Nowości
04.10.2019
❧ dodano piosenki z 8 sezonu po angielsku,

03.10.2019
❧ dodano piosenki z drugiej połowy 8 sezonu po włosku,

01.10.2019
❧ dodano nowy komiks nr 179 - Impreza Złotego Księżyca,

26.08.2019
❧ dodano pełną wersję piosenki "Splenderai" z 8 sezonu,

17.08.2019
❧ dodano nowy komiks nr 178 - Magiczne zaproszenie,

20.07.2019
❧ dodano piosenki z 8 sezonu po włosku,

27.06.2019
❧ dodano nowy komiks nr 177 -Powrót do Pixieville,

Użytkowników Online
 Gości Online: 0
 Użytkownicy Online: 1
 Zarejestrowanych Użytkowników: 1,016
Nieaktywowany Użytkownik: 1
 Najnowszy Użytkownik: ~hejeczka
Dzisiejsi Solenizanci
Dzisiaj żaden z użytkowników nie obchodzi urodzin

http://ask.fm/WinxBlogger

Jeśli macie pytania dotyczące Clubu Winx lub WinxBlogger to pytajcie!


snapchat @WinxBlogger
Zapisy: KLIK

Twórczość
Opowiadania
❧  Zmierzch bogów  ☙

Strona 1 z 4 1 2 3 4 >
AutorZmierzch bogów
~Smoczy_Plomien
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 31-01-2015 20:48
Cześć, już od bardzo dawna piszę opowiadanie, które jest tego z gatunku "Winx" (dokładniej to od ferii tamtego roku xdd). Nie będzie to takie zwyczajne opowiadanie o losach bohaterek z klubu Winx. Jednakże aktualnie nie mam tego dużo, ponieważ postanowiłam zmienić pierwotną wersję.
Zapraszam do czytania!

Rozdział 1: Wszystko od początku...


[...] Siedziałam w autobusie, przy oknie. Autobus wyglądał jak nasze normalne, ale miał nieco inny kształt, posiadał wysuwane schodki i zasuwane drzwi. Gdy byłam w Magix, nie mogłam uwierzyć, że nasze wielkie miasta aż tak nie różnią się od tego. Oczywiście poza paroma, malutkimi szczególikami.
Tutejsza pogoda nawet w najmniejszym stopniu nie wskazuje, że jest jesień, jakby wciąż trwało lato, niezwykłe. Ani żadnych ochłodzeń, ani nic. U nas to już zimno się robiło, deszcze coraz częściej, a tutaj kompletne, wielkie zero. Słońce mocno grzało, na niebie zaledwie kilka maciupkich chmureczek i tak jest codziennie.
Mam nadzieję, że będzie jesień, bo u nas to zawsze była taka piękna, kolorowa, że aż chciało się tylko w parku przesiadywać. Nie chcę mieć tylko lata i męczyć się w klasie podczas wielkich upałów do końca semestru i jeszcze dłużej. To byłaby istna męczarnia. Jednak udało mi się zauważyć już delikatne zabarwienia listków - to dobry znak.
Poszczęściło mi się i widziałam wszystkie trzy magiczne szkoły. Widok niesamowity, o wiele lepszy niż z fotografii. Przy każdym przystanku tylko wlepiałam swoje oczy w szybkę i zachłannie przyglądałam się każdemu szczegółowi. Jedno jest pewne. Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy po raz pierwszy wszystko mogłam pooglądać, chociażby nawet z daleka.
W autobusie było naprawdę przyjemnie, lecz wszystko się kiedyś kończy, dlatego musiałam wyjść na przeciw swojej szkoły i swojego przeznaczenia. Uch... Jakie ciarki mnie przeszły. Wzięłam się w garść, poprawiłam kaptur mojego długiego płaszczu, który zakrywał mi całą twarz i ruszyłam w stroję wymarzonej szkoły.
Chmurna Wieża była niezwykła. Wprawdzie dokładnie taka, jak ze zdjęć i Internetu, lecz w rzeczywistości zabiera dech w piersi. Ogromna, taka... zawijana. Cięgle stoi nieruchomo, ale doskonale wiem, że to tak naprawdę żywa istota posiadająca serce, korzenie, częściowo własną wolę. Zdecydowanie jest ona dla mnie najciekawszą szkołą ze wszystkich.
Jakoś bez trudu udało mi się znaleźć gabinet pani dyrektor (dziwne, prawda?). Wprawdzie zdziwiłam się, że nią wciąż jest Griffin, bo z tego, co się orientuję, ma swoje lata i to na stówę nie mało... Ale cóż poradzić? Wprawdzie nawet się cieszę, że mogłam ją poznać i nawet porozmawiać. Właśnie! Na pierwszy rzut oka wydawała się taka obojętna, nawet nie spojrzała na mnie odpowiadając "dzień dobry", ale gdy wspomniałam o liście, zaraz wszystko rzuciła i sprintem go przeczytała (aż mnie zatkało, ja czytałabym to dwa razy dłużej!). Kazała mi usiąść i nasza rozmowa przebiegała następująco:
- A masz na imię...? - jej wzrok był tak przenikliwy, że myślałam, iż już wszystko o mnie wie, nawet to, czego ja sama o sobie nie wiem. Czad!
- Karolina.
- I pochodzisz z Ziemi?
- Tak, a dokładniej to z Polski.
- Powiedz mi jeszcze, kiedy i w jakich okolicznościach odkryłaś swoją magiczną moc?
I tutaj byłam zmuszona opowiedzieć jej całą historię od początku. Oczywiście zaczęłam od tej drugiej klasy gimnazjum, gdy dziwnym trafem potrafiłam uspokoić płaczące dziecko, wszystkim dodawać odwagi i pewności siebie (nawet Kaśce, która jest nieśmiała, jak nie wiem co). Przez całą moją opowieść patrzyłam jej w oczy, co było po prostu... Ugh...! Z jednej strony był taki... nie do wytrzymania, przenikliwy, dociekliwy, surowy, ale z drugiej to po prostu nie dało się nie patrzeć. Nie wiem, co to było, ale z mojej perspektywy było to bardzo, ale to bardzo dziwne. Po skończeniu wstała i podała mi rękę mówiąc "Witamy w Chmurnej Wieży, Karolino. Cieszę się, że wybrałaś akuratnie naszą szkołę. Pamiętaj, aby być pewną siebie i swego, a wszytko będzie dobrze. Ale pragnę cię uprzedzić, że tutaj już nic nie jest takie, jak kiedyś, wiele rzeczy może wydać się co najmniej dziwne, więc jeżeli będziesz chciała zmienić szkołę, to nie będę cię zatrzymywać". Nie zrozumiałam tych słów, przynajmniej na początku.
Potem wytłumaczyła mi, co powinnam po kolei zrobić. Więc, zgodnie z jej wskazówkami, udałam się do auli. Aż mnie zatkało. Była taaaaaka wielka, dookoła piętrzyły się kolejne siedzenia, a nad głowami wszystkich studentek znajdował się balkon, gdzie zasiadali nauczyciele. Nieco niżej tego balkonu była ogromna plazma, jak w kinie! Ekstra musi się tutaj oglądać filmy, trzeba to przyznać.
Stanęłam za grupką dziewczyn, które mniej więcej wyglądały na mój wiek i najpewniej były tutaj pierwszy raz (wskazywały na to ich nieśmiałe miny i struchlałe pozy ciał). Nagle szum w całej auli ustał, a przed nami pojawiła się dyrektor Griffin. Dumna i pewna siebie poza wskazywały na jej wysokie stanowisko nie tylko w tej szkole, ale w całym Magix. Kazano nam się ustawić w rządku, więc tak zrobiłyśmy. Griffin wyczarowała przed sobą ogromną i grubą księgę, po czym kolejno podchodziła do każdej z dziewczyn i zadawała jej pytania, i kazała robić jakieś magiczne sztuczki. Aż serce mi zadrżało, gdy spostrzegłam, że jest przy mojej sąsiadce. W mgnieniu oka skończyła z nią i stanęła przede mną. Czułam jak robię się blada.
- Imię i nazwisko? - wzięłam głęboki wdech i przypomniałam sobie jej słowa w gabinecie, dlatego odpowiedziała pewna siebie i z dumą.
- Karolina Wilk - ona uśmiechnęła się!
- Jaką masz moc?
- Em... Ee... Nie wiem. - kurde, tylko ja jedna nie wiedziałam, jaką mam moc, to musiało być dla nich dziwne...
- Hm... Twoja aura jest niestabilna i... bardzo potężna - uch... aż przeszły mnie ciarki od tego jej tonu.
Przez chwilę jeszcze na mnie patrzyła podejrzanym wzorkiem, ale wreszcie przeszła na dziewczynę stojącą koło mnie. Trochę mnie zdziwiło, że ode mnie nie chciała żadnych pokazów magicznych, ale pewnie to dlatego, że nie wiedziałam, jaka jest moja moc.
Potem dni mijały spokojnie, trafiłam do klasy pierwszej "B", w mojej klasie znajdowały się wszystkie współlokatorki, z którymi "dzieliłam apartament". Każda z nas miała swój pokój i swoją łazienkę, ale salonik mamy wspólny. Szybko się zaaklimatyzowałam, nabrałam pewności siebie i z aktywnością brałam udział w zajęciach. Te trzy dziewczyny zagadały do mnie pierwsze. "Zakumplowałam" się z nimi, ale niesamowicie ciężko mi było im zaufać, wiadomo jak ze mną jest. Jednak z biegiem czasu wychodziło mi to coraz lepiej, wreszcie śmiało mogłam powiedzieć, że zostałyśmy przyjaciółkami, chwilę to trwało i musiałam wystawić je na kilka prób, jednak udało się.

Mija już miesiąc, odkąd tutaj przybyłam, a już czuję, że to jest to, czego od zawsze pragnęłam. Chociaż pomału chyba zaczynam rozumieć słowa Griffin. Tutaj legendy stały się rzeczywistością. Do naszej szkoły chodzą mitologiczne postacie. Oczywiście mają tylko tak na imiona, ale ich charaktery są zupełnie takie same. Na przykład jedna z moich trzech przyjaciółek to Atena. Jest bystra, mądra, ale także niezła z niej oszustka, jeśli chodzi o chłopaków. W mojej klasie jest także między innymi Zeus, który wywyższa się nad wszystkimi, bo jest dobrze zbudowany i "przystojny" dla innych dziewczyn. Oczywiście dla mnie nie, ale to formalności. No tak, samo stwierdzenie, że chodzą tutaj także chłopaki, to już jest wytłumaczenie tamtych słów. Dowiedziałam się, że chłopaki i dziewczyny mają osobno ceremonię otwarcia. Dziewczyny mają pierwsze, a zaraz na następny dzień mają chłopcy. Ten fakt bardzo mnie zadziwił, ale nawet lubię towarzystwo chłopaków. Wtedy jest zabawniej niżeli ze samymi dziewczynami. Chłopaki zawsze wymyślą coś niezłego.
Staram się jak mogę i cieszę się, że nikomu nie przeszkadza to, że jako jedyna jestem z Ziemi i chodzę tutaj do szkoły tylko ze względu na to, że dostałam stypendium. To wprost nie do wiary, że taka prosta dziewczyna jak ja, dostała się do takiej szkoły!
Jest dobrze, świetnie się bawię. Pozdrawiam i całuję.

Wasza czarownica-nowicjuszka,
Karolina.


Opisy pojawią się w następnych rozdziałach, a ci, co ich nie będą mieć, to znaczy, że spróbuję narysować xdd.




(c) ja, hehe

Zapraszam:
- moje opowiadanie - Zmierzch bogów
- mój blog - W zakamarkach mojej duszy
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~Victoria
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 11-02-2015 22:57
Hm, jestem niezbyt częstym gościem w 'opowiadaniach', Twoje jednak mnie jakoś zaciekawiło i postanowiłam przeczytać sobie ten rozdział, sam tytuł tematu zachęca do czytania jego =D.
Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Opowiadanie bardzo mnie zaciekawiło, miałaś świetny pomysł. Tekst szybko się czyta, ale szkoda, że dość krótko, bo z chęcią czytałabym dalej xd. Dobrze, że jest napisane poprawnie, bo przez to od razu chętniej patrzy się na to. Podoba mi się ten wątek z mitologicznymi postaciami, na pewno będzie ciekawie. Ogólnie - jak najbardziej pomysł mi pasuje, wszystko jest świetnie napisane. Z niecierpliwością czekam na dalszą część. Weny, Smocza ;3.


It's funny how things never change in this old town.

Edytowane przez Victoria dnia 11-02-2015 22:58
50268431 Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~Smoczy_Plomien
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 22-02-2015 19:45
Dzięki, dziewczyny, ale rozdziały nie będą aż tak długie, jak w moim pierwszym opowiadaniu, bo wiem, że mało osób lubi długie rozdziały, dlatego będą... takie średnie (jak dla mnie xdd). Prace z wyglądem będą miały tylko dziewczyny, bo chłopaków nie umiem xD, chyba że kiedyś naprawdę się przemogę, w co szczerze wątpię. Od razu mówię, że prace nie są nie wiadomo jak ładne. To tylko taki... głębszy zarys, w razie, gdyby coś nie udało mi się narysować, będzie opis tej rzeczy xd.

Wygląd bohaterki głównej - Karolina Wilk:

Ogólny wygląd
Opis rzeczy, które nie wyszły xdd



Rozdział 2: Czego od niej chcą?


Karolina posłusznie szła za jednym z chłopaków należących do rady uczniowskiej. Ich siedziba znajdowała się na samym szczycie Chmurnej Wieży, dlatego droga tam była bardzo długa, szło się po samych schodach.
Do pokoju wchodziło się przez potężne, karmazynowe drzwi. Na zewnątrz wieża jest okrągła, lecz ów pokój był w kształcie sześcianu foremnego. Na samym środku znajdowały się ławki, które były ułożone w kwadrat, ale jeden z jego boków stanowiło jedno dłuższe i wyższe biurko z napisem "przewodniczący". Biurko to było najlepsze ze wszystkich, gdyż posiadało szafki i szuflady, a inne nie.
Za biurkiem przewodniczącego znajdowała się tablica, taka jak w klasach, lecz biała i na flamastry - nie była przymocowana do ściany, lecz posiadała kółka, dlatego swobodnie było można ją przesuwać w każdym kierunku. Na przeciwległej ścianie od tablicy znajdowała się wielka plazma, pod nią dekoder i DVD; na przeciw drzwi dwie ściany posiadały okna, za tablicą na całą długość ściany były różne, większe szafki, a na pozostałych tablice korkowe. Prócz ławek dla członków samorządu pod oknami znajdowały się dwie i za drzwiami jedna. Były to specjalne ławki dla "sprawiających kłopoty". Przy sprawach mniejszej wagi to samorząd zajmował się wybrykami uczniów i przeważnie kończyło się to odsiadywaniem kary lub robieniu czegoś podobnego, ale w tym pokoju.
Właśnie dlatego Karolina szła do tego pokoju. Nie minęło jeszcze półtora miesiąca nauki, a ona już zdążyła podpaść. Trzecioklasista kazał jej usiąść na krześle pod oknem.
- Dobra, a teraz powiedz, co mu zrobiłaś?
- No... Uderzyłam go w brzuch. Ale on sam chciał! - dodała szybko.
- Jak to "sam chciał"?
- Jakiś trzecioklasista zaczął mówić o testach próbnych na samym początku szkoły, zaczął marudzić, więc podszedł do mnie i powiedział, abym uderzyła go z całej siły w brzuch. Dzięki temu nie będzie musiał w najbliższym czasie ich pisać. Ja na to, że nie, on że tak, aż w końcu na mnie wrzasnął. Uderzyłam go w brzuch, poleciał kilka kroków do tyłu i walnął głową w ścianę. Dobrze, że odskoczyłam, bo wymiotowałby na mnie. I to cała historia. A, i nie walnęłam go z całej siły.
- Tak czy siak nie powinnaś tego robić. Przez ciebie on jest u pielęgniarki, więc masz siedzieć tutaj do dwudziestej.
- No dobrze, przepraszam.
- Masz siedzieć cicho. Najlepiej to odrób jakieś zadania czy coś. No, a teraz przejdźmy do naszych spraw - zwrócił się do "ekipy". - Musimy omówić sprawę Shermanna z trzeciej klasy. Chłopak świetnie się uczył, a teraz to leci na samych pałach. Coś musiało się stać.
- Ale to dziwne, zawsze był taki pilny, najlepiej się uczył, wszyscy go chwalili i tak dalej. Każdy bez skrępowania mówił, że jest najlepszy i nigdy nie dorównają mu poziomem.
- No właśnie. Może znalazł jakieś nieodpowiednie towarzystwo?
- Przepraszam bardzo, ale co was obchodzą jego oceny? Przecież to jego sprawa jak się uczy i co chce osiągnąć w życiu - wtrąciła Karolina.
- Tak, ale taka nagła zmiana poziomu to nie jest coś normalnego. Shermann zawsze miał same piątki i szóstki, a teraz jego najwyższa ocena to dwa z plusem, z resztą tak jest od drugiej połowy drugiej klasy.
- Pewnie miał już tego dość.
- Co takiego? - zapytał chłopak, który ją przyprowadził, Michael.
- Pewnie miał już dość tego, że wszyscy mówią mu, że to on jest najlepszy - powtórzyła Karolina, lecz wywnioskowała po twarzach obecnych, że nie wiedzą, o co chodzi. - Założę się na bank, że skoro zawsze uczył się tak świetnie, to zyskał w klasie miano autorytetu i niedoścignionego wzorca. Na pewno wszyscy zawsze mu mówili, że jest najmądrzejszy, nikt nigdy nie będzie lepszy od niego i tak dalej. Jednak zawsze znajdzie się ktoś, kto nie będzie go lubił i gdy tylko dostawał jakąś troszeczkę niższą ocenę, albo nie był najlepszy, to zaraz mu dokuczano. To naprawdę rujnuje psychikę, więc ja mu się nie dziwię, że postanowił z tym skończyć.
- Hm... Ona ma rację. Wszystko zaczęło się, gdy Shermann dostał trójkę z w-fu. Wprawdzie to nigdy nie była jego mocna strona, ale zaczęli się go czepiać.
- No, i problem rozwiązany. A, i mam pytanie. Czy ktoś z was był w ogóle z nim porozmawiać? - spytała Karolina, po czym zapadła długa cisza. - Idioci. Rozpatrują czyjąś sprawę nawet nie rozmawiając z tą osobą. Co za debilizm.
- No, dobra... Więc skoro rozwiązaliśmy sprawę Shermanna, to pójdźmy dale...
- Ty jesteś przewodniczącym?
- Hm? Nie. W tym roku nie ma przewodniczącego, ponieważ zrobił sobie roczny urlop.
- Czyli nie przeszkadza ci to? - było to bardziej stwierdzenie niżeli pytanie.
- A dlaczego tak uważasz?
- Z twojego tonu to wnioskuję. Powiedziałeś to tak... zwyczajnie. Nie z oburzeniem czy złością, tylko tak normalnie. W dodatku na końcu twój ton lekko się obniżył, przez co wnioskuję, że byliście przyjaciółmi.
- Matko, prawdziwa pani wszechwiedząca - nie wypowiedział tego z ironią, lecz bardziej zachwytem i podziwem.
Karolina uśmiechnęła się.
- Doświadczenia...

