Kiedyś za dzieciaka jak często ''wałkowałam'' płyty w Winx to odcinki 3-5, albo nawet 2-5 wydawały mi się dosyć nudne i czekałam tylko na pojawienie się Roxy (od razu ją polubiłam, a potem stała się moją ulubioną postacią), ale po pierwszej dłuższej kilkuletniej przerwie (2-3) lata uważam, że jednak te odcinki mimo funkcji jak podejrzewam ''zapychaczy'' były całkiem fajne. Pokazanie jak na początku dziewczyny nie za bardzo radzą sobie z ziemskimi realiami, aż trochę szkoda Mike'a to wygląda tak jakby on był w ich domu i starał się im nie przeszkadzać zamiast na odwrót.

Bardzo podobał mi się początek odcinka jak leciały przez magiczny wymiar.
Jeśli chodzi o zwierzaki według mnie nie są przesłodzone, ten lisek był uroczy. Szkoda, że jest tylko przez chwilę.
Brak Trix jak dla mnie na plus, przez pierwsze 3 sezony to nie było nawet złe i fajnie się komponowały charakterami do Lorda Darkara czy Valtora, ale po 7 sezonie miałam już takie no ile można, ale widzę raczej więcej zwolenników niż przeciwników. Mi osobiście czarownicy bardziej przypadli do gustu. Moim zdaniem najlepsi złoczyńcy w serialu, zaraz po nich jest Vlator.