Świat Winx na TeleTOON+

❧ 17.07 g. 11:10 i 19:20 - 1x13
❧ 18.07 g. 11:10 i 19:20 - 2x01
❧ 19.07 g. 11:10 i 19:20 - 2x02
❧ 20.07 g. 12:10 - 1x05
❧ 21.07 g. 12:10 - 1x06
Nowe artykuły w Encyklopedii
5.03.2019
Bloom (poprawki)

25.02.2019
Onyrix, Cosmix

23.02.2019
Magic Bloom, Dreamix

Nowości
27.06.2019
❧ dodano nowy komiks nr 177 -Powrót do Pixieville,

28.04.2019
❧ dodano screeny z transformacji Cosmix i Butterflix (nowa wersja),

08.04.2019
❧ dodano wydanie specjalne z DVD: World of Winx część 3,

11.03.2019
❧ podmieniono skany komiksów nr 143, 146 i 147,

4.03.2019
❧ dodano cztery wydania specjalne z laleczkami: Magic Girls #1, Magic Travel #1, Regal Fairy oraz Myhix Magic Pen,

2.03.2019
❧ dodano wydanie specjalne z DVD: Tajemnica Morskich Głębin,

28.02.2019
❧ podmieniono następujące piosenki:
~ pięć pełnych wersji z 1 sezonu World of Winx po polsku,
~ "Winx to znowu my" oraz "Otwórz serce swe" z 4 sezonu,

Użytkowników Online
 Gości Online: 0
 Użytkownicy Online: 3
 Zarejestrowanych Użytkowników: 935
Nieaktywowany Użytkownik: 187
 Najnowszy Użytkownik: ~Mataleya
Dzisiejsi Solenizanci
piknie1

http://ask.fm/WinxBlogger

Jeśli macie pytania dotyczące Clubu Winx lub WinxBlogger to pytajcie!


snapchat @WinxBlogger
Zapisy: KLIK

Twórczość
Opowiadania
❧  Spotkanie miniaturek.  ☙

AutorSpotkanie miniaturek.
~Norelay
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 31-08-2015 18:33
Witam Was w tym temacie! Tu będą znajdować się wszystkie miniaturki, jakie kiedykolwiek napisałam. Jedne są gorsze, drugie lepsze. A jeszcze inne mają mniej więcej do 300 słów, a inna jeszcze zajmie 20 stron. :D
Mam nadzieję, że Wam się spodoba moja pierwsza propozycja, moim zdaniem, najlepsza. Pierwsza z czterech części. mruga



W MINIATURCE WYSTĘPUJE DUŻO ŚMIERCI, KRWI I INNYCH BRUTALNYCH SCEN. Wchodzisz NA WŁASNE RYZYKO.

Exile Mockingjays, część pierwsza.




#TeamOgroxy
By Łakala, najładniejszy z zestawów z Roxy na wb! b29;
________________________________________________
Zapraszam na:
I Moje miniaturki I Opowiadanie - Ogron i Roxy I Moja grafika I Moje ''śpiewanie'' I Moje rysuneczki l Mój wattpad l Mój instagram l
________________________________________________
Edytowane przez Norelay dnia 31-08-2015 18:34
45243995 http://not-everything-is-a-game.blogspot.com/ Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Spotkanie miniaturek.
~LunaFin
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 31-08-2015 19:39
Ale mam radochę szeroki uśmiech. Kolejny temat z miniaturkami. Już nie jestem samotna.
Miniaturki w klimacie Hp, to jest to co Luna lubi najbardziej. Do tego twojego autorstwa. Czego chcieć więcej!
Mrok, tajemnica, dziwne widma, zagadka - wszystko to sprawia, że z nierciepliwością oczekuje kolejnego rozdziału. Świetnie budujesz napięcie, kiedy czytałam twoje dzieło, to aż dostałam gęsiej skorki. Zastanawiam się kto przeżyje.
Ogólnie kończę ten nieskładny komentarz, bo mózg mi się przegżewa.
Czekam na nexta i weny życzę.


(c) Meredith
Miniaturki / Opowiadanie / Grafika / Mój blog
Oficjalny członek stowarzyszenia "Klub Wrogów Klawiatury"
55268354 http://dziecismoka.blogspot.com/ Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Spotkanie miniaturek.
~Norelay
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 03-10-2015 19:52
A ja idę z nowymi miniaturkami. xD

Dramione: To wszystko sprawił grzech.
Mimo to, kocham ją



#TeamOgroxy
By Łakala, najładniejszy z zestawów z Roxy na wb! b29;
________________________________________________
Zapraszam na:
I Moje miniaturki I Opowiadanie - Ogron i Roxy I Moja grafika I Moje ''śpiewanie'' I Moje rysuneczki l Mój wattpad l Mój instagram l
________________________________________________
45243995 http://not-everything-is-a-game.blogspot.com/ Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Spotkanie miniaturek.
~LunaFin
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 03-10-2015 20:21
Czy twoje miniaturki muszą być takie genialne?! Nawet nie wiesz jak strasznie się wzruszyła gdy czytałam Dramione. Z zasady nie lubię tego parringu ( kto to w ogóle wymyślił! ), ale twoje dzieło podobało mi się wyjątkowo. Uwielbiam wątek przyjaźni między dwójką bohaterów, a jeszcze kiedy taka praca zostanie wykonana przez uzdolnionego pisarza... Cud, miód i orzeszki.
Jeśli chodzi o drugą pracę, to bardziej podchodzi mi ona pod drabble, chociaż ma trochę za dużo słów. Oczywiście to mój własne prywatny wymysł.
Bez zbędnego owijania w bawełnę powiem, ze ten tekst był niesamowicie prawdziwy i idealnie wpasowywał się w klimat HP. Zresztą nie tylko. Kocham tak przedstawioną miłość. Mam po prostu słabość do niej.
I na koniec zrobię coś złego czyli pospamuję. Zapraszam cię bowiem do mojego opowiadania ( link w podpisie)
Czekam na nexta i weny życzę.


(c) Meredith
Miniaturki / Opowiadanie / Grafika / Mój blog
Oficjalny członek stowarzyszenia "Klub Wrogów Klawiatury"
55268354 http://dziecismoka.blogspot.com/ Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Spotkanie miniaturek.
~Norelay
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 25-12-2015 19:09
A ja tutaj zacznę wstawiać prace z facebook'owego wyzwania #30dayOTP. Pairingiem głównym jest Blanda, chociaż też Makorra się przebija. szeroki uśmiech To są miniaturki z gatunków drabble'owych. xD Na razie wstawiam trzy pierwsze dni. xD

#Day1
2. Pairing: Blanda ( Blaise i Amanda)
3. Długość: 226 słów.

Niedługo będzie inaczej - powtarzałem zawzięcie w myślach, poruszając z nią tematy cięższego kalibru. Jeszcze rok temu zbywała mnie chamskimi tekstami - nawet złapanie jej za rękę było niemożliwe. Nieufna, niczym zastraszone zwierzę, nie dała się dotknąć, odgradzając się ode mnie niewidzialnym murem. Chciałem sprawić, by mogła sama z siebie spleść nasze palce w uścisku. Sprawić, by kiedyś poprosiła, bym ją objął, pogładził wierzch dłoni, ogrzewając w mroźne dni.

Do tej pory pamiętam jej pisk, gdy zrobiłem to pierwszy raz. Z postępu został pył, zniszczony moją próbą niepewnego muśnięcia dłoni o dłoń.

Drugi raz odsunęła się ode mnie tak, jakbym nagle jej oznajmił, że mam mugolskie wszy, a potem pod byle pretekstem zakończyła spotkanie. Chociaż na moment również zbliżyła swoje palce, których paznokcie były pomalowane na brzoskwiniowy kolor.

Trzeci raz, gdy podczas spaceru chwyciłem ją pewnie za rękę, spojrzała tylko na mnie nieśmiało, po chwili ignorując to. Wiadomo, że przy ludziach nie zrobi mi awantury. Spodziewałem się, że zabierze dłoń, chowając ją do kieszeni. Jednak nie zrobiła tego. Cały spacer przebyliśmy, nie puszczając swych dłoni.
***
To, co kiedyś było wielkim krokiem dla nas obojga, teraz jest naszym symbolem wieczności, wsparcia i miłości. Zawsze, gdy było źle, Amanda przychodziła w milczeniu, zasypiając. Dzisiaj, patrząc na nią przed ołtarzem, chwilę po ogłoszeniu nas małżeństwem, o dziwo nie pocałowaliśmy się namiętnie, lecz uciekliśmy w stronę rzeki, trzymając się za ręce.