Po odbyciu swojej kary, Karolina wyszła się przewietrzyć. Chodziła dookoła szkoły, czasem oddaliła się nieco dalej. Wiedziała, że jest już późno i nie chciała zgubić się o tej porze gdzieś w lesie, nawet jeżeli chwilę będzie jeszcze jasno.
Nagle coś zaszeleściło w krzakach. Zatrzymała się i spojrzała w tamtą stronę. Pomiędzy chwiejącymi się liśćmi ujrzała parę czerwonych ślepiów. Gwałtownie cofnęła się o dwa kroki do tyłu, gdy czerwone ślepia zaczęły stawać się coraz większe, a potem zza krzaków wyszła dziwna bestia. Była koloru zgniłozielonego, wysoka na około metr osiemdziesiąt. Posiadała długie szpony i zęby, na pewno ostre jak brzytwy. Karolina cofnęła się o kolejne dwa kroki, serce podeszło jej do gardła, strach dosłownie ją sparaliżował. Potwór zaczął węszyć. Ani razu nie spojrzał na Karolinę, jedynie po pewnym czasie zatrzymał się, a jego wzrok powędrował na nią. Wyprostował się gwałtownie, z jego gardła wydobył się ogromny ryk, poczym rzucił się na swoją ofiarę.
Karolina w samą porę odzyskała zdrowy rozsądek i zdążyła odskoczyć na bok - bestia nawet jej nie dotknęła, lecz za to jeszcze bardziej się zezłościła. Po raz kolejny zaczęła wąchać, szukała jej.
- On jest ślepy - powiedziała sama do siebie.
Jednak potworowi nie zajęło długo odszukanie swojej ofiary. W mgnieniu oka oprzytomniał i teraz znał dokładne jej położenie. Zaczął biegać dookoła niej w zastraszającym tempie. Nawet gdyby chciała, to nie zdążyłaby uciec z tego kręgu. Nagle bestia skoczyła ku niej. Atak była tak niespodziewany i gwałtowny, że Karolina nawet nie zorientowała się, kiedy została draśnięta w ramię jego długimi pazurami. Krzyknęła tylko cicho z bólu, a bestia w tym czasie odwróciła się i ponownie zmierzała w jej kierunku, już miała ją dopaść, już otwierała paszczę, aby ugryźć - już miała poczuć smak ciepłej krwi. Ale Karolina odwróciła się niespodziewanie.
- Ventus Clipeus*!
Wielka tarcza pojawiła się przed Karoliną, która z niewiarygodnie wielką mocą odepchnęła bestię daleko w las. Karolina nie znała tego zaklęcia. Odwróciła się i wypowiedziała go machinalnie, nawet z zamkniętymi oczami, zlęknięta, nie wiedziała, co robi.
Szybko wróciła do szkoły. Nikomu nie pisnęła nawet słówkiem. Wiedziała, że źle robi, ale jakoś nie mogła się do tego zmusić. Czuła, że coś ją przed tym blokuje.

Następnego dnia na ostatniej lekcji mieli biologię. Ich nauczyciel postanowił, że przejdą się trochę po lesie, aby pokazać młodzieży "świat przyrody" i jak rozsądnie wykorzystać go przeciw wrogowi. Lekcja pierwsza to tylko rozpoznanie w terenie, więc Karolina i jej trzy koleżanki - Atena, Erika i Cerali - szły na samym końcu, w lekkim odstępie od reszty.
- No, to opowiedz mi, co tam mówią na mój temat na tej Ziemi - powiedziała Atena.
- Nie, że mówią, ale twoje imię pojawiło się w mitologii greckiej. Są różne wersje. Niektóre, że bogini mądrości, inne, że walki w słusznej sprawie, jeszcze inne, że sprawiedliwości, a jeszcze inne, to że wszystkiego, co wymieniłam.
- Oo... To naprawdę ciekawe - zachwyciła się Cerali. - A o mnie coś jest?
- Przykro mi - uśmiechnęła się przepraszająco.
Nagle zaszeleściło coś w krzakach. Wszystkie cztery odwróciły się w tamtą stronę. Pomiędzy liśćmi pojawiły się czerwone ślepia. Karolina doskonale pamiętała, co zdarzyło się poprzedniego wieczora, więc cofnęła się dwa kroki, a wraz z nią jej towarzyszki. Dyskretnie przesunęła jedną nogę do tyłu, aby szybko zaatakować i uciec. Jednak serce zaczynało walić jej coraz szybciej, czuła jak strach pomału ją paraliżuje i jak modli się w myślach, aby tylko udało się jej i koleżankom uciec.
Wszystkie cztery były już blade, nawet delikatnie telepały się ze strachu.
Niespodziewanie zza krzaków coś wyskoczyło, lecz nie zaatakowało. Na początku rozległ się przeraźliwy, mrożący krew w żyłach ryk, ale potem zmieniał się on w śmiech. Dziewczyny odetchnęły z ulgą, ale od razu na ich twarzach wymalował się wyraz złości.
- Co ci odwaliło, ciołku?! - syknęła Atena, ledwo powstrzymując się od wybuchu złości.
Zeus tarzał się ze śmiechu po ziemi. Gdy wreszcie się uspokoił, stanął przed nimi i zaczął przedrzeźniać je.
- Matko, gdybyście widziały swoje miny! Byłyście blade jak kościotrupy! Myślałem, że zaraz popłaczecie się ze strachu.
Karolina podeszła do niego. Wprawdzie była niższa, ale ów fakt wykorzystała, aby pokazać swoją siłę. Złapała go za kołnierz i, mimo jego oporów, nachyliła go w swoją stronę bez większej trudności, groźnie spojrzała prosto w oczy.
- Ty się lepiej módl, abyś to ty się nie popłakał po moim ciosie - wysyczała mu gniewnie.
Zeus zląkł się jej groźby i z chęcią by odpuścił, lecz nie mogła pozwolić mu na to jego reputacja, z opresji wyciągnęli go jego koledzy, którzy zaczęli go wołać, aby się pospieszył. Odszedł.
- Wszystko w porządku? - zapytała Karolina dziewczyn, choć sama nie była pewna, czy z nią jest wszystko dobrze.
- Tak, ale trzeba będzie się jakoś na nim odegrać - myślała na głos Atena.
- Jeszcze się tym zajmiemy, ale teraz chodźmy - wtrąciła Erika.
- Mój telefon! - przypomniała sobie Cerali. - Przez przypadek wypuściłam go ze strachu.
- Wrócę po niego, poczekajcie na mnie - od razu odrzekła Karolina, musiała się jakoś odstresować.
Dziewczyny odwróciły się i patrzyły jak Karolina podchodzi w miejsce, gdzie Cerali stała. Od razu było widać czarną cegłę, która odróżniała się od wszystkiego tam. Jednak Karolina nie podniosła jej. Zanim podeszła, coś chwyciło ją za nogi i wciągnęło w krzaki, z których się wyłoniło, jak się potem okazało - głęboko w las. Dziewczyny bez zastanowienia zaczęły biec po śladach, lecz natychmiast było widać, że potwór jest o wiele bardziej szybszy od nich i lepiej porusza się pomiędzy gęstwiną drzew i krzewów.

- Gdzie ja jestem? - Karolina szybko wstała, gdy potwór puścił ją na niewielkiej polance.
To coś poruszało się w zastraszającym tempie, niczym gepard. Zanim zorientowała się, że coś ją złapało, była już na polance.
- To na pewno ona?
- Jestem przekonany na sto procent! Nie porwałbym byle jakiej dziewczyny. Pamiętam ją!
- Skoro tak, to pokażmy, na co nas stać!
Oba głosy mówiły z dziwnym, nieznanym jej akcentem, ledwo rozumiała, co mówią. Zza drzew wydobyły się dwie okropne głowy, a potem reszta ich ciał. Jeden był niski, miał około metr pięćdziesiąt wzrostu, chudy, lecz wyglądał na mocnego, był koloru szarego, z żółtymi oczami. Drugi wyglądał tam samo, jak ten z poprzedniego dnia.
Szli w jej stronę, gdy nagle jeden z nich mocno tupną w ziemię, a ta rozstąpiła się centralnie pomiędzy jej nogami. Ledwo udało jej się uciec i przeskoczyć na prawą stronę.
Nie mają co do mnie miłych zamiarów. Muszę się jakoś bronić!
- Ventus Arcus**! - w jej dłoni pojawił się biały łuk z niebieskimi zdobieniami, a na plecach kołczan z tuzinem strzał.
Karolina mocno naciągnęła cięciwę ze strzałą i wypuściła ją. Strzała nie przeleciała daleko, zamieniła się w ogromną falę powietrza, która zwaliła obydwu z nóg. Jej triumf nie trwał długo, gdyż szary potwór szybko stanął na nogi i wypuszczał z dłoni różowe kule. Karolina wyginała się jak mogła, aby ich uniknąć, lecz było ich zbyt dużo i wreszcie któryś musiał ją trafić. Poleciała parę metrów do tyłu i uderzyła w drzewo, w tym czasie jej zaklęcie znikło. Nie było czasu na odpoczynek, gdyż teraz do akcji przystąpił zielony potwór. Wypuszczał podłużne pociski, które po dotknięciu czegokolwiek zamieniały się w żrącą substancję. Pociski te nie były zbyt celne, a jeden trafił ziemi tuż przed Karoliną i nieco zniszczył jej buty.
Niespodziewanie ziemia zaczęła się trząść. Straciła równowagę i upadła. Ostatnie, co zobaczyła, to lecąca w jej stronę różowa kulka i coś przebiegającego jej przed oczami.

Ocknęła się niedługo później, gdyż straciła przytomność zaledwie na parę minut. Na końcu polany leżały te dwa potwory, całkowicie bez życia. Karolina patrzyła na nich z szeroko otwartymi oczami, nie mogła pojąć, co się tak naprawdę wydarzyło. Poczuła mocny, gwałtowny ucisk na szyi, który bez najmniejszego trudu podniósł ją do góry i przybił do drzewa. Spokojnie stała na całych stopach, lecz ucisk był mocny, ciężko się jej oddychało, nie było możliwości nawet krzyknąć.
Spojrzała przed siebie. Zobaczyła chłopaka, który wyglądał na nieco starszego od niej. Miał brązowe włosy, nie widziała jakiej długości, gdyż sięgały poza jej pole widzenia, które było ograniczone do minimum. Grzywka nieco spadała mu na oczy. Przejrzyste, piękne, szmaragdowe oczy, w których widziała inteligencję, lecz także grozę i niebezpieczeństwo. Na jego twarzy widziała końcówki dziwnych znamion, bardziej przypominające tatuaże, które zresztą wiły się także po jego rękach. Był niezwykle silny.
- Jakieś ostatnie słowa przed śmiercią? - zapytał zjadliwie i przyłożył jej coś srebrno-błękitnego pod gardło.
To moja ostatnia deska ratunku...
- Przyzywam cię. Transformacja!
Chłopak zdziwił się na te słowa. Nie przypuszczał, że ma do czynienia z czarodziejką. Przeraźliwie jasne światło sprawiło, że musiał odsunąć się na kilka kroków do tyłu. Jednak w tym czasie usłyszał z dala czyjeś wołanie, więc uciekł, aby nikt go nie zobaczył.
Karolina stanęła w swojej transformacji i tylko udało jej się zauważyć ruszające gałązki krzewów, za którymi zniknął ów chłopak. Dopiero teraz usłyszała, jak wołają ją po imieniu, więc szybko przemieniła się z powrotem w "dawną siebie". Zaledwie parę sekund później zza gęstych drzew wyłoniły się trzy postacie. Oczywiście były to jej koleżanki, bo któżby inny?
- Karolina! - rzuciła jej się na szyję Cerali. - Nic ci nie jest?
- Co? Nie, nic mi nie jest - uśmiechnęła się blado.
- Ale co to było? - wtrąciła Erika.
- Jakaś pułapka, ktoś musiał nastawić na zwierzynę - odpowiedziała Karolina zaraz po tym, gdy odwróciła się, by sprawdzić czy ciała demonów wciąż tam są. Nie było ich.
- Pułapka? - zdziwiła się Cerali. - Musiała być bardzo długa, że zaciągnęła cię aż tutaj!
- Ta... Bardzo długa... - przytaknęła Karolina.
- Dobra, dziewczyny, zostawcie ją. Lepiej zabierzmy ją do Chmurnej Wieży, tam odpocznie, zrelaksuje się w kąpieli i opatrzy sobie te drobne rany. Nie zapominajcie, że jutro mamy klasówkę z ataków czarnej magii i obrony przed białą magią.
- No, tak. Atena jak zwykle o wszystkim poinformowana. Przepraszam bardzo, ale dlaczego ja o tym nic nie wiem? - zezłościła się nieco Erika, a potem wszystkie udały się w stronę szkoły.
Coś czuję, że to nie koniec.

____________
* Ventus Clipeus - tarcza wiatru (łacina)
** Ventus Arcus - łuk wiatru (łacina)

Transformacja Karoliny:

Klik




(c) ja, hehe

Zapraszam:
- moje opowiadanie - Zmierzch bogów
- mój blog - W zakamarkach mojej duszy

Edytowane przez Smoczy_Plomien dnia 28-02-2015 19:00
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~Crazy Princess
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 27-02-2015 17:46
Szefowa zleciła mi napisanie opinii? Masz o mnie tak wysokie mniemanie xd? Czuję się zaszczycona tym faktem. Nie ważne. Miałam przecież komentować. (Proszę nie zwracaj uwagi na chaos mojej wypowiedzi, ponieważ nie umiem inaczej). Oczywiście, że najbardziej mi się spodobała Atena i Karolina (która kogoś mi przypomina, tylko nie wiem kogo). Zresztą ciekawie to wymyślone + za to, że ta trafiła do Chmurnej Wieży xd. Trochę ominęłam opisów (wybacz), bo nie lubię szczegółów tła itd. w opowiadaniach. Zeus~ Jak ja kocham to imię xD. Trochę mało było o innych przyjaciółkach, więc trochę się nie kapnęłam jakie mają charakterki. To przewodniczący mogą mieć urlop xD? Czy to trochę nieodpowiedzialne nie jest? "Proszę walnij mnie w brzuch." Hahaha xD. Jednak nie powinna tak mocno go bić xd.
Czuła, że coś ją przed tym blokuje.

A może ktoś xd?
Ciekawe co oni chcieli z nią zrobić... Aż strach pomyśleć, bo chyba nie chcieli zaprosić jej na herbatę. Świetnie wszystko i wszystkich opisujesz!
Przejrzyste, piękne, szmaragdowe oczy, w których widziała inteligencję, lecz także grozę i niebezpieczeństwo.

Lepiej bym tego nie wymyśliła.
Czekam na ciąg dalszy niegrzeczny . Możesz zaalarmować jak chcesz.


All I ever wanted was the world.


