastowała kłopoty. Nabierał już w płuca powietrza, by wrzasnąć, kiedy młoda wyleciała zza sosny. Mimo porażającego bólu w kostce, Laura stanęła między mężczyzną a zwierzęciem, nie słysząc ostrzeżeń. Albo po prostu je ignorując w debilnym zrywie odwagi, co było o wiele bardziej prawdopodobne.
Zwierz zasygnalizował jej zauważenie warknięciem. Tylko to zwiastowało przepuszczony sekundę później atak. Z piersi dziewczyny nawet nie zdążył wyrwać się krzyk, gdy ledwie umknęła przed rozpędzoną masą futra. Przetoczyła się na bok, zrzucając torbę z ramienia. Za nią Ford usilnie usiłował się uwolnić z więzów, zanim stwór po raz kolejny skoczy na biedną nastolatkę. Niestety, nie był w stanie w żaden sposób zareagować, gdy ten przygwoździł ją do ziemi przy okazji rozcinając pazurami skórę na jej lewym przedramieniu.
- Dobry piesek - mruknęła Laura, mając nadzieję na uspokojenie zwierzęcia. Masywny pysk z ostrymi kłami znajdował się dosłownie centymetry od jej twarzy i szyi. Jedno kłapnięcie szczęką i już po niej.
Oddychała szybko, w prawej dłoni z całej siły ściskając laskę. Omiatał ją ciepłe tchnienie "psa", od którego zaczęło jej się robić niedobrze.
- Zostaw ją stworze! - produkował się Ford, nie będąc w stanie zareagować inaczej, niż słowami.
W głowie nastolatki zaś zaczął kiełkować desperacki pomysł. Ostatnim zrywem kopnęła z całej siły agresora w brzuch. Odskoczył, a ona prędko zerwała się na nogi, krzywiąc się. Każda cząstka jej ciała wołała o litość, jednak nieugięty rozum nie chciał tego zrozumieć. Ręce jej drżały, gdy szykowała się na kolejny skok rogacza. Dziwne, wciąż widziała go jako psa. Rozległ się gwizd, po którym stwór zastrzygł długimi uszami i zniknął wśród bujnej roślinności.
W tym momencie na polanę wpadła ekipa ratunkowa. Laura krzyknęła ze strachem i zamachnęła się patykiem, trafiając nim Dippera w głowę. Łupnęło nieprzyjemnie, a chłopak zawył z bólu, gdyż do uderzenia doszła jeszcze siła rozpędu.
- Zwariowałaś?! - wrzasnął na dziewczynę łapiąc się za zranione miejsce. - Nie masz lepszych zajęć od zasadzania się na ludzi? Wariatka! Kolejna wariatka!
- Nie trzeba było wylatywać tak zza drzew - odparowała patrząc na niego z dezaprobatą wymalowaną na twarzy. Zmarszczyła nosek. - Akurat to powinieneś wiedzieć. I radzę: zapamiętaj to sobie lepiej. Powtórzę, żebyś nie miał z tym kłopotów: Nie wybiega się do ludzi zza drzew - dobitnie akcentowała każde pojedyncze słowo. Była od niego nieco niższa, więc zmusiło ją to do zadzierania głowy górę, by spojrzeć mu wyzywająco w oczy, co tylko mocniej ją denerwowało.
Dipper jednak nie sprawiał wrażenia, jakby chciał, by go pouczała. W tej chwili miał ochotę zabić nastolatkę, nie ważne jakim kosztem ani w jakim jest stanie. Gdy ta dwójka mierzyła się wzrokiem pełnym nienawiści, Mabel z Soosem pomagali wujkowi oswobodzić się z ostatnich więzów.
- Zepsułaś nasz cały plan - syknął przez zęby nastolatek, ostatnią siłą woli powstrzymując się, przed uduszeniem dziewczyny.
- Niby jaki? Przywiązanie własnego wuja do drzewa i czekanie aż go rozszarpie dziki pies. Też mi plan - prychnęła Laura, podnosząc w końcu zgubioną torbę, w której ukryła księgę. Coś jej mówiło, że lepiej będzie, jeśli nikt nie odkryje, iż ją posiada. - Jesteście chorzy. Żeby nie powiedzieć gorzej.
Poprawiła pasek od swojego bagażu, cały czas jakby rzucając szatynowi wyzwanie. Morderstwo niestety nie wchodziło w grę; za dużo czasu przesiedziałaby w więzieniu. Otwierała właśnie usta, by wygłosić kolejną partię kazania, gdy nastolatek przypadł do niej, dłonią uniemożliwiając jej wypowiedzenie chociażby słowa. Drugą ręką złapał ją silnie za nadgarstek, by go nie uderzyła. Nachylił się nad Laurą i popatrzył głęboko w dwukolorowe oczy dziewczyny.
- Weź już się w końcu zamknij - zepsuł całą magię chwili gniewnym głosem. Zacisnął palce, wbijając paznokcie w skórę przedramienia koleżanki. - Po prostu się zamknij! Nie znasz nas, nie wiesz wszystkiego, więc jakim prawem nas oceniasz? Jesteś tak irytująca - sapnął gniewnie, będąc zupełnie nieczułym na coraz gwałtowniejsze próby uwolnienia się fioletowowłosej.
- Uspokójcie się natychmiast - wrzasnęła na nich Mabel, odciągając Dippera od nieszczęsnej nastolatki.
- Nie ja próbuję zabić rozmówcę - Laura pocierała zranione przez Pinesa miejsce.
Soos w tym czasie nieustannie wypytywał naukowca, czy wszystko gra. Tak jakby nie chciał, by ten widział rozgrywającą się przed chwilą scenę. Zadanie wykonał prawidłowo, skutecznie rozpraszając staruszka. Naraził się przy tym na kilka uwag, lecz było warto. Wciąż nieco oszołomiony wuj podszedł do młodych. Kiwnął rodzinie głową w geście podziękowania; to nie była pora na takie konwenanse. Pozostawała jeszcze jedna sprawa.
- Czy ty już do reszty postradałaś zmysły?! - wydarł się na Laurę Ford, świdrując ją wzrokiem. Domyślał się, że za akcję ze stworem odpowiedzialne są bliźnięta, ale na sto procent szatynka znalazła się tam przypadkowo. - Zdajesz sobie sprawę jak bardzo nieodpowiedzialne to było? Nie mówiąc już o narażaniu samej siebie, a także nas wszystkich! Jeszcze nigdy nie widziałem... osoby, która by tak nie troszczyła się o siebie - w zamierzeniu chciał użyć o wiele ostrzejszych słów, lecz powstrzymał się, widząc minę dziewczyny, pełną żalu oraz smutku. Dopiero teraz spostrzegł się, w jakim stanie znajduje się nastolatka, więc złagodniał już do reszty. - Następnym razem powinnaś najpierw zastanowić się, a potem działać. - nagle coś sobie uświadomił i skrzyżował ręce na piersi. - Czy ty przypadkiem nie powinnaś być w sklepie?
Dziewczyna zwiesiła tylko głowę, nie odpowiadając nic; świetnie zdawała sobie sprawę ze swojej winy. Z opresji wyratował ją manager, miażdżąc wszystkich w uścisku. Chcąc nie chcąc nastolatkowie znaleźli się znów blisko siebie. Laura ukradkiem przejechała palcem wskazującym po swojej szyi, pokazując Dipperowi, że pożałuje swojej akcji. Ten w odpowiedzi tylko przewrócił oczami, bez słów wypowiadając "już nie mogę się doczekać".
- No nic miśki... Chyba trzeba wracać. Pan Stan pewnie umiera z niepokoju - roześmiał się Soos, kompletnie nie wyczuwając powagi sytuacji.
*~*

Ford gestem zatrzymał Dippera w drzwiach Chaty, pozwalając reszcie na zostawienie ich z tyłu. Gdy chłopak chciał coś powiedzieć, ten tylko uniósł rękę, nakazując milczenie. Młodzieniec przestępował niecierpliwie z nogi na nogę, nie mogąc doczekać się, co też wuj chce mu przekazać.
Siwowłosy odprowadził go do totemu, poprawił okulary, tylko po to, by móc lepiej przeszyć nastolatka wzrokiem. Ten, cofnął się o krok pod wpływem spojrzenia.
- W co ty pogrywasz Dipper? - westchnął Stanford, skrzyżowawszy ręce na piersi.
- Ja? Absolutnie w nic! - zaprzeczył szybko chłopak; może nawet nieco zbyt szybko. Spuścił oczy, rozgarniając stopą ziemię.
- Dipper! Dobrze ci radzę, nie baw się nią. To się źle skończy, a po dzisiejszej akcji można się wszystkiego spodziewać. - pogroził mu palcem, lecz zaraz zaniechał tematu. - Słuchaj, jest sprawa. Nie chciałbyś się może jutro urwać ze mną na poszukiwania?
Chłopak momentalnie zmienił swoje podejście. W jego oczach było widać podekscytowanie. Gdyby mógł, zamerdałby aż ogonem z radości.
- Pytanie! Jasne, że tak. Gdzie idziemy? Na jak długo? - zaczął zasypywać wuja pytaniami.
- Hola, hola, hola. Przystopuj może nieco, co? - Ford zapomniał już, jaki to jego niedoszły uczeń był dociekliwy. I uciążliwy. Rozejrzał się wokół i ściszył głos do szeptu. - Na spokojnie. Pamiętasz ten artefakt, o którym wam mówiłem? - Dipper pokiwał twierdząco głową z miną znawcy. - Mam podejrzenia, gdzie się może znajdować. Wiem, że jesteś bardzo zorganizowany. Ufam, że przygotujesz wszystko, co będzie przydatne.
- Oczywiście! - nastolatek zakrzyknął, ale potem dodał już ciszej, widząc karcące spojrzenie wujka. - Zaraz się do tego zabieram. Będziemy potrzebowali plecaków, jakiś prowiant, woda... Lina, nie możemy zapominać o linie - zaczął wyliczać na palcach.
- Wiedziałem, że podejdziesz do tego profesjonalnie. - Staruszek położył mu dłoń na ramieniu. - Broń również w to wlicz. Nie możemy iść na poszukiwania nieuzbrojeni. - potarł w zamyśleniu brodę. - Wyruszymy z samego rana, dlatego powinieneś się dzisiaj wyspać. Żadnego siedzenia to późna i oglądania Kaczego Detektywa - zaśmiał się.
Dipper przez chwilę zamarł, niepewny, lecz zaraz zaczął się śmiać razem z Fordem. Ze względów bezpieczeństwa porzucili jednak rozmowę o wyprawie, dyskutując teraz wspólnie o wieloświatach. Tylko podejrzanie radosny głos szatyna mógł zdradzać, że coś się szykuje. Zgodnym krokiem przekroczyli próg domostwa. Mieli nadzieję na ciszę i chwilę odpoczynku. Jednak nieco im to uniemożliwiono.
- Auuu! To boli! - wydarła się Laura, gdy Mabel po raz kolejny przyłożyła jej gazę nasączoną wodą utlenioną do paskudnej rany na ramieniu.
- Jak ty się wyrażasz? - Stan stanął tuż przed nią, uderzając ją lekko w głowę gazetą, w formie skarcenia. Tego było już za wiele, więc zerwała się z taboretu. Zabawne, kostka jej nie zabolała; nie musiała nawet udawać, tak jak w drodze do Tajemniczej Chaty.
- Jeżeli ktokolwiek z was mnie tknie, nawet w formie pomocy - fioletowowłosa podniosła głos, każde słowo akcentując zamaszystym ruchem rąk - to, przysięgam na latające kotlety, że gorzko tego pożałuje!
- Latające kotlety? - zdziwił się Stan, ignorując zupełnie resztę zdania. - A to ci nowość. Co o tym sądzisz? - zwrócił się do krewnej.
- Daruj sobie ich latanie! - ożywiła się Mabel, podchodząc do Laury z bandażem. - Mów lepiej, gdzie je złapać! Ciekawa jestem ich smaku - wyszczerzyła się.
- Ouch! Jesteście niemożliwi!
- Nie, to ty jesteś niemożliwa. - powiedział dobitnie Stanley.
- Wujku, daj już spokój - Spadająca Gwiazdka nie dała dziewczynie dojść do głosu, wyczuwając zbliżającą się kłótnię. - Postaw się na jej miejscu. A w ogóle, to proszę o trochę spokoju! Skupić się nie można. - wygoniła go z kuchni. Gdy już zostały same, zwróciła się do towarzyszki. - No to co? Mogę zabandażować, czy zdzielisz mnie po głowie jak Dippera?
- Ej no, to był przypadek. Naprawdę nie chciałam; myślałam, że to ten pies powrócił. - Laura momentalnie złagodniała i zaczerwieniła się. - Spokojnie, z tym... To były nieprzemyślane słowa. Najwyżej opatrzę zranienia.
Mabel pokręciła z niedowierzaniem głową. Rozwinęła bandaż, wcześniej przykładając gazę na ranę i zaczęła ją opatrywać, co szło jej zdumiewająco szybko. Po chwili skończyła, oceniając z dumą swoje dzieło.
W tym czasie Dipper chodził niespokojnie po salonie, robiąc w głowie listę przydatnych rzeczy. Jednak po chwili porzucił swój pierwotny plan, porywając notes wraz z ołówkiem. Grafit zawzięcie znaczył papier wraz z rosnącą ilością pomysłów. Co chwilę coś wykreślał, dopisywał, zmieniał...
- Nie, to bez sensu - mruknął do siebie, gniewnie kreśląc ideę. - Nie wytrzyma naporu wody. - usiadł w fotelu.
- Polecam linę - rozległ się głos tuż za nim. Irytująco znajomy głosik.
Wysoki szatyn podskoczył, będąc kompletnie zaskoczonym. Nie słyszał, by ktoś się zbliżał. Odwrócił się szybko, tylko po to, żeby zobaczyć pokerową twarz Laury, która siedziała na oparciu fotela. Zaraz jednak wyszczerzyła się do niego w uśmiechu.
- No wiesz, lina - zaczęła tłumaczyć, widząc jego pusty wzrok. - Taki gruby sznur. Przydatny podczas apokalipsy zombie - zaśmiała się z żartu.
Chłopaka jednak to nie śmieszyło. Wiedział coś o apokalipsie zombie i wcale nie były to doświadczenia przyjemne. Doskonale pamiętał, jak ciężko było wygrać z żywymi trupami. A przecież to była jego wina... Potrząsnął głową, odganiając od siebie wspomnienia. To nie była pora.
- A ciebie jakie licho tu przywiało? - spytał, gdy nagle rzuciła się na niego Mabel, ku wtórze śmiechu drugiej nastolatki.
- Co tam masz za zapiski brachu? - zadała pytanie, próbując wyrwać zeszyt Dipperowi. Nastolatek zawzięcie się bronił przed odebraniem zapisków. W końcu jednak bliźniaczka wygrała. Zerwała się z fotela, mrużąc brązowe oczy. Mruknęła coś o fatalnym piśmie.
- Co to za nerdowskie rzeczy? Plecaki, kompas, paralizator o działaniu dwufazowym?! - popatrzyła na niego unosząc brwi. Nawet Laura się zainteresowała, wychylając się niebezpiecznie daleko. - Znowu ruszasz gdzieś z Fordem? Jesteśmy tutaj dopiero trochę czasu, a ty już gdzieś się wybierasz? Nie możesz jak każdy inny chłopak po uganiać się za laskami, nie wiem no, flirtować, zarywać, cokolwiek? Musisz łazić po jakiś jaskiniach i Bóg wie czym.
- Mabel, słuchaj, to bardzo ważna sprawa i nie ma innego wyjścia - Dipper naginał nieco prawdę. - Zobaczysz, raz, dwa i będziemy z powrotem. A potem mogę zarywać do każdej laski w Wodogrzmotach, jeśli tego serio chcesz.
- Ta, jasne - prychnęła brązowooka. - Znając życie przepadniecie na cały dzień albo i dłużej. Ach, nie uwierzę, chyba że zobaczę. Nie twój styl i tyle.
- I tak nie poder... - nie dokończyła druga z nastolatek, zarobiwszy potężne szturchnięcie w bok - No co? Aaach! - W ostatniej chwili uchroniła się od upadku, chwytając się rękawa koszuli Dippera. Gdy już ustabilizowała swoją pozycję, odwracając wzrok mruknęła - Wybacz. Mogę iść? Przyda się wam obstawa - wrócił jej dobry humor.
- Nic się nie stało - chłopak udał, że strzepuje jakiś pyłek z ramienia. - I nie, nie możesz. To zbyt niebezpieczne dla takich zwykłych, szarych ludzi.
- Przepraszam bardzo, że co?! - oburzyły się jednocześnie dziewczęta, po czym Mabel dokończyła - Jestem twoją siostrą i jakoś nie zabierasz mnie na te wasze wyprawy. Czyli też należę do szarej masy, dobrze rozumuję? Ej, a tak serio, to kto cię nauczył takiego słownictwa?
- Sister, dobrze wiesz, że to nie tak. Twoja osoba to osobna kwestia, ale ona? Wystarczy, że popsuła nasz dzisiejszy plan.
- Ona - wtrąciła się Laura, zeskakując w końcu z oparcia. - Ma imię. Nic tu po mnie, potrafię wyczuwać aluzje. - W tym miejscu rzuciła Dipperowi znaczące spojrzenie. - Jakbyście mnie szukali, jestem... A zresztą wiecie gdzie. Nigdzie się nie wybieram.
Zarzuciła z godnością warkocz na plecy, chwyciła w dłoń pasek od torby i wyszła z salonu. Nie oglądając się za siebie zaczęła wchodzić po schodach, by później skierować się do przydzielonego jej pokoju. Chłopak prychnął w odpowiedzi na ostentacyjne wyście nastolatki, zaś Mabel tylko westchnęła przeciągle, by zaraz potem kontynuować dyskusję z bratem.
*~*

Dawno już zapadła noc, a Laura wciąż nie mogła zasnąć. Coś nie dawało jej spokoju, powodując, że co chwilę przewracała się z boku na bok. Tajemnicze szepty błądzące jej po głowie nie pozwalały odpłynąć w błogi stan zapomnienia oraz ułudy. Księżyc już dawno zniknął za horyzontem, jeszcze trochę a wstanie słońce.
W końcu nie wytrzymała i zerwała się z łóżka. Wyjąwszy księgę z torby, usiadła na parapecie. Pomyślała coś jeszcze o tym, że powinna znaleźć jej lepszą kryjówkę. Uchyliła ostrożnie okładkę, zaglądając na zapiski. O dziwo były doskonale widoczne, jak na mrok panujący w pomieszczeniu.
- A to dziwne - mruknęła, marszcząc brwi. Jednak nie zastanawiała się nad tym faktem długo, kartkując pospiesznie dzieło. Szukała pewnej strony, a trybiki w jej głowie pracowały ciężko, łącząc wydarzenia.
W końcu natrafiła na miejsce, które chciała zobaczyć. Jedyne wyrazy, które udało jej się przeczytać. Finelo Demento. Analizowała te dwa proste słowa. Tak bardzo chciała wiedzieć, co oznaczają.
- Demento, Demento. Dementorzy? - podrapała się po głowie. - A co z Finelo wtedy? Koniec Dementorów? - ziewnęła potężnie i potarła oczy. Zmęczenie dawało o sobie znać. - To nie ma sensu. Finelo Demento, zdradź mi swoją tajemnicę... - coraz ciężej jej się walczyło z sennością.
- Uzdrów mnie. Mądry wybór. - rozległ się przyjemny kobiecy głos.
Laura otworzyła oczy i poderwała się z parapetu, podejrzewając wpierw Mabel o zakradnięcie się do jej pokoju. No właśnie... W tym problem, że nastolatka brzmiała zupełnie inaczej, niż usłyszana osoba. Do tego szatynka nie znajdowała się już w Tajemniczej Chacie, a przynajmniej to miejsce w żadnym calu nie przypominało domu Pinesów. Będąc szczerym, nie przypominało to niczego. Dziewczyna unosiła się wśród białej mgły, która uniemożliwiała zobaczenie czegokolwiek. Nie miała też na sobie swojej piżamy; ubrana była w powłóczystą suknie w prawie białym odcieniu fioletu, rozpuszczone włosy nastolatki unosiły się jak w wodzie.
- Kto to powiedział? To nie jest śmieszne! - wykrzyknęła w pozorną pustkę, rozglądając się panicznie, a w myślach cały czas powtarzała sobie, że to tylko sen.
- Och, nigdy takim nie miało być. - nadeszła odpowiedź.
- Pokaż się - w głosie Laury zagościły nutki niepewności. - Chcę zobaczyć, z kim mam do czynienia.
- Och, chciałabym - rozległ się perlisty śmiech. - Ale nie mogę. Pozbawiono mnie ciała dawno temu. A szkoda, bo było dziesięć na dziesięć, jak to się teraz mówi - Można było wyczuć, jak mówiąca mruży oczka. - Przejdę do konkretów. Masz księgę, znalazłaś ją w świątyni, prawda? Zawarte w niej jest wiele zaklęć i uroków. Pradawna siła, która...
- Nie mów tak, błagam... - jęknęła fioletowowłosa i odparła twardo - Poza tym, nie wierzę w magię. To bzdurne bajki dla dzieci.
- Niedługo uwierzysz, Słońce. O to się nie martw - rozmówczyni zdawała się być znudzona wymianą zdań.
- Więc, czego chcesz? Streszczaj się, bo już mnie zaczynają wkurzać te fruwające kosmyki - Laura z chęcią tupnęłaby nogą, lecz nie mogła tego zrobić, więc machnęła z irytacją ręką. Zaprzeczanie, że nie posiada księgi, nie miało sensu, przecież to był tylko głupi sen. A skoro tak, to wyobraziła sobie samą siebie w wygodnym warkoczu. I tak po chwili się stało, jej włosy zostały splecione. - No więc? Słucham.
- Ech - rozległo się wszędzie wokół westchnięcie, po czym melodyjny głos kontynuował - Słuchaj, chodzi mi o to, że masz szansę nauczyć się posługiwać "Eternollem". Nie pożałujesz. Mogę nauczyć cię wszystkiego, co jest z nim związane.
- Co jeśli odmówię?
- Nigdy nie poznasz tajemnic tej księgi - głos powoli cichnął. Dopływał jakby z oddali. - Namyśl się dobrze. A tymczasem Przejrzyj. Tesut'yun!
Umilkła zupełnie, a Laura nie zamierzała jej wołać, by wróciła. Nagle, gdy już nie czuła żadnej obecności, zaczęła spadać w pustkę. Jej krzyk niknął, a ona nie była w stanie kompletnie nic zrobić, by temu zapobiec, nawet uciec z tego snu. W momencie, kiedy już miała mieć bolesne spotkanie z ziemią, ostatnim zrywem woli spróbowała jedynego wyjścia.
Podłoga była tak zimna. Wychodziło na to, że podczas majaków musiała zlecieć z parapetu. W sumie dobrze, że tylko z niego, a nie z większej wysokości. Nieopodal dziewczyny leżała tajemnicza księga. Laura podniosła się ze stęknięciem, zauważając przy okazji niebo, które zaczynało się robić różowe. Było zapewne gdzieś około trzeciej rano. Nastolatka sięgnęła po księgę, palcem zaznaczając stronę, na której wylądowało dzieło. Usiadła z powrotem pod oknem, otwierając ją. Zmarszczyła brwi, teraz już naprawdę mocno zaniepokojona. Wpatrywała się w napisane słowo, które o dziwo bez trudu mogła teraz odczytać. Przejrzyj. Tesut'yun!



Powiedziała, co wiedziała, więcej się nie odzywała.

Compassion, loyality, heart. That's a S.H.I.E.L.D.'s streght.
(c)Agentka Melinda May


Sekret Pamięci|Piórem Phoenix|dA|Wtt

Edytowane przez Lau dnia 02-01-2017 19:12
http://phoenixflamefairy.deviantart.com/ Wyślij Prywatną Wiadomość
Skocz do Forum:
Logowanie

Witajcie na nowej wersji ShoutBox. Wszelkie problemy prosimy zgłaszać do administracji lub bezpośrednio do twórcy - Anagana.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać wiadomości.

~Alex0
22:40:24 18.01.2017
~Alex0
22:39:56 18.01.2017
Pomoc matematyczna na fb.
~Skeni0
22:39:47 18.01.2017
Słucham?
~Alex0
22:39:26 18.01.2017
Skeni pilna sprawa do ciebie.
~Skeni0
22:37:32 18.01.2017
Co ma Ministerstwo spraw zagranicznych do seriai animowanych?
~Skeni0
22:36:23 18.01.2017
Co do netflixa to wątbię by im się chciało tyle czasu po premierze, a teleTOON... no cóz, bajki pokroju mini mini
^Flamli0
22:19:38 18.01.2017
albo trzecia opcja - msz wykupi i zleci dubbing na dvd xd niemcy np oprócz tego, że mają na netflixie, to w jesieni ma wyjść dvd
^Flamli0
22:18:38 18.01.2017
jedyne szansa na teletoon+, no albo netflix...
~Aria0
22:17:08 18.01.2017
xD
@czarodziejka_flora0
22:17:03 18.01.2017
faktiko xd
~Aria0
22:16:13 18.01.2017
Ferie niektórzy mają
@czarodziejka_flora0
22:15:57 18.01.2017
a co tu was tyle o tej porze
~Aria0
22:12:04 18.01.2017
Skoro Nick tego na pewno nie zdubbinguje to kto? O to jest pytanie ;C
~Skeni0
22:11:08 18.01.2017
Może i lepiej, że Nickelodeon trzyma swoje łapska z dala od WOWa
~Aria0
22:05:28 18.01.2017
Możesz tę informację umieścić w podpisie to nie będziesz spamić na sb
~diverpunk0
22:02:48 18.01.2017
Nic nie szkodzi hahah
~Aria0
22:02:19 18.01.2017
Nick mnie zmylił XD
~diverpunk0
22:01:28 18.01.2017
Nawet nie zauwazylam tej literowki XD
~Aria0
21:57:24 18.01.2017
Przepraszam, pisałaś ;<
~diverpunk0
21:57:18 18.01.2017
Przepraszam za spam
~diverpunk0
21:57:03 18.01.2017
Wiem, ale chce zeby duzo osob to zobaczylo
~Aria0
21:56:30 18.01.2017
Pisałeś już to kilka razy
~diverpunk0
21:56:05 18.01.2017
Jesli ktos z was ma do oddania/wymiany jakiekolwiek rzeczy z Winx to prosze pisac uśmiech
~Aria0
21:46:23 18.01.2017
To już trzy kraje robią dubbing w tym samym języku
~marcin9190
21:43:34 18.01.2017
sama sobie odpoweidziałas na pytanie, Filipińczycy mają nosowy głos jak to ludzie wschodu uzywając języka urzędowego czyli angielskiego wyszło tak a nie inaczej
Regulamin
Archiwum
lekkieb. lekkie
wersja: 3.0.2
Ankieta
Kiedy macie ferie?

16 stycznia - 29 stycznia
16 stycznia - 29 stycznia
34% [23 Głosów]

23 stycznia - 5 lutego
23 stycznia - 5 lutego
7% [5 Głosów]

30 stycznia - 12 lutego
30 stycznia - 12 lutego
26% [18 Głosów]

13 lutego - 26 lutego
13 lutego - 26 lutego
10% [7 Głosów]

Studiuję/ pracuję/ nie mam ferii
Studiuję/ pracuję/ nie mam ferii
22% [15 Głosów]

Głosów: 68
Rozpoczęta: 07/01/2017 13:05
Zakończona: 18/01/2017 22:16

Archiwum Ankiet
Copyright © 2010 for posted and pngs thx http://vk.com/winxclubrus and http://vk.com/thewinxclub, (c) Rainbow szab wb: pngsy: (c) bloom by InesWinxEditions.dA, stella by HimoMangaArtist.dA
Scroll UpPowered by PHP-Fusion v6.01.19 || EF IV by eXtreme Fusion ©
8865577 Unikalnych wizytScroll Up

.