#Day2
Temat: Cuddling (Przytulanie)
Pairing: Makorra ( Mako i Korra z Avatara: Legendy Korry)
Ostrzeżenie - akcja się dzieje między trzecią, a czwartą częścią. Osobiście mi tak średnio się podoba. Czegoś mi tu zdecydowanie brakuje. :E Mam jednak nadzieję, że Wam się spodoba.
Słów: 549

- Korro pamiętaj, trzymaj się na razie barierek i oddychaj spokojnie. Nie śpiesz się, powoli... - usłyszałem instruujący dziewczynę głos Katary, która pomagała niebieskookiej w podstawowych czynnościach.
Obserwowałem ją każdego dnia, gdy szurała nogami po podłodze, próbując chodzić. Patrząc, jak ona się męczy, szukałem gdzieś tej dziewczyny sprzed trzech lat, która walczyła razem ze mną, Asami oraz Bolinem przeciwko Amonowi. To zdecydowanie nie była łatwa walka. Avatar ukrywała swoje uczucia - mimo, że bała się Amona, Vatuu a nawet Zaheera, nie dała żadnemu z nas tego odczuć, aż do samego końca. Dlatego ciężko jest mi patrzeć na nią, gdy upada z każdą próbą przejścia od początku do końca barierek. Jedyny przebłysk z przeszłości widać, gdy mimo upadku wstaje z trudem i próbuje jeszcze raz. Zawsze była cholernie uparta... Była jak potężny, wartki nurt ogromnej rzeki, którego nie dało się zatrzymać, za to teraz jest zupełnie odwrotnie.
Usłyszałem, jak znowu upadła... Tym razem szybko podszedłem, chcąc jej pomóc.
- Zostaw mnie - warknęła wściekła, strącając moje ręce. Rozumiałem ją - myślała, że robię to z zwyczajnej litości. Nie byłem pewny, czy faktycznie jest to litość, czy może chęć części serca, która należała do niej tak bardzo, że się upominała o bycie przy niej, trwaniu mimo wszystko...
- Może powinnaś zrobić sobie przerwę...? - zapytała staruszka, szykując leczniczą wodę do natychmiastowego uleczenia siniaka na prawym policzku córki Tonraqua, wodza Południowego Plemienia wody. Wiedziałem, że odmówi. Nie zawiodłem się.
- Musisz się...
- Nie chcę przerwy. Próbujemy dalej - bezceremonialnie przerwała seniorce, na drżących rękach wstając. Chwyciła ponownie barierki z zawziętą miną. Gdzieś w środku cieszyłem się. Ona oznaczała zawsze coś dobrego. A skoro ją widzę, to jestem przekonany, że pokona wszystko, nawet największe niebezpieczeństwa. Wzrok żony Aanga wystarczył, by zrozumieć, że już dość na dziś. Westchnąłem cicho, obejmując ją i prowadząc na wózek. Opierała się, jak tylko mogła, jednak nogi wciąż jej nie słuchały.
- Zostaw. Obejmij mnie dopiero wtedy, gdy w końcu wygram... - wyszeptała, a w jej głosie było słychać zrezygnowanie. Niechcący zniszczyłem w niej tę wolę walki, którą sam chciałem obudzić.

***
Nigdy w życiu nie czułem się tak, jak dzisiaj. Gdy w końcu Korra przeszła samodzielnie trasę od początku barierek do końca, nie trzymając się ich. Po sześciu miesiącach w końcu zaczęła niemal samodzielnie chodzić, bez pomocy mojej, swojego ojca, bądź uzdrowicielki. Gdy wróciła na wózek, siadając wygodnie, w jej oczach znowu zjawił się ten sam blask, który ujrzałem podczas przełomowego meczu Ognistych Fretek.
- Wygrałam... - powiedziała dumnie, unosząc głowę w górę. Wiedziałem, że pamięta. Oboje pamiętaliśmy. Uniosłem ją z wózka, obejmując jej, teraz drobne i wyniszczone, ciało. Jej ciepło roznosiło się po moim ciele, powodując szybsze bicie serca. Wtuliłem twarz w jej włosy, słuchając jej szeptów.
- Mako, wygrałam pierwszy etap... Jeszcze dużo mnie czeka, ale najgorsze za mną... - mówiła cicho, jednak bardzo szybko i żarliwie, gładząc dłonią mój kark.
- Nie, Korro, nie wygrałaś pierwszego etapu... - powiedziałem prawie niesłyszalnie. Dziewczyna uniosła głowę, patrząc swoimi oczami, które przypominały mi kolor spokojnego morza, nie wiedząc do czego zmierzam. - Jak dla mnie, wygrałaś wszystko. Pamiętam, że miałem objąć Cię, gdy w końcu wygrasz. I zrobiłaś to, jak na starą Ciebie przystało. - stwierdziłem, składając pocałunek na jej czole.
Trwaliśmy tak do samego zachodu słońca, aż w końcu wózkiem musiałem ją odwieźć do jej pokoju, a sam wróciłem na statek, który miał mnie przetransportować do Miasta Republiki. Już niedługo znowu ją zobaczę... Zobaczę zwycięzcę.


#Day3
Temat: Granie w gry.
Pairing: Blanda ( Blaise i Amanda)
Ostrzeżenie - to tekst luźny. Próbowałam pisać to jako zabawny tekścik. Jak mi wyszło - oceńcie sami!
Słowa: 446

Dwudziesty drugi lipca... Ten dzień został okrzyknięty w tym roku najgorętszym z wszystkich, 364 dni. Trzydzieści pięć stopni Celcjusza w cieniu sprawiło, że zazwyczaj pełna ludzi ulica Pokątna stała się zwyczajnie opustoszała. Każdy mądry czarodziej, bądź czarownica, schowali się w swoich domach, modląc się o to, by zaklęcie chłodzące oraz Ognista z lodem dawały jakieś skutki.
Niestety, w kawalerce Zabiniego nie można było dostać ani Ognistej, ani lodu, co blondynkę doprowadzało do większego szału niż fakt, że Blaise już od trzech godzin zajmuje mugolski komputer, grając w Counter Strike 1.6. Miała wrażenie, że nic do niego nie dociera, z wyjątkiem odgłosów strzałów z karabinu, używanego w grze oraz dźwięku wiadomości, przychodzącej od jego drużyny, składającej się m.in.: z Draco, Charliego i Billa Weasleyr17;ów.
- Zaaaabiiiiiiiiiiniiiiiiiiiiiiiiiii... - przeciągała literki, podciągając nieco spódniczkę i związując bluzkę tak, by było widać jej dekolt. Zrobi wszystko, by odciągnąć go od tej maszyny zła, podłączonej do MagicNetu, nawet, jeżeli to oznacza zabawę na grillu, jak to ona określiła z samego rana. - Wiesz, jednak Ty, ja i lodowata woda pod prysznicem jest teraz kuszącą propozycją... - powiedziała, obejmując go za szyję, jednocześnie patrząc na masakrę tych małych, pixelowych postaci.
- Merlinie, kobieto, nie teraz! Misję mam! - wykrzyknął, atakując palcem urządzenie wskaźnikowe, nazywane potocznie myszką.
Oparła dłonie na biodrach, co nigdy nic dobrego nie zwiastowało. Po chwili przywołała zaklęciem wiadro, w którym znajdowała się lodowata woda. Bez zastanowienia wylała mu je na głowę. Uśmiechnęła się triumfalnie, ale po chwili doznała wielkiego zawodu.
- Dzięki Myśka. Chciałem poprosić o wodę do picia, ale tak jest lepiej - podziękował, jednak ani na moment nie oderwał się od gry. Wkurzona zacisnęła pięści i w pierwszym odruchu chciała rozwalić to jakąś porządną Bombardą, gdy do jej głowy wpadł nieco inny plan. Poszła do lodówki po kiełbasę śląską i zaczęła nią machać.
- Nie ma za co. Wiesz, idę teraz do Sonii. Wiesz, ona mną nie pogardzi... Obie się jakoś dogadamy. - powiedziała złośliwie, zjadając kawałek kiełbaski i idąc w stronę wyjścia.
- Ej, Destroyer, czy ja właśnie usłyszałem, że Twoja dziewczyna idzie do Sonii?! Kończę, muszę to zobaczyć na własne oczy! - wykrzyczał Draco do słuchawek czarnoskórego, a chwilę potem Draco się rozłączył. Słysząc to, co przekazał mu przyjaciel, natychmiast, niczym gepard, pobiegł za Amandą. Na jego szczęście ta nie zdążyła nawet ubrać butów.
- Liberum veto, Mysia. Jesteś moja. - usłyszała, trzymana w żelaznym uścisku.
- No nie wiem, nie wiem... - powiedziała zagadkowo, a chwilę później mężczyzna przerzucił ją sobie przez ramię.
- Zabini, co Ty robisz?! Myślałam, że pogramy razem! - powiedziała, waląc piąstkami w jego plecy. Wiedziała, że i tak prawie nic nie poczuje, jednak co szkodzi próbować?
- Jak to co, mała? Najpierw prysznic, potem ceesik. - stwierdził, po chwili wchodząc do łazienki i zamykając za sobą drzwi.