I'm like porcelain
Credit dla Arii za av :3
Moja grafa/// Strażniczki Ziemi (OP) /// Winxowe AMV /// Wattpad

Edytowane przez Smoczy_Plomien dnia 28-02-2015 19:01
52292437 http://crazyxreversium.blogspot.com/ Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~Smoczy_Plomien
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 23-03-2015 22:48
Crazy:

Oczywiście, że najbardziej mi się spodobała Atena i Karolina (która kogoś mi przypomina, tylko nie wiem kogo).

Tak skromnie powiem, że też mam na imię Karolina xdd. Ostatnio bardzo, ale to bardzo polubiłam swoje imię i mam bzika na jego punkcie xD. A, i nie od gapiłam Ateny od Ciebie, w żadnym bądź razie!
Karolina jest tutaj stworzona na podstawie "mojego idealnego typu kobiety".

Trochę mało było o innych przyjaciółkach, więc trochę się nie kapnęłam jakie mają charakterki.

Cóż, bo tutaj mi nie chodziło o to, że ma być to typowy Winx Klub, nie. Tutaj główną i najważniejszą bohaterką jest Karolina, nikt więcej. Nie będzie zbytnio dużo akcji i rozwiniętych wątków z resztą dziewcząt, chyba że ktoś bardzo będzie chciał i mnie poprosi :].

To przewodniczący mogą mieć urlop xD? Czy to trochę nieodpowiedzialne nie jest?

To Chmurna Wieża, w niej wszystko jest możliwe xdd.

Gwiazda:

ONA MA TRANSFORMACJĘ?! Przecież jest czarownicą, to niby skąd miałaby ją mieć?!

Oto chodzi, że jest inna. W kolejnych rozdziałach będzie to tak mniej więcej wyjaśnione, ale prawdziwy powód tego wystąpi dopiero w trzecim "sezonie".


Ogólnie to mogę powiedzieć, że to opowiadanie to jedna, wielka tajemnica i zagadka xdd.


Rozdział 3: Przypadkowo się tam znalazła!


Karolina biegła najszybciej jak potrafiła, byleby dobiec jak najszybciej do szkoły, jednak wiedziała, że przed nią jeszcze długa droga, a ona na pewno aż tyle nie wytrzyma z pełnym sprintem. Za nią biegł jeden z tych potworów. Nie był aż tak szybki, lecz musiała biec z całych sił, aby jej nie dogonił.
Czuła, jak pomału energia jej się kończy, nie potrafiła już równomiernie oddychać. Albo za chwilę padnie ze zmęczenia, albo złapie ją kolka, a potem kaput. I tak nie wiedziała, że potrafi aż tyle biec. Biegła z samego krańca Magix aż do lasu, gdzie droga naprawdę nie jest krótka. Miała jechać autobusem, ale został odwołany, więc nie pozostało jej nic innego jak pójść pieszo, jeżeli chciała zdążyć na kolację. Gdy budynki stały coraz rzadziej, zaatakował ją ten potwór, więc biegła jak oszalała, a on nie przestawał. Nie mogła wrócić do Magix, bo on za torował jej drogę. W dodatku niezbyt jeszcze orientowała się w tym nowym świecie.
Cholera, nie wytrzymam dłużej, muszę się jakoś go pozbyć!
Karolina skręciła w jakąś boczną dróżkę. Chwilę potem zorientowała się, że dobiegła do jeziora Roccaluce. Zdyszana zatrzymała się przed samą wodą, lecz nie trwało to długo, skręciła gwałtownie w lewo i biegła dalej.
Piaszczysta plaża zaczęła zamieniać się w plażę kamienistą, nawet z wody wynurzały się ogromne kamienie. Karolina wykorzystała sytuację i zaczęła po nich skakać - dokładnie uważając, aby się nie poślizgnąć.
Potwór nie ruszył za nią. Chodził dookoła brzegu i pilnie jej pilnował, jakby bał się wejść do wody. Karolina odetchnęła z ulgą. Oparła się o jeden z kamieni.
- Co to, do diabła, ma być?! - walnęła ręką w kamień.
Niespodziewanie poczuła jak leci do tyłu. Wpadła w lekką panikę, zaczęła piszczeć i machać rękami. Myślała, że zaraz poczuje uderzenie z wodą, lecz walnęła w coś o wiele twardszego, a potem zjeżdżała po tym jak na ślizgawce. Próbowała jakoś się zatrzymać, lecz ściany były zbyt gładkie, aby zahaczyć o coś lub zwolnić.
Zjeżdżanie skończyło się z chwilą, gdy po raz kolejny spadła na coś twardego. Rozejrzała się dookoła. Znajdowała się w dziwnym pomieszczeniu. Było ono wydrążone w kamieniu, ale raczej było to mieszkanie niżeli wielka, tajemnicza jaskinia. Przed nią był kominek, w którym palił się ogień. Po swojej lewej stronie zauważyła dwa fotele, pomiędzy nimi szklany stoliczek, a naprzeciw foteli czarna sofa. Na ścianach wisiało wiele półek z książkami, jakimiś ozdóbkami i zdjęciami. Naprzeciw foteli i stolika stała ogromnych rozmiarów plazma znajdująca się na dużej szafie, a obok niej znajdowało się wejście do innego pokoju, lecz było ono przysłonięte jedynie materiałem.
Karolina wstała, otrzepała się z kurzu i rozmasowała obolałe, tylne części ciała po nieprzyjemnych zetknięciach z płaszczyznami. Machinalnie podeszła do kominka, nad którym stało wiele zdjęć. Przedstawiały one zwykłych ludzi, lecz nikogo nie rozpoznawała.
Jej uszy wyłapały odgłos czyjś kroków. Szybko skoczyła za szafę, tak, że wchodzący do tego pokoju nie mógł jej zobaczyć, przynajmniej na początku.
Nie myliła się. Już po paru sekundach do pomieszczenia wszedł chłopak. Przykucnął przy kominku i dołożył drewna do ognia. Karolina nie wiedziała, co ma robić. Przecież, gdy tylko się odwróci, to zobaczy ją, tego na pewno nie uniknie. I co potem?
Chłopak odwrócił się na chwilę bokiem do kominka, a Karolina mogła przyjrzeć się jego twarzy. To był ten sam chłopak, którego widziała zeszłego tygodnia, który chciał ją zabić. Miał na sobie białą, cienką koszulę, która wszystko przebijała. Zauważyła, że także na całym torsie miał te dziwne tatuaże, a włosy były dłuższe od jej włosów, proste i ciemnobrązowe. Wyglądały na bardzo dobrze zadbane. Karolina poczuła zazdrość, że ciężko okiełznać jej swoje włosy, a on ma jeszcze dłuższe i wyglądają o wiele lepiej od jej.
Niech go szlag!
- Długo masz zamiar jeszcze tam siedzieć? - spytał spokojnie nawet nie patrząc w jej kierunku, odwrócony do niej plecami. Karolinie serce podskoczyło do gardła. Zauważył ją. Czyli raczej nie będzie już żadnego "potem". Westchnęła, próbowała dojść do siebie i nieśmiało wyszła zza szafy.
Mimo że serce waliło jej jak szalone, czuła szybszy puls i nawet zaczynała się trząść, to przybrała odważny wyraz twarzy, głowę dumnie uniosła ku kurze.
- Co tutaj robisz? - zapytał przerywając ciszę.
- Trafiłam tutaj przypadkowo - o dziwo stwierdziła, że głos jej się nie załamał.
- Przypadkowo? Nie wierzę w przypadki. To takie dziecinne słowo. Żałosne i nic nie znaczące.
- Czyli uważasz, że specjalnie wdarłam się do kryjówki jakiegoś gościa, który chciał mnie zabić zaledwie tydzień temu? Taa... Z deszczu pod rynnę.
Parsknął śmiechem.
- Że też masz czelność pyskować będąc w moim domu, gdzie nikt cię nie zapraszał - czuła, że te słowa były wypowiedziane z uśmiechem na twarzy, to wcale nie zabrzmiały przyjaźnie.
- Ja po prostu mam swoją dumę i nie pozwolę, aby ktoś bezkarnie mi ją obrażał.
- Ale zawzięła - syknął do siebie, po czym odwrócił się do niej i spojrzał w jej błękitne oczy. - Ale dobrze, że tu jesteś. Muszę z tobą porozmawiać.
- Myślę, że nie mamy o czym rozmawiać - odpowiedziała stanowczo.
Chłopak podszedł do niej na tyle blisko, że widziała w jego oczach błysk zniecierpliwienia, cofnęła się krok do tyłu.
- A ja uważam, że mamy bardzo dużo tematów, o których możemy porozmawiać - syknął.
Karolina przełknęła ślinę. Starała się ukryć swój strach, lecz jej oczy zdradzały śmiertelne przerażenie. Chłopak zauważył to i uśmiechnął się lekko z satysfakcją.
- Po moim trupie - wychrypiała.
Chłopak jeszcze bardziej się uśmiechnął. Nie spodziewał się, że ta dziewczyna będzie taka odważna i uparta. Zakodował to w swoim umyśle, bo czuł, że może to mu się przydać.
Podszedł do niej, złapał za podbródek i zmusił, aby spojrzała w jego oczy (czego chciała uniknąć, aby nie pokazać, że jeszcze bardziej się boi).
- A co powiesz, jeżeli zwiążę cię łańcuchami, zaknebluję i wrzucę do Roccaluce, abyś poleciała na samo dno i tam udusiła się? - powiedział to z małym rozbawieniem, więc Karolina wiedziała, że on nie żartuje, wręcz przeciwnie - zrobi to z wielką przyjemnością.
- Hm... Może jednak zgodzę się na tą rozmowę.
- Tak myślałem, że przemówię ci do rozsądku - puścił jej podbródek i odszedł parę kroków.
Zapadła chwila niezręcznego milczenia. Chłopak wyglądał, jakby zastanawiał się, od czego zacząć. Wreszcie przerwał tą ciszę.
- Powiedz mi, co ty takiego w sobie masz, że te demony szaleją na twoim punkcie? - najwyraźniej postanowił nie owijać w bawełnę.
Karolina szeroko otworzyła oczy na to pytanie. W życiu nie spodziewała się czegoś takiego usłyszeć.
- Yy... Słucham? - zmarszczyła brwi.
- Nie rozumiesz. Wytłumaczę ci to tak. Już chwilę bawię się z tymi demonami i doskonale znam ich zachowanie i przyzwyczajenia. Nigdy nie atakują ludzi, jeżeli nie są sami, nigdy nie pokazują się w dzień i nie zbliżają się do jakiejkolwiek cywilizacji bliżej niż na dwa kilometry. A jednak odkąd się pojawiłaś, to wszystkie te zasady zaczęli łamać. Ryzykują zauważeniem, żeby tylko cię dopaść, podchodzą do ludzkich zbiorowisk bliżej, nawet niż ja. Są gotowe oddać życie, aby tylko cię zabić.
- Mnie? - pisnęła z rozpaczy i usiadła na fotelu. Nie była wstanie ustać na własnych nogach. - Dlaczego?
- Właśnie próbuję się tego od ciebie dowiedzieć, ale widzę, że sama nie wiesz, więc nasza dalsza rozmowa na ten temat nie ma sensu - odpowiedział oschle.
- Mogę już iść do szkoły? - spytała dochodząc do siebie.
- Oczywiście, odprowadzę cię do wyjścia.



Nikt nie komentuje, jestem kompletnym beztalenciem wstyd.


Rozdział 4: Jest wybawicielem czy utrapieniem?


Leżałam na ziemi. Na puszystym śniegu. Miałam na sobie jedynie delikatną, zwiewną sukieneczkę i rozpuszczone włosy, którymi delikatnie ruszał wiatr. Nie było zimno, choć także śnieg delikatnie prószył. Była to niewielka polanka, zewsząd otaczały mnie drzewa, z każdej strony w odległości około dwunastu metrów. Jedyna ścieżka znajdowała się po mojej prawej stronie, na niewielkim wzniesieniu. Ktoś tam stał. Mężczyzna z długą peleryną zwiewającą i falującą na wietrze, wyglądał na dumnego i pewnego siebie. Za nim stał inny. Ten nie miał peleryny, lecz z dala wyglądał na groźnego i o potężnej, dobrze zbudowanej sylwetce. Mężczyzna stojący bliżej mnie podszedł i zarzucił na mnie ową białą pelerynę, całkowicie mnie nią zasłaniając, jedynie pozostawiając twarz na wierzchu. Klęczał przy mnie.
Jeszcze raz spojrzałam na tego stojącego dalej ode mnie. Zwiesił głowę, odwrócił się do mnie plecami i odszedł leniwym krokiem. Jednak wyczuwałam, że właściciel peleryny uśmiecha się do mnie szeroko. Poczułam dziwny ból, gdy zdałam sobie sprawę, że już nigdy nie ujrzę tego, który odszedł.


Wtedy wszystko zniknęło. Karolina nagle otworzyła oczy i, nie wiedząc dlaczego, na jej czole pojawiły się krople potu. Przecież nie miała koszmaru, w tym śnie nie było nic strasznego, co mogłoby wywołać u niej taką reakcję.
Usiadła na łóżku, przetarła dłonią oczy i włosy, po czym ziewnęła.
- Przynajmniej coś nowego, a nie wciąż ten sam sen - powiedziała do siebie.
Leniwie zwlokła się z łóżka i poszła do łazienki, aby się umyć i ubrać. Śniadanie jest za godzinę. Ma wystarczająco dużo czasu.
Mimo już ponad miesięcznego pobytu w tej szkole, wciąż nie mogła przyzwyczaić się do luksusów, jakie ją otaczały. Ekskluzywna łazienka, gdzie miała dosłownie wszystko, ciemnoniebieski pokój wyposażony w dwuosobowe łóżko nakryte niebieską narzutą ozdobioną złotymi nićmi, ogromna szafa na ciuchy, biurko, gdzie mogła spokojnie odrabiać lekcje i się uczyć, a także drogi laptop, o jakim nigdy w życiu nawet nie śmiała marzyć. A jednak dzięki jej zdolnościom magicznym i dobrych wynikach w nauce, dostała to wszystko za darmo i jeszcze co miesiąc dostaje pieniądze. W duchu modliła się, aby to nie był tylko kolejny jej piękny sen lub wybryk wyobraźni.
Śniadanie było punktualnie o godzinie siódmej trzydzieści, kiedy weszła na salę czekały tam na nią już jej współlokatorki.
- Dlaczego na mnie nie poczekałyście? - spytała przysiadając się.
- Nie chciałyśmy cię budzić. Wczoraj wróciłaś trochę wstrząśnięta, więc postanowiłyśmy, że damy ci odpocząć, a jeżeli nie zdążysz na śniadanie, to coś ci weźmiemy.
- To bardzo miłe z waszej strony, ale ja wstałam dzisiaj wcześnie - uśmiechnęła się życzliwie.
- Właśnie, a co się stało, że wczoraj wróciłaś tak późno i w dodatku taka wstrząśnięta? - zaczęła temat Erika.
- Odwołali mi autobus, więc musiał iść z samego Magix aż do szkoły. Jeszcze dobrze nie znam tych wszystkich dróg, więc przez przypadek trafiłam na jezioro Roccaluce, trochę zmarzłam i zaczęła mnie boleć głowa, dlatego byłam taka wstrząśnięta - tłumaczyła się szybko i zwinnie, aby jak najszybciej zakończyć temat.
- Co teraz mamy? - zapytała nagle Atena.
- Wychowanie fizyczne - odpowiedziała szybko Cerali.
- Nie cierpię tego. W ogóle co to za beznadziejny pomysł, aby na sam początek dnia dawać trzy lekcje w-fu? Będę spocona, śmierdząca i nie będzie czasu na odświeżenie się - marudziła Atena.
- Ja tam lubię w-f, nie ważne o jakiej porze. Mogę się wtedy zrelaksować i nie myśleć o całej tej nauce - powiedziała uśmiechnięta Karolina.
- Dziewczyno, ty nic nie robisz tylko się uczysz! - naskoczyła na nią Erika.
- Oj tam, oj tam - wypowiedziała tylko.

- Więc klasa pierwsza "B", tak? - było to bardziej stwierdzenie niżeli pytanie ze strony nauczyciela w-fu, pana Thomasa. - W związku z tym, że jest już zimno, to nasza ostatnia lekcja na zewnątrz. Ech... Dzisiaj nie chce mi się prowadzić żadnych zajęć, więc przez trzy lekcja macie maszerować po lecie, a niech tylko zobaczę kogoś w pobliżu, to zaraz dostanie pałę jak nic!
- Jak zwykle mu się nie chce - syknęła Erika. - Co za beznadzieja!
Reszta dziewczyn zaśmiała się i poszły na spacer, jak wszyscy, tylko w przeciwnym kierunku. Karolina próbowała ukryć swoje zdenerwowanie, w szczególności po tym, co wczoraj powiedział jej ten chłopak, lecz niezbyt jej to wychodziło.
- Karolina, wszystko w porządku? - spytała Atena, która jako pierwsza zauważyła dziwne zachowanie koleżanki.
- Co? A takr30; Nic mi nie jest, tylko trochę się źle czuję.
- To może chcesz wrócić? Skoro się źle czujesz, to nie możesz udawać, że nic ci nie jest. Odprowadzimy cię, chodź.
- Nie! - zaprotestowała, a one spojrzały na nią oszołomione. - Nie, pójdę sama. Nie chcę, aby pan Thomas wstawił wam pały z mojego powodu.
Dziewczyny uśmiechnęły się do niej życzliwie i patrzyły jak Karolina zawraca i znika im z oczu za zakrętem.
- Nie mogę wrócić do pana Thomasa. Przecież od razu pozna, że blefuję. Najrozsądniej będzie, jeżeli pójdę w przeciwnym kierunku od dziewczyn, abyśmy się nie spotkały.
Karolina szła ze spuszczoną głową. Musiała wszystko jeszcze raz na spokojnie przemyśleć i zastanowić się, czego te demony mogą od niej chcieć. Nie zauważając zboczyła z głównej drogi, pochłonięta swoimi myślami zupełnie zapomniała o bożym świecie. Szła przed siebie i coraz bardziej upewniała się w myśli, że nie ma niczego, czego te demony mogłyby od niej chcieć.
No, prócz jej życia.
Niespodziewanie po jej ciele przeszedł dziwny, ostrzegawczy dreszcz. Ocknęła się i spojrzała dookoła, nie poznawała tego miejsca. Jakieś dziesięć metrów przed nią otwierała się polanka, a za nią była kamienna ściana. Spuściła ramiona z rezygnacją.
- Chryste, znowu? Dlaczego ja zawsze muszę się gdzieś zgubić?! - już miała zawracać, gdy coś boleśnie uderzyło ją od tyłu.
Siła uderzenia była tak wielka, że Karolina zetknęła się z ziemią pod samą kamienną ścianą. Na jej twarzy pojawił się grymas bólu, ale starała się go zignorować - co wcale nie było łatwe. Wstała, lekko się chwiejąc, i dopiero wtedy ujrzała swego przeciwnika.
Cholera, kolejny - pomyślała.
Ogromnych rozmiarów bestia przypominająca wilka. Na pewno nie był to zwykły wilk. W tych lasach one nie żyły, a ten był jeszcze większy, miał świecące oczy niczym latarki, a na czarnym futrze zielone i różowe plamy. Chodził to w prawo, to w lewo nie spuszczając jej z oczu. Pokazał swoje ostre i białe zęby, które wyglądały nadzwyczaj groźnie.
Niespodziewanie z lasu wyszedł kolejny. Miał kolor granatowy, a po jego ciele wiły się dziwne linki, które wyglądały jak żyły. W dodatku dziwnie pulsowały i czasami jej oko wyłapywało drobne iskierki. Zadrżała, gdy pomiędzy jego palcami u rąk przepłynął prąd. Od razu jakiś głosik w głowie zaalarmował ją, że ten granatowy jest o wiele bardziej niebezpieczny niż zmutowany wilk.
Przez chwilę mierzyli ją wzrokiem, jakby chcieli samymi spojrzeniami ocenić jej poziom siły i umiejętności. Czy im się udało? Tego Karolina nie wiedziała, a z ich wyrazów twarzy nic nie wyczytała - o ile oczywiście zmieniają swoje mimiki. Przełknęła ślinę i czekała na dalszy ciąg zdarzeń.
Wreszcie, na dany znak przez granatowego, wilk zacharczał i ruszył na nią. Karolina przygryzła dolną wargę i czekała na odpowiedni moment. Już czuła trzęsienie ziemi wywołane uderzeniami jego stóp o podłoże. Jeszcze chwila, jeszcze chwila, mówiła sobie w myślach. Już słyszała ciężki oddech bestii.
Teraz!
Karolina szybko się odwróciła, skoczyła na kamienną ścianę i robiąc salto przeleciała nad wilkiem, który z takim impetem uderzył w kamienną ścianę, że było na niej kilka pęknięć. Wilk padł, a Karolina uśmiechnęła się z satysfakcją.
Jej radość nie trwała długo, gdyż poczuła jak po całym jej ciele przechodzi prąd. Nie był silny, lecz znacząco dał się jej we znaki. Reszcie odwróciła się i ujrzała jak granatowy potwór klęczy i jedną rękę trzyma na ziemi. Spojrzała na nogi i wtedy znała sobie sprawę, że stała w miejscu, którędy prowadziła mała drużka śliny wilka. Najwidoczniej potwór potrafił myśleć logicznie i to wykorzystał.
Karolina wzięła stamtąd stopę i odwróciła się w stronę elektrycznej bestii. Ten jednak nie zaprzestał na jednym ataku i wyciągnąwszy w jej stronę rękę, wyczarował elektryczny laser. Karolina skazała z miejsca na miejsce, aby tylko uniknąć z nim styczności, lecz w końcu nie dała rady i wyczarowała tarczę. Jednakże czuła jak laser napiera na nią, a na tarczy pojawiają się pęknięcia. Wietrzna osłona zniknęła, zamieniła się w miliony małych kawałeczków, które szybko zniknęły. Gdyby nie jej refleks, to zostałby przecięta na pół, ale udało jej się w ostatnim paść na ziemię.
- Przyzywam cię. Transformacja! - Karolina wysoko uniosła rękę.
W lśniącym stroju stanęła przed nim. Potwór ani na chwilę nie dał się zbić z tropu i tylko szybciej zaczął machać laserem.
- Ventus Arcus! - krzyknęła po paru unikach.
Niczym błyskawica sięgnęła po strzałę do kołczanu i w mgnieniu oka wystrzeliła się w stronę lasera. Na skutek tego powstał mały wybuch, który nieco wytrącił ją z równowagi. Niespodziewanie ktoś się na nią rzucił wytrącając łuk z ręki przygwoździł do ziemi. Głośne warknięcie ze znaczącą siłą dotarło do jej uszu. Rozumiejąc powagę sytuacji szybko uwolniła nogi, położyła je na klatce piersiowej wilka i z całej siły odepchnęła do tyłu.
Na jej czole pojawiły się krople potu, głośno oddychała ze zmęczenia. Była cała poobijana i obolała. Patrzyła jak dwa potwory stoją koło siebie i uśmiechają się ze satysfakcją, że to już jej koniec. Jednak gotowa do dalszej walki przybrała pozycję gotowości, a wilk widząc to ruszył na nią. Karolina spodziewała się, że ta sama sztuczka tym razem nie wystarczy, więc schyliła się, aby przeskoczył nad nią. Lecz on zwolniwszy tępa z zamachem uderzył dziewczynę.
- Aa! - Karolina upadła na ziemię. Nie była w stanie już dłużej walczyć z tymi demonami. Byli po prostu dla niej zbyt silni, albo to z nią było coś nie tak... Jednak nie chciała się poddawać, gdyż nie leżało to w jej naturze. Podniosła już jedno kolano do góry, gdy dalszą drogę zagroził jej srebrny kij. Spojrzała na górę.
- Wiedziałem, że będą z tobą same problemy - powiedział oschle znany jej chłopak.
Potem srebrny kij, który tak naprawdę był częścią błękitno-srebrnej włóczni, zawirował w jego dłoniach przy okazji wytwarzając falę energii.
Zafascynowało ją jego ubranie. Było ono podobnie nieco do dziwnej zbroi zrobionej z grubego, sztywnego materiału o kolorze metalicznym z połyskiem oraz różnymi dodatkami.
Demony stojące na przeciwko niego odleciały parę metrów w tył, lecz szybko się podniosły. Chłopak wyciągnął ostrze w ich stronę, po czym jak burza rzucił się na nich, niczym wygłodniała bestia na swe ofiary. W zastraszającym tempie przeciął ich na pół. Wilk zmienił się w miliardy kawałeczków, a granatowy potwór padł i zdążył coś jeszcze powiedzieć.
Chłopak oparł ostrze na ramieniu i podszedł do Karoliny.
- Nic ci nie jest? - zapytał bez najmniejszej troski.
Karolina tylko prychnęła oburzona i podniosła się z powrotem zmieniając się. Oczywiście jej wzrok automatycznie powędrował na twarz chłopaka, a raczej na jego czoło. Ledwo udało jej się ukryć uśmiech rozbawienia. Raczej nie wolała mówić temu chłopakowi, że przez cały wczorajszy wieczór śmiała się z niego w swoim pokoju. Śmiała się z jego rogów. Jej wybawiciel miał długie, delikatnie zakrzywione rogi odchodzące od czoła. Na ten widok przypomniał jej się Hellboy, więc nie znając jego imienia mówiła na niego "Pan Hellboy".
Niespodziewanie coś poruszyło się w krzakach. Karolina odwróciła się, ale w tym samym momencie przestała wyczuwać obecność Pana Hellboy'a. Przez to zorientowała się, że to na pewno nie jest żaden z tych okropnych potworów.
- Karolina? Co ty tutaj robisz? Słyszałem krzyki - okazało się, że był to chłopak z jej klasy.
- Em... - próbowała coś wymyślić, lecz jej myśli cały czas wracały do demonów i Pana Hellboy'a, więc nie mogła skoncentrować się na wymyśleniu dobrej wymówki. - Napadła mnie... wielka małpa! Pewnie uciekła z jakiegoś zoo, a ja wzięłam ze sobą banana ze śniadania. Na szczęście wpadłam na to, aby go wyrzucić. Gdy tylko go wzięła, to uciekła, ale już zawiadomiłam odpowiednie służby - uśmiechnęła się słodko.
- Aha, to dobrze - odpowiedział chłopak zmieszany. - Chyba.
Karolina odetchnęła z ulgą, gdy chłopak zniknął jej z oczu. Znów poczuła za sobą obecność chłopaka.
- Małpa? Naprawdę te demony skojarzyły ci się z małpą?
- Prawdę powiedziawszy to miałam na myśli bardziej ciebie, ale możesz sobie wmawiać, co tylko chcesz - rozpromieniła się, choć tak naprawdę była zażenowana. Zawsze potrafiła wymyślić świetne wymówki bez jęknięcia się i to takie, w które łatwo uwierzyć, ale teraz po prostu nie dała rady.
Pan Hellboy prychnął na te śmiałe słowa z jej strony. Nikt o zdrowym rozsądku nie powiedziałby mu czegoś takiego i to prosto w oczy. Równało się to z kopaniem sobie grobu. Po chwili namysłu stwierdził, że ona naprawdę jest stuknięta.
- O matko, która to już godzina! - ocknęła się nagle. - Przecież już w-f się kończy! Muszę wracać!
Po czym zniknęła w zaroślach.
Naprawdę zakręcona - uśmiechnął się pod nosem i sam odszedł.




(c) ja, hehe

Zapraszam:
- moje opowiadanie - Zmierzch bogów
- mój blog - W zakamarkach mojej duszy
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~WinxMelodia
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 23-04-2015 13:15
Świetne rozdziały :).
Dopiero co tu trafiłam, ale czytałam już kiedyś Twoje opowiadanie, które było świetne i sądzę, że masz do tego smykałkę. Twoje opowiadania czyta się bardzo lekko i czasami ze zdziwieniem, jak Ty możesz mieć taką wyobraźnię. Zgadzam się z Gwiazdą, że akcja z małpą była najlepsza :). Śmiałam się jak głupi do sera. Dziwne wymówki ludzie znajdują XD. Narracja mi się bardzo podoba, tak jak cały tekst. Życzę weny i czekam na kolejne rozdziały :).


To jest historia bez końca
zaczęło się bajką i się nie zakończy

OPOWIADANIE | GRAFIKA

Edytowane przez Victoria dnia 23-04-2015 13:34
Katie Verminuez Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~Smoczy_Plomien
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 23-04-2015 16:34
Hahaha, dzięki za komentarze. Zupełnie nie wiem, co odwaliło mi z tą małpą, serio. Jakaś tragedia xdd.
Mówicie i macie xD.

Rozdział 5: Przypadki nie istnieją



- Witam was, moi drodzy. Dzisiaj porozmawiamy o starych legendach i mitach Karnacji. Cóż, może przytoczysz nam jakiś tytuł, Ateno. W końcu jesteś następczynią tronu, powinnaś znać historię swojego królestwa - mówiła pani od historii.
- Tak, proszę pani. Hm... Zawsze bardzo lubiłam słuchać legendy, a zarazem przepowiedni o Ognistym Samuraju.
"Ognisty Samuraj", brzmi zachęcająco - uśmiechnęła się pod nosem Karolina.
- No tak. Ta legenda należy do najbardziej znanych i lubianych. W szczególności dzieci uwielbiają jej słuchać, lecz także dorośli to robią - profesor podeszła do biurka i zaczęła przewracać strony swojej wielgachnej księgi, po paru stronach sama zaczęła się przekartkowywać aż wreszcie się zatrzymała. Historyczka uśmiechnęła się. - Mam. A teraz czytaj Ateno - podała jej księgę.
Atena wzięła głęboki wdech, po czym zaczęła idealnie czytać zawartość księgi.
- Historia Ognistego Samuraja sięga czasów, gdy Karnacja była świeżo stworzoną planetą. Ludzie długo żyli w pokoju z naturą, lecz nagle pojawiła się dziwna sekta, która zaczęła pokazywać nową technologię. Technologia ta była niebezpieczna dla tego świata, ponieważ niewyobrażalnie niszczyła naturę, a w niczym nie pomagała człowiekowi. Naiwni ludzie wierzyli w te nauki i myśleli, że dzięki temu mogą stworzyć lepszy świat. Królestwo zaczynało się rujnować, plony były coraz niższe i mniej obfite, natura umierała. Wszystko się waliło, a król nie mógł nic zrobić, ponieważ stał przed ludem gotowym w każdej chwili się zbuntować. Gdy nagle przybył ognisty wojownik. Dzięki swoim mocom ożywił wszelką roślinność, dając nowe życie. Ludzie przejrzeli na oczy i wtedy zwrócili się do króla o pomoc. Władca wysławszy wojska rozprawił się z oszustami poprzez publiczną egzekucję, lecz przywódca bandy zaczął mówić, że jeszcze powrócą. Wszyscy się zlękli, gdy tedy wyszedł prorok i zaczął mówić, że ci ludzie powrócą, lecz razem z nimi przybędzie Ognisty Samuraj, który w ręku będzie dzierżyć ognisty miecz i przepędzi ich na cztery wiatry, na zawsze. Jest to najstarsza z legend, zna ją prawie każdy mieszaniec Karnacji, przekazywana z pokolenia na pokolenie.
- Dziękuję, Ateno - zabrała jej księgę i położyła na swoim biurku.
Bu... Myślałam, że będzie tu coś ekscytującego, a tu takie coś. Do bani z tym...

Karolina samotnie przemierzała las. Wiedziała, że to jest niebezpieczne, lecz musiała jakoś wyjaśnić całą tą sytuację. W jej głowie wciąż nie mieściło się, że jest ofiarą wszystkich demonów i szaleją na jej punkcie. Aż ją telepało, gdy o tym myślała. Wciąż zastanawiała się czy powiedzieć o tym jej koleżankom. W nich na pewno znalazłaby wsparcie.
Z westchnieniem oparła się o pień drzewa. Była rozdarta. Z jednej strony bardzo chciała o tym powiedzieć koleżankom, nie musiałaby ciągle kłamać i narażać ich na niebezpieczeństwo, którego byłby świadome. Jednak właśnie nie chciała, aby martwiły się o nią lub litowały. Nie potrzebowała tego.
Niespodziewanie poczuła się senna, przymknęła na chwilę oczy i poczuła jak odpływa. Zdała sobie sprawę, że coś jest nie tak i gdy tylko je otworzyła, była w jakimś pomieszczeniu. Wyglądało ono na... zbrojownię. Panował tam półmrok, na ścianach wisiały szklane gabloty podświetlane niebieskimi światłami. W każdej gablocie znajdowała się jakaś broń. To pistolety, to sztylety, miecze, kusze, bicze i wiele innych. Na samym środku jednak stała ogromna gablota podświetlana nie tylko niebieskim, ale i żółtym światłem.
Wzięła głęboki wdech i ruszyła w stronę ciężkich, opancerzonych drzwi. Stanęła przed nimi i podrapała się w głowę. Jak ja mam je otworzyć, przecież ich tak o sobie nie popcham - przemknęło jej przez głowę. Złapała za klamkę, pociągnęła w dół i z całych sił zaczęła ciągnąć. Dopiero gdy palce zaczynały ją piec, usłyszała cichy syk, a potem drzwi nagle stały się łatwe do otworzenia. Nieco zmieszana wyszła ze zbrojowni i szczelnie zamknęła po sobie drzwi. Znalazła się w długim korytarzu, na samym jego końcu. Był oświetlony kinkiecikami wychodzącymi ze ścian o kolorze jasnego brązu. Było tam bardzo przytulnie, a zamiast sufitu widziała ciemne dno jeziora Roccaluce, gdzie panował niezmącony spokój, jakby tego szkła tam nie było, a rybki jej nie widziały.
Tak zapatrzona w ten dziwny sufit usłyszała głośne chrząknięcie. Niedaleko niej stał Pan Hellboy, który patrzył się na nią, jak na wariatkę, lecz ze spokojem i cierpliwością.
- Cześć... - rzuciła niedbale dalej wracając do oglądania sufitu. - Ostatnio tego tu nie było, prawda?
- Nie, nie było.
- Aha.
- Jeżeli nie przestaniesz tak się na to gapić, to wyłączę to.
Karolina od razu zwiesiła na nim wzrok, choć niezmiernie ją korciło, aby zerknąć jeszcze raz i jeszcze, i jeszcze, i jeszcze. Widok po prostu zapierający dech w piersi.
Uśmiechnęła się do niego słabo i spostrzegła, że znów ma na sobie tą materiałową zbroję.
- Zapraszam - wskazał dłonią pokój, do którego wtargnęła ostatnim razem.
Za pozwoleniem (a raczej bała się odmówić) usiadła na czarnej sofie. Oczywiście była spięta i nie miała zamiaru tego ukrywać. No bo w końcu jak można się rozluźnić po tym wszystkim, co przeszła, a całkiem nie dawno ten koleś, który usiadł naprzeciw niej, chciał ją zabić.
- Musimy porozmawiać - odparł prawie natychmiast.
- Znowu? - spytała zniesmaczona.
- Tak, znowu. I mam nadzieję, że tym razem nie będę musiał ci grozić - zachowywał pełną powagę.
- Jakby co, to zupełny przypadek, że tu jestem! - zaczęła się od razu bronić.
- Już ci mówiłem, nie wierzę w przypadki, one nie istnieją. Jak już to wierzę w przeznaczenie. Ale teraz przejdźmy do głównego tematu naszej rozmowy - wyraźnie dał znać, że ten temat został zamknięty.
- Najpierw powiedz mi, jak masz na imię.
- Dehadeus - odparł szybko. - A jak się nie mylę, to ty jesteś Karolina. Zdecydowanie za długie, ale coś wymyślę.
- "Za długie"? Przecież jest tak samo długie jak twoje! - oznajmiła z wyrzutem, gdy tylko obliczyła liczbę liter obydwu imion.
- Tak, ale ja nie używam swojego imienia, a twoje może mi się przydać, szczególnie skrócona wersja. Szkoda mojego bezcennego czasu, aby wypowiadać twoje pełne imię.
- Dla mnie szkoda czasu rozprawiać nad naszymi imionami - odpowiedziała lekko znudzona.
- Dobrze, więc przejdźmy do konkretów - usiadł koło niej (bardzo blisko) i spojrzał głęboko w oczy. - Dlaczego boisz się używać magii?
Zatkało ją. Czuła, jak całkowicie blednie, jak krew odpływa z jej twarzy. Oboje widzieli się zaledwie cztery razy, i to niezbyt długo, a on odkrył jeden z jej najbardziej strzeżonych sekretów. Po prostu nie wiedziała, co ma zrobić. Skłamać? Nie da rady, to głębokie spojrzenie od razu rozpozna kłamstwo. Próbować zmienić temat? Jeszcze bardziej podejrzane i utwierdzające w tym fakcie.
Karolina nagle roześmiała się głośno i całą sobą. Żywe kolory znów wróciły do jej twarzy. Pan Hellboy nic nie odpowiedział, tylko cierpliwie czekał aż skończy.
- Potrafisz wyciągnąć się z opresji i być bardzo przekonująca, ale twój refleks jest zbyt wolny. Widziałem twoje przerażenie w oczach i jak zrobiłaś się blada jak papier, na dodatek zacięłaś się. To mi wystarczy.
Karolina przestała się śmiać, wiedziała, że wpadła i nic już jej nie uratuje, więc nie pozostało jej nic innego, aby się przyznać.
- Przez moją nieuwagę i brak kontroli... narobiłam wielkiego zamieszania i... skrzywdziłam kilka osób. Nie chcę, aby to się powtórzyło. Dalej bym wszystko zniszczyła. W dodatku magia przypomina mi o tym, że muszę przemieniać się w tą głupią czarodziejkę!
- Jesteś bardzo naiwna.
- Co? Dlaczego? - zamrugała oczami.
- Tak sobie tutaj przebywasz, nawet się nie boisz i w dodatku mówisz o swojej przeszłości. Skąd wiesz, czy ja cię przypadkiem nie wykorzystuję?
- Nie wiem, ale ile razu natykasz się na mnie, tyle mnie ratujesz, więc jakoś nabrałam do ciebie zaufania. Po co miałbyś narażać życie dla mnie? W dodatku uświadomiły mnie o tym twoje słowa "wiedziałem, że będą z tobą same problemy". A jednak stanąłeś w mojej obronie, pomogłeś mi, a nawet zapytałeś, czy nic mi nie jest. Po prostu nie mogłabym o tobie źle myśleć - wyszeptała ostatnie zdanie.
Dehadeus gwałtownie nabrał powietrza i przymknął oczy.
- Chcesz, abym pomógł ci nauczyć się kontrolować magię i pokazać, jak zabijać te demony?
- Mógłbyś to zrobić? - ucieszyła się.
- Tak, skoro już jestem na ciebie skazany, to nie zrobi mi to różnicy.
- Dziękuję! - uśmiechnęła się najszerzej, jak tylko potrafiła. - Kiedy zaczynamy?
- Jutro. Może być?
- Oczywiście. Jestem wolna w każde dni, oczywiście po szkole. Czyli tak od... czwartej.
- A powiedz mi, jaką masz moc?
- Szczerze to nie wiem, ale z tego, co się zorientowałam, to wiatr.
- Wiatr? Widać, że nad tym nie panujesz. Wiatr potrafi robić naprawdę niesamowite rzeczy, a twoje zaklęcia były... na poziomie przedszkolaka.
- Hej! - oburzyła się, po czym wstała jak poparzona spojrzawszy na zegarek. - O matko! Która już jest godzina?! Muszę wracać do szkoły, umówiłam się z dziewczynami! - już ruszyła w stronę wyjścia, gdy usłyszała jego głos.
- Nie wyjdziesz tędy, co ostatnio. Te parszywe demony odkryły wyjście i je zdemolowały.
- Więc jak się stąd wydostanę?
- Jedyne wyjście ja mogę wyczarować, chyba że znasz zaklęcie teleportacji, to spoko.
- Uh... Nie znam - zezłościła się nieco.
- Więc... - Pan Hellboy wstał i wyciągnął rękę w jej kierunku, ta spojrzała na niego nieufnie.
- A skąd mam wiedzieć, czy mnie nie wykorzystujesz?
Uniósł jedną brew.
- Teraz o tym pomyślałaś? Naprawdę jesteś jakaś cofnięta.
- Ugh - warknęła na niego, po czym podała mu dłoń.
Dehadeus uśmiechnął się w duchu. Nagle Karolina poczuła się jak wtedy, gdy oparła się o tamto drzewo, zamknęła oczy, a gdy je otworzyła, oboje byli przed Chmurną Wieżą. Karolina od razu puściła jego rękę i pobiegła w stronę szkoły, gdy odwróciła się i uśmiechnęła szeroko.
- Do jutra! - pomachała na pożegnanie, a potem zniknęła za murem szkoły.




(c) ja, hehe

Zapraszam:
- moje opowiadanie - Zmierzch bogów
- mój blog - W zakamarkach mojej duszy
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~Meredith
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 23-04-2015 18:36
Uwielbiam twoje opowiadanie! Aż mi głupio, że dopiero teraz postanowiłam je skomentować. Postać Karoliny bardzo mi się spodobało. Dziewczyna, która nie potrzebuje litości - coś, jak ja. Pewnie dlatego też ją lubię. Na dodatek potrafi sobie poradzić w każdej sytuacji. Akcja z małpą mnie rozwaliła, była świetna. Jeszcze lepszym momentem było ta sytuacja podczas rozmowy z Dehadeusem, kiedy zaczęła się śmiać. Świetne rozwiązanie.
Weny!


prawdopodobnie zaczęłam wracać
] | dA | Wattpady[/b]
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~Smoczy_Plomien
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 22-05-2015 17:36
Meredith - serio podobały Ci się te sytuacje? Mnie prawdzie rozśmieszały, ale ja mam specyficzne poczucie humoru, więc nie wiedziała, czy się przyjmie. Dzięki za komentarz i mam nadzieję, że będziesz czytać dalej mruga.




Rozdział 6: Trening nie jest łatwy


Ogień - zabójcze języki muskające delikatną skórę, woda - zimno przechodzące przez całe ciało i brak powietrza, słońce - parzące promienie podpalające skórę i drażniące oczy, wiedza - niebezpieczne przeciążenie mózgu i nerwów, kwiaty - trucizna przechodząca przez warstwy skóry i dostająca się do żył, wrzask - ogłuszające dźwięki zdolne wyniszczyć słuch, bestie - wiecznie spragnione krwi i mięsa, wrzynające kły w ciało.

Znów ten sam sen. Sen, który śni jej się od ponad roku. Te same szczegóły, ten sam przebieg, zawsze to samo uczucie, gdy się budzi - szybkie bicie serca, pot na całym ciele, strach, panika, zakłopotanie, smutek i bezradnośćr30;

- Nie wierzę! Znowu dostałam tróję ze sprawdzianu! - wściekała się Erika. - Karolina, jak ty to robisz, że zawsze dostajesz piątki i szóstki!?
- Po prostu uczę się - wzruszyła ramionami.
- Erika, daj spokój. Przecież trójka to dobra ocena - próbowała pocieszyć ją Cerali.
- Dobra ocena to czwórka, a nie trójka - pouczyła Cerali Atena, a ta spojrzała na nią wrogo.
- Hahaha! - Karolina zaczęła się głośno śmiać, coraz bardziej zaczynała lubić te dziewczyny.
- A ty co zęby suszysz?
- Nie, po prostu przypominacie mi moje przyjaciółki - uśmiechnęła się smutno.
- Karolina, wszystko w porządku? - zatroskała się Cerali.
- Co? A tak. Nic mi nie jest, naprawdę - założyła maskę wesołości.
- Jak będzie praktyka, to pokażę wszystkim, na co mnie naprawdę stać! - wyrwała nagle Erika.
- Praktyka jest lepsza od teorii.
- O wiele!

O godzinie za dziesięć czwarta Karolina była nad jeziorem Roccaluce. Podeszła na dokładnie to samo miejsce, co kiedyś, gdy gonił ją demon. Uważnie patrzyła, aby nie spaść do wody i mocno uderzyła w kamień. Przed nią otworzył się tunel, do którego niechętnie wskoczyła.
- Witam panią ponownie - usłyszała obojętny głos, gdy tylko zaliczyła kolejny raz twardy upadek.
Pan Hellboy siedział na kanapie czytając jakąś książkę. Nawet nie spojrzał na nią, gdy zniecierpliwiona i lekko zanudzona podeszła do jednej z półek, aby przyjrzeć się dokładniej fotografiom tam zamieszczonym. Jednak nawet nie zdążyła przyjrzeć im się z bliska, ponieważ zaraz wszystkie pospadały. Spojrzała na Dehadeusa z wyrzutem, który nie zdążył nawet schować palca po zaklęciu.
Zamknął książkę, wstał, odłożył ją, po czym wskazał jej fotel naprzeciw wielkiej plazmy. Karolina posłusznie usiadła, a zaraz po tym uruchomił się wielki ekran, na którym pojawiły się zdjęcia, było ich siedem.
- Zanim cokolwiek zaczniemy, musisz to przejrzeć i nauczyć się na pamięć - puścił pokaz slajdów.

"Zgniłozielony - 1,80m, szpony, ostre zęby, ślepy (posługuje się węchem, czyli odczuciem strachu), podłużny pocisk zamieniający się w żrącą substancję. Fysi
Szary - 1,50m, bardzo szybki, świetna orientacja w terenie, bez problemu porusza się po największych gęstwinach. Nero
Czerwony - 2m, kolce, ciecz wydobywająca się z jego paszczy powoduje poważne oparzenia, czerwona ślina, potężny, ale wolny. Fotia
Ciemnofioletowy - 1m, zwinny, jego krzyk powoduje zawroty i ból głowy, potrafi wyczuć słaby punkt przeciwnika. Mousiki
Ciemnopomarańczowy - 1,60m, ostre szpony, wyostrzony wzrok, potrafi oślepić swoim ciałem. Fos
Czarny - 1,90m, agresywny, atakuje bez przemyślenia, ostre zęby i szpony, waży najwięcej, jak się rozpędzi nic nie zdoła go zatrzymać, wygląda jak wilk, na futrze zielone plamy. Zoa
Granatowy - 1,80m, przebiegły, najbardziej inteligentny, potrafi razić prądem, wie jak używać swojej mocy, z czym ją łączyć, aby efekt był lepszy. Revma
"
Po tym zapadła ciemność.
- To demony, z którymi mamy do czynienia. Nie ma ich więcej, przynajmniej na razie. Dobrze, a teraz poćwiczymy.
- Czekaj, czekaj. A skąd ty znasz ich nazwy? Czy sam sobie ja tak nazwałeś?
- Jestem demonem, potrafię wyczuć w pobliżu inne gatunki.
- Jesteś demonem, ale takim prawdziwym? - szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia.
- Serio? Nie zorientowałaś się po rogach? - spytał lodowato.
- Znaczy się, zorientowała się, ale jakoś... no nie wiem... Nie wchodziło mi to do gło...
- Dobra, dość tych pogaduszek, idziemy - przerwał jej brutalnie.
Czarownica leniwie podniosła się z siedzenia i podążyła za Panem Hellboy'em . Szli na koniec korytarza, gdy gwałtownie skręcili w lewo. Dehadeus za pomocą złotego klucza otworzył ciężkie, mosiężne drzwi, które z nieprzyjemnym skrzypieniem otworzyły się na oścież. Gestem ręki zaprosił ją do środka. Karolina posłusznie zrobiła, co jej kazano, a potem oniemiała z zaskoczenia. Znajdowali się w wielkiej sali treningowej. W środku znajdowało się wiele przyrządów i maszyn do treningów jak bieżnia czy worek bokserski. W różnych miejscach znajdowały się prawdziwe, niebezpieczne tory przeszkód, które nie wyglądały na łatwe do pokonania.
Na środku znajdowało się czyste pole. Nie było żadnej posadzki, jedynie mocno ubita ziemia. Dehadeus stanął tam.
- No, a teraz pokaż, co potrafisz.
- Ale że tak teraz? - poczuła się niekomfortowo.
- Nie, za rok. Oczywiście, że teraz! Zaatakuje mnie.
- Em... No, dobra.
Karolina stanęła przed nim i skoncentrowała się na swojej mocy. Szybko oszacowała, jakie zna najpotężniejsze zaklęcie, a potem skupiła się nad nim.
- Ventus Arcus! - w jej dłoniach pojawił się łuk, a na plecach kołczan. Szybko założyła strzałę na cięciwę, po czym wypuściła ją.

Dehadeus był zdziwiony i to bardzo. Nigdy w swoim życiu nie słyszał, aby ktokolwiek używał magii w języku łacińskim. Było to nieprawdopodobne. Jednak miał już pewne doświadczenie i ukrył swoje zdziwienie za maską powagi i lekkiej grozy - tak jak czynił to zawsze.
Strzała leciała prosto w jego serce. Była już oddalona o niecałe trzydzieści centymetrów, gdy pewnym i zdecydowanym ruchem złapał ją jedną dłonią. Jego głowa nie wykonała najmniejszego ruchu, nawet nie spojrzał na pocisk oddalony od jego piersi o niecałe piętnaście centymetrów.
- Jak ty to...? - w przeciwieństwie do niego, ona nie kryła swojego zdziwienia.
- Mówiłem ci, jesteś słaba - mocniej ścisnął strzałę, a ta pękła pod wpływem jego siły i zamieniła się w świecący proszek, który swobodnie opadł na podłogę, a potem zniknął.
- Moja strzała... - wyszeptała tylko w zadziwieniu.
- Przed nami dużo treningu, bo naprawdę twój poziom jest niski - ujął zwięźle.
Karolina kiwnęła głową, a jej broń zniknęła.

Ćwiczyła całe dwie godziny bez najmniejszego wytchnienia. Spodziewała się, że będzie ćwiczyć zaklęcia i tym podobne, jednak tak naprawdę wymyślał jej różne zajęcia fizyczne, począwszy od zwykłego biegu, skończywszy na przeraźliwie niebezpiecznych torach przeszkód, od których tylko się tam roiło.
Po dwóch godzinach Karolina opadała z sił. Pot lał się z niej, jakby dopiero wyszła spod prysznica. Prawdę powiedziawszy to tylko o tym marzyła, no i o dobrej kolacji. Po ukończeniu ostatniego toru przeszkód demon podszedł do niej.
- Słabo, chociaż to, że nie masz żadnej kontuzji, to powinno być dla ciebie równe ze złotem.
- Nie nadążam za tobą - odpowiedziała po prostu.
- O matko, twój czas jest słaby, ale nic sobie nie zrobiłaś za pierwszym razem, więc jak na ciebie jest dobrze. Teraz zrozumiałaś?
- Jasno i wyraźnie - odpowiedziała entuzjastycznie, a na jej twarzy pojawił się pełen energii uśmiech.
- Na dzisiaj koniec. Jutro ćwiczymy dalej, pamiętaj.
- Dobra. A i... Czy mogłabym powiedzieć o tych demonach moim koleżankom? - spytała niepewnie.
- Rób, co chcesz. Jednak licz się z tym, że jeżeli wygadasz im, to demony mogą zacząć także je ścigać, aby było jak najmniej świadków. Jednakże spróbuj pisnąć im o mnie choćby słówko, a przysięgam, że wtedy naprawdę cię zabiję - jego groźby to nie przelewki. Powiedział to takim tonem, że Karolina mimo wolnie cofnęła się o krok.
- I pamiętaj, że żeby osiągnąć większą moc, musisz się uczyć.
Po tych słowach Dehadeus wyczarował portal, a czarownica przeszła przez niego bez chwili zwłoki.

Po skończonym treningu Dehadeus sam udał się wziąć prysznic, po czym usiadł na fotelu i włączył swoją wielką plazmę puszczając pierwszy lepszy film. W ogóle nie mógł się skupić, nie przestawał myśleć o Karolinie, o tym jak ćwiczyła. Tak naprawdę była bardzo dobra. Może jej czas nie był taki jak jego, ale przecież nie będzie na sam początek wymagał od niej rewelacji. W dodatku wykonała wszystkie ćwiczenia i przeszła przez wszystkie tory przeszkód za pierwszym razem! Gdy on pierwszy raz przez nie przechodził, wytrzymał zaledwie połowę, a ona wszystko. Jednak teraz musiał coś wymyśleć, aby zwiększyć jej moc, a nie tężyznę fizyczną.
Nie zastanawiając się wyłączył telewizor, podszedł do półki z książkami i ze specjalnego przedziału wyciągnął podręcznik do czarnej magii z klasy drugiej.


***
Następnego dnia Karolina zjawiła się o tej samej porze co ostatnio. Tym razem jej lądowanie nie było już takie twarde jak ostatnimi razy, ponieważ gdy poczuła, że zabrakło gruntu pod plecami, zwinęła się w kłębek i zrobiła przewrót do przodu od razu wstając. Rozłożyła ramiona na bok jak w gimnastyce i pokazała białe zęby w uśmiechu do chłopaka, który już czekał na nią w salonie.
- Widzisz, uczę się - powiedziała przypominając sobie jego wczorajsze słowa.
Pan Hellboy tylko obojętnie przewrócił oczami i nic nie mówiąc udał się do sali treningowej. Stanął na środku czystego pola i wskazał jej ruchem dłoni, aby zrobiła to samo.
- Najpotężniejsze zaklęcie! - rozkazał krótko, a w dłoni Karoliny już znajdował się łuk.
Płynnym uniesieniem ręki chłopak wyczarował przed sobą trzy przezroczyste ściany i taki sam ochraniacz na cały tors.
- Masz przebić się przez te wszystkie ściany i mnie trafić - powiedział zwięźle.
Karolina, lekko zażenowana, naciągnęła strzałę, wzięła głęboki oddech i spróbowała skupić się na swoich mocach. Poczuła dziwny napływ energii, który wypełnił ją całkowicie. Nie liczyło się nic prócz celu przed nią - jego lewa pierś, czyli serce. W duchu powtarzała sobie, że musi go trafić, po prostu musi. Musi mu zaimponować i pokazać, że nie jest słaba.
Strzała poszła w ruch przecinając swoim grotem powietrze z głośnym gwizdem. Leciała szybciej niż zazwyczaj, Karolina była zachwycona i już miała nadzieję. Nie, czuła, wiedziała, że się jej uda.




(c) ja, hehe

Zapraszam:
- moje opowiadanie - Zmierzch bogów
- mój blog - W zakamarkach mojej duszy
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~bloomczarodziejka16
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 17-06-2015 12:42
Wspaniale 😄.

Proszę pisać dłuższe posty, które powinny mieć co mniej trzy linijki!


Bloomczarodziejka
Edytowane przez Smoczy_Plomien dnia 17-06-2015 12:55
bloomczarodziejka16 Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~Smoczy_Plomien
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 29-06-2015 19:21
Rozdział 7: A jednak potrafisz, gdy chcesz...


Strzała uderzyła w pierwszą ścianę, po czym upadła na podłogę. Na przeszkodzie zostało ledwie widoczne pęknięcie.
Czarownica westchnęła zrezygnowana, a on pokręcił głową z dezaprobatą. Już miał powiedzieć jakąś zgryźliwą ripostę, lecz nagle usłyszeli dziwny hałas. Bum, bum, bum!
- Co to? - spytała Karolina lekko zaniepokojona. Przecież znajdowali się pod ziemią! Nie chciała, aby to pomieszczenie pełne przedziwnych torów przeszkód stało się jej grobowcem.
- Demony - powiedział bardziej do siebie rozglądając się po suficie. - Cholera, za torowały wyjście, ale nie sądziłem, że będą na tyle zuchwałe, aby się tutaj włamać.
- I co teraz?
- Zaskoczymy ich - na jego buzi pojawił się złowieszczy uśmieszek, po plecach Karoliny przeszły dreszcze.
Po tych słowach wyciągnął rękę do góry, a ona zaświeciła oślepiającym światłem, gdy wreszcie Karolina mogła normalnie patrzeć, zauważyła w jego dłoni srebrno-błękitną włócznię. Jedno przecięcie powietrza i przed nimi pojawił się portal.
- Chodź, nie mam zamiaru cię tutaj zostawiać. Bóg jeden wie, co się może wydarzyć.
Po czym oboje znaleźli się koło wyjścia z kryjówki Pana Hellboy'a, dobrze ukryci w krzakach. Chłopak wymownym gestem nakazał jej milczenie. Karolina zresztą nie miała zamiaru nawet oddychać zbyt głośno, a co dopiero mówić. Bała się nawet, że demony usłyszą jak jej serce głośno bije.
Sporo demonów zebrało się koło wyjścia wydrążonego w dużym kamieniu. Wprawdzie było ono niewidoczne na pierwszy rzut oka, lecz ci, co wiedzieli, że tam było, od razu rozpoznawali charakterystyczny zarys drobnych drzwi. Właśnie teraz dookoła tych drzwiczek zebrało się co najmniej po pięć demonów z każdego gatunku. Zachłannie próbowali przedrzeć się przez zabezpieczenia oraz stertę kamieni, które same naniosły.
Po dokładnym przeliczeniu Karolina stwierdziła, że było ich trzydziestu ośmiu.
Nagle Dehadeus poruszyła się i wstał.
- Co robisz? - spytała szeptem ciągnąc go za rękę z powrotem na dół.
- Przecież nie będę stał z boku i patrzył jak demolują mi dom. Po moim trupie.
- Żebyś się nie zdziwił, że ten twój trup może przyjść szybciej niż sądzisz - wysyczała.
- Hahaha! Bardzo śmieszne! - Karolinę dziwiło to, że jeszcze żaden demon ich nie zauważył lub usłyszał. W szczególności niekryty śmiech Pana Hellboy'a. Nagle oszołomiło ją, jak szybko i niespodziewanie jego wyraz twarzy zmienił się z rozbawionego, na pewny siebie i pragnący zemsty. Sama przeraziła się nie na żarty. W jego szmaragdowych oczach pojawił się błysk - błysk, który niósł ze sobą śmierć każdemu, kto mu stanie na drodze.
- Pożałują, że zadarli z niewłaściwym demonem - jego lodowaty głos wywołał u niej dreszcze na całym ciele.
Bez najmniejszego wahania wyszedł z krzaków. Część demonów od razu spostrzegła bądź wyczuła nieproszonego gościa, lecz i tak nie była to nawet połowa.
- No tak, niech może jeszcze gwiżdże i zacznie wywijać tą swoją srebrną laseczką wrzeszcząc "tutaj jestem, skowroneczki!". Wtedy to na pewno każdy zwróci na niego uwagę - przemknęło jej ironicznie przez głowę, zmusiła się, aby nie wybuchnąć śmiechem po wyobrażeniu sobie tej scenki.
Demony bez najmniejszego ostrzeżenia zaatakowały Dehadeusa. Na raz skoczyło ku niemu co najmniej sześć sztuk. Chłopak tylko zakręcił swoją włócznią i wszystkich śmiertelnie zranił. Padły, ledwo dysząc, na ziemię i tylko skomlały żałośnie.
Wtedy właśnie zauważyły go pozostałe. Uformowały się w piątki i zaczęły kolejno go atakować. Zdawało się, że każdą piątką przewodził granatowy potwór. Pan Hellboy świetnie radził sobie ze wszystkimi, więc Karolina tylko zafascynowana patrzyła na jego pokaz umiejętności. Zastanawiała się, czy chciał jej zaimponować.
Taa... jeszcze czego.
Gdzież taki oschły i bezwzględny demon chciałby komukolwiek zaimponować swoimi nieprawdopodobnie wielkimi umiejętnościami? Czy jego w ogóle cokolwiek lub ktokolwiek obchodzi? Oczywiście prócz własnego nosa i interesu.
Karolina zaczęła gwałtownie kręcić głową, aby odgonić od siebie te myśli, gdy zauważyła jakieś cienie przemierzające po swojej prawej stronie. Przyjrzała się dokładniej i zauważyła, że były to kolejne demony. Było ich dużo. Rozdzieliły się i jedne przebiegły dookoła na drugą stronę. Dehadeus w tym czasie był zbyt zajęty, aby ich zauważyć.
- Uważaj na boki! - krzyknęła, gdy dwie drużyny demonów zaczęły przygotowywać się do skoku.
- Co? - chłopak zatrzymał się i spojrzał na nią, gdy wtem osiem demonów zaatakowało go z dwóch stron.
Przewrócił się pod naporem tej gromady demonów i wypuścił z rąk swoją włócznię.
- O Boże! Co ja zrobiłam?! To przeze mnie! - myślała w panice.
- Karol, uciekaj! - krzyknął do niej wciąż atakowany przez demony. Bronił się gołymi rękami, z których intensywnie lała się krew.
Karolinę ogarnęła wielka złość i poczucie winy. Wiedziała, że musi coś zrobić, ale na pewno nie ucieknie. Ucieczka nie była w jej stylu.
Nigdy nie uciekała.
W jednej chwili przypomniała sobie wszystkie sytuacje ze swojego życia, kiedy mogła uciec, uchronić się przed złem, lecz nigdy tego nie robiła. Odważnie stawała naprzeciw niego i przyjmowała na siebie każdy ból.
Zacisnęła mocno pięści, kiedy jej całe ciało zaczęło odczuwać wielką złość, lecz i ogromną siłę.
- Ventus Arcus! - krzyknęła rozwścieczona.
Demony przestały atakować Dehadeusa i spojrzały w jej stronę (Dehadesowi ledwie starczyło sił, aby na nią spojrzeć). Karolina wyłoniła się z krzaków. W ręce dzierżyła biały, świecący łuk. Sięgnęła po strzałę do kołczanu, po czym naciągnęła cięciwę. Jej ruchy były spokojne, opanowane, lecz bardzo pewne. Jej ręce nawet się nie drgnęły. W jej oczach pojawił się ogień - czysta frustracja, gniew i moc. Wyglądała niczym piękny anioł zemsty, diabelnie niebezpieczny.
- Potentia* - wypowiedziała cicho, lecz jej głos dotarł do wszystkich uszu.
Zerwał się wielki wiatr. Przy grocie strzały pojawił czarny błysk, który pozostawiał sobie czarne smugi. Strzała leciała z zawrotną prędkością i uderzyła prosto w stano demonów, które tylko stały oszołomione i zlęknięte. Nic się nie stało. Jakby strzała nagle zniknęła lub została zniszczona przez pokłady takiej mocy. Potwory wyszczerzyły do niej groźnie zęby i zaczęły warczeć, lecz ona stała niewzruszona z opuszczonym łukiem.
Wiedziała, że już jej się nie przyda.
Nagle w miejscu, gdzie zniknęła strzała, pojawił się wielki wybuch, który niczym zasłona ogarnął wszystkie demony.
Nie pozostało po nich ani śladu.
Karolina odgoniła od siebie ten zimny i bezlitosny gniew, po czym szybko podbiegła do Dehadeusa.
- Dehadeus, co ci jest? - spytała klęknąwszy przy nim.
- A jednak potrafisz, gdy tylko ci się zachce - powiedział ironicznie, po czym wstał bez problemu. - Czyli udało mi się - uśmiechnął się triumfalnie patrząc na jej oszołomioną twarz.
- Uknułeś to wszystko?!
- Jasne. A jak inaczej miałem zmusić cię do użycia mocy? Chociaż zastanawiałem się czy przypadkiem nie uciekniesz, gdy to powiedziałem.
Oczywiście Dehadeus nie mógł powiedzieć jej, że tak naprawdę to wszystko było wielkim zbiegiem okoliczności. Nie mógł pozwolić, aby widziała jego porażkę, gdy przegrywa i dzieli go mały włos od spotkania ze stwórcą. Wolał zachować to dla siebie, a jej wcisnąć jakąś tanią bajeczkę. I...
Chwała Bogu, uwierzyła!
- A skoro jesteśmy przy temacie... - także wstała. - Karol?!
- Nie chciało mi się wymawiać niepotrzebnego "ina". Ale przynajmniej wymyśliłem dla ciebie coś krótkiego. Chyba że chcesz, abym nazywał cię "płomyczek"? Jak wolisz - uśmiechnął się zadziornie.
- Już wolę Karol - odpowiedziała natychmiast i ruszyła w stronę szkoły.

_________________

*Potentia (łac) - moc




(c) ja, hehe

Zapraszam:
- moje opowiadanie - Zmierzch bogów
- mój blog - W zakamarkach mojej duszy
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~Meredith
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 29-06-2015 20:28
Szczerze mówiąc, strasznie polubiłam Dehadeusa. Po prostu uwielbiam takie oschłe, tajemnicze postacie, mają w sobie to ,,coś'' - jak zresztą całe twoje opowiadanie. Naprawdę przypadł mi do gustu, co najmniej tak, jak główna bohaterka, a może nawet bardziej. Rozdział, jak zwykle, świetny.
Niedawno zorientowałam się, że Zmierzch bogów to tytuł jednej z książek Ericha von Däniken'a . Chciałabym spytać: czy opowiadanie będzie miało coś wspólnego z jego teoriami?
Weny!


prawdopodobnie zaczęłam wracać
] | dA | Wattpady[/b]
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~Smoczy_Plomien
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 06-07-2015 11:46
Meredith napisał/a:
Szczerze mówiąc, strasznie polubiłam Dehadeusa. Po prostu uwielbiam takie oschłe, tajemnicze postacie, mają w sobie to ,,coś'' - jak zresztą całe twoje opowiadanie. Naprawdę przypadł mi do gustu, co najmniej tak, jak główna bohaterka, a może nawet bardziej. Rozdział, jak zwykle, świetny.
Niedawno zorientowałam się, że Zmierzch bogów to tytuł jednej z książek Ericha von Däniken'a . Chciałabym spytać: czy opowiadanie będzie miało coś wspólnego z jego teoriami?
Weny!


Wiesz, mi chyba też z tego całego opowiadania najbardziej podoba się Dehadeus xD, lubię taki " drani", hahaha.
Niestety, to opowiadanie nie ma nic wspólnego z książkami Ericha von Däniken'a (pierwszy raz słyszę o taki pisarzu). Tak nazwałam to opowiadanie, gdyż występują tutaj już zapomniani bogowie z różnych mitologii, a że to już ich "ostatnie" życie, więc jest to "Zmierzch bogów", czyli ich koniec.
Dzięki, że czytasz całus.



Rozdział 8: Kto jest Legendarną Siódemką?


- Ej, słuchajcie, za dwa lata jest Noc Prawdy! - podekscytowała się Erika.
- Noc Prawdy? A co to jest? - spytała Karolina.
- Nie wiesz, co to jest? Eh... Kobieto, gdzie ty żyjesz. To jest specjalna noc, gdzie można mówić tylko i wyłącznie prawdę. Niestety występuje tylko co dwieście lat - oświeciła ją Atena.
- Podczas tej nocy niebo jest wyjątkowo piękne i czasami nawet jest deszcz spadających gwiazd! - tłumaczyła dalej Cerali.
- I przez twoje gardło nie wyjdzie żadne kłamstwo, dlatego niektórzy wykorzystują tą sytuację. Noc Prawdy ma być na samym początku naszego trzeciego roku szkolnego, zaraz gdy tylko wrócimy z wakacji.
- Super! Już nie mogę doczekać się tego widoku! - ucieszyła się Karolina zjadając kolejną mandarynkę.
- Ty jak zwykle głodna, Karolina? Ile ty możesz zjeść? - zapytała rozbawiona Cerali.
- Nie jestem często głodna! - zaprzeczyła lekko urażona. - Ja po prostu lubię jeść i się tego nie wstydzę. Wolę mieć trochę zbędnych kilogramów niż być wychudzonym szkieletem!
- Tak, tak. Ja się tylko dziwię, że tyle jesz, a figurę masz wciąż idealną - wtrąciła Erika zazdrośnie.
- Dużo ćwiczę.
- Co ćwiczysz?
- Kiedy mieszkałam w Polsce, ćwiczyłam karate i piłkę nożną. Codziennie miałam treningi, więc dzisiaj nie jestem w stanie wytrzymać bez porządnego treningu.
- A ja się zastanawiałam, skąd ona ma takie mięśnie. Teraz już wszystko wiadomo - klasnęła w ręce Cerali.
- Za czterdzieści minut cisza nocna! - rozległa się głos dyrektorki w głośnikach przymocowanych do ściany.
Karolina leniwie podniosła się z łóżka Eriki i, razem z resztą dziewczyn, poszła do swojego pokoju.
Gdy otworzyła drzwi, przywitały ją czerwone ściany pokoju i bardzo jasne, białe światło wydobywające się z lamp na suficie. Po jej prawej stronie znajdowało się wielkie łóżko przykryte czarną kołdrą wyszywaną złotą nicią. Nad łóżkiem unosił się nieco przezroczysty, bladoczerwony baldachim. Po obu stronach łóżka znajdowały się małe szafeczki nocne, a na każdej niewielka lampka. Zaraz obok łóżka było okno zasłonięte białą, prostą, przyozdobioną dziwnymi wzorkami, firanką. Za firanką znajdowała się czarna roleta. Na podłodze nie było żadnego dywanu, tylko ciemnobrązowe panele. Po jej lewej stronie stały bardzo ciemne, brązowe meble, mogłoby się zdawać, że są czarne, lecz po głębszym przypatrzeniu się, każdy stwierdziłby, że są brązowe. Była tam dwumetrowa szafa z lustrem na całe jedno skrzydło, komoda, toaletka z dwiema szufladami i szafeczkami oraz lustrem na środku, biurko pełne małych szufladek i półeczek. Na tym biurku stał jej czarny laptop i czerwona, przewodowa myszka; nie zabrało także różnych książek, długopisów i zeszytów. Przed biurkiem stał potężny, biurowy fotel na kółkach. Oczywiście w prawym kącie od drzwi znajdował się głośnik, przez który było słychać wszystkie polecanie dyrektorki (takich głośników było pełno w tej szkole). Zaś na tej samej ścianie, gdzie były drzwi, znajdował się jej harmonogram zajęć oraz dyżury napisane na złotej tabliczce.
Podeszła do komody i z ostatniej szuflady wyciągnęła piżamy i bieliznę. Udała się do ekskluzywnej łazienki, która posiadała wszystko. Była wyłożona białymi płytkami z błękitną fugą. Białe szafki nie tylko stały na posadzce, lecz także wisiały przymocowane do ściany. Większość z nich była pusta, ponieważ Karolina nie miała tylu rzeczy, aby je wszystkie zapełnić. Nowoczesny prysznic posiadał wiele przycisków do regulacji poziomu, temperatury i ciśnienia wody. Od razu była tam suszarka, a także było można posłuchać radia lub muzyki.
Karolina nigdy nie kombinowała z różnymi regulacjami i muzyką podczas prysznicu, więc zawsze szło jej to szybko i sprawnie, dlatego po pięciu minutach była już gotowa do spania, z wysuszoną głowa (oczywiście dzięki porządnej suszarce).
Od razu po położeniu się w łóżku usnęła.

Wkoło panowały egipskie ciemności. Tylko jedno miejsce było oświetlone złotym światłem padającym z trzech stron od góry. Zrobiona z kości słoniowej ambonka stała w samym centrum, idealnie oświetlona. Podeszłam do niej bliżej. Na jej środku stała gruba księga, była stara, lecz równocześnie nowa. Twarda okładka była raczej jak z czasów starożytnych - przyozdobiona dziwnymi wzorkami, tak charakterystycznymi z tamtej epoki. Tytuł księgi także był napisany ozdobnym pismem "Legendarna Siódemka". Po otworzeniu księga była jak nowa. Kartki były śnieżno białe, a napisy wydrukowane. Jednak nie rozumiałam języka, w którym była napisana treść. Odeszłam nieco zrezygnowana, gdy wtem coś zaświeciło w oddali.
Srebrna kometa przeleciała tuż przed moimi oczami. Szybko sięgnęłam po nią ręką, aby ją złapać. Niestety kometa była o wiele szybsza i ledwo udało mi się dotknął końcówki jej warkocza. W zamkniętej dłoni coś poczułam. Było delikatne, sypkie i bardzo drobne. Gdy otworzyłam dłoń, moim oczom ukazał się srebrny, błyszczący proszek, który w świetle mienił się wszystkimi kolorami. Był taki... magiczny. Nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Równocześnie biła od niego jakaś wielka moc, a także tajemniczość.


Karolina przebudziła się. Oczy zasłaniała jej własna ręka, jakby w samoobronie chroniła oczy przed światłem, którego było bardzo mało, gdyż ciężko było mu się przebić przez grubą roletę.
Usiadła i ziewnęła przeciągle. Wreszcie odpoczynek od tych głupich koszmarów, ucieszyła się w myślach. Jakby kierowana instynktem, który jeszcze nigdy jej nie zawiódł, spojrzała na swoje dłonie, w szczególności na prawą. Oniemiała z zaskoczenia. Jej ręka była cała w brokacie, a raczej w srebrnym pyle, który widziała we śnie. Wprawdzie było go znacznie mniej, lecz teraz wiedziała, że to w pewnym sensie nie mógł być sen.
Przez chwilę Karolina zachodziła w głowę, kim mogła być Legendarna Siódemka. Bo na pewno ktoś nią był, a raczej siedem osób. Pytanie tylko kto dokładnie?! I dlaczego właśnie śniła jej się księga o nich? Co ona ma z tym wszystkim wspólnego?
Te i wiele innych, zresztą podobnych pytań, kłębiło się w głowie Karoliny. Jednak na żadne nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Odkąd tutaj przybyła, wszystko stało się dla niej jedną, wielką tajemnicą, z którą musi sama dać sobie radę.
Szybko podniosła się z łóżka, ubrała się i wyszła. Było jeszcze bardzo wcześnie, więc wszyscy głęboko spali. Karolina bez najmniejszego hałasu przeszła przez korytarz i udała się na parter. Tam właśnie znajdowała się wielka biblioteka. Przez godzinę szukała jakiejkolwiek wzmianki o Legendarnej Siódemce, ale niczego takiego nie znalazła. Zrezygnowana poszła na śniadanie, a potem na lekcje.

Po południu, zaraz gdy skończyły się lekcje, Karolina, Erika, Cerali i Atena udały się na spacer. Na ten pomysł wpadła Atena, aby przejść się i pogadać trochę. Wszystkie entuzjastycznie zgodziły się na ten pomysł, ponieważ zaczynał się weekend.
Dzień był ciepły, jakich ostatnimi czasy było bardzo mało. Jesień już zawitała. Cały las był teraz skąpany w czerwieni, złocie i brązie. Na drodze leżało mnóstwo liści.
- Mam już dość tej szkoły. Co tydzień są z czegoś sprawdziany! - narzekała Atena. - Nie wyrabiam z nauką!
- A ty się w ogóle uczysz? - wtrąciła rozbawiona Karolina.
- Ależ oczywiście, że tak! Codziennie odrabiam zadania, to chyba wystarczające, prawda?
- Jeżeli chcesz mieć pomiędzy dwóją, a tróją to pewnie... Starczy ci bez niczego, spokojna głowa - odpowiedziała Erika.
- Hej, Cerali, coś taka cicha. W ogóle nic nie mówisz - zmartwiła się Karolina, która szła właśnie koło niej. Cerali podciągnęła tylko nosem i z trudem udało jej się pohamować płacz.
- Rik mnie rzucił - wyjęczała wreszcie, wszystkie się zatrzymały.
Karolina od razu przytuliła Cerali, a ta rozpłakała się. Zaraz reszta dołączyła do nich, wszystkie gorliwie pocieszały Cerali, a ta tylko płakała.
Co za drań.
Karolinie udało się wydostać z grupowego przytulania i odeszła nieco na bok. Zebrała z ziemi trochę liści i cisnęła nimi w dziewczyny. Wszystkie spojrzały na nią jak na wariatkę, a ta zaczęła się głośno śmiać (wcale nie z tego, że dziewczyny miały we włosach pełno odstających liści).
- Cerali, daj spokój! - powiedziała do niej radosnym tonem. - Po co masz wylewać łzy i w ogóle tracić czas na rozpamiętywanie tego debila? Spójrz! Patrz jak tu kolorowo, jak pięknie! Naprawdę chcesz zmarnować taki cudowny widok na użalaniem się nad sobą. Spójrz na to z innej strony. Jesteś wolna, nic cię nie hamuje, a to, że cię rzucił, świadczy, że nie był ciebie wart i wiesz już, że nie będziesz szukać takich facetów jak on. To już zamknięty rozdział, zapomnij o nim raz na zawsze i nigdy nie wracaj - uśmiechnęła się do niej jeszcze szerzej. - Korzystaj z życia póki możesz, póki jest jeszcze piękne.
Cała trójka słuchała tego w osłupieniu, ale najbardziej te słowa przemawiały do Cerali. Były dla niej niczym zbawcze światełko w ciemnym jak noc pomieszczeniu, które wskazało jej wyjście ze smutku i rozpaczy. Jej uśmiech dodał jej otuchy i nadziei. Nie wiedziała, dlaczego słowa Karoliny tak ją uspokoiły, w ogóle tego nie rozumiała. W jej tonie, głosie - było coś... niezwykłego. Spojrzała w jej oczy. Były takie pełne życia, energii, pozytywizmu, lecz widziała coś jeszcze.
Iskierki?
Tak, to były iskierki. Iskierki zrozumienia, pocieszenia. Miały jej pokazać, że Karolina doskonale wie, jak to jest. I że może, a raczej musi jej zaufać.
Uśmiechnęła się, zebrała liście i rzuciła nimi w Karolinę. Zaczęła się walka na liście pomiędzy całą czwórką.

Dehadeus właśnie robił zwiady, gdyż wyczuł jakiegoś demona, lecz usłyszał czyjeś głosy. Ostrożnie ruszył w tamtą stronę. Poruszał się cicho, bezszelestnie. Nie potrącił najmniejszej gałązki, nikt by go nie usłyszał. Schował się za gęstwiną wysokich krzaków i pni drzew. Z daleka obserwował cztery dziewczyny. Właśnie wszystkie przytulały się do siebie, gdy wtem jedna wyczołgała się z uścisku i odeszła na bok.
Wszędzie poznałby te czarne jak noc włosy i błękitne niczym niebo oczy. Karolina. Słyszał wszystko, co mówiła i bez problemu wyczuł magiczną moc, która emanowała od niej.
- Pocieszenie - wyszeptał do siebie. - Zaklęcie poznawane dopiero na drugim roku w grupie zaawansowanej.
Następnie dziewczyny zaczęły okładać się liśćmi. No tak. Tylko Karolina mogła wymyślić taką dziecinną zabawę i namówić do tego innych.
Dehadeus uśmiechnął się do siebie pod nosem. Lubił ją. Mimo że nie widywali się często (chociaż ostatnio coraz częściej), to zdążył ją polubić, co naprawdę rzadko mu się zdarza. Jest oziębłym, władczym i aroganckim demonem, którego panicznie boją się wszyscy, którzy chociaż raz widzieli go w walce, podczas gniewu lub po prostu wiedzieli, kim jest.
Karolina była inna. Fakt, bała się. Ale ona bała się zupełnie czegoś innego. Bała się, gdy jej groził, bała się, że wyda jej tajemnicę, bała się, gdy odkrył jej słabość. To zupełnie inny lęk, dlatego tak bardzo go ciekawiła i intrygowała. A może coś więcej?...

Tego dnia Karolina przyszła do niego nieco później. Posłusznie wykonywała wszystkie ćwiczenia, jakie jej zadawał, ale była jakaś inna. Nieobecna, zamyślona. Wprawdzie nic go to nie obchodziło, ale po skończonym treningu ona sama podeszła do niego.
- Panie Hellboy - wzdrygnął się na przezwisko, które mu wymyśliła - wiesz co to jest Legendarna Siódemka?
Tego się nie spodziewał. Zatkało go kompletnie i od razu przed oczami pojawiła się scenka z dnia, kiedy przybył Karolinie po raz drugi na pomoc. Wtedy, gdy przeciął Revma, zanim umarł, wypowiedział słowa "Żaden z nas nie podda się dopóty, dopóki nie zabijemy Legendarnej Siódemki". Nie wiedział, co znaczą te słowa, ale od razu zorientował się, że ma to coś wspólnego z Karoliną.
- Skąd o tym wiesz? - spytał oschle.
- Śniło mi się.
- Śniło? Dziwne. Pamiętasz, gdy po drugi raz przyszedłem ci na ratunek przed demonami?
- Hej! Wcale się nie prosiłam o żaden ratunek! Pokonałabym ich, ale nie dałeś mi szansy - zaplotła ręce na piersi i udała obrażoną.
- Tak, tak. Pani Wielka pokonałaby z palcem w nosie dwa potężne demony, niech ci będzie - odpowiedział z ironią. - Wracając do tematu, gdy zabiłem Rivema, zanim zginął powiedział mi, że demony nie spoczną, póki nie zabiją Legendarnej Siódemki.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś?
- A po co? Wtedy to było mało istotne. Ty nie wiesz, co to jest, ja nie wiem, co to jest, więc po co miałem ci mówić o takich pierdołach? - Karolina już otwierała buzię, aby coś powiedzieć, lecz on nie pozwolił jej na to, wyprzedzając ją. - Jednak teraz widzę, że Legendarna Siódemka to grupa osób i ty do nich należysz.
- Wprawdzie na początku myślałam, że chodzi o Winx. W końcu są "bohaterkami", jest ich siedem*, są Drużyną Światła i mają te swoje niesamowicie potężne transformacje.
- Zazdrościsz im? - droczył się z uśmiechem na twarzy. Doskonale wiedział, że poruszanie tematu o słabych stronach Karoliny doprowadza ją do szału, w szczególności jeżeli chodzi o tą najbardziej niepożądaną, czyli transformację.
Karolina z trudem zmusiła się, aby nie warknąć na niego. Mogło to się źle skończyć. Nie była głupia, wiedziała czego należy się bać, a przynajmniej trzymać dystans.
Słabość? Nie. Tchórzostwo? Na pewno nie. Rozsądek? Zdecydowanie.
- Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś zbyt arogancki? - wysyczała przez zaciśnięte zęby.
- Och, i to wiele razy. Mówili mi także, że jestem groźny, niebezpieczny, zbyt oschły... Mam wymieniać dalej? - zaśmiał się delikatnie z przewagi nad nią.
- Dobra, idę stąd - poddała się. Przegrała walkę, ale nie wojnę.
Dehadeus nawet się za nią nie obejrzał, tylko rzucił przez ramię:
- Tylko się nie zgub.
- Spokojna twoja rozczochrana!
- I nie wpakuj się po drodze w jakieś kłopoty.
Słowa odpowiedzi nie padła, zamiast tego usłyszał tylko głośne warknięcie, a potem przekleństwo. Udało powstrzymać mu się śmiech.
Gdy tylko usłyszał trzask zamykanych drzwi, od razu spoważniał. Wyjście ze swojej kryjówki odblokował zaraz po tym, gdy Karolina pomogła mu pokonać demony, co było dla niego zabawieniem, bo nie musiał dłużej teleportować jej pod szkołę - szkoda czasu. Jednak spoważniał z innego powodu. Wyczuł coś. I nie było to cudowny zapach słonecznego lata, który bił od Karoliny, nie. To było coś innego i bardzo dobrze mu znanego. Poszedł do salonu i w ogóle nie zdziwił się, gdy ujrzał rozłożonego na sofie szesnastolatka. Ten podszedł do niego, nie wydając przy tym żadnego dźwięku, zaszedł go od tyłu. Wyprostował się dumnie przed oparciem, zaplótł ręce na piersi i patrzył na niego z wyższością.
- Co tutaj robisz?
- Aa...! - podskoczył i zerwał się z sofy. - Boże, człowieku, nie strasz mnie tak! Chcesz, abym w tak młodym wieku umarł na zawał serca?! - naskoczył na niego, bardzo dokładnie ukrywając, aby nie widział jego strachu, który nie wywołało nagłe zjawienie się go, lecz ta jego postawa.
- Spytam jeszcze raz, co tutaj robisz? - nie mógł dłużej wytrzymać postawy pod tytułem "gadaj, albo cię zabiję", więc uśmiechnął się do niego i podszedł bliżej, obaj uściskali się jak starzy znajomi.
- Matko, Styx, jeszcze bardziej mięśnie ci urosły? A ja myślałem, że bardziej się nie da!
- Nicolas, nie przesadzasz trochę? Chyba zbytnio przyzwyczaiłeś się do podlizywania. Co cię do mnie sprowadza?
- Jak to co? Już nie można kumpla odwiedzić? Przyleciałem, abyś trochę miał towarzystwa, abyś nie czuł się samotny, ale widzę, że... w takim towarzystwie na pewno się nie czujesz. To twoja dziewczyna? - spytał prosto z mostu.
- Co?! Nie! Karol to tylko... - nie wiedział jak to ująć.
- Tylko co? - pospieszał.
- Tylko uczennica.
- Jaja sobie ze mnie robisz?
- A wyglądam? - syknął nieco zniecierpliwiony.
- Dobra, dobra. Ale wiesz, że nie wierzę ci w tą bajeczkę, prawda?
- Uch...! Nicolas, Karolina jest ścigana przez wszystkie demony, jakie się tutaj nanoszą. Nie wiem dlaczego i próbuję się tego dowiedzieć. Ponadto uczę ją, jak pokonywać te demony. Są jak zaraza. Pozbędziesz się jednego, to zaraz następny przychodzi na jego miejsce, a te kreatury nie łatwo zabić.
- Okey, czyli jednak ci uwierzyłem, ale zadziwiająco chętnie się z nią droczysz.
- Ja... - chłopak nie miał na to żadnego usprawiedliwienia. Sam nawet tego nie zauważył.
- Ha! Wiedziałem! Przy niej twój cały chłód i upór zadziwiająco łatwo topnieją. Musi być w niej coś niezwy... - Nicolas nie dokończył widząc nieukrywany gniew na twarzy "Styksa".
- Nawet jeżeli, to nie powinno cię to interesować - warknął ostro.

___________________
* U mnie do Drużyny Światła prócz Winx należy także Daphne.




(c) ja, hehe

Zapraszam:
- moje opowiadanie - Zmierzch bogów
- mój blog - W zakamarkach mojej duszy
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~tecna16
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 22-07-2015 10:26
To jest świetne, nie mogę się już doczekać kolejnego rozdziału. Szczerze mówiąc mam kilka takich ulubionych opowiadań i to jest jedno z nich... ostatnio czytałam jedno i myślałam, że jest ono najlepsze, ale gdy przeczytałam to opowiadanie... nie ma co gadać, po prostu super. Na początku było nudne, ale teraz tak wciąga... Weny, Smocza.

- - -
Zapominasz o dużych literach na początku zdania i o kropkach na końcu. To bardzo ważne, do tego pamiętaj o przecinkach.//Vic



Vera

zestaaw od Ania
Edytowane przez Victoria dnia 22-07-2015 10:56
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~Smoczy_Plomien
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 24-07-2015 15:41
Dzięki, tecna, cieszę się, że Ci się podoba. Naprawdę nie wiesz, ile to dla mnie znaczy, że ktoś to czytać.



Rozdział 9: Czy włamanie się do Alfei do dobry pomysł?


Władać ogniem, a zgasić go; władać wodą, a dać się jej ponieść; władać dźwiękiem, a zagłuszyć go; władać przyrodą, a oprzeć się jej; władać umysłem, a oczyścić go; władać słońcem, a zaćmić je; władać bestiami, a niestety ulec im.

Karolina ponownie obudziła się z koszmaru. Była cała spocona, ciężko dyszała, nie wspominając, że była już wykończona tymi wczesnymi pobudkami wywoływanymi przez okropne koszmaru.
Cięgle te same.
Ciągle powtarzające się dwie czy trzy scenki.
I tak już przez trzy lata.
Karolina była już wyczerpana tym wszystkim. Czuła, że jest coraz gorzej i obawiała się, że za niedługo może już tego nie wytrzymać. Musiała coś z tym zrobić, tylko co?
Była sobota. Mogła jeszcze leżeć w łóżku, ale nie dała rady. Musiała wstać, przewietrzyć się, odświeżyć umysł. Szybko wzięła prysznic, ubrała się i cicho wyszła z pokoju, aby nikt jej nie usłyszał. Gdy znajdowała się już piętro niżej, szła spokojniej. Wiedziała, że już nikogo nie obudzi.
Przechodziła koło gabinetu pani Griffin, gdy usłyszała stamtąd jakiś dźwięk. No tak, pani Griffin, może jej powinna powiedzieć, co ją trapi? Ona na pewno będzie chciała jej pomóc. Karolina cicho zapukała do drzwi, a gdy tylko usłyszała "proszę", śmiało otworzyła drzwi.
Dyrektorka stała przy ogromnej półce z książkami i najwidoczniej czegoś szukała. Widok Karoliny bardzo ją zdziwił, od razu wiedziała, że coś ją trapi. Czytała z niej jak z otwartej książki. Nie to co z "nim", który pojawi się w przyszłym semestrze.
- Dzień dobry, proszę pani - powiedziała nieśmiało, co było sprzeczne z jej naturą. Teraz Griffin naprawdę się zmartwiła.
- Witaj, Karolino. Co cię do mnie sprowadza?
- Bo... ja... Mam mały problem - wykrztusiła wreszcie i spojrzała na dyrektorkę. Ona wskazała jej fotel, aby usiadła, a sama zasiadła naprzeciw niej. - Chodzi o to, że już od około trzech lat wciąż śnią mi się te same sny. Takie charakterystyczne dwie, trzy scenki. Nic z nich nie rozumiem, ale według mnie są zbyt realne, aby mogły być tylko snami.
- Cóż, niektórzy posiadają bardzo rzadki dar przepowiadania przyszłości lub przepowiedni. Może ty taki masz?
- Nie... Nie wiem dlaczego, ale coś we mnie mówi, że to nie jest przyszłość ani przepowiednia. Wręcz odwrotnie. Mam wrażenie, że to już było.
- Nie znam się dokładnie na snach, ale istnieje księga, która doskonale tłumaczy takie rzeczy i wyjaśnia pewne zjawiska, a także talenty.
- Naprawdę?! Gdzie ona jest? - ożywiła się nagle z uśmiechem na twarzy.
- W Alfei.
- Mogłaby panią ją dla mnie ściągnąć?
- Przykro mi. Ta księga jest ukryta w tajnym archiwum, do którego nawet ja nie mam dostępu. Jedynie kto, to Faragonda, a ona niechętnie pozwala mi z niej coś wziąć.
- Hm... Alfea wcale nie jest nie wiadomo jak zabezpieczona. Wystarczy odpowiednia stylizacja i zaraz można tam wejść i się za kogoś podszyć, a następnie... - przerwała, gdy zdała sobie sprawę, że mówi na głos i to jeszcze o włamaniu.
Na twarzy Griffin gościł uśmiech dumy.
- Myślisz jak prawdziwa czarownica. Powiem ci jedno. Bez względu co wymyślisz, masz moją przychylność i pozwolenie.
- Mówi pani serio?! - wyskoczyła jeszcze bardziej uradowana.
- Oczywiście, ale jakby co, to ja o niczym nie wiem - powróciła do swojej papierkowej roboty, którą odłożyła znacznie wcześniej.
Karolina wyszła bez słowa.

Przez cały poranek Karolina wymyślała plan zdobycia księgi. Dlaczego tak jej na nie zależało? Nie wiedziała, ale czuła, że musi ją zdobyć. Plan był już przygotowany, wszystko zrobione. Pozostała tylko jeszcze jedna kwestia...
- Och, no proszę, zgódź się! - prosiła błagającym głosem Karolina.
- Masz chore pomysły. Tylko ty jesteś na tyle szalona, aby wymyślić włamanie do najpopularniejszej szkoły w całym Magicznym Wymiarze! - Pan Hellboy przeszedł w kolejne miejsce swojego salonu, a Karolina za nim, jak to czyniła przez dziesięć minut opowiadając mu o planie włamania.
- No weź, przecież i tak nie masz nic ciekawego do roboty! - Karolina zmieniła taktykę z prośby na mocne argumenty.
- A właśnie się mylisz, bo w tym czasie mógłbym iść tropić demony - odpowiedział spokojnie.
- Aha. I godzinami szwędać się i skradać po lesie, aby znaleźć jedną sztukę? To naprawdę bardzo ciekawe - Karolina oparła ręce na biodrach i uniosła wymownie brwi.
- Co, zazdrosna? Wolisz, abym godzinami szwędał się za tobą, tak? - przybliżył się do niej znacząco i pochylił, aby zmniejszyć dystans wysokości.
Karolina automatycznie cofnęła się o krok do tyłu, aby uzyskać więcej przestrzeni.
- Dobra, skoro nie chcesz iść, do pójdę sama, najwyżej mnie przyskrzynią! - gwałtownie gestykulowała.
- A czy ja powiedziałem, że nie chcę iść? - spytał wyprostowując się.
- Co? - Karolina oniemiała.
- Powiedziałem tylko, że twoje pomysły są chore i że jesteś szalona. Nie powiedziałem "nie chcę iść". Lubię szalone pomysły, a włamanie do Alfei to będzie coś - na jego buzi wykwitł uśmieszek rozbawienia, gdy Karolina walnęła dłonią w swoje czoło, po czym zjechała nią po całej twarzy, jakby chciała ją wytrzeć, wyrażało to zmęczenie.
- Więc po co była ta cała szopka?! - wybuchła nagle.
- Nie wiem, ty ją wymyśliłaś - wzruszyła ramionami, a Karolina wyciągnęła ręce ku niebiosom w błagalnym geście.
- To w końcu idziesz, czy nie?
- Oczywiście, ale ty chyba nie masz zamiaru wejść tam w takim stroju, prawda?
- Spokojnie, mam w torbie przebranie. Szybko to na siebie założę i możemy iść.
Karolina zamknęła się w łazience i przebrała w strój pasujący bardziej do Alfei niżeli do Chmurnej Wieży. Na sobie miała ciemnofioletową bluzę z futerkiem i dżinsową spódniczkę, a do tego tani zegarek. Założyła fioletowe baleriny z niebieską kokardą, a pod spód grube rajtuzy i oczywiście perukę, która miała zasłaniać jej czarne jak noc włosy. Teraz były niebieskie. Nałożyła lekki makijaż i szła kontaktowe, które zmieniały jej oczy na brązowe. Na odsłonięte części ciała nałożyła krem, który ściemniał jej karnację o dwa tony ton.
Dehadeus cierpliwie czekał na wyjście Karoliny. Ogarnęła go ciekawość, gdy wreszcie usłyszał charakterystyczne kliknięcie zwiastujące otworzenie zamku w łazience. Natychmiast wyszła stamtąd Karolina. Zmierzał ją zachłannym wzrokiem od stóp do głowy i z powrotem. Dziewczyna nie wiedziała co ma zrobić, więc tylko stała i czekała na jego reakcję.
Pan Hellboy gwałtownie odwrócił głowę na bok wypuszczając powietrze, co szybko zmieniło się w śmiech. Karolina zawstydziła się, przez co na jej twarzy pojawił się rumieniec.
- Morda w torbę! - powiedziała od razu.




(c) ja, hehe

Zapraszam:
- moje opowiadanie - Zmierzch bogów
- mój blog - W zakamarkach mojej duszy
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~Nami
Moderator

avatar
Dodane dnia 24-07-2015 19:15
Smocza, twoje opowiadanie jest super! Czemu dopiero dzisiaj je zobaczyłam facepalm? Zacznę od początku: transformacja Karoliny jest boska. Pomysł z białą grzywką był świetny; wzmianka o małpie bardzo mi się podobała, masz bujną wyobraźnię.
Pisałaś, że twoje opowiadanie będzie pełne tajemnic. Spróbuję odgadnąć jedną z nich: czyżby Dehadeus (przy okazji, świetny, oschły, czarny charakter) zakochał się w Karolinie serce?
Czekam na następne rozdziały i życzę WENY!


(c)Luna

Edytowane przez Smoczy_Plomien dnia 24-07-2015 19:38
55033889 Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~Smoczy_Plomien
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 24-07-2015 19:50
Bloom333:
Dziękuję Ci za tak motywujący komentarz. Naprawdę cieszę się, że podoba Ci się moje opowiadanie :].

Czemu dopiero dzisiaj je zobaczyłam facepalm?

Lepiej późno niż wcale całus.

[...] wzmianka o małpie bardzo mi się podobała, masz bujną wyobraźnię.

Boże, ten pomysł wpadł mi przypadkowo do głowy i po prostu nie mogłam się powstrzymać xdd.

Spróbuję odgadnąć jedną z nich: czyżby Dehadeus (przy okazji, świetny, oschły, czarny charakter) zakochał się w Karolinie serce?

mruga
Dobrze kombinujesz, ale w tym sezonie jeszcze niczego nie będzie (w nawiasie mówiąc (xdd), już skończyłam pierwszy sezon i aktualnie piszę drugi, który będzie o wiele dłuższy od pierwszego).




(c) ja, hehe

Zapraszam:
- moje opowiadanie - Zmierzch bogów
- mój blog - W zakamarkach mojej duszy
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~tecna16
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 24-07-2015 22:25
Ja się zgodzę z Bloom333, o małpie jest to świetny pomysł i piszesz naprawdę świetne opowiadanie... Fabuła coraz to ciekawsza, stroje też śmieszne, i Pan Hellboy rzuca coraz lepszymi tekstami. Jestem tym zauroczona, ciekawe jak to wszystko się skończy i co się stanie z tą Legendarną Siódemką...? Weny, Smocza serce uśmiech ok.


Vera

zestaaw od Ania
Edytowane przez Smoczy_Plomien dnia 24-07-2015 22:29
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~Smoczy_Plomien
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 10-08-2015 10:06
Rozdział 10: I tak nic nie rozumiem...



Było już popołudnie, gdy Karolina i Dehadeus byli przed Alfeą. Wprawdzie chciała sama się włamać, ale nie poradziłaby sobie ze znalezieniem w tak krótkim czasie ukrytego archiwum. Tylko on mógł jej pomóc.
- Więc... Jak zamierzasz się tam włamać? - spytał wreszcie.
- Po prostu wejdę przez bramę. Dowiedziałam się, że archiwum jest w prawym skrzydle, a do ciebie już należy, żebyś mi pomógł je znaleźć.
- A jakim sposobem, do licha, ja mam się tam znaleźć? - spytał zgryźliwie.
- Przecież potrafisz się teleportować, prawda?
- Tak, ale potrzebuję dokładnie wiedzieć, gdzie chcę być. Nie mogę tak o wymyślić sobie miejsca i tam być.
- Wiem. Tak się składa, że wczoraj mieliśmy jakie warunki musimy spełnić, aby wyczarować portal.
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
- Masz - Karolina wcisnęła mu do ręki czarny materiał.
- Po co mi twoja bluzka?
- Nie chodzi o samą bluzkę, ale o mnie. Jeżeli będziesz miał taką porządną rzecz, która będzie do mnie należeć, będziesz mógł teleportować się bezpośrednio do mnie. Dobra, ruszam. Za pół godziny teleportuj się do mnie.
Mądra, sprytna i inteligentna. Na pierwszym roku nie uczą, że wystarczy mieć czyjąś rzecz, aby było można się teleportować. Na pierwszym roku uczą tylko zasad wyczarowania portalu. Ona jest coraz lepsza.
Karolina śmiałym krokiem wyszła z krzaków, poczekała aż nadjeżdżający autobus zatrzymał się przed bramą do Alfei i wmieszała się w tłum czarodziejek, które właśnie szły w stronę szkoły. Jak przypuszczała, nikt nawet nie zorientował się, że na terenie szkoły jest "wróg". Przez chwilę podziwiała okazałą budowlę, ale skrzywiła się, gdy zauważyła zdecydowanie za dużo różu, w szczególności na ubraniach czarodziejek.
Jak gdyby nigdy nic udała się na prawe skrzydło. Korytarz był pusty, więc niczego się nie musiała obawiać. Spojrzała na zegarek. Była w Alfei dopiero pięć minut, nawet niecałe, a już miała dość tego miejsca. Mdliło ją na widok tylu różowych rzeczy i jeszcze te słodkie panieneczki.
I pomyśleć, że tak naprawdę powinna tutaj chodzić do szkoły...
Nigdy!
Nagle usłyszała czyjeś głosy. Wzdrygnęła się lekko, ale chciała wyglądać jak najbardziej naturalnie, więc pozostała w swojej pozycji niczym się nie przejmując.
Zza zakrętu wyszła pani Faragonda. Szła spokojnym krokiem i zatrzymała się na jej widok.
- Dzień dobry, pani Faragondo - uśmiechnęła się ciepło do dyrektorki.
- Dzień dobry. Hm... nie przypominam sobie, abym cię kiedykolwiek widziała - kobieta przymrużyła oczy, aby dokładnie ją zbadać.
- Jestem w pierwszej klasie, więc na pewno pani mnie nie będzie znać. A na każdym apelu jakoś tak zawsze stoję z tyłu - Karolina uśmiechnęła się smutno.
- Zgubiłaś się, moja droga? To jest prawe skrzydło, nie można sobie tak o tędy chodzić. Jest tutaj wiele niebezpiecznych i cennych pomieszczeń. Może chcesz, abym cię odprowadziła?
- Em... Ja... - zawahała się, gdyż teraz nie mogła znaleźć żadnej wymówki.
- Och, pewnie chciałaś iść na te sobotnie, nadprogramowe zajęcia! - ucieszyła się. - Chodź, pokażę ci, gdzie one są.
Zanim Karolina zdążyła cokolwiek powiedzieć, Faragonda delikatnie położyła jej rękę na plecach i zaprowadziła do jednej z klas. Gdy weszły do klasy, dyrektorka wszystko wytłumaczyła nauczycielce, a jej kazała zająć miejsce.
Czarownica była bliska paniki, chciało jej się krzyczeć, płakać i jak najszybciej wybiec z klasy. Wszystko potoczyło się w złym kierunku.
Ostatecznie opanowała się i rozejrzała. Klasa była koloru tego samego, co budynek, więc od razu jej się nie spodobała. Było w niej bardzo jasno i schludnie. Podłogi pięknie wypolerowane, aż lśniły, kolorowe gazetki wisