Nowości
7.10.2020
❧ dodano siedem piosenek z fanowskiego serialu "Winx Forever"

19.08.2020
❧ zaktualizowano komiks nr 153 - Magia Travelix (wersja polska z magazynu)

13.08.2020
❧ podmieniono kadry z transformacji Mythix (pełna wersja)

12.08.2020
❧ zaktualizowano komiks nr 152 - Przyjaciele na zawsze (wersja polska z magazynu)
❧ podmieniono kadry z transformacji Enchantix w wersji FULL HD

23.07.2020
❧ zaktualizowano komiks nr 151 - Zniknięcie Alfei (wersja polska z magazynu)

08.07.2020
❧ dodano komiks nr 189 - Noworoczny konkurs taneczny

06.07.2020
❧ dodano komiks nr 186 - Gwiezdny pył

17.06.2020
❧ dodano odcinki z 8 sezonu po polsku do pobrania

Użytkowników Online
 Gości Online: 1
 Brak Użytkowników Online

 Zarejestrowanych Użytkowników: 1,596
Nieaktywowany Użytkownik: 8
 Najnowszy Użytkownik: ~paulapaulawinx
Dzisiejsi Solenizanci
Dzisiaj żaden z użytkowników nie obchodzi urodzin

http://ask.fm/WinxBlogger

Jeśli macie pytania dotyczące Clubu Winx lub WinxBlogger to pytajcie!


snapchat @WinxBlogger
Zapisy: KLIK

Twórczość
Opowiadania
❧  Czarodziejka  ☙

Strona 2 z 2 < 1 2
AutorRE: Czarodziejka
użytkownik usunięty
Dodane dnia 11-09-2015 13:09
Ja też zawsze czytam, tylko ostatnio długo nie było rozdziału i przestałam już sprawdzać czy jest nowy. Teraz sprawdzałam, więc komentuję i PROSZĘ, pisz dalej, bo to moje ulubione opowiadanie na WB mruga! Obiecuje, że teraz będę sprawdzać cały czas i komentować jak napiszesz coś nowego :D! Bardzo ciekawy świat magii wymyśliłaś. Różni się znacznie od Winxa, więc to na plus. Postacie też mi się podobają, ale nadal moim ulubieńcem jest Vicktezir! Zobaczymy co później... Pisz dalej, no sorki za błędy, ale piszę z telefonu wszystko. Czekam na kolejny rozdział uśmiech!

Nie ma co przepraszać, tylko postaraj się pisać poprawniej i stosować polskie znaki.//Vic



Edytowane przez Victoria dnia 05-04-2016 15:57
AutorRE: Czarodziejka
~Tina
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 11-09-2015 23:20
No dobrze. Biorąc pod uwagę fakt, że jednak nie wszyscy o mnie zapomnieli informuję, że postaram się jednak częściej dodawać rozdziały. Cieszę się, że nadal chcecie to czytać i bardzo dziękuję za komentarze. mruga
Dobrze, że polubiłaś Elytroxa,Meredith, ponieważ... Sama zobaczysz XD Niedługo poznacie resztę bractwa, a na razie, ponieważ dodałyście mi weny, napisałam dokończenie ostatniego rozdziału. Miłego czytania!


Zaplecze sali biologiczno-chemicznej na pierwszy rzut oka przypominało... zaplecze sali biologiczno-chemicznej. Nie było to pomieszczenie ani duże, ani zbyt uporządkowane. Na zakurzonych półkach, leżały sterty książek, buteleki z substancjami chemicznymi, sztuczne kości i inne pomoce naukowe. Nie miałam pojęcia, w jaki sposób możemy wydostać się z tego miejsca. Nie było tu żadnych okien, a jedyne drzwi prowadziły z powrotem do klasy. No przynajmniej tak mi się zawsze wydawało.
Gdy tylko wpadłyśmy na zaplecze, Cristal natychmiast ruszyła w kierunku ściany naprzeciwko, zajętej przez małą biblioteczkę, i wyciągnęła rękę, aby wyjąć jedną z książek. Jednak gdy ledwo ją przechyliła, rozległ się hałas, jakby pękała ściana. Zaczęłam się zastanawiać co poszło nie tak, ale w tym momencie, nauczycielka pchnęła ręką jeden z regałów na ścianie, a ta... po prostu ustąpiła i otworzyła się zupełnie jak drzwi.
Przez dłuższą chwilę tylko tępo wpatrywałam się w ciemny korytarz, który ukazał się za tymi wrotami. Nie potrafiłam przyjąć do wiadomości, że to właśnie wydarzyło się naprawdę. Ostatnio identyczną akcję widziałam w filmie o muszkieterach, a teraz...
- Rachel szybko! - ponagliła mnie Cristal, wchodząc w ciemny tunel. Ja jakoś nie miałam ochoty się tam pchać, ale to najwyraźniej był jedyny sposób, aby uciec, więc nie miałam wiele do gadania. Ruszyłam za panią Eltri, zastanawiając się, czy ten zwariowany dzień może wogóle pozytywnie się zakończyć.

Sory, za błędy, ale ja również piszę z telefonu XD
Edytowane przez Tina dnia 11-09-2015 23:23
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Czarodziejka
użytkownik usunięty
Dodane dnia 11-09-2015 23:56
Haha, fajny pomysł z tym ukrytym przejściem! Szkoda, że u mnie w szkole nie ma nic takiego smutny! Jestem ciekawa, co się stanie z przyjaciółką Rachel... No i o co Ci chodziło z tym polubieniem Elytroxa 88D?
Naprawdę ciekawe opowiadanie, które strasznie wciąga! Zupełnie inny świat magii, jaki dotąd znałam z książek i filmów. Coś oryginalnego :D. Czekam na kolejny Twój wpis!

"Naprawdę" piszemy łącznie.//Vic



Edytowane przez Victoria dnia 05-04-2016 16:01
AutorRE: Czarodziejka
~Tina
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 15-01-2016 23:29
Hejka ludzie! To znowu ja - wasza najbardziej nieodpowiedzialna pisarka, która raz wstawia rozdziały co tydzień, a raz co pół roku XD Mam nadzieję, że jeszcze o mnie pamiętacie... Tak czy inaczej jak dziś mnie wzięła wena to w niecałą godzinę napisałam 3/4 tego rozdziału - taka jestem porąbana. Mam nadzieję, że jeszcze to czytacie i proszę o komentarze.

-Gdzie prowadzi ten korytarz? - zapytałam, ponownie skręcając w lewo. Jeśli wsześniej wydawalo mi się, że tunel jest "ciemny", to teraz był już absolutnie pogrążony w mroku. Schody były strasznie strome i zniszczone, a ściana, której trzymałam się by nie spaść, wilgotna i chyba zbudowana z cegieł. Niestety, a może na szczęście, poza czernią, zupełnie nic nie widziałam. Nagle usłyszałam stłumiony odgłos, jakby szum skrzydeł nietoperza. Tak, teraz byłam pewna, że ta wszechobecna ciemność mi zdecydowanie bardziej odpowiadała.
- Do Averliuhr - odpowiedziała Cristal, tak jakby to było oczywiste. Miałam już naprawdę tego dość. Traktowania jak idiotkę, posługiwania się bezsensownymi zwrotami i wysłuchiwaniem odpowiedzi, które przynosiły tylko coraz więcej pytań. Zanim zdążyłam jednak cokolwiek powiedzieć, nauczycielka nagle się zatrzymała i wyszeptała kilka słów, w niezrozumiałym dla mnie języku. Jakby w odpowiedzi na to, niedaleko nas, zapłonęła pochodnia, a za nią druga i trzecia... z mroku powoli zaczął wyłaniać się zarys okrągłej, pustej sali, która stanowiła jakby rozwidlenie tunelu. Naliczyłam dziewięć wyjść, łącznie z tym którym tu trafiłyśmy i tylko ten prowadził z powrotem do góry. Świetnie. Jeśli to miała być droga ucieczki, to byłam bardzo ciekawa, jak miałyśmy uciec, skoro jedyna droga na powierzchnię, była tą samą, którą przed chwilą tu trafiłyśmy. Cristal jednak wydawała się być pewna tego co robi. Bez wahania ruszyła w stronę jednego z korytarzy, zdaje się, że czwartego po prawej od nas, a ja oczywiście powlokłam się za nią, wracając myślami do Alexis, która została sama na górze, w dodatku ranna. Dopiero w tym momencie, zaczęłam się zastanawiać, dlaczego odłamki szyb zraniły tylko ją. Przecież ja i Pani Eltri, również byłyśmy w klasie i to blisko Strażniczki. Chyba, że to miało jakiś związek tym całym byciem Wybranym. Od tego myślenia zaczynała mnie już boleć głowa. Jeszcze jakieś Averliuhr. Co to do diabła miało... I właśnie wtedy doszłyśmy na miejsce.
Jak się okazało, gdy tylko Cristal powtórzyła zaklęcie i nowe pochodnie zapłonęły blaskiem, było to coś w rodzaju ogromnej, podziemnej... sali szkolnej? Zauważyłam osiem ławek, biurko nauczyciela, regały z książkami i szafy... Pomijając fakt, że jedynym źródłem światła były pochodnie, a z sufitu zwisały stalaktyty, wszystko wyglądało dokładnie tak jak w klasie. Czego jak czego, ale tego to się nie spodziewałam. Nie zwracając uwagi na Cristal, podeszłam do jednego z regałów i wyjęłam z niego starą, zakurzoną książkę. Jak głosił tytuł, był to "Podstawowy podręcznik do czarów Asyllarijnych". Inna książka była "Księgą wprowadzającą w historię Wybranych", a jeszcze inna "Zbiorem ograniczeń stopni magicznych". W szafie z kolei, znalazłam 4 wielkie pióra, kilka pokrytych pajęczyną kociołków, niezliczoną ilość fiolek z dziwnymi substancjami, parę pudełek, których wolałam nie otwierać i... miotłę. Zafascynowana tymi przedmiotami zupełnie zapomniałam o obecności Cristal i okolicznościach w jakich się tu znalazłam. Wpatrywałam się po prostu tępo w zawartość szafy, zastanawiając się co to u licha za miejsce?
- Averliuhr to starożytna nazwa szkoły, w której Wybrani i Strażnicy mogli uczyć się magii - wyjaśniła pani Eltri, przeszukując pośpiesznie inną szafkę. - Zwykle znajdowała się ona w podziemiach, lub katakumbach starych budowli. Nasza szkoła, jak wiesz została wybudowana w XVIII wieku, a to Averliuhr, wcześniej znajdowało się w katakumbach jednego ze staroangielskich zamków, ale na potrzeby uczniów, została magicznie teleportowana pod naszą szkołę. Miało to miejsce już w czasach pierwszej wojny światowej, w 1917 roku.
"No i wszystko jasne: grupa popaprańców teleportowała kawał ziemi z Anglii, pod ziemię w Polsce... to przecież było oczywiste..." - pomyślałam sarkastycznie, ale wolałam nie mówić tego na głos i nie przeszkadzać Cristal w szukaniu... tego co tam szukała. No właśnie... czego ona teraz szukała? Przecież mieliśmy na karku dwóch morderców! Spojrzałam na nią, chcąc o to zapytać, ale zanim zdążyłam otworzyć usta, wyjęła z szafy sakiewkę z jakimś zielskiem.
- Amorillien Gem'morsit - wyszeptała, a zeschnięte rośliny rozbłysły na złoto i... tyle. Zmarszczyłam brwi.
- Co to niby miało być? - zupełnie zapomniałam, że zwracam się do nauczycielki - Żadnych wybuchów, tryskającej energii, ani innych efektów specjalnych?
Cristal wyglądała jakby poraził ją piorun.
- Nie rozumiem - próbowała mówić spokojnie, ale głos jej się łamał. - To najsilniejsze zioła teleportujące jakie znam... dlaczego nie działają?
Właściwie kierowała te słowa bardziej do siebie niż do mnie, a to chyba był powód, żeby się bać. Nie słyszałam nigdy o "ziołach teleportujących", ale z wielu fantastycznych książek wiedziałam, czym jest teleportacja: drogą ucieczki. To nie wróżyło dobrze...
Nagle moja towarzyszka wydała z siebie zduszony okrzyk i wypuściła sakiewkę z rąk. Przez pierwszą chwilę nie wiedziałam dlaczego, a potem zauważyłam, że zioła, które rozsypały się po podłodze, stopniowo zamarzały. Dopiero wtedy poczułam chłód. Dziwna, odbierająca siły energia wypełniła pomieszczenie, wraz z paraliżującym strachem.Oddech zamienił się w parę, a lód rozprzestrzeniał się po podłodze i ścianach. Usłyszałam szmer i kroki, a światło z tunelu wyraźnie migało, jakby ktoś schodził po schodach. Teraz było już za późno na ucieczkę.
- Czy ty musisz byś zawsze takim debilem? - głos Viktezira odbijał się od ścian. - Jeśli jeszcze raz uprzedzisz naszą ofiarę, że po nią idziemy, to osobiście dopilnuję, byś wyleciał z Bractwa zanim zdążysz powiedzieć "przepraszam".
- Możesz być pewien Vick, - zaczął Elytrox swoim ignoranckim tonem - że nie miałbym najmniejszego zamiaru tego mówić.
Mimo paraliżującego mnie strachu, byłam nawet ciekawa jak dalej potoczy się ta rozmowa, ale niestety gdy tylko głos Elytroxa ucichł, obaj Przeklęci wpadli do Averliuhr, a na nasz widok ich kłótnia natychmiast się urwała. Przez chwilę wydawało mi się, że przez twarz Vicktezira przemknął cień zdziwienia, ale szybko zniknął, zastąpiony przez satysfakcję.
- No proszę, proszę - zaczął, a ja zdałam sobie z sprawę, że nie patrzy na nas, lecz na rozsypane zamarznięte zioła. - A jednak masz trochę oleju w głowie.
Te słowa były skierowane do Elytroxa, który tylko wzruszył ramionami i poprawił sobie opadające na oczy włosy mówiąc:
- Nie jestem aż taki głupi, żeby pozwolić im uciekać, nie dezaktywując wcześniej magicznej mocy Roślin Gem'morsit.
- A ten lód? - Vicktezir wyglądał na zaintrygowanego.
- To tak... dla wzmocnienia efektu - na ustach Elytroxa pojawił się diabelski uśmiech. Diabelsko piękny diabelski uśmiech. Serce waliło mi jak oszalałe, a ja nie za bardzo wiedziałam, czy to ze strachu, czy z powodu... Chyba wolałabym, żeby jednak ze strachu, bo to by oznaczłao, że wszystko w porządku z moją porąbaną głową. Nie rozmyślałam jednak o tym długo, gdyż Vicktezir obdarzył swoim zainteresowaniem moją osobę, już chwilę później.
- Znów się spotykamy... który to już raz? - zapytał podchodząc bliżej, a ja cofnęłam się pod ścianę. - Chyba ciężko policzyć, ale tak czy inaczej, nareszcie nastała chwila do której zmierzaliśmy. - Zrobił krok do przodu, tak że dzieliły nas zaledwie dwa metry. - Chwila w której Bractwo Mroku powstrzyma twoje przeznaczenie, nie dopuśli do spełnienia odwiecznej przepowiedni i do odrodzenia się Mocy Jedynej...
Serce podskoczyło mi do gardła, gdy nagle Vicktezir znalazł się jeszcze bliżej. Byłam w tarapatach... dużych tarapatach. Przylgnęłam plecami do nierównej ściany, myśląc, że zaraz wszystko się skończy, gdy nagle robiąc kolejny krok, Vicktezir wpadł na coś w rodzaju niewidzialnej bariery, oddzielającej mnie od niego. Przez chwilę wyglądał na zdezorientowanego i wpatrywał się we mnie z wyrazem szoku na twarzy.
- Nie osiągnęłaś jeszcze odpowiedniego wieku - wydukał jakby sam do siebie. - Nie możesz posługiwać się magią, nie ma w tobie jeszcze Energii.
- Wiesz Vick... - wtrącił Elytrox, a Vicktezir przeniósł swój wzrok na niego. - Chyba o czymś zapomniałeś.
Mówiąc te słowa, wskazał głową w kierunku Cristal, która stała skoncentrowana parę metrów dalej i wskazywała ręką w moim kierunku.
- Mamy tu jeszcze jedną Wybraną... - Elytrox z kolei stał przy wyjściu z groty, oparty o ścianę z rękami skrzyżowanymi na piersi, jakby zupełnie nie obchodziło go co się dzieje. - Ale z pewnością to zauważyłeś, nie chciałbym sugerować, że nie jesteś spostrzegawczy...
- Elyx, cholera, mógłbyś się dla odmiany zamknąć i zająć tym problemem, zamiast mnie denerwować? - warknął Vicktezir posyłając Bratu zabójcze spojrzenie. Elytrox zdawał się tego nie zauważać. Wzruszył ramionami i jakby od niechcenia machnął ręką w kierunku ochraniającej mnie nauczycielki. Dopiero po chwili dotarło do mnie co sprawił tym gestem: stopy Cristal pokrywał lód, który powoli rozprzestrzeniał się coraz wyżej. Zamarzała, ale zupełnie tego nie zauważyła: wciąż stała skoncentrowana na barierze oddzielającej mnie od wroga.
- Cristal, uważaj! - krzyknęłam, ale to był błąd. Pani Eltri spojrzała na swoje nogi, tracąc jednocześnie koncentrację i równowagę. Upadła, a lód zaczął się rozprzestrzeniać szybciej. Bariera przypuszczalnie też zniknęła, ale wolałam nie czekać, aż to się potwierdzi. Wciąż byłam przerażona, ale gdy tylko pomyślałam o tym, że Alexis leży ranna na górze, a ja tu stoję jak jakaś idiotka i wciąż próbuję to wszystko zrozumieć, zamiast działać... złość i adrenalina zrobiły swoje. Wykorzystałam chwilę, gdy Vicktezir patrzył na Cristal i z całej siły kopnęłam go w krocze. Mógł sobie być i Przeklętym i Bratem Mroku, ale nadal był facetem. Zgiął się w pół, a ja szybko wymknęłam mu się, podbiegłam do szafy i wyjęłam z niej miotłę. Oczywiście nie zamierzałam nigdzie odlatywać, nawet nie wiedziałam,czy to w ogóle lata, ale porządny kij mógł się przydać. Chyba zwariowałam, ale w nie przejmowałam się faktem, że atakuję czarnoksiężnika miotłą. Krew pulsowała mi w żyłach i czułam w sobie determinację. Może i nie miałam jeszcze tej całej "Energii", ale potrafiłam się bronić i nie byłam typem dziewczyny która błaga o litość. Wszystkie wydarzenia z ostatniego czasu sprawiły, że zachowywałam się jak ostatnia sierota! Od kiedy to Rachel Nerin, kapitan żeńskiej drużyny koszykarskiej, poddawała się bez walki? Zawsze prowadziłam szkołę do zwycięstwa, w każdych zawodach. Byłam zwinna i szybka. Teraz miałam też tę przewagę, że Przeklęci nie spodziewali się ataku. Z całej siły wzięłam zamach i walnęłam Vicktezira w głowę kijem, z taką mocą, że upadł na ziemię. Cristal wciąż zamarzała, lód przykrył już większość jej ciała, a ja nie wiedziałam jak odwrócić taki proces. Jedyne, co przyszło mi do głowy, to zaatakowanie tego, kto rzucił czar.
Elytrox wciąż stał w swoim kącie, a na jego twarzy malował się szok. Patrzył to na Vicktezira, podnoszącego się z ziemi, to na mnie z miotłą w ręku. Najwyraźniej jeszcze nie dotarło do niego co się stało. Właśnie miałam rzucić w niego najbliższym krzesłem, gdy poczułam ostry ból w klatce piersiowej. Zamroczyło mnie i nie mogłam złapać powietrza. Czułam, jakby płuca mi płonęły i upadłam na kolana, z trudem patrząc na Vicktezira, który z grymasem wściekłości na twarzy powoli zaciskał palce w ręce wyciągniętej w moim kierunku. Obraz zamazywał mi się przed oczami, a brak powietrza torturował piekielnie. Marzyłam, by to się skończyło. Pozwoliłabym im mnie zabrać gdzie tylko chcieli, bylebym tylko mogła nabrać powietrza. Ból był nie do zniesienia, ale wyglądało na to, że Vicktezir nie ma zamiaru przestać. Był w furii. Myślałam, że potrzebują mnie żywej, ale mogłam się mylić. Wiedziałam, że to koniec, że zaraz zginę i wtedy, nagle poczułam, że znów mogę oddychać. Zaczerpnęłam powietrza tak łapczywie, że zakrztusiłam się nim i upadłam na podłogę z kaszlem. Było zimno, bardzo zimno, ale nie zwracałam na to uwagi. Mogłam oddychać - i tylko to się liczyło. Dotarł do mnie krzyk Vicktezira, ale nie był to krzyk wściekłości, lecz bólu. Zdziwiona, podniosłam lekko głowę by na niego spojrzeć. Nadal wyciągał rękę w moim kierunku, ale była ona cała zamrożona. Podczas gdy w przypadku Cristal, lód tylko otoczył jej ciało, to wyglądało, jakby ręka zamarzła od wewnątrz. Chyba miałam lekkie niedotlenienie mózgu, bo dopiero po chwili dotarło do mnie co to oznaczało: Elytrox zaatakował Vicktezira. Elytrox zaatakował Brata, by mnie chronić... ale to przecież niemożliwe! Powoli docierały do mnie ich słowa i z całej siły skupiłam się, aby słyszeć o czym mówią.
- ...i dlatego właśnie mieliśmy zabrać ją do Fortecy, a nie zabijać, pamiętasz? - to chyba mówił Elytrox, ale wciąż nie czułam się na siłach, by to potwierdzić.
- Tak pamiętam! - wycharczał wściekle drugi głos, to musiał być Vicktezir - Ale nie mam zamiaru pozwolić, by jakaś małolata mnie poniżała!
- Poniżające jest raczej nie to, że cię uderzyła, lecz to, że udało jej się znokautować cię miotłą...
- A ty?! - Vicktezir puścił mimo uszu uwagę Brata - Łaskawie nie mogłeś mi pomóc?
- Świetnie sobie radziłeś - pierwszy raz w głosie Elytroxa usłyszałam czystą złośliwość. Zupełnie jakby zachowanie Vicktezira go irytowało. - Nie można przecież komuś grozić i oczekiwać, że nie będzie się bronić i popadać w furię z byle powodu.
- Byle powodu?! - wrzasnął Vicktezir. - Ty to nazywasz byle powodem? I na Wrota Edrastlańskie odmroź mi wreszcie tę rękę!
Nastała chwila ciszy, gdy Elytrox pomagał kompanowi, a potem podszedł do mnie.
- Zadowolony? - wydusiłam, przechylając głowę w jego stronę. - Miałeś tę swoją zabawę "w kotka i myszkę".
Przez chwilę miałam wrażenie, że jego twarz rozpogodziła się na chwilę. Najwyraźniej naprawdę byłam porządnie niedotleniona.
- Zamknij oczy - polecił mi lodowatym tonem, przykładając jednocześnie chłodną rękę do mojego czoła. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz... pewnie kolejna z objaw niedotlenienia. - Musisz się przespać, jeśli masz przeżyć drogę do Fortecy Ciemności.
Nie podobały mi się te słowa, ale nie miałam siły by się postawić. Właśnie do mnie dotarło, że byłam bardzo, ale to bardzo senna. Może Elytrox użył jakiegoś uroku, aby tak się stało? A może po prostu adrenalina opadła i byłam totalnie wykończona? Tak czy inaczej, gdy Elytrox wziął mnie z zadziwiającą delikatnością na ręce, nie protestowałam, lecz wtuliłam się w jego pierś, pozwalając, by zaniósł mnie, gdzie tylko chce. Było mi dobrze. Nie myślałam już o Alexis, zakrwawionej przez odłamki szyb, ani o Cristal skutej lodem, ani o tym co ze mną będzie. To pewnie kolejne objawy niedotlenienia mózgu...



No mam nadzieję, że się podobało, sorry, że tak długo i przysięgam, że relację na żywo z Fortecy Ciemności będziecie mogli przeczytać jeszcze w te ferie - już ja się o to postaram serce


Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Czarodziejka
~Erick
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 26-01-2016 12:24
A w "te ferie" to znaczy kiedy? Bo w różnych miejscach przypadają inaczej... Jak cię znam, to pewnie napiszesz ten rozdział wraz z końcem lutego, bo ostatni region chyba tak kończy ferie, nie? Ale mniejsza z tym. Co do rozdziału, to dla mnie powinna być dłuższa akcja (i mam nadzieję, że jak ona już będzie czarować, to będą lepsze walki), no i oczywiście to trochę zbyt zagmatwane. No i jest za mało akcji... mówiłem już to? Ja to z reguły same negatywy widzę, ale ogólnie ciekawy wątek XD. Weny życzę i pośpiesz się z tym rozdziałem mruga.
Edytowane przez Sophie dnia 26-01-2016 16:19
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Czarodziejka
użytkownik usunięty
Dodane dnia 26-01-2016 21:40
Na reszcie nowy rozdział *.*! Taka ta wena. Nie ma jej, a jak przyjdzie to aż za duża :D. Jak dla mnie ten rozdział jest spoko. Akcja raczej nie jest za szybka, wszystko ładnie opisałaś, dodałaś nowe ciekawe nazwy i kilka śmiesznych scen xD. Czeeekam na kolejny rozdział!! Strasznie mnie ta historia wciągnęła...



Edytowane przez Smoczy_Plomien dnia 26-01-2016 21:47
AutorRE: Czarodziejka
~Meredith
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 27-01-2016 22:53
Przyszłam skomentować, bo obiecałam sobie, ze to zrobię...
Dawno już ten rozdział czytałam, ale na telefonie, to pewnie post by mi się usunął.
Ciekawie, fajnie, nie ma porywającej akcji, ale jest... Elytrox. Już go nie lubię, ja go wielbię po prostu. Mam nadzieję, że na to "niedotlenienie mózgu" Rachel będzie cierpieć jeszcze długo...
Czekam na następny rozdział, weny!


prawdopodobnie zaczęłam wracać
] | dA | Wattpady[/b]
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Czarodziejka
~Tina
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 03-04-2016 17:35
No dobrze, tak jak powiedziałam, jest już pierwsza część rozdziału pod tytułem "Witamy w Fortecy Ciemności", choć właściwie powinno być raczej coś w stylu: "Pierwsze pięć minut w Fortecy XD No cóż, ja piszę dalej, a Wam życzę miłego czytania. serce


- Ale co ma znaczyć, że się broniła? - usłyszałam czyjś poddenerwowany głos. - Ona jeszcze nie ma Energii!
- To znaczy... - wtrącił ktoś z lodowatym spokojem- że Vic traci wprawę w tym co robi.
- Albo po prostu nie jest przyzwyczajony do porywania nastolatek. - Ten drwiący i lekceważący głos rozpoznałabym już chyba wszędzie. Elytrox.
- Czy naprawdę muszę ci kretynie przypominać, że ty również byłeś ze mną w tym Averliuhr? - to musiał być Vicktezir.
- Ale mnie nie pobiła małolata.
- Tylko dlatego, że...
Nie dosłyszałam reszty zdania, ponieważ w tym samym momencie przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Dotarło do mnie co się dzieje i gdzie prawdopodobnie jestem. W Fortecy Ciemności. Leżałam na czymś strasznie gładkim i zimnym, prawie jak lód. Dopiero co odzyskałam przytomność, ale nie otworzyłam jeszcze oczu. Nie byłam gotowa, aby spojrzeć na to miejsce, a już tym bardziej, na Przeklętych do których należały niosące się po echem głosy.
Przypomniałam sobie dokładnie wszystkie wydarzenia z Averliuhr. Alexis, Cristal... tyle zrobiły, żeby mnie ratować, a ja mimo tego trafiłam tutaj. Gdziekolwiek to tutaj było. Serce zaczęło mi walić mocniej. Nie po to przeszłyśmy przez to wszystko, żeby teraz Bracia Mroku osiągnęli swój cel. Nie rozumiałam jakie to ma znaczenie, ale mnie potrzebowali, a raczej mojej Energii. W końcu Elytrox powstrzymał Vicktezira przed zabicie mnie. A to oznaczało jedno: musiałam uciec, póki jeszcze mnie nie zabili. Ale na początek, musiałam otworzyć te przeklęte oczy. I tak zrobiłam.
Pierwszą rzeczą jaką zauważyłam było sklepienie sali, które ciężko byłoby nazwać po prostu sufitem. Bardziej już przypominało to zaczarowane niebo w Wielkiej Sali w Hogwarcie. Jak przez mgłę przypomniałam sobie moją rozmowę z Alexis i jej hipotezy na temat tego kim jest Vicktezir. Lord Voldemort - też mi pomysł. Teraz jednak zauważyłam, że faktycznie coraz bardziej czuję się jak w tym filmie. Ale tam Lord Voldemort był tylko jeden, a ja ich miałam pięciu.
Dotarło do mnie, że leżę na wznak, na jakimś prostym, metalowym stole, a moje ręce i nogi są do niego przykute czymś w rodzaju bardzo dziwnych kajdanek. Wszędzie panował mrok, który był rozjaśniany przez ustawione wokół sali pochodnie. Było to naprawdę spore pomieszczenie, coś jak sala balowa na zamku. No... dosyć przerażająca sala balowa, w bardzo ciemnym szmaragdowym odcieniu. Kątem oka zauważyłam też gotyckie kolumny i ogromne okna, przez które wpadało słabe światło księżyca.
Przechyliłam lekko głowę w prawo, w stronę dobiegających głosów. Najbliżej mnie stał mężczyzna, na oko trzydziestoletni, w bardzo dziwnym, niemalże morskim kolorze krótkich włosów. Miał on na sobie płaszcz, taki sam jak Vicktezir i Elytrox, ale w granatowym kolorze. Wyglądał na zdenerwowanego. Mocno zdenerwowanego. Obok niego, dla odmiany stał jak cień inny Przeklęty. Wyglądał na nieznacznie młodszego, miał długie szare włosy i płaszcz w takim samym odcieniu. Trochę dalej zauważyłam Vicktezira w najbardziej postrzępionym, fioletowym ubiorze i Elytroxa, w nieskazitelnej, szmaragdowej pelerynie. Cała czwórka była tak pogrążona w rozmowie, że absolutnie nie zwracała na mnie uwagi.
Postanowiłam wykorzystać tę sytuację i spróbowałam ruszyć ręką. Ani drgnęła. Tak samo jak druga ręka i obie nogi. Zrozumiałam, dlaczego nie poczułam, że jestem przywiązana, zanim nie otworzyłam oczu. Dziwne, jakby przezroczyste, metalowe obręcze wokół moich nadgarstków najwyraźniej wywoływały jakiś paraliż. Genialnie. Zero szans na ucieczkę... przynajmniej na razie. No bo nie mieli zamiaru chyba trzymać mnie na tym stole cały czas? Taką miałam nadzieję, ale do czasu zanim czegoś nie wymyślę, musiałam zdobyć jakieś informacje, żeby zrozumieć co tu się dzieje. Skupiłam się na powrót na rozmowie Przeklętych.
- To jeszcze nie jest powód, żeby się denerwować, Mirroz - Vicktezir zwracał się do Brata Mroku w dziwnych krótkich włosach i granatowym płaszczu. - Mamy dziewczynę, więc chyba nie istotne jak do tego doszliśmy?
Mirroz już otwierał usta, aby coś powiedzieć, ale uprzedził go ten drugi Przeklęty, którego do tej pory nie wiziałam. To do niego należał ten chłodny i aż nad spokojny głos.
- Może i nie byłoby to istotne, gdyby spojrzeć na to tylko z tej płytkiej perspektywy, którą bierzesz pod uwagę.
Vicktezir spojrzał na niego takim wzrokiem, który oznajmiał, że nie tylko ja w ogóle nie zrozumiałam tej wypowiedzi.
- Chodzi mu o to, że jeśli wszystko ułoży się tak jak to zaplanowałeś, nic się nie stanie, ale wystarczy chociaż jedna rzecz, której nie wziąłeś pod uwagę, aby nasze plany wzięły w łeb - wyjaśnił Elytrox, który tradycyjnie stał oparty o najbliższą kolumnę i ze znudzeniem przyglądał się rozmowie.
- A ty filozofię studiowałeś, czy co? - wyparował Mirroz wpatrując się w Brata. - I co to u licha znaczy "wzięły w łeb"?
Elytrox roześmiał się cicho. Pierwszy raz widziałam w nim takie szczere rozbawienie, ale bądź co bądź, znaliśmy się dopiero parę godzin.
- Najwyższa pora wkroczyć ze średniowiecza w XXI wiek, Mir... - odparł kręcąc głową. Właśnie dotarło do mnie, że wyglądał na najmłodszego z całego towarzystwa. Ale był nieśmiertelny - nie mogłam przecież o tym zapominać.
- A co do filozofi, to chciałem ją studiować, ale mnie nie przyjęli... ciekawe dlaczego. Potem dołączyłem do was i uczyłem się od Arweda, a to nawet lepsze niż profesjonalna uczelnia.
Nareszcie! Te parę słów sprawiło, że sporo się wyjaśniło. Po pierwsze, Przeklęty którego nie znałam nazywał się Arwed i w zasadzie była to jedyna pewna informacja. Pozostały jedynie domyślenia... Jeśli przed zostaniem Przeklętym, Elytrox chciał studiować i znał powiedzenia, których pozostali nie rozumieli, musiało to faktycznie oznaczać, że był najmłodszy. Mirroz z kolei, mógł pochodzić mniej więcej z czasów średniowiecza, co dało się wywnioskować ze słów Elyxa... znaczy Elytroxa.
Przechyliłam głowę jeszcze trochę, aby lepiej ich widzieć i coś do mnie dotarło. Jeden, drugi, trzeci i czwarty. Czterech Braci Mroku, ale o ile dobrze sobie przypomniałam, Alexis mówiła, że jest ich pięciu. Vicktezir, Elytrox, Arwed, Mirroz i J... Coś na "J"... może Jaex? - nie, raczej nie, raczej Jacke... albo... Już miałam sobie przypomnieć ostatnie imię, gdy od mojej lewej strony dobiegł delikatny, ale złowieszczy głos.
- Kiedy już przestaniecie się spierać... - zaczął, sprawiając, że pozostali Przeklęci natychmiast spojrzeli w jego kierunku, a tym samym na mnie. - To może zauważycie, że nasz gość się obudził.

Sorry, że tak krótko, ale chciałam skończyć w tym momencie, dla wzmocnienia efektu. diabełek Pamięta ktoś jeszcze jak się nazywa ta ostatnia, tajemnicza postać? Szczerze wątpię, ale niedługo Wam się przypomni. ok



A tak w ogóle to dzięki za komentarze i, dla twojej informacji braciszku, resztę rozdziału dodam przed końcem lutego, zakład? mruga



I jest reszta rozdziału, z pozdrowieniami dla wszystkich, którzy lubią Elyxa. Nie wiem kiedy napiszę kolejny rozdział, bo właśnie dziś kończą mi się ferie, ale mam nadzieję, że niedługo. Będzie pewnie to też miało związek z tym, czy wciąż będziecie komentować, bo od tego od razu chce się pisać dalej. A oto rozdział:

Gwałtownie odwróciłam głowę w stronę ostatniego z Przeklętych. Stał praktycznie nade mną, opierając ręce na krańcach stołu. Wydało mi się dziwne, że nie zauważyłam jak podszedł, ale byłam tak skupiona na tym by wywnioskować coś z rozmowy pozostałych, że najwyraźniej nie zwracałam uwagi na nic innego. Teraz, gdy odkryłam, że jest tak blisko, pierwsze co, to skarciłam się w myślach, za nieuwagę. Poczułam na sobie badające i w większości nienawistne spojrzenia Przeklętych, ale nie obróciłam się w ich stronę, aby zorientować się w sytuacji. Patrzyłam w oczy Jateray'a, choć właściwie nie wiedziałam jakim cudem nagle wiedziałam jak on się nazywa. O tym też nie myślałam.
Skupiłam się tylko na tym złocistym i nieprzeniknionym wzroku. Dało się z niego wyraźnie wywnioskować jedynie wrogość i... coś jeszcze, ale nie miałam pojęcia co to takiego. Zwróciłam też uwagę na pozostałe cechy zewnętrzne Przeklętego. Miał idealne rysy jasnej twarzy, a jego ciemnobrązowe włosy, opadały na czoło, jakby właśnie wracał od fryzjera, ale Przeklęci chyba nie chadzają do fryzjera. Jego płaszcz, był w ciemnozłotym kolorze i w porównaniu do innych wypadał bardzo jasno. Butów co prawda, nie mogłam zauważyć, ale dałabym sobie rękę odciąć, że są takie same, jak i u pozostałych Braci.
Pod wpływem jego spojrzenia, serce podskoczyło mi do gardła - był przerażająco poważny i spokojny. Gdy tak na mnie patrzył, wszystko wokół zniknęło, jakby czas się na chwilę zatrzymał, a ja słyszałam wyłącznie łomot własnego serca, które waliło przerażone. W pewnym sensie, czułam się jakbym czekała na koniec, który nie mógł nastąpić. Dziwne uczucie... Po chwili jednak z tego stanu wyrwał mnie głos Vicktezira.
- Jak mogła się obudzić? Coś ty za zaklęcie na nią rzucił, jeśli nie wytrzymało nawet godziny? - domyśliłam się, że zwraca się do Elytroxa, ale w jego głosie zauważyłam pewną zmianę, jakby silił się na spokój.
- Wybacz, ale nie wspominałeś, że mam ją uśpić na tydzień - odparował chłopak. Jego ton w ogóle się nie zmienił, ale nie dziwiło mnie to. Byłabym w szoku raczej, jeśli próbowałby okazać w swoim głosie coś poza ignorancją. Chociaż wtedy, w Averliuhr, gdy Vicktezir mnie zaatakował, był wściekły... a może mi się wydawało? Miałam wtedy w końcu niedotlenienia mózgu.
- Wystarczy - rzucił krótko Jateray i wyszedł, a wszyscy Przeklęci ruszyli za nim w kierunku ogromnych, ornamentalnych drzwi. Nikt już się nie odezwał, a gdy po ich wyjściu wrota się zatrzasnęły, mogłam odetchnąć z ulgą. Aż do teraz nie zdawałam sobie sprawy z tego, że mimowolnie wstrzymywałam powietrze. Wciąż słyszałam niesione echem kroki Braci Mroku, ale zostałam w sali zupełnie sama. Ta świadomość trochę mnie uspokoiła. Mogłam w końcu poukładać swoje myśli...
Byłam Wybraną. Zawsze wiedziałam, że jestem inna, że coś ze mną nie tak, ale tego się nie spodziewałam. Ta cała "Energia" to chyba najprościej mówiąc magia, której jeszcze nie miałam i nie wiedziałam kiedy będę ją miała. Jak byłam mała, to powinnam przejść przez jakiś rytuał, ale tak się nie stało... ciekawe czy mogło to przynieść jakieś konsekwencje? Tego tylko by brakowało. Alexis, była moją Opiekunką, Naznaczoną, czyli że... chyba wspominała coś o rzucaniu zaklęć i używaniu jakiś magicznych ustrojstw. A co ja mogłam? Znaczy, co będę mogła? Cristal ułożyła arkusze na ławkach bez żadnych zaklęć i bez wysiłku, może właśnie to miała na myśli Alexis mówiąc, że Wybrani, znaczy Strażnicy Energii, mają "wolny dostęp co mocy"? Została jeszcze kwestia Przeklętych. Z tego co zrozumiałam, chcieli przejąć moją Energię... ale po co im ona? Może dzięki temu staliby się silniejsi? Tak to pewnie to... Czyli, że na razie potrzebowali mnie żywej. Do czasu, aż moja Energia do mnie trafi, ale nie przeszłam tego cholernego rytuału, więc nie miałam pojęcia kiedy to będzie. W jaskini Vicktezir mamrotał coś o tym, że nie ukończyłam jeszcze odpowiedniego wieku... czy to znaczyło, że oni wiedzieli, kiedy to ma nastąpić? I czy dużo czasu mi zostało? Pamiętałam też, jak Vicktezir powiedział kiedyś, że wykonuje rozkazy z "góry". Czy to właśnie Jateray dowodził Przeklętymi Braćmi? Wydawał się młody, choć jego oczy były stare... Ile mógł mieć lat? Był nieśmiertelny i z pewnością groźny. Ale jeśli to on ciągnął za sznurki, to dlaczego zlecił Vicktezirowi rozgryzienie mnie, zamiast od razu kazać mnie tu przyprowadzić? Miałam za dużo pytań i za mało wiadomości. Ewentualnie mogłam do tego dorzucić jeszcze za słabą pamięć. Co Alexis jeszcze mówiła? Coś o rodzinach Wybranych i Naznaczonych i o dziedziczności. To pamiętałam jak przez mgłę...
Nagle coś do mnie dotarło: Jeśli magia była dziedziczna, to znaczyło, że moja rodzina, moi rodzice... okłamywali mnie. Nigdy nikt nie wspominał o magii. Byliśmy normalną, przeciętną rodziną. A przynajmniej zawsze tak mi się wydawało. Nagle zrozumiałam, że całe moje życie było jednym, wielkim oszustwem. Nie było nawet moim życiem, bo ja nie byłam taka, jaka powinna być przeciętna siedemnastolatka. Często doszukiwałam się drugiego dna w wielu sprawach i wszędzie widziałam tajemnice. Poza drużyną koszykarską i Alexis z nikim się nie zadawałam. Byłam dziwna. Dziewczyny z mojej ekipy, po meczu zwykle chodziły razem na pizzę, albo do kina, ale mnie nigdy nie zapraszały. Miałam to gdzieś. Byłyśmy drużyną na boisku, a moim zadaniem było doprowadzenie nas do zwycięstwa. Nic więcej... Czasem chciałam się dopasować do otaczających mnie osób, ale nie potrafiłam i nie wiedziałam dlaczego. Chciałam zaangażować się w życie szkoły, być porąbaną nastolatką, która kocha zakupy i przebywanie z grupą, ale taka nie byłam. Naprawdę, dogadywałam się jedynie z Alexis, bo jak już się dowiedziałam, byłyśmy Związane. Ona była częścią mojego świata, tego świata do którego powinnam należeć od urodzenia. Powinnam, ale tak nie było. Dlaczego?
Nie potrafiłam tego pojąć, aż w końcu przypomniałam sobie, reakcję Cristal, na moje nazwisko w języku Alariu. Nie wiedzieć czemu, ale to zapamiętałam: Wellansis. Co w tym u licha dziwnego? Powiedziała wtedy " To niemożliwe" i "A więc dlatego Bractwo cię ściga. Płynie w tobie krew Czarodziejki". Te słowa również dobrze zapadły mi w pamięć, głównie dlatego, że nawet moja Opiekunka nie potrafiła ich zinterpretować. A Cristal wyglądała na dogłębnie poruszoną. Z resztą, obie wpadły z mojej winy w ogromne kłopoty i nie miałam pojęcia, czy jeszcze żyją, a w tych piekielnych kajdankach nie mogłam nawet myśleć o ucieczce.
Gdy tak rozmyślałam, podsumowując wszystko to co wiem, czego nie rozumiem i czego nie wiem, wrota otworzyły się ze skrzypnięciem, a ja poczułam zimny powiew dobiegający z zewnątrz. Najwyraźniej to było wyjście na dwór, ale nie zastanawiałam się nad tym. Nie byłam już sama, czułam to, ale absolutnie nic nie słyszałam i nie śmiałam spojrzeć w kierunku drzwi. Postać która weszła, poruszała się bezszelestnie, niczym cień. Właściwie nie miałam pojęcia skąd wiem, że się porusza, a nie stoi w miejscu. Wiedziałam i tyle. Wiedziałam też kim jest ta osoba. Przeklętym, o szarych oczach i w siwym płaszczu.
Tak samo, jak wiedziałam którym Bratem jest Elytrox, gdy widziałam go po raz pierwszy, teraz wiedziałam, że w komnacie jest Arwed. Zatrzymał się on w pewnej odległości ode mnie i więcej się nie poruszył, a ja się nie obracałam, by na niego spojrzeć. Wbiłam wzrok w sufit i spróbowałam się skupić na podziwianiu jego zdobień, ale serce waliło mi jak oszalałe z przerażenia. Arweda, praktycznie nie było słychać, jakby nie oddychał. Może to było tylko złudzenie, ale miałam przeczucie, że gdy tu był, ogień pochodni jakby przygasł.
Grobowa cisza i strach, wlokły się niemiłosiernie. Chciałam, aby Przeklęty stąd odszedł, ale mogłam o tym jedynie pomarzyć. Po dłuższym czasie domyśliłam się, że on ma za zadanie mnie pilnować, jakby miał jakąś wartę, czy coś. Moim zdaniem to było zupełnie bez sensu, skoro nie mogłam się ruszać, ale Jateray najwyraźniej uważał to za konieczność. Nie mógł mi przydzielić kogoś innego? Kogokolwiek, już nawet Mirroza i Vicktezira bym zniosła, ale Arwed?
Miałam wrażenie, że tkwimy tam już nieskończoność. Próbowałam liczyć ornamentalne linie na suficie, dla odwrócenia swojej uwagi, ale przy 2984 zgubiłam się, a zdobień było tyle, że właściwie nie wiedziałam, które już policzyłam, a których jeszcze nie. Nagle, kątem oka zauważyłam, że Arwed drgnął.
- Dochodzi północ - oznajmił lodowatym tonem, a ja zapomniałam o oddychaniu. Nie dotarło do mnie nawet, że nie mówił tego do mnie.
- Wyobraź sobie, że wiem i dlatego tu jestem.
Słysząc to natychmiast poderwałam głowę i spojrzałam w kierunku z którego dobiegały te słowa. Elytrox wkroczył do sali, wychodząc z ciemnego korytarza, który prawdopodobnie prowadził w głąb budowli.
- Mam cię zmienić, żebyś mógł rozprostować skrzydła - stwierdził posyłając Arwedowi ironiczne spojrzenie. Ten nic nie odpowiedział, ale blask pochodni przygasł jeszcze bardziej. Teraz praktycznie nic nie widziałam.
Nagle usłyszałam szmer, i krakanie wron, albo kruków. Dźwięk ten stawał się coraz głośniejszy, zaczął towarzyszyć mu straszny szelest, a potem coś, jakby chmara ptaków wyleciała przez okno. Pochodnie znów zapłonęły jasnym płomieniem, a gdy rozejrzałam się wokół, Arweda już nie było. Elytrox pokręcił z niedowierzaniem głową i ruszył w moją stronę.
- Popisówa... - mruknął ze zniewalającym uśmiechem, a moje serce przyśpieszyło, ale jakoś inaczej, niż wtedy z Arwedem. To nie był strach, raczej... chyba wolałam nie wiedzieć co to było. Oderwałam wzrok od tych jego uwodzicielskich, ale nieludzkich oczu. Po chwili namysłu, Elytrox wskoczył na stół obok mnie i usiadł, podpierając ręką głowę i patrząc na mnie.
Ok, moje serce chyba właśnie dostało palpitacji... Teraz już wolałabym tu jednak tkwić z Arwedem.
- Przyjemniaczek z niego, co? - zapytał Przeklęty, nie odrywając ode mnie wzroku. Dopiero po chwili zrozumiałam, o kim mówi, ale się nie odezwałam. Po prostu nie mogłam. Elytroxowi chyba wcale to nie przeszkadzało, bo kontynuował.
- No nic... skoro mamy tak tu tkwić do rana, to może pogadamy? - przez moment miałam wrażenie, że żartuje. - W przeciwieństwie do Arweda nie przepadam za grobową ciszą... to jaki jest twój ulubiony film?
Spojrzałam na niego w taki sposób, jakby właśnie powiedział, że ma zamiar zastać baletnicą. Po chwili jednak z powrotem odwróciłam wzrok w kierunku najdalszej ściany. Wolałam na niego nie patrzeć... moje serce najwyraźniej źle to znosiło.
- Co? - udało mi się w końcu wykrztusić. Nie spodziewałam się takich pogawędek. Zaczęłam już się przyzwyczajać do planowania własnej śmierci, a on mi wyjeżdża z jakimiś filmami.
- No wiesz... twój ulubiony film. Film to takie opowiadanie, które widać i słychać w telewizorze... wiesz co to telewizor, nie? - hobby Elatroxa to najwyraźniej robienie z innych debili.
- Tak się składa, że wiem - odparowałam. Właściwie nie miałam pojęcia, dlaczego się denerwuję. Przecież on chciał tylko nawiązać bezsensowną pogadankę dla zbicia czasu. Może jeśli się wdam w dyskusję, będę w stanie coś z niego wyciągnąć? W końcu potrzebowałam informacji. Westchnęłam.
- Chyba "Władca Pierścieni", a twój?
- A widziałaś tu telewizor? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Wiesz, ciężko jest mi zobaczyć cokolwiek poz tym cholernym sufitem - rzuciłam, posyłając mu ironiczne spojrzenie. Przez chwilę miałam wrażenie, że o to rozbawiło, ale to złudzenie szybko minęło.
- W Fortecy nie działa elektronika - stwierdził, jakby od niechcenia. - Tysiąc razy prosiłem Mirroza, żebyśmy to jakoś obeszli, ale nie... Tak to jest jak się urodzisz w średniowieczu...
Czyli to już pewne: Mirroz pochodził z wieków średnich... Ale dlaczego akurat jego Elytrox o coś prosił? Nie powinien zwrócić się z tym do Jaterey'a?
- A niby czemu do Jaterey'a? - zapytał nagle Elyx, a ja podziękowałam swojej wspaniałej pamięci, za to, że zapomniałam o takim drobnym szczególe, jak to, że ten kretyn czyta w myślach...
- Po prostu - zaczęłam z wahaniem. Dziwnie czułam się mówiąc to na głos. - Vicktezir wspominał kiedyś, że coś mu rozkazano i...
- I odniosłaś wrażenie, że to Jateray rządzi grupą? - dokończył Elytrox.
Powoli, niepewnie pokiwałam głową. Nie wiedziałam, jakiej reakcji się spodziewać, ale z pewnością nie przewidziałam tego co się stało. Mianowicie: Elytrox wybuchnął śmiechem, jakbym powiedziała genialny żart. Trochę mnie to zirytowało: niby co śmiesznego w tym, że tak myślałam? Ale potem skupiłam uwagę tylko na niosącym się echem po komnacie śmiechu. Miałam rację, to był niesamowity dźwięk. Na tyle niesamowity, że poczułam przyjemne łaskotanie w brzuchu i... w końcu dotarło do mnie co to oznaczało. Lubiłam go... Lubiłam Elyxa. Bardzo.
W końcu przestałam uporczywie gapić się na ścianę i spojrzałam na rozbawionego chłopaka. W ognistym świetle pochodni, jego włosy naprawdę były idealnie srebrne, a oczy, choć nieludzkie, nie przerażały mnie, lecz sprawiały, że chciałam się w nie wpatrywać bez przerwy. Miałam wrażenie, że odrobinę się rozjaśniły... Usta miał... Jezu, jakie on miał usta! Przemknęło mi przez głowę, wyobrażenie, jak te usta stykają się z moimi i... Moja porąbana głowa! Całe szczęście, że Elytrox przez rozbawienie nie zwracał uwagi na moje myśli... Oby nie miał zbyt dobrej podzielności uwagi. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Żałosne... Nagle zdałam sobie sprawę, że Elyx mi się przypatruje i jak najszybciej wyciszyłam wszystkie myśli. Czerwona jak burak postanowiłam zapytać o pierwszą rzecz, jaka mi przyszła do głowy.
- Więc Jateray wami nie dowodzi?
Elytrox pokręcił głową.
- On tylko sprawia takie wrażenie - odparł z lekkim uśmiechem. - Nie wiadomo dlaczego potrafi wzbudzić w innych szacunek... to część jego mocy.
- Więc co niby śmiesznego w tym, że pomyślałam, że jest przywódcą? - zapytałam zdezorientowana, starając się za wszelką cenę skupić na rozmowie, a nie na jedwabistym głosie Elytroxa.
- Bo nikt przy zdrowych zmysłach nie powierzyłby mu władzy - stwierdził chłopak, wzruszając ramionami. - Jest co prawda najbardziej honorową osobą jaką znam i zawsze działa rozsądnie, ale bywa przy tym zbyt tajemniczy. Czasem znika na całe dnie, nie mówi gdzie idzie, ani po co... Nikt z nas nie wie też z jakiego powodu dołączył do Bractwa. Chociaż z drugiej strony, nie znajdziesz drugiego, tak lojalnego towarzysza... To dość skomplikowany gość.
- Skoro mało o nim wiecie, to czemu mu ufacie? - zapytałam, próbując jak najwięcej wywnioskować z jego słów. Nie wiadomo z jakiego powodu Jateray dołączył do bractwa... co to mogło znaczyć?
- Już mówiłem, on potrafi wzbudzić zaufanie... to skomplikowane...
- Wspominałeś coś, że to część jego mocy. Jaką on właściwie ma moc?
Elytrox zeskoczył ze stołu i ruszył w stronę ogromnych okien.
- No właśnie ciężko stwierdzić. - odparł opierając dłonie na parapecie i wpatrując się w pochmurną noc. - Potrafi kontrolować ogień, światło, ale też kierować uczuciami innych... no i ma te swoje wizje.
- Wizje? Co masz na myśli? - ta rozmowa coraz bardziej przypominała mi przesłuchanie, niestety Elytrox najwyraźniej też to zauważył.
- Sama go zapytaj -rzucił odwracając się. - Albo spróbuj się domyślić.
Podszedł do najbliższej kolumny i oparł się o nią, nonszalancko krzyżując ręce na piersi.
- Domyślam się, że poza czytaniem w myślach, potrafisz kontrolować lód, tak?
Milczał, ale uznałam to za potwierdzenie.
- Vicktezir robi coś z powietrzem... nie jestem pewna co. No i nawiedza mnie w tej dziwacznej krainie...
- W wymiarze snów - sprecyzował Elyx. - Vicktezir potrafi kontrolować sny, wiatr i powietrze. Specjalnością Arweda jest transmutacja, ciemność i ból, a Mirroz może kontrolować fale sejsmiczne, ultradźwiękowe, radiowe... i ogólnie inne takie dziwactwa. To on jest przywódcą Bractwa, ale jak zauważyłaś łatwo się denerwuje.
- Bo tobie dla odmiany wszystko zwisa - powiedziałam złośliwie.
- Możliwe - stwierdził z ironicznym uśmiechem, tym samym, który sprawiał, że wszystko we mnie wrzało.
- Ile masz lat? - wypaliłam zanim zdążyłam ugryźć się w język. Nie mogłam zaprzeczać, że to pytanie już od dłuższego czasu cisnęło mi się na usta.
- Słucham? - tym razem to Elytrox wydawał się być zbitym z tropu.
- Ile masz lat? - powtórzyłam, tym razem bez stanowczości w głosie.
- Dziewiętnaście - odpowiedział, próbując ukryć zdziwienie. To jednak nie była odpowiedź na moje pytanie.
- Długo? - drążyłam temat.
- Że co? - chłopak oderwał się od kolumny i ponownie usiadł na moim stole.
- Długo masz te dziewiętnaście lat? - sprecyzowałam, a on przewrócił oczami, w końcu rozumiejąc do czego zmierzałam.
- Krócej niż myślisz - stwierdził. - W sumie za niedługo powinienem mieć trzydzieste czwarte urodziny.
Czyli faktycznie nie był stary, jak na nieśmiertelnego.
- A pozostali? - zapytałam.
Elytrox przez chwilę sprawiał wrażenie, jakby wcale nie miał zamiaru odpowiadać na to pytanie. Wziął tylko do ręki kosmyk moich włosów i zaczął się nimi bawić. Próbowałam zignorować łomotanie serca, które najwyraźniej chciało wyrwać mi się z piersi.
- Jeśli chodzi o Jaterey'a, to nie mam pojęcia jak długo, ale ma 23 lata. Vicktezir ma 26, od 1692, czyli od procesów w Salem... Arwed, od około dwustu lat ma 28, a Mirroz 30, od początków średniowiecza.
- Samych początków? - zdziwiłam się. - To chyba długo... Nie znudziło mu się jeszcze życie?
- Jesteś niemożliwa - prychnął, a potem nagle znieruchomiał i wyplótł palce z moich włosów. Musiałam całą siłą woli powstrzymać się, aby nie sięgnąć po jego rękę.
- Czas na mnie - stwierdził, nienaturalnym dla niego, poważnym tonem. - Słońce niedługo wzejdzie, nie jest to tu najbezpieczniejsza pora. Lepiej się prześpij.
I po prostu wstał i wyszedł, ani razu nie oglądając się za siebie. Dopiero gdy zniknął w mrocznym korytarzu, odzyskałam zdrowy rozsądek. Zakochałam się w Przeklętym. Co mi do diabła odbiło? Przecież tkwiłam tu, między innymi przez niego! Miałam zginąć, aby oni mogli być silniejsi. Elytrox, był Bratem Mroku. Był zły. Może i lubił zabawiać się z innymi ludźmi i bawić się ich uczuciami, ale sam nic nie czuł. Był potworem i nie wiedział co to miłość. A moje durne, porąbane serce, powinno to wreszcie zrozumieć.




Nie wiem jak długo leżałam jeszcze na tym przeklętym stole, rozmyślając o tym jaką jestem kretynką, zanim wzeszło słońce. Zastanawiałam się dlaczego nikt mnie nie pilnuje? Jak już wspominałam, nie miałam szans na ucieczkę, ale skoro Przeklęci postanowili przy mnie sterczeć, to trochę mnie dziwiło, że teraz sobie odpuścili. Choć właściwie to mi odpowiadało. Miałam serdecznie dość ich i tych "wspaniałych" mocy, które doprowadzały mnie do skrajnych uczuć.
Pierwsze promienie słońca zaczęły przebijać się przez ogromne okna, rozświetlając komnatę, w której się znajdowałam, a wszystkie pochodnie nagle zgasły jak zaczarowane. Można założyć, że były zaczarowane... Ignorując wycieńczenie, nie chciałam zasypiać. Nie chciałam robić nic, co nakazał mi jakiś Przeklęty. Z wysiłkiem podniosłam głowę i spojrzałam w kierunku światła.
Nie wiedziałam czego się spodziewać za oknem, ale wspaniały, zielony i piękny ogród z pewnością był niezłym zaskoczeniem. Co Elytrox mówił o dniu w Fortecy? Że niby nie jest to najbezpieczniejsza pora? Nie potrafiłam w to jakoś uwierzyć. Teraz, w świetle dziennym, wszystko wydawało się mniej przerażające... Chociaż właściwie, dla Przeklętych piękno mogło być złe... kto tam by zrozumiał bandę popaprańców, którzy chcą sprowadzić chaos na ziemię? Nagle poczułam, że znów nie jestem sama w tej ogromnej sali. Nie odwracałam się i nie zaprzątałam sobie głowy rozmyślaniem nad tym kto przyszedł, po prostu zadałam pytanie.
- Możesz mi łaskawie wyjaśnić, co waszym zdaniem niebezpiecznego jest w dniu?
- Mogę ci to nawet pokazać - głos dochodzący zza moich placów był chłodny i zawistny. Najwyraźniej Vicktezir nie zapomniał jeszcze tamtego ciosu miotłą. Przeszły mnie ciarki... Jeśli to on miał mnie teraz pilnować, to chyba naprawdę, z każdym Przeklętym, te warty były coraz gorsze. Próbując opanować strach, spojrzałam na niego pytająco.
- Niby jak chcesz mi to pokazać?
Przeklęty uśmiechnął się mściwie i machnął energicznie dłonią. Zerwał się ogromny wiatr, a mój stół, przesunął się bliżej w stronę okien. Już miałam zapytać, jak ma mi to niby udowodnić złą naturę dnia, gdy poczułam palący ból w prawej dłoni. Zupełnie jakby płonęła żywym ogniem. Spojrzałam na nią, ale jedyne co zauważyłam, to obręcz z przezroczystego metalu, która paraliżowała każdy ruch. Piekące uczucie było nie do wytrzymania. Zaczęłam krzyczeć, a to się powoli rozprzestrzeniało. Po chwili paliła mnie już cała ręka i wtedy zrozumiałam. To światło słoneczne, sprawiało ból. Dlatego dzień był niebezpieczny. Tutejsze światło miało naprawdę złą energię. Z każdą sekundą czułam się coraz gorzej. Gdybym nie była sparaliżowana, z pewnością wiłabym się z bólu, a jakby tego było mało, zaczęło mi brakować powietrza. Z wielkim trudem spojrzałam na Vicktezira. Stał zupełnie wyluzowany i przyglądał się przedstawieniu. Oczy zaszły mi mgłą. Teraz już chyba nie mogło być gorzej. Płuca znów rozpaczliwie domagały się tlenu, a ręka... i wtedy wszystko ustało. Zamknęłam oczy, próbując sie uspokoić i za wszelką cenę nie zemdleć. Słyszałam jakieś głosy. Z wielkim wysiłkiem podniosłam głowę, by zobaczyć co tak właściwie się stało.
Pierwsze co zobaczyłam, to wielkie, czarne zasłony na oknach, które nie przepuszczały najmniejszego promienia światła. Nie miałam sił, by zastanawiać się w jaki sposób nagle, wszystkie okna jednocześnie zastały zasłonięte. Z resztą, zaczęłam już się przyzwyczajać do magii. Większą zagadką było dlaczego Przeklęty przerwał zaklęcie i pozwolił mi znów oddychać. Odwróciłam się w stronę Vicktezira. Nie był sam. Tuż za nim stał Jateray, trzymając Brata, za wyciągniętą w moją stronę rękę... powstrzymał go...
- Czy naprawdę muszę ci tłumaczyć, dlaczego jej nie mamy zabijać? - zapytał dobitnie, swoim spokojnym głosem.
- Nie zbijałem jej, jakbyś nie zauważył - warknął Vicktezir wyrywając bratu ramię. - Tylko troszeczkę torturowałem...
Jateray wcale nie wydawał się tą wiadomością zachwycony.
- Oh tak...?
- Mógłbyś nie być raz taki oschły... to tylko zabawa... - rzucił Przeklęty.
Przez dłuższą chwilę nikt z nich się nie odzywał, tylko oboje wpatrywali się w swoje oczy, aż w końcu Vicktezir, spuscił wzrok, spojrzał na mnie z nienawiścią, odwrócił się napięcie i bez słowa opuścił komnatę, szeleszcząc długim, fioletowym płaszczem.
Zostałam z Jatereyem...
- Dzię... - zaczełam, ale urwałam w połowie po części z powodu, że wciąż brakowało mi tchu, a po części dlatego, że przecież zwracałam się do Przeklętego. No a on wcale nie zwracał na mnie uwagi... wpatrywał się zamyślony w podłogę i sprawiał wrażenie jakby obmyślał coś naprawdę ważnego. W tamtej chwili jednak nie miałam sił, by zastanawiać się nad tym. Miałam naprawdę dość tej twierdzy i jej lokatorów. Właśnie chciałam, zgodnie z radą Elytroxa, spróbować zasnąć, ale w tym momencie Jateray jednak zwrócił na mnie swoją uwagę.
Pod jego przeszywającym spojrzeniem zrobiło mi się gorąco... patrzył mi w oczy jakby próbował coś rozgryść, albo coś w nich odczytać... zaraz... co mówił Elytrox o jego mocach? Coś chyba o ogniu, świetle i... jakiś dziwacznych wizjach... nie miałam sił by myśleć, a już chwilę potem zrobiło się jeszcze dziwniej... złote oczy Przeklętego rozbłysły blaskiem i prze chwilę wydawało mi się że widzę w nich ogień... To nie były ludzkie oczy, ale w przeciwieństwie do czarnych jak smoła zwierzęcych oczu Elytroxa nie wydawały się przerażające... a wręcz przeciwnie - piękne. Chociaż oczy Elytroxa mnie nie przerażały... właściwie bardziej ciekawiły... Rety, za dużo myślenia o oczach... W każdym razie Jateray w tamtym momencie wydawał się być zupełnie gdzie indziej. Jego ciało znieruchomiało, przestał oddychać i wciąż się na mnie patrzył, lecz tak jakby mnie nie widział, jakby widział coś za mną, lub we mnie. To było dziwne uczucie... jakbym była przed nim obnażona ze wszystkich moich sekretów, z całego życia, jakby przeszywał spojrzeniem wszystkie moje komórki i wspomnienia. Przy Elytroxie i jego mocy czytania w myślach też czułam się dziwnie, ale to było o wiele bardziej intensywne...
Nie wiem ile trwał taki stan ale w końcu oczy Przeklętego przygasły i wróciły do normy. Jednak trochę trwało zanim Jateray się otrząsnął, bo dopiero po chwili poczułam, że znów patrzy na mnie, a nie na coś przeze mnie... Przez chwilę sama nie mogłam się otrząsnąć i dopiero po paru sekundach zauważyłam szok na jego twarzy... Miałam wrażenie, że właśnie zobaczył coś, czego ja sama nie widziałam. Coś istotnego... co bez wątpienia dotyczyło mnie...
Chciałam go zapytać, ale nie do końca wiedziałam jak sformuować pytanie, a zanim zdążyłam się zdecydować, Przeklęty odsunął sie ode mnie z czymś w stylu przerażenia w oczach. Cofał się jednak powoli nie spuszczając ze mnie wzroku, po czym wydusił, niemal szeptem jedno słowo i zniknął w ciemnym korytarzu...
A ja znów zostałam sama i tym razem miałam zamiar zasnąć, lecz nie mogłam... miałam z każdą chwilą coraz więcej nowych pytań, a w uszach wciąż rozbrzmiewało mi imię, które chwilę temu wymówił Jateray... "Elizabeth"



Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Czarodziejka
użytkownik usunięty
Dodane dnia 04-04-2016 10:41
Matko, przepraszam cię bardzo, że zapomniałam skomentować poprzednia część opowiadania smutny. Wyleciało mi... Chociaż sama nie wiem, co już pisać, bo jak dla mnie wszystko jest okej. Opowiadanie cały czas wciąga, w miarę postacie ogarniam, a u mnie z tym często jest problem (zapamiętywanie imion postaci xD), jak zwykle ciekawość mnie zżera: kim będzie Elizabeth i co ma do tego Przeklętego ^^? Czekam na dalszą część i weny życzę serce!



Edytowane przez Lunaris dnia 04-04-2016 15:24
AutorRE: Czarodziejka
~Meredith
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 06-04-2016 17:37
Byłam przekonana, że skomentowałam Ci ten rozdział, a jednak - nie.
Nic straconego, prawda?
Elytrox. Jak ja go uwielbiam... tutaj powinna się pojawić cała linijka serduszek, ale moja przeglądarka nie akceptuje emotikonek w postach. On jest taki normalny i tajemniczy zarazem. Chyba nie da się go nie lubić.
Vicktezira też lubię. Sadysta, ale taki naprawdę fajny sadysta. Chociaż Elyxowi nie dorasta do pięt.
W ogóle ten moment, kiedy Elyx i Rachel zostali sami - chciałabym być na miejscu tej dziewczyny.
Nie wiem, co jeszcze mogłabym tu napisać, więc kończę tym akcentem i czekam na następny rozdział. Weny!


prawdopodobnie zaczęłam wracać
] | dA | Wattpady[/b]
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Czarodziejka
~Tina
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 01-05-2016 15:28
No dobrze.. ponieważ udało wam się zmotywować mnie do dalszego pisania, wstawiam kolejny, co prawda króciutki, rozdzialik. Ni ma w nim wiele, ale jest tak jakby wprowadzeniem do kolejnego rozdziału... Może coś się wyjaśni, może pojawią się nowe sekrety, sami zobaczycie mruga Miłego czytania serce TYTUŁ ROZDZIALIKU: Zamazane obrazy

Obudziły mnie kroki, dobiegające od strony korytarza. Nawet nie wiedziałam że spałam... najwyraźniej wykończenie psychiczne w końcu zrobiło swoje i jednak zasnęłam. Nie miałam pojęcia która może być godzina. Mogłabym spojrzeć w stronę okien, ale wolałam nie otwierać oczu i udawać że wciąż jestem pogrążona we śnie. Kroki stawały się coraz wyraźniejsze, usłyszałam też towarzyszące im rozmowy...
- Właściwie wiele nam to nowego nie dało, wiedzieliśmy, że ta dziewucha jest JEJ następczynią... - ten głos mógł należeć tylko do Vicktezira.
- Doprawdy? Tylko, że jakbyś nie zauważył, nie mieliśmy pewności, czy to na pewno jej dotyczy przepowiednia - natychmiast rozpoznałam ironiczny sposób wymawiania tych słów... no i przecież tylko Elytrox zwykle przeciwstawiał się Bratu.
- A teraz, kiedy już mamy te pewność, o ile się nie mylę, nasze plany i tak nie ulegają zmianie - bronił swego zdania Vick.
- Tylko że... - zaczął Elyx ale nim zdążył powiedzieć więcej, przerwał mu trzeci głos.
- Wystarczy - warknął, a wszystkie kroki ucichły. - Mam już naprawdę serdecznie dość, wysłuchiwania waszych dyskusji od rana do wieczora.
Gniewnie rzucone zdanie... tjaaa to oczywiście musiał powiedzieć Mirroz, ale dla pewności postanowiłam otworzyć oczy i lekko przekręcić głowę w kierunku głosów Przeklętych. Stali zupełnie niedaleko mnie, mniej więcej w połowie drogi, między wyjściem do korytarza, a moim... Chmmmm łóżkiem raczej ciężko to nazwać. W każdym razie byli mniej więcej w tym miejscu, w którym znajdowało się moje więzienie, zanim Vicktezir je tak jakby... eeee... zdmuchnął. Komnatę oświetlały jedynie pochonie, rzucające słabą poświatę na cztery postacie Przeklętych.
- Czy do was naprawdę nie dociera - kontynuował przywódca gromiąc wzrokiem dwójkę Braci - że obaj macie po części rację?
Vicktezir i Elytrox wymienili tępiące spojrzenia, ale Mirroz udał, że tego nie zauważył.
- Tak, fakt, że Rachel jest Strażniczką Energii Elizabeth nie zmienia naszego planu, ale dzięki tej wiedzy, możemy spokojnie zaprzestać poszuwiwań Czarodziejki... osiągniemy nasz sukces już niedługo, a bramy które zamknęła swym poświęceniem Elizabeth, znów się otworzą. Musimy tylko zaczekać na odpowiedni dzień i odebrać magię Strażniczce, ale póki to nie nastąpi, mam nadzieję, że nie zwariuję, przez wasze irracjonalne sprzeczki.
- Jeśli mogę coś wtrącić... - Dopiero teraz zauważyłam Arweda, który stał niedaleko pozostałych braci i przysłuchiwał się rozmowie niczym cień. - Chciałbym zaznaczyć, iż wciąż nie wiemy, kiedy takowy dzień nastąpi.
Wzrok Mirroza niemalże natychmiast powędrował w stronę stojącego obok Jateraya... nie musiał nawet zadawać pytania.
- Za miesiąc... w sylwester - rzucił rozważnie, po czym dodał - Od następnej północy zacznie działać Bariera Ochronna.
- Dobrze... - pokiwał głową przywódca - Nie zajmie to dużo czasu...
Zapadła krótkotrwała chwila ciszy, którą przerwał swoim lekceważącym głosem Elytrox.
- Tak właściwie... o ile się oczywiście nie mylę... następna północ będzie za jakieś pięć/dziesięć minut, co nie?
Mirroz pstryknął palcami, a ja bez odwracania wiedziałam, że czarne zasłony za mną z szelestem się odsłoniły. Pomieszczenie wypełniło srebrzyste światło nocy.
- Tjaa - mruknął Vicktezir - niedługo księżyc znajdzie się z zenicie. Chociaż wątpię, abyśmy koniecznie musieli czekać na ten moment, bo przecież...
Nagle urwał i zaczął, podobnie jak pozostali Bracia wpatrywać się w Jateraya... Przeklęty stał odwrócony do mnie bokiem, więc nie wiedziałam jego oczu, ale zupełnie znieruchomiał i wpatrywał się uważnie w punkt przed sobą. Domyślałam się co to może oznaczać.
- Co widziałeś? - zapytał Vicktezir, gdy po dłuższej chwili, Brat Mroku wrócił do normalnego stanu. Odpowiedź nie padła od razu. Jateray spojrzał na mnie, a ja poczułam jak przeszywa mnie jego złocisty wzrok i mimo, że z reguły rozszyfrowanie czegokolwiek w tym Przeklentym graniczyło z cudem, tym razem udało mi się dostrzec, że w spojrzeniu tym, nie było ani grama wrogości. Przez chwilę miałam dziwne wrażenie, że nie jest moim wrogiem, ale tylko przez chwilę, bo już po paru sekundach Jateray odwrócił wzrok i po prostu wyszedł z budynku, rzucając w bramie:
- Nic ważnego... to tylko zamazane obrazy...



Njo oki, mam nadzieje że was ni rozczarowałam długością smutny





A tak mni olśniło i jeszcze cuś do tego napisałam:

Biorąc pod uwagę miny Przeklętych - nie tylko ja byłam zdziwiona taką odpowidzią. "Zamazane obrazy"... intrygująca rzecz i pewnie zastanawiałabym się nad nią dłużej gdyby nie fakt, że czwórka Braci Mroku zaczęła mi się przypatrywać. Ciężko było cokolwiek zrozumieć w takich warunkach. Na szczęście takie tortury nie trwały długo.
- Dosyć tego... bez sensu tu stać i przyglądać się tej dziewczynie... - stwierdził Mirroz. - Elytrox, idź do wieży północnej i zajmij się machinami, Vicktezir, pomożesz mu... i spróbujcie przy okazji rozwiązać te swoje problemy.
Obaj Przeklęci wyglądali jakby chcieli zaprotestować, ale przywódca nie zwracał na nich uwagi.
- Arwed, pójdziesz na polowanie
Szara postać tylko skinęła głową i... rozpłynęła się w powietrzu.
- A ja jeszcze raz przeszukam zapiski z Ostatniego Przejścia, jakieś pytania?
- Jedynie dwa - rzucił Elyx, wskazując głową w moim kierunku - kto się zajmie naszym gościem?
- Wątpię, aby jakakolwiek kontrola tej dziewuchy była tej nocy konieczna... Pojawienie się Bariery Ochronnej sprawi jej tyle bólu, że nie będzie mogła nawet mówić... a to drugie pytanie?
- No więc właśnie... - tym razem Elytrox wskazał na Vicktezira - JA MAM Z NIM PRACOWAĆ???
- Szczerze nie sądziłem, że nadejdzie ten moment, ale muszę przyznać, że popieram słowa przedmówcy... - odparł Vicktezir, ale nie zwracałam uwagi na kłótnię trójki Przeklętych, która właśnie wybuchła. Zaczął do mnie docierać sens pierwszej odpowiedzi Mirroza: "Pojawienie się Bariery Ochronnej sprawi jej tyle bólu, że nie będzie mogła nawet mowić"... No nie zapowiadała się ciekawa noc.



Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Czarodziejka
~Lunaris
Moderator

avatar
Dodane dnia 05-05-2016 16:00
Zainteresowałaś mnie. Masz fajny styl, wykreowany przez ciebie świat, jak na razie, bardzo mi się podoba. Myślę, że w czasie jego dalszego poznawania będzie coraz lepiej :3. Postacie również przypadły mi do gustu. Na moją szczególną uwagę zasłużyli: Alexis (ma w sobie coś takiego, że od razu zyskała moją sympatię), Elytrox (te jego kłótnie z Victezirem xd) oraz... Jateray. Ciekawi mnie. Liczę na rozwinięcie jego wątku.

Jeśli chodzi o minusy... Jakoś nie lubię dodania rozdziału i późniejszych dopisków do niego. Przez to twór wydaje się nie do końca przemyślany. No, i wygodniej się czyta całość. Mam więc nadzieję, że spróbujesz unikać w przyszłości dodawania rozdziału i, po pewnym czasie, jego fragmentu. Jeśli zaś chodzi o błędy - co prawda znajduję je, ale zbyt mi nie przeszkadzają w czytaniu :D.

Weny!




(c) Chand

Opowiadanie I Miniaturki I Grafika I Drugie opowiadanie I Wattpad I dA I MAL | Instagram

Edytowane przez Lunaris dnia 05-05-2016 16:13
55980925 Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Czarodziejka
~Tina
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 02-03-2018 00:43
Hejka, wstawiam krótki rozdział, żeby dać znać, że mam zamiar kontynuować to opowiadanie (w miarę normalnych odstępach czasu XD) jeśli ktoś ma nadal ochotę to czytać, bo dość długo mnie nie było zdezorientowany Także jeśli ktoś chce bym dalej pisała to proszę o komentarz, bo nie wiem czy jest sens dalszego kontynuowania...

Z minuty na minutę w sali robiło się coraz zimniej. Nie wiedziałam czy ma to jakikolwiek związek z tym co mówili Przeklęci, czy też ze zwykłą pogodą. Nie miałam też pojęcia czym mogła być Bariera Ochronna o której wspomnieli. Nazwa nie brzmiała niebezpiecznie, ale po ostatnich wydarzeniach mogłabym już spodziewać się wszystkiego. Cały czas trwałam w nerwach czekając na chwilę w której w końcu nadejdzie ból. Wydawało mi się że czuję lekkie mrowienie na całym ciele... ale to mogło być przecież spowodowane stresem, adrenaliną czy czymkolwiek innym. Albo po prostu mi się zdawało, bo przecież nawet nie wiedziałam co mnie konkretnie mnie czeka.
Bałam się... jak przez mgłę pamiętałam swoje życie zanim poznałam Vicktezira. To wydawało się teraz tak niemożliwe i odległe...
Serce waliło mi jak oszalałe, a gdy ciało przeszedł dreszcz, byłam pewna, że to mrowienie nie było tylko moim wymysłem. Poczułam jakby w nieregularnych odstępach czasu ktoś wbijał igły w moją skórę. Dało się to wytrzymać, ale mając na uwadze słowa Braci Mroku domyślałam się, że to zaledwie początek.
Z każdą chwilą było gorzej. W ułamku sekundy zrobiło mi się gorąco, przyszły też drgawki i pulsujący ból głowy... jakbym miała ponad 40 stopni gorączki. Nie zauważyłam nawet, kiedy przestał działać paraliż, który uniemożliwiał mi jakiekolwiek ruchy kończynami. Szybko oddychałam, a serce pracowało na najwyższych obrotach.
Nagle poczułam ostry, przeszywający ból w całym ciele, jakby wszystkie mięśnie naraz złapał potworny skurcz. Krzyknęłam, a do oczu napłynęły mi łzy. Nie byłam już w stanie o niczym myśleć, ani tym bardziej kalkulować co się ze mną dzieje, chciałam jedynie by to się skończyło. W końcu skurcz ustąpił, ale natychmiast zastąpiła go kolejna tortura. Miałam wrażenie, że zamiast krwi przez mój organizm przepływa płynny ogień, powodując poparzenie każdej komórki ciała. Odruchowo, wijąc się z bólu, usiłowałam wyrwać się z trzymających mnie kajdan. Na próżno.
Tak mijała chwila za chwilą. Gdy jeden koszmar się skończył, zaczynał się kolejny. Po naczyniach krwionośnych przyszła pora na receptory bólu w kościach, a gdy wreszcie i to minęło tortury przeniosły się na narządy zmysłów, gardło, skórę, serce, płuca i pozostałe organyr30;
Nie wiem jak długo to trwało. Chciałam zemdleć, uwolnić się od tego, ale z jakiegoś powodu wciąż byłam przytomna. Jakbym utknęła na skraju wytrzymałości fizycznej nie mogąc ani zregenerować sił, ani całkowicie ich stracić. Zaczęłam krztusić się krwią, a potem wszystko ustałor30; tortury nareszcie się skończyły. Chciałam spojrzeć w kierunku okien, by dowiedzieć się ile czasu to trwało, ale nie byłam w stanie ruszyć głową. Przełknęłam jedynie ślinę z krwią, zamknęłam oczy i pogrążyłam się w ciemności.



Edytowane przez Tina dnia 02-03-2018 00:47
Wyślij Prywatną Wiadomość
Strona 2 z 2 < 1 2
Skocz do Forum:
Logowanie
Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?

Witajcie na nowej wersji ShoutBox. Wszelkie problemy prosimy zgłaszać do administracji lub bezpośrednio do twórcy - Anagana.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać wiadomości.

^PVTeam1230
19:25:09 21.10.2020
ale o tym już musisz napisać na PW do Dżo uśmiech
^PVTeam1230
19:24:58 21.10.2020
Stellka wiemy, że tam są stare informacje
~Stellka0
19:05:11 21.10.2020
ile "byków" w stopce. "Winx Klub" XDD
~Stellka0
19:02:11 21.10.2020
KLIK osoba z WB xd
~Stellka0
19:00:53 21.10.2020
bandulka superadministratorem. wydaje mi się, że skądś kojarzę ten nick. hmm...
~kamila11010
18:51:36 21.10.2020
hej, czy fairy world cba to jakaś podróbka winxbloggera kwaśny?
^PVTeam1230
20:33:15 20.10.2020
a to wielka szkoda :/
~nexusik0
20:31:13 20.10.2020
Nie mam instagrama
^PVTeam1230
20:30:55 20.10.2020
więcej poczytasz na instagramie
~February0
20:30:52 20.10.2020
No, spoko akcja uważam I bardzo potrzebna, serio
^PVTeam1230
20:30:52 20.10.2020
Stop stealing start credit
~nexusik0
20:29:27 20.10.2020
Jaką?
^PVTeam1230
20:29:15 20.10.2020
dlatego wystartowaliśmy ostatnio z fajną akcją na naszym IG
~nexusik0
20:28:08 20.10.2020
No niestety wiele ludzi kradnie czyjąś pracę i chce na tym zyskać
^PVTeam1231
20:26:19 20.10.2020
btw Feb, dzięki za tłumaczonka na mailu całus
^PVTeam1230
20:26:05 20.10.2020
Tak, właśnie tak :D
~February0
19:52:28 20.10.2020
Winxflix :PP
~February0
19:52:21 20.10.2020
WB GO
^PVTeam1230
19:28:41 20.10.2020
tylko darmowe
^PVTeam1230
19:28:39 20.10.2020
można powiedzieć że WB to takie VOD
^PVTeam1230
19:28:32 20.10.2020
Skeni, myślę że właśnie po to powstał Netflix i inne systemy VOD
~Skeni0
19:06:37 20.10.2020
Smutne ale prawdziwe
~Skeni0
19:05:26 20.10.2020
No ale w sumie w dobie internetu piractwo się opłaca. Kto kupi płytkę za 30-50 PLN, Skoro można za darmo ściągnąć XD
~Lau0
18:57:42 20.10.2020
znaczy jest jeszcze opcja, że rysujesz swoje postaci i z nich sprzedajesz rzeczy. Tylko nie mogą przypominać oficjalnych postaci. Styl arta nie jest chroniony prawem autorskim
~Max 66660
18:48:38 20.10.2020
Jakby tak bardziej się doszukiwać to ta osoba musiała mieć konto tutaj żeby pobrać XD
Regulamin
Archiwum
lekkieb. lekkie
wersja: 3.0.3

.