#Day4
Temat: On a date ( Na randce)
Pairing: Blanda
Słów: 599
Ostrzeżenie - jedni mogą to odebrać jako nawalone romantyzmem, inni nie koniecznie. :E Mam nadzieję, że się spodoba. :E

W końcu ostatnia... - pomyślałem, zapalając ją malutkim ognikiem z różdżki. Ostatnia z wszystkich tysiąca dziewięciuset osiemdziesięciu mini łódeczek, zaopatrzonych w niewielką świeczkę z bordowym wkładem. Gdyby nie to, że za dużo zieleni wieczorem daje złudzenie mroku, z pewnością dałbym tam zieleń, a tak to wcześniej wybrany kolor dodaje ciepła oraz romantyzmu. Tego zawsze uczyła mnie matka...
Małe płomyki, poruszające się z ruchem wiatru, powoli płynęły wokoło niewielkiego skrawka lądu, na którym zmieściłem jedynie duży koc z kolacją, bolec na przywiązanie łódki oraz miejsce na dwie pary butów. Ostatecznie machnąłem z spokojem różdżką, dopieszczając scenerię - przy brzegu pływały płatki białych róż i orchidei. Ona je uwielbiała...
Zadziwiające, że aż trzy lata znosi moją namolność, czasem romantyczność i częste picie. Zawsze się zastanawiałem nad tym, jak ona, zachowując tak stoicki spokój, sprząta kupę brudnych ciuchów, poupychanych po kątach? Jak przynosi mi ogromny kufel piwa kremowego w każdą sobotę? Cieszyły mnie takie niewielkie czynności, takie jak gotowanie różnych rzeczy, chociaż ostatecznie zawsze kończy się na tym, że któreś z nas przypali coś prostego, ale i niezbędnego w kuchni.
Mimo tego, że codziennie spędzaliśmy czas razem, byliśmy w sumie na dwóch randkach. Mówiąc szczerze, nie lubiłem tego całego kiczu z Walentynkami, bądź Dniem Kobiet. Jednak miło było, gdy przez sekundę jej zielone oczy zabłysły radośnie, ciesząc się z zwykłego kwiatka, zerwanego z łąki. A teraz już mamy trzecią rocznicę - wypadałoby coś przygotować, zwłaszcza, że w tamtym roku ona się postarała.
Szybko ją zauważyłem na drewnianym, skrzypiącym przy każdym kroku pomoście. Stała tam, piękniejsza niż wszystkie gwiezdne konstelacje razem wzięte. Błękitna suknia, której dół powiewał na wietrze, wyróżniała się w świetle świec, poruszających się wolno po wodzie zarówno blisko, jak i daleko od brzegu. Blond włosy miała związane w luźny, długi do brzucha warkocz, a szyję zdobił naszyjnik z szafirem.
Machnięciem różdżki posłałem do niej łódź, nerwowo poprawiając krawat. Gdy w końcu dotarła, starałem się nie ukazywać zbyt wielu emocji. Rzadko któreś z nas było wylewne w takich sytuacjach, jak ta. Okazywaliśmy sobie miłość w swojej samotni, w momencie, gdy ja czytałem zaspany Proroka, a ona swoimi stopami wędrowała po ścianie, robiąc różne przewroty. Podałem jej dłoń, pomagając zejść na koc. Z zaskoczeniem stwierdziłem, że ona była boso. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, ona się odezwała.
- Draco mi powiedział, że będzie... Mokro oraz szkoda butów, więc mam iść bez - wyjaśniła, siadając w milczeniu. Podczas jedzenia oboje nic nie mówiliśmy, chociaż oczywistym było, że nie chodziło tu o grzeczność, a o niezręczność. Stukot widelca wraz z łyżką o porcelanowy talerz był niemal jednoczesny.
Kilkanaście minut później posprzątaliśmy po sobie, po czym obserwowaliśmy drogę świeczek, które niedługo zgasną, a my patrzeliśmy sobie w oczy. Nie rozumiałem fenomenu tej czynności. Wiadomo, że w oczach nie zobaczysz miłości i oddania - nie poczujesz jej ani fizycznie, ani psychicznie. Będzie wytworem Twojej wyobraźni oraz wrażliwości na romantyczne duperele.
- Czarna Czacho, wiesz co...? - zapytała moja wybranka, bawiąc się niesfornym lokiem. Widziałem, że przegryza dolną wargę. Zwykle to oznaczało to, że uważała na słowa. Niezdarnie wdrapała mi się na kolana, opierając głowę o moją pierś - Nie musimy tego robić. Nie musimy udawać, że chce nam się chodzić na te eleganckie, romantyczne randki. Nie myśl, że nie doceniam tego gestu - wręcz przeciwnie, uważam, że to piękne. Ale my na takich randkach nawet nie rozmawiamy... Zdecydowanie wolę momenty, gdy oboje czytamy Opowieść o Trzech braciach, dzieląc się niezmiennymi wrażeniami z tej książki. Dla mnie właśnie takie czynności są randką. Czy nie jest to dziwne?
- Szczerze mówiąc, to nie jestem pewien.- odpowiedziałem krótko, muskając palcami jej lekko zaróżowiony policzek - Chociaż... Masz rację. Widocznie jesteśmy dziwni - powiedziałem, po dłuższym zastanowieniu się, następnie zwracając wzrok ku niebu.

#day5
Temat: Kissing (Całowanie się)
Pairing: Blanda ( Blaise i OC, znana jako Amanda.)
Długość: 491 słów.
A/N: Znowu Blanda, znowu słodko. Mam nadzieję, że się nikt nie zrzyga + mogą być błędy. Zachęcam do komentowania!

- Wiesz, te ferie. Ja. - przełknęłam gulę w gardle. Zastanawiałam jak przekazać mu to, co czuję, jednocześnie mają swoją maskę. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że ciągle się przed nim złudnie bronię. Serce, czyli ostatni bastion został zdobyty, a mimo to wciąż udaję, że nie myślę o nim cały czas i że nie zamieszkał jeszcze na dobre w moim sercu. - Było dziwnie bez Twoich sów każdego ranka. - wyszeptałam, spuszczając wzrok. Zwyczajnie nie mogłam znieść jego spojrzenia, jakby triumfował, jakby czekał nar30; nagrodę? Prezent, bądź pochwałę? Nie wiedziałam.
- Wiem, ja też. - skinął głową, a po chwili na jego twarzy wykwitł iście ślizgoński uśmieszek - Nudziłem się w nocy, bo nie dostawałem od Ciebie wyjców - zaśmiał się cicho, po czym podszedł na tyle blisko, iż nasze oddechy mieszały się ze sobą. W pewnym momencie przysunął dłoń do mojej twarzy - miałam wrażenie, że tym gestem mnie pyta o przyzwolenie. Zamknęłam oczy, a mój oddech zmienił się w parę wodną, szybko unosząc się w górę. Sama nie rozumiałam, czego oczekiwałam. Że będzie maltretować moje policzki? Że mnie podrapie? Tymczasem jego gorące dłonie z nieśmiałością pieściły każdy kawałek nie zakrytej szalikiem skóry. Mimowolnie wtuliłam się w jego dłoń, pragnąc więcej tego ciepła. Dlatego, gdy przestał, otworzyłam wystraszona oczy.
- Spokojnie, wszystko dobrze. Nic się nie dzieje. - powiedział uspokajająco, znowu patrząc na mnie w ten sposób, który nie pozwalał mi na nic innego, niż podziwianie czubków moich własnych butów. Niestety, nie mogłam tego robić w nieskończoność, zwłaszcza, gdy uniósł mój podbródek do góry, wpatrując się we mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Nigdy nie sądziłam, że tak mała rzecz może wywołać takie skurcze brzucha oraz stres. Czułam, jak serce wali jak oszalałe, gdy w moje nozdrza wleciał hipnotyzujący zapach jego perfum, który sprawiał, że w jakimś stopniu miękły mi nogi. A może to był zapach jego skóry? Nie wiem, teraz z pewnością nie jestem w stanie powiedzieć nic, co miałoby odrobinę sensu.
Chcąc uniknąć zmieszania, związanego też z zawstydzeniem obserwowałam płatki śniegu, które po zetknięciu się z skórą brązowookiego natychmiast topniały. To był widok godny uwagi. Jednak po chwili jeden z nich wylądował na jego ustach. Bez zastanowienia stanęłam na palcach, ledwie muskając jego usta swoimi. Gdy przestałam, nie było widać po nim nic. Aż spróbowałam jeszcze raz, potem jeszcze kilka razy, aż ostatecznie zrezygnowałam, chcąc się oddalić.
Nagle pociągnął mnie do siebie tak, że stałam na jego butach, po czym zwyczajnie nachylił się nade mną, całując z taką pasją, jakby jego życie zależało od tego. Jego dłonie szybko wplątały się w moje włosy a druga pieściła kciukiem policzek. Ja sama robiłam wszystko, by czuć to byle mocniej, byleby on był bliżejr30; Nie wiem, jak wtedy czas musiał pędzić, bo zanim go puściłam, bądź on mnie, ugryzłam go lekko w dolną wargę, po czym poczekałam, aż się otrząśnie. O dziwo, nie było tej denerwującej ciszy, wręcz przeciwnie - żywo dyskutowaliśmy o książce r16;r17; Życie i Kłamstwa Albusa Dumbledorar17;r17; kłócąc się przy okazji, ile w niej jest prawdy, a ile kłamstw.




A oto kolejna część miniaturki, Exile Mockingjays: Danse Macabre. Zachęcam do czytania i do komentowania. :D

Wbrew pozorom, spokojny szum tego domu nosił się w snach i myślach gości tej rezydencji. Chociaż ewidentnie to stwierdzenie tutaj nie pasuje - są więźniami, z małymi szansami na przeżycie. Każde z nich po kolei żałowało, że zgodzili się na tą durną zabawę. W momencie zatrzaśnięcia się drzwi również zatrzasnęła się furtka z ich marzeniami oraz pragnieniami. W ich umysłach ciągle odtwarzało się tykanie oraz dwa słowa, powtarzane co moment w ich głowie...
Tik-tak, tik-tak, tik-tak, wygnane kosogłosy, wygnane kosogłosy...
Tymczasem postać w masce szybkim krokiem przemierzała korytarz, szukając pustej ramy na obraz. Myśli w jej głowie wibrowały jak szalone, domagając się uwagi i rozwinięcia. Jednak teraz nie było na to czasu. W końcu, wypadałoby zrobić martwej Ginewrze portret na pamiątkę. Było jej nawet żal, że to rudowłosa umarła jako pierwsza. Jednak ktoś musiał i padło niestety na nią. Albo ruda, albo ona. A ona siebie lubiła po stokroć bardziej. Podczas, gdy delikatny blask zaklęcia Lumos padał na jej twarz, oświetlając jej drogę, ona przegryzała wargę. Z całych sił skupiła się na szukaniu wolnej ramy, ignorując przekleństwa, które sypały się z obrazów, na które padł choćby skrawek blasku. Nie ma co się dziwić - gdy żyjesz w ciemności, to po pewnym czasie światło jest dla Ciebie jak woda święcona dla demonów. Po prostu się dostosowujesz, nic w tym złego.
Im dalej szła, tym bardziej nabierała pewności siebie a strach ulatniał się gdzieś po drodze. Dla niej odwaga była ważną częścią życia, ponieważ tylko ta cecha pozwala przeżyć ci okropieństwa wojny.
Nagle zaciekawił ją ostatni obraz w korytarzu, więc przystanęła, poświęcając mu całą uwagę. Białe tło, na którym znajdował się biały tron. Od obrazu odcinała się postać- piękna, brązowowłosa, a od stóp do głów w czerni, na plecach mając kołczan, łuk i siedem strzał. Delikatnie musnęła dłonią ramę obrazu, wzdychając cicho. Chwilę później poczuła delikatny, niczym muśnięcie wiatru, ruch pod palcami. Uniosła wzrok, a persona wolnym, dostojnym krokiem szła w jej stronę, nie zmieniając miny, ba, nawet nie mrugnęła! W końcu była na tyle blisko, że czuła ciepło jej palców na swoich własnych. Zanim zdążyła się cofnąć, usłyszała:
- Nie masz prawa tego zrobić. Nie im. To są Twoi przyjaciele! A będąc na arenie, nauczyłam się jednego - mając przyjaciół, masz wszystko. Będąc samym nic nie osiągniesz i nie masz nikogo.
- Nie Ty będziesz mi mówić, co mam zrobić. Nie jesteś nikim ważnym, by wpłynąć na moje wybory. Dobrze wiem, czego chcę. Chcę szczęścia. A to, że muszę ponieść jakieś inne koszty jest mało istotne. Co prawda, kiedyś to do mnie wróci, ale teraz nie mam czasu na to - prychnęła pogardliwie, zakładając ręce na swoim, niezbyt dużym, biuście.
- Zastanów się dobrze, wygnany kosogłosie, czy aby na pewno chcesz to zrobić. Ta decyzja może zniszczyć całą moją przyszłość, bądź ją ugruntować. Ludzie mogliby żyć wiecznie, bez wojen, bez... Igrzysk... - wyszeptała, a jej usta zadrżały. W oczach już czaiły się pierwsze krople łez. Samo wspomnienie o Igrzyskach bolało jakby w żyłach krążyła największa trucizna, używana tak powszechnie przez Prezydenta Snowa. - Musisz zaprzestać tworzenia horroru w tym domu! To Dom Pamięci! Tu nic nie odpłynie w dal. Co się stanie w tym domu, zostanie w nim na zawsze! Przerwij to, dopóki nie jest jeszcze za późno. Jeszcze możesz się z tego wycofać, musisz mnie tylko pos... - tłumaczyła chaotycznie, aż usłyszała krzyk.
- NIE! Nie będę się zastanawiać, nie będę się wycofywać! Dopiero rozgrywam partyjkę pokera, gdzie stawką jest moje szczęście. Nie Ty jedna jesteś ofiarą koszmaru. Ja przeżyłam wojnę! Widziałam, jak ludzie, z którymi zakładałam Tiarę Przydziału, padają na ziemię bez życia! Jak ich oczy stopniowo gasną, jak byli torturowani Cruciatusem! Ty nigdy tego ani nie doświadczysz, ani nie zrozumiesz! - wykrzyczała, nieświadomie gestykulując impulsywnie rękoma.
- Kochany, naiwny kosogłosik... Igrzyska to jest rzeźnia. Wybiera się dwadzieścia cztery osoby, po dwie z każdego dystryktu. Żywa wychodzi JEDNA! Rozumiesz?! Musisz zabić resztę. I nie ważne, czy to jest chłopak dwa razy starszy od Ciebie, czy dzieciak, który dopiero skończył jedenaście lat. Idziesz i musisz ich wszystkich zamordować. Nawet swojego sąsiada z sypiącej się chaty obok... - przerwała, milknąc, jednak szybko znów się odezwała, tym razem z dziką, nieokiełznaną wściekłością - Jesteś widowiskiem dla bandy dziwaków. I od tego, jak bardzo wejdziesz im w dupę zależy, czy przeżyjesz ten koszmar! Mój bliski przyjaciel, Haymitch, wpadł w alkoholizm, zaraz po swoich pierwszych Igrzyskach. Był on jedyną, żywą osobą z dwunastego dystryktu, która przeżyła w tym. Więc nie mów mi, że nie zrozumiem! Mojego męża torturowano w Kapitolu, do tej pory ma problemy z pamięcią. Nie pamięta, co jest prawdą, a co fałszywym wspomnieniem. Te twoje tortury Cruciatusem to nic! Zabrano mu szczęście, wiesz?! A jednak, ciągle mamy wybór, jak chcemy żyć. Nie musisz tego robić. Nie musisz.
- Mylisz się, kimkolwiek jesteś. Nie mam wyboru. Muszę zabić ich wszystkich, albo nigdy nie zaznam szczęścia.
- Musisz być naprawdę głupia, skoro nie rozumiesz oczywistych rzeczy - wysyczała groźnie kobieta z obrazu, pochylając się drapieżnie w jej stronę.
- Rozumiem aż nadto. Jeżeli chodzi o miłość oraz wojnę to nie ma wyborów, są tylko konieczności. Pozabijam ich własnymi rękoma, jeżeli zajdzie taka potrzeba. - po czym wściekła odeszła w dalszą ciemność, w większą nicość niż tą, którą tu zastała.
***
Podrzucał różdżkę do góry, chcąc uspokoić szalenie bijące resztki jego serca. Lazurowe oczy, które zgasły wieczorem, prześladują go ciągle w myślach. Tak, jakby cały czas czytał tylko ten jeden fragment, widząc tylko jej oczy. Straciła życie w jakiejś chorej grze jakiegoś popieprzonego szaleńca, a raczej pary szaleńców.
Żałował, że to nie on zginął zamiast niej. Jego życie już nie było istotne, a ona miała wszystko - gdyby umarł, mogłaby ułożyć sobie rodzinę od nowa. Przeklinał w duchu, że przed starciem z Voldemortem w Zakazanym Lesie wyrzucił Kamień Wskrzeszenia, zamiast go sobie zostawić. Przynajmniej Ginny by tu była. Chociaż jako duch, ale byłaby tu z nim...
Ciężko mu się śpi bez tej malutkiej, rudej istotki, której włosy zawsze sprawiały, że się nimi dławił. Nie był w stanie spokojnie spać, nie słysząc bicia jej malutkiego, ale jakże kochanego serduszka. Nie słysząc jej spokojnego, miarowego oddechu sam popadał w panikę. Za każdym razem sprawdzał, co się dzieje. Zaraz jednak przypominał sobie, że ona już nie żyje. Że ona już nie wróci. Nie ma jej. I nie będzie.
Wspomnienia wciąż i wciąż go atakowały, zadając nowe rany oraz rozdrapując przy okazji stare. Nie chciał już żyć, nie chciał być już Wybrańcem, nie bez niej - nie potrafiłby tego znieść. Wydaje się to proste - sława, rozpoznawalność i duże pieniądze do końca życia, jednak bez niej traciło to znaczenie. Ciągłe plotki, pytania, naruszanie jego prywatności tylko dobiłyby go bardziej, aż w końcu by się stoczył po równi pochyłej i skończył jak zwyczajny, mugolski menel.
Chrzęst zamka na pokrytym martwą ciszą korytarzu obudził jego czujność. Wstał, wiedziony ciekawością, zaczął podsłuchiwać, co tam się dzieje. W końcu dwa głosy zaczęły być dużo wyraźniejsze.
- Dobrze wiesz, że ja nigdy tego nie popierałem. Może i mam swoje za uszami, może i jestem draniem, ale nie zabiję naszych przyjaciół! - po chwili usłyszał głośne plaśnięcie. Widmo zostało uderzone.
- Zamknij się! Zrobisz to, kochanie. Trzeba to zrobić w imię naszego szczęścia. Przeżyłam swoje, nie zamierzam też się narazić na publiczny ostracyzm. Nie zamierzam się bać o zdanie innych, będzie liczyć się to, co ja chcę. - ostry, stanowczy głos przecinał ciszę oraz echo świszczącego wiatru. Natomiast w głowie jedynego, żyjącego Pottera rodziło się coraz więcej pytań. Kto zabił jego Ginny i kto z towarzystwa jest zdrajcą?
***
Jasne, złote słońce rzucało grzejące promienie słońca przez otwarte okno, pozwalając, aby wiatr bawił się z firanami. Wszystkie, jeszcze żyjące osoby niechętnie zasiadły przy zastawionym stole, niemal uginającym się od wszelakich smakołyków. Na samym środku salonu znów pojawiły się widma. Widząc je, Harry zerwał się jak oparzony i pobiegł. Nie mogli tu czarować, ale chociaż miał coś, do czego nie potrzebował magii - swoje pięści.
Szybko znalazł się przy nich, dzięki swojej szybkości oraz zwinności. Nie potrzebował chwili do namysłu - natychmiast uderzył przeciwnika w brzuch. Teoretycznie, po takim ciosie ofiara powinna się chociaż zatoczyć do tyłu, jednak ręka Wybrańca przeszła przez niego, niczym przez płynącą wodę.
- Wy... Ścierwa... Zabiliście... Moją Ginny... - wysapał, po chwili atakując drugie widmo nogą, jednak przeszła przez jego ciało, nie zadając żadnych obrażeń. Harry, szybko orientując się, że tak nic nie wskóra, próbował zedrzeć maskę. - Zabiję was... Zabiję... Zabiję... Zabiję! - syczał groźnie, po chwili zmieniając zamiar. Teraz dusił swojego przeciwnika. Do czasu, aż nie poczuł, aż ktoś go podnosi za nadgarstek, po czym boleśnie wykręca mu dłoń.
- Jak śmiesz podnosić na nas rękę? - zapytało oburzone widmo, a mimika na jego twarzy nie wyglądała przyjaźnie. Zapamiętaj sobie - z nami nie wygrasz, Wybrany kosogłosie - po czym rzucił go na drugi koniec pokoju, jakby był jedynie szmacianą laleczką, która waży kilka kilogramów. Po czym, jak gdyby nigdy nic, odwrócili się w stronę publiki, zupełnie jak zaprogramowane komputerowo roboty.
- Smacznego, wygnane kosogłosy - powiedziały usłużnie, odsuwając się od stołu. Już każdy miał jeść, gdy Neville postanowił zainterweniować.
- Jaką mamy gwarancję, że te jedzenie nie jest przez was zatrute? - zapytał z dużą dozą nieufności, jak na siebie. Większość patrzyła na niego w milczeniu. Żadne z nich by nie pomyślało o tym, że można by ich tym otruć, wybijając jak kaczki.
- Dobrze, że dbasz o bezpieczeństwo, wygnany kosogłosie - pochwalił chłopaka, jednak nie zmienił swego położenia. - Odnosząc się do twego pytania, młodzieńcze, i tak zginiecie. Nie mamy powodu, by truć wasz pokarm. Przynajmniej z samego rana oraz na krańcu wieczora. Między tymi dwoma okresami nie daję żadnej gwarancji, że jedzenie jest czyste od trucizn, wygnany kosogłosie... - odpowiedział, zakładając ręce do tyłu, tymczasem jeden z widelców upadł na ziemię z dużym łoskotem.
- Wyjaśnijcie mi jedną rzecz... - powiedział, z początku spokojnie, Blaise, jednak z każdą chwilą coraz bardziej się denerwował - Czemu do cholery jasnej nas tak nazywacie?! Co to w ogóle są te pieprzone kosogłosy?! - trzasnął ręką o blat, wywołując niemały hałas. Dopiero uścisk Amandy uspokoił jego zapędy, na tyle, by grzecznie usiadł na swoim miejscu.
- Zawsze możecie podpytać obrazów. Jest tu także biblioteka, do której możecie zajrzeć. Pamiętajcie jednak, że od dzisiaj ten pokój oraz sypialnie jest jedyną bezpieczną oazą, w której nie stanie wam się żadna krzywda, przynajmniej nie od nas.
- Wybacz, drogi... Panie? Tak, będzie tak dobrze. Wybacz, jednak ja wolałabym wiedzieć już teraz. Nie uśmiecha mi się niewiedza. Bez wiedzy nie masz niczego, nawet szczęścia - odparła Hermiona Granger. Przeczytała większość dostępnych jej ksiąg, jednak kosogłos nic jej nie mówił. Chyba, że jest prastarym, już niedostępnym składnikiem eliksirów. Jest to dosyć możliwe - często magiczne istoty cierpiały, aby z ich ciała zebrać materiały na eliksiry, na różdżki bądź na zwyczajne ubranie u Madame Malkin.
- A więc słuchajcie... Wy, piękna dziesią... znaczy, teraz już dziewiątka, jesteście oznaką buntu, rebelii. To łączy Was z kosogłosami - pięknymi ptakami, stworzonymi przez rząd z innego wymiaru. Przetrwaliście, mimo wszystko. Wasze życie, wspomnienia, bóle oraz poświęcenia - trzymacie się aż do teraz, mimo usilnych prób zabicia was oraz zamiecenia pod dywan. Szybko uczycie się przetrwać, jednak podchwytujecie też piękne rzeczy, przepiękne wartości... Tak jak one. Dlatego jesteście nazywani kosogłosami. A wygnanymi to już się najpewniej domyśleć możecie. Nie wszyscy z was są głupi jak but - tu skierował swoją twarz, okrytą maską na Hermionę i Marikę, po czym oba widma za jednym obrotem znikły, zostawiając za sobą czarny pył.
***
Wraz z ostatnim kęsem, niezręczna cisza uleciała gdzieś w dal, a wszyscy usiedli w kręgu, patrząc po sobie niepewnie.
- Dobra, chyba wszyscy myślimy o tym samym - powiedział Neville, lekko obejmując swoją dobrą koleżankę, Sonię. - Stąd trzeba zwiać i to bezzwłocznie. Nie ma co czekać, aż nas powybijają. Na ten moment mam dosyć śmierci do końca życia. Jakieś pomysły? - spytał, a w jego głosie było słuchać pewność siebie. Tak, jakby nagle chłopak, który bał się własnego cienia dostał porządnej dawki odwagi.
- Wow, Longbottom, ty myślisz... To dość fascynujące. Oczywiście, ucieczka jest ważna. Ale czy na pewno powinniśmy węszyć? Ja bym tu został i się nigdzie nie ruszał - odpowiedział blondyn, wyciągając wygodnie nogi.
- Tchórz - usłyszał złowrogi syk Rona, który zaborczo obejmował Hermionę. Miał ochotę wybić mu wszystkie zęby i własnymi rękoma wyrwać wszystkie, paskudne włosy i pobić równie obrzydliwą twarz Weasleya.
- Ja nie tchórzę. Myślę logicznie. - odpowiedział, biorąc z stołu filiżankę z zieloną herbatą. Przysunął ją do swych ust, upijając odrobinę, przy okazji delektując się każdym łykiem. Po chwili oparł dłonie na kolanach, z zaciekawieniem obserwując twarze pozostałych. - Jednak bez planu tego domu zbyt wiele nie zdziałamy. A pójście bez znajomości może nie skończyć się dobrze. Skoro mamy tu umierać, to skąd wiadomo, że tu nie ma pułapek? Może i nawet w tym pokoju może coś na nas czyhać. Trzeba być ostrożnym. Musimy się zastanowić, co zrobić i jak to wszystko rozegrać. Bo nie oszukujmy się - możemy zginąć nawet idąc z stąd do swoich sypialni. Wystarczy tylko wola tych widm. Sami słyszeliście, że według nich nie wygramy - więc dom na sto procent jest naszpikowany pułapkami, chmurami trucizn i innymi, mniej, bądź bardziej wymyślnymi formami szybkiej, bądź wolnej śmierci. Działanie na żywioł, czy chęć zemsty - tu skierował wzrok na Pottera - nic nam nie da, a może jedynie pogorszyć sytuację.
- Jakkolwiek to zabrzmi, muszę zgodzić się z Draconem - powiedziała Hermiona - To wszystko to gra. Widma próbują nas zmusić do grania według ich reguł, a każde odchylenie może być ukarane. Nie wolno nam zrobić złego kroku, jeżeli nie mamy żadnego zabezpieczenia, bądź powodu... - tłumaczyła Hermiona, jednak nie było dane jej dokończyć.
- Zabicie Ginny to nie jest powód, by ruszyć dupy i zabić tych popaprańców?! - zapytał Harry, dość mocno podirytowany. Większości serce się krajało, widząc, co się z nim stało w przeciągu jednej nocy.
- Rozumiem Harry, że cierpisz, jednak nie możemy teraz ryzykować. Wiem, że mocno ją kochasz, jednak ona by chciała, byś wyszedł z tego bagna, prawda? Więc teraz proszę, posłuchaj mnie do końca - wpatrywała się w przyjaciela, aż w końcu ten, totalnie zrezygnowany, kiwnął potwierdzająco głową, siadając na swoje miejsce. - Musimy przeszukać ten pokój. Gdzieś na pewno muszą być ukryte plany. Mając plany, będziemy mogli łatwiej przeszukać dom pod kątem ucieczki, oraz ochrony. Możemy się dowiedzieć, jak walczyć z widmami, jedynie studiując rozmiary pokoi oraz ukrytych pomieszczeń. Opcji jest tak wiele... - mówiła Hermiona, z coraz bardziej widoczną chęcią działania. Nie była typem przywódcy, jednak większość osób z stąd była gotowa za nią podążyć. - W każdym razie, musimy teraz szukać.
***
Dwie kobiety - Carrow oraz Snape, szukały planów tego domu w różnych księgach, pod obrazami... Jednak nic nie znalazły. Westchnęły głośno, opierając się o siebie plecami i łącząc swoje dłonie w lekkim uścisku.
W tej pozycji wyglądały jak ogień i woda - jedna była blondynką, druga miała włosy czarne jak nocne niebo. Oczy jednej były brązowe, a w nich odbijało się ciepło jej duszy, natomiast oczy drugiej lśniły soczystą zielenią - był to kolor, który oznaczał nadzieję. Sonia była wysoka, Marika niska. Carrow nosiła luźne, letnie sukienki, za to Marika zdecydowanie wolała inne ubrania, w bardziej... ciemniejszych kolorach. Z charakteru też się różniły - jedna była spokojną, zrównoważoną, jednak równie niebezpieczną ślizgonką, natomiast druga była czasem narwana, zbyt odważna i brawurowa, jednak była Gryfonką, w której mimo wszystko, tkwiła artystyczna dusza. Niektóre różnice mogą sprawić, że te osoby się znienawidzą - nic bardziej mylnego. Były dla siebie przyjaciółkami. Jedna była powierniczką drugiej. Nawzajem pocieszały się, gdy ich drugie połówki wyruszały na niebezpieczne misje. I obie razem przeżywały żałobę - Bellatrix Lestrange oraz Severusa Snape'a. Dla innych ludzi oni byli niczym, mordercami, śmieciami... Jednak dla nich świat zaczynał się i kończył na tych osobach.
Po chwili wsparcia, odwróciły się twarzami do siebie, mocno się obejmując. Reakcje innych były różne - jednak teraz się nie liczyły. Przez tą chwilę były słabe. Ale chwila ma to do siebie, że zazwyczaj jest krótka, więc ich przytulenie również trwało zaledwie kilka sekund, po czym niewzruszone wróciły do szukania planów.
Godzinę później przeszukane było już dosłownie wszystko - od szafek i szuflad, aż po wszystkie kartki w dostępnych książkach. Nie było nigdzie. Żadnej pomocy, która pomogłaby im uciec. Tak naprawdę, to nikt nie wierzył w to, że cokolwiek znajdą.
- Wiecie, że w sumie zmarnowaliśmy jedynie czas? - spytała Marika wszystkich pozostałych, ale nie uzyskała odpowiedzi. Mogła się tego spodziewać. Zrezygnowana zaczęła się przyglądać jednemu z wielu malunków, znajdujących się na ścianie. Ten konkretny przedstawiał ruiny, najpewniej jakiegoś rynku. Mgła delikatnie otulała zniszczone budynki oraz kupy gruzu, przez co obraz sprawiał wrażenie mrocznego. Wyglądało to tak, jakby ktoś użył wszystkiego, co ma, aby zniszczyć to miejsce. Mogła sobie wyobrazić, jakie to było piękne oraz pełne ludzi, uczęszczających na zakupy, a to po rybę, a to po kozę, bądź inne, równie potrzebne rzeczy. Nagle jej uwagę przykuł napis, który postanowiła odczytać.
- Dystrykt dwunasty... - odczytała cicho, gładząc dłonią płótno oraz wdychając delikatny zapach starych już farb. Pod palcami poczuła ruch, jakby woda zaczęła falować. Z strachem się odsunęła na stosowną odległość. Na szczęście - nie był to żaden potwór, ani widmo, tylko z pozoru zwyczajny, krępy blondyn. Szedł w stronę centrum obrazu, a na ramionach miał dwa, bardzo ciężkie worki od mąki. Im był bliżej, tym więcej szczegółów dostrzegała - włosy opadające bez kontroli na czoło, poruszające, niebieskie oczy oraz brak lewej nogi, która została zastąpiona protezą, najpewniej z metalu. Gdy już dalej nie mógł iść, stanął w miejscu, zrzucając ciężar z ramion i wpatrując się wprost w panią Snape.
- Kim jesteś? - zapytała Marika, patrząc na nieznajomego mężczyznę na obrazie.
r12; Jestem synem piekarza r12; odpowiedział cicho, głosem wypranym z uczuć.
- Nie rozumiesz mnie... Kim jesteś? - powtórzyła pytanie, nie spuszczając wzroku.
- Jestem malarzem - znów odpowiedział tak, jakby nic go nie interesowało. W tym momencie Ronald postanowił się wtrącić.
- Odpowiedz jej, jak cię pyta! - wykrzyknął Ron, podchodząc bliżej Mariki. Wszyscy wiedzieli, że rudzielec nie był znany z cierpliwości. Z taktu też.
- Jestem zwycięzcą w 74. Igrzyskach Głodowych oraz w Trzecim Ćwierćwieczu Poskromienia. - znów z jego ust wypłynęło suche zdanie, bezbarwne jak pozostałe. - W szeregach macie zdrajcę, bądź nawet zdrajców. Nie da się tego wszystkiego zorganizować z oddali, wiem to. Ale domyślam się, że nie zamierzacie czekać na śmierć, tylko chcecie się bronić. Ja daję Wam taką możliwość. Ale od tej pory, musicie działać. Bo czekanie nic nie daje, za to zabicie zdrajców owszem. - po czym rzucił przed stopy czarnowłosej dwa, pełne worki, które były dziurawe oraz dość zużyte. Przez braki w plecionce było widać srebrne, pewnie bardzo ostre noże oraz inne, niezbyt znane im bronie. - Więcej nie mogę Wam powiedzieć, ani pomóc, gdyż złamię reguły Domu Pamięci, a na to nie mogę sobie pozwolić... Do zobaczenia, wygnane kosogłosy... - wyszeptał, następnie obracając się do nich tyłem i wracając tam, skąd przyszedł.
- Rozumiecie coś z tego? - spytała niepewnie Amanda, będąc za swoim chłopakiem - Bo ja niekoniecznie. To niemożliwe, aby ktoś z nas zabijał... Żadne z nas nie byłoby zdolne do morderstw.
- Malfoy byłby, tak samo jak jego plugawy ojciec - te słowa wypłynęły, ku zaskoczeniu wszystkich, z ust samego Wybrańca. Nikt jednak nie śmiał się po tym odezwać, ani poruszyć, za to w ciszy wybierali sobie bronie.
***
- Dla pewności powtórzę... Ja, Marika i Ron idziemy na drugie piętro. Amanda, Sonia i Neville idą do piwnicy, a Hermiona, Draco i Blaise przeszukają bibliotekę na pierwszym piętrze. Zgoda? - zapytał Harry, trzymając swoją broń w ręku - włócznię. Była o wiele wygodniejsza dla niego niż miecz i można było ją użyć bez ładowania, w przeciwieństwie do pistoletów.
Każda z obecnych tu osób miała swoją broń. Tak więc on miał włócznię, Hermiona miała noże, Ron trójząb, Neville miecz, Draco trójząb, Blaise z Amandą mieli pistolety, Sonia łuk a Marika topór. Nie było wątpliwości, że te wspaniałe prezenty były bardzo użyteczne w misji, o ile nie były głównym bodźcem, dla którego oni w ogóle się ruszyli z miejsca, aby zawalczyć o wolność.
- Nie sądzę, aby temu gościowi można było ufać. Być może jest agentem tych widm? Nie jestem pewna, czy powinniśmy uży... - mówiła Hermiona, jednak reszta solidarnym gestem ją uciszyła. Nie było czasu na zastanawianie się, trzeba było działać!
Szybko trzy grupy się rozdzieliły, aż pokój całkowicie opustoszał. Zaraz po zatrzaśnięciu drzwi dało się słyszeć głośny, przerażający śmiech i tykanie wskazówek zegara...
***
Ogień paląc się na pochodniach dawał światło, ale niewystarczające, by rozświetlić całą piwnicę. Nic jednak nie mogli poradzić, gdyż w jednej ręce mieli pochodnie, natomiast w drugiej swoje bronie. A puszczenie któregoś z nich nie wchodziło w grę.
- Mam złe przeczucia... - wyszeptała Sonia, kładąc głowę na ramieniu przyjaciela. Amanda za to ubezpieczała tyły. Miała do tego najlepsze warunki, więc postanowiono to wykorzystać przy wędrówce. Trzymała się dzielnie, jednak jej instynkt mówił, że dzisiaj straci kolejną część swojego serca.
- Wiem... Ale nie martw się, będzie dobrze. Oboje mamy przecież dla kogo żyć. Nie my umrzemy... - odpowiedział chłopak, krocząc dalej, chociaż nie był pewny swoich słów.
Mimo to nie mogli się zatrzymać. Dopóki mają siłę, to będą szli. Chociaż, broń nieco obciążała drużynę, on jednak trzymał się dzielnie. Nawet jego zmieniła wojna. Musiał przestać być wieczną ciamajdą i uważać się za gorszego. Musiał uwierzyć. A gdy to zrobił, wiara nareszcie zmieniła się w odwagę, którą nosił w sercu i którą udowodnił, zabijając Nagini mieczem Godryka Gryffindora. Dla niego nie był to wyczyn godny aplauzu, jednak nawet jego babcia była z niego dumna, ponieważ, jak nam wiadomo - plotki z pola bitwy niosły się niczym błyskawica po świecie czarodziejów, a syn państwa Lonbgbottomów został okrzyknięty bohaterem, który zniszczył ostatniego horkruxa Voldemorta.
Po godzinnej wędrówce zauważyli naturalne światło słoneczne, wpadające promieniami przez dziury w ścianach. Byli już blisko...
Szybko pokazał im na migi, aby się nie odzywały i biegły za nim. Dziewczęta tak uczyniły. Gdy już widzieli wielką, na pół zniszczoną ścianę, nagle z dziury obok wypełzła ogromna kobra królewska, sycząc groźnie.
- Cofnąć się. - rozkazał brunet, wyciągając miecz przed siebie. Ma już doświadczenie w zabijaniu węży. Mimo chęci Sonii do walki, on zagrodził jej przejście dłonią, w której trzymał pochodnię - Nie ruszaj się - powiedział, a wąż rozchylił swój kaptur, a sycząc ukazał dwa, ogromne kły, najpewniej wypełnione śmiercionośnym jadem. Upuścił pochodnię, zaczynając biec w stronę gada, aż nagle zjawiła się tajemnicza mgła.
***
Gdy wszyscy już wstali z ziemi i się otrzepali, w końcu duchy zaczęły mówić.
- I znowu się spotykamy... - wyszeptały radośnie widma, kręcąc się, niczym w tańcu. Nie zwiastowało to nic dobrego. - A więc postanowiliście szukać wyjścia? Odpowiemy Wam, że czegoś takiego nie ma, przynajmniej nie teraz i nie dla wszystkich. Dzisiaj mieliśmy nie zabijać, jednak... Po waszych akcjach zmieniliśmy zdanie - wysyczali groźnie, po czym zaczęli swoje obroty. - Tik-tak, tik-tak, tik-tak, gratulujemy odwagi, wygnany kosogłosie... - wyśpiewały zjawy, swoimi kościstymi dłońmi wskazując na mordercę Nagini. Chłopak natychmiast poszarzał.
- Neville, nie! - krzyknęła Sonia i tylko tyle zdążyła zrobić, zanim wrócili do prawdziwego świata, gdzie wąż powoli dusił jej przyjaciela. Już chciała wystrzelić strzałę, gdy zaczął mówić.
- Nie rób tego! Zabierz Montrose i uciekajcie obie! - krzyknął, ale dziewczyna nie chciała go słuchać. - Proszę... Musisz dać coś ode mnie Lunie... - powiedział, po czym rzucił w jej stronę naszyjnik z rodowym pierścieniem jego rodziny. Gdy zauważył, że złapała, znów zaczął krzyczeć. - Na co czekasz?! UCIEKAJ! - po czym ogromne wężysko wbiło w niego swoje kły, wstrzykując do żył swój jad. Pani Carrow nie trzeba było siedem razy powtarzać - wraz z Amandą zaczęły uciekać. Zanim zniknęła za rogiem, odwróciła się, a w tym samym momencie wąż pożerał, już martwego, jej przyjaciela...





#TeamOgroxy
By Łakala, najładniejszy z zestawów z Roxy na wb! b29;
________________________________________________
Zapraszam na:
I Moje miniaturki I Opowiadanie - Ogron i Roxy I Moja grafika I Moje ''śpiewanie'' I Moje rysuneczki l Mój wattpad l Mój instagram l
________________________________________________
45243995 http://not-everything-is-a-game.blogspot.com/ Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Spotkanie miniaturek.
~LunaFin
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 26-12-2015 16:24
Nora, ty dobrze wiesz, że ja uwielbiam twój styl, bohaterów, pomysły. Nie skomentuje każdej pracy osobno bo jestem osobą leniwą, ale ogólnie odniosę się do całości. Mam nadzieje, że cukier ci nie szkodzi, bo dzisiaj będzie go wyjątkowo dużo.
Zacznijmy od stylu. Jest on po prostu niesamowity. Potrawisz w bardzo gładki, lekki sposób przedstawić bohaterów, ich uczycia albo klimat danego miejsca szczególnie widać to w miniaturce, którą podzieliłaś na części, a której tytułu nie mogę spamięta. Teraz przez następne kilka godzin będzie mi chodziło po głowie to tik-tak, tik-tak . Uwielbiam, kocham, uwielbiam. Wyobraź sobie moje rozczarowanie kiedy okazało się, skończyłam czytać i nic więcej nie ma. Totalna rozpacz!
Miniaturka z Korrą była bardzo przyjemna. Co prawda nie do koñca wiem jak to się odnosi do kanonu ( widziałam tylko parę odcinków), ale i tak bardzo mi się podobało. Świetnie oddałaś radość Korry na końcu -to było tak niesamowicie pozytywne, że po prostu trudno mi było się nie uśmiechnąć.
Kolejną sprawą jest Blanda, którą w twoim wykonaniu uwielbiam. Zwykle za romansidłami nie przepadam, ale twoje dzieła mogę czytać w nieskończoność. Są przeurocze. Chyba kiedyś będę musiała zgłosić się do ciebie na korki z pisania o parach, bo przecież muszę w końcu rozwinąć wątek Waves'a i Melodie.
Miał wyjść z tego jakiś logiczny komentarz, ale znowu wyszło jak wyszło. W każdym razie nie będę tego przeciągać bo jeszcze dostaniesz cukrzycy.
Czekam na nexta i weny życzę.


(c) Meredith
Miniaturki / Opowiadanie / Grafika / Mój blog
Oficjalny członek stowarzyszenia "Klub Wrogów Klawiatury"
55268354 http://dziecismoka.blogspot.com/ Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Spotkanie miniaturek.
~Norelay
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 29-02-2016 22:23
Miniaturka na konkurs. :D

Dziękuję za komentarz. :D Poprawił mi dzień. :D Odniosę się do niego na pw w wolnej chwili. mruga



#TeamOgroxy
By Łakala, najładniejszy z zestawów z Roxy na wb! b29;
________________________________________________
Zapraszam na:
I Moje miniaturki I Opowiadanie - Ogron i Roxy I Moja grafika I Moje ''śpiewanie'' I Moje rysuneczki l Mój wattpad l Mój instagram l
________________________________________________
45243995 http://not-everything-is-a-game.blogspot.com/ Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Spotkanie miniaturek.
~Skeni
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 05-03-2016 00:18
Dobra, bo miałem ci to skomentować jakieś dwa tygodnie temu, ale czasu jakoś nie było. Nie czytałem jeszcze tego ostatniego, ale mam nadzieję, że jutro to nadrobię i uzupełnię wypowiedź.

Bardzo podoba mi się twój styl pisania. Teksty przerażają troszkę ilością. Ktoś, kto widzi napis "MINIATURKA" spodziewa się jakiegoś tekstu krótkiego na pół strony, a BUM - siedem stron do czytania.
Co do jakości tekstu, to jest on poprawny gramatycznie i stylistycznie. Do tekstu nie wstawiamy jednak linków. Możesz je dorzucić pod nim jako powiązane.
Zdarzyło ci się kilka błędów rzeczowych, takich jak chociażby to, że w Powieści J.K. Rowling Hermiona i Draco nigdy nie byli małżeństwem. Hermiona jest przecież żoną Rona. No i to, że słuchali polskiej piosenki. Mało który Brytyjczyk zna język polski. A już na pewno nie byli to Draco i Hermiona. Nie pojmuję więc, jakim cudem zdołali zrozumieć słowa piosenki Krawczyka.

Najbardziej moją ciekawość rozbudziłaś tą pierwszą miniaturką. Mam nadzieję, że dopiszesz dalszy ciąg tej historii. Uwielbiam takie dramatyczne zwroty akcji. Szkoda, że zabiłaś Ginny. Nawet ją lubiłem. Niestety nie ustrzegłaś się znów przed błędem rzeczowym. Narcyza i Lucjusz Malfoy'owie przecież przeżyli tę, no, nazwijmy "to" wojną.
Czekam na więcej. Bardzo mi się podobało. A to, że tyle błędów rzeczowych popełniłaś, jest jeszcze wybaczalne. Jednakże proszę, upewniaj się zawsze czy informacje, do których się odwołujesz, są prawdziwe.
Czekam na dalszy ciąg. Weny!
Pozdrawiam.


~Skeni~

(c) by Aria na moje zlecenie

Zapraszam na:
Blog z opowiadaniami
Moje Śpiewy
Podkłady instrumentalne
Edytowane przez Lunaris dnia 05-03-2016 18:29
50002892 opowiastkapl.blogspot.com Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Spotkanie miniaturek.
~Norelay
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 16-09-2018 20:16
Skeni napisał/a:
Zdarzyło ci się kilka błędów rzeczowych, takich jak chociażby to, że w Powieści J.K. Rowling Hermiona i Draco nigdy nie byli małżeństwem. Hermiona jest przecież żoną Rona. No i to że słuchali polskiej piosenki. Mało który brytyjczyk zna język polski. A już napewno nie byli to Drako i Hermiona. Nie pojmuję więc jakim cudem zdołali zrozumieć słowa piosenki Krawczyka. Niestety nie ustrzegłaś się znów przed błędem rzeczowym. Narcyza i Lucjusz Malfoy'owie przecież przezyli tę no nazwijmy to "wojnę".
Czekam na więcej. Bardzo mi się podobało. A to, że tyle błędów rzeczowych popelniłaś jest jeszcze wybaczalne. Jednakże proszę upewniaj się zawsze czy informacje, do ktorych się odwołujesz są prawdziwe.
Czekam na dalszy ciąg. Weny!
Pozdrawiam:


A ja się tutaj muszę odnieść. :E Akurat w tych miniaturkach chodzi o niekanoniczność, gdyż są tzw. fanficki. :E
Więc w sumie, jeżeli naginam jedną rzecz to logiczną jest, że następna będzie zmienna. Bo w sumie, jeżeli będę trzymać się totalnie kanonu, to byłoby tak, jakbym trzymała się HP całkowicie. :D
Ale w sumie, spróbuję kiedyś napisać coś kanonicznego w miarę dużym stopniu.

Nie mniej, dziękuję za komentarz. Naprawdę, on wiele mi daje. serce



Od dawna tu nic nie wrzucałam, powiem szczerze że trochę napisałam tych miniaturek, nie mniej bałam się je wstawić. ;p Tak po prostu. Wstawię je teraz i mam nadzieję, że się spodobają a także że zostawicie coś po sobie. :D

Nie-zwycięstwo [Valtor & Czarne charaktery & Winx] lub Nie-zwycięstwo [Valtor & Czarne charaktery & Winx] na Wattpadzie




#TeamOgroxy
By Łakala, najładniejszy z zestawów z Roxy na wb! b29;
________________________________________________
Zapraszam na:
I Moje miniaturki I Opowiadanie - Ogron i Roxy I Moja grafika I Moje ''śpiewanie'' I Moje rysuneczki l Mój wattpad l Mój instagram l
________________________________________________
45243995 http://not-everything-is-a-game.blogspot.com/ Wyślij Prywatną Wiadomość
Skocz do Forum:
Logowanie
Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?

Witajcie na nowej wersji ShoutBox. Wszelkie problemy prosimy zgłaszać do administracji lub bezpośrednio do twórcy - Anagana.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać wiadomości.

~EmilyWinxClub0
5:36:52 20.07.2019
Zresztą powrót Enchantixu jest nielogiczny skoro Believix jest kolejnym poziomem mocy i mogły w nim używać magicznego pyłu i mini Winx.. Powinny wrócić do Believixu.
~EmilyWinxClub0
5:32:30 20.07.2019
Sekwencja transformacji jest tragiczna. Nie mogę pojąć jak Rainbow ogromnie straciło na kreatywności. To już prace fanów są lepsze. Tak to jest jak robi się coś bez miłości, emocji, pasji i zaangażowania.
~EmilyWinxClub0
5:29:46 20.07.2019
Nowy Enchantix Musy i Stelli wygląda dziwnie, odbiega za bardzo od oryginału. Tak samo jak róż u Layli i skrzydła Bloom i Flory. A gdzie są długie włosy Tecny? To wygląda jak nowa transformacja lub podróbka oryginału.
^Flamli0
22:15:21 19.07.2019
no a co
~Radi0
22:10:28 19.07.2019
ja kiedy zobaczyłem/am w memie, to tak dziwnie się patrzy....
~Radi0
22:10:09 19.07.2019
ale śmieszy twoja poprawnośc memowa Flama xd
^Flamli0
22:06:21 19.07.2019
;-;
~Radi0
22:05:22 19.07.2019
nic już nie uratuje Winx'a
~Lau0
21:59:58 19.07.2019
CO ONI ZROBILI Z ENCHANTIXEM?!
~Lau0
21:59:44 19.07.2019
desiro przenajświętsza
~Lau0
21:59:36 19.07.2019
boże święty
*PVTeam1230
20:38:48 19.07.2019
no jeden pies
^Flamli0
19:48:15 19.07.2019
we wrześniu
*PVTeam1230
19:45:46 19.07.2019
a już w listopadzie będzie w rosji
^Flamli0
19:24:00 19.07.2019
premiera 14 odcinka 29 lipca
^Flamli0
19:23:55 19.07.2019
chwila co
~Stellka0
18:37:10 19.07.2019
"Cudowny"ten nowy Enchantix
~Ignis0
18:26:31 19.07.2019
przydałaby mi się
~Ignis1
18:26:09 19.07.2019
w zasadzie czemu nie ma emotki z rzyganiem na wb?
~x-Ritsu0
17:55:15 19.07.2019
Ten nowy Enchantix jest tak beznadziejny...
~DarleenEnchanted0
17:21:37 19.07.2019
A powinno właśnie budzić wenę twórczą. Na zasadzie, że zrobilibyśmy to lepiej niż oni
~RaVmoX0
16:55:28 19.07.2019
Xd
*PVTeam1230
16:38:26 19.07.2019
ktoś tu chyba jest zły xddd
^Flamli1
16:35:25 19.07.2019
*PVTeam1230
15:52:49 19.07.2019
Dżo jakby się dało wygenerować kadry szybko to byłoby super <3
Regulamin
Archiwum
lekkieb. lekkie
wersja: 3.0.3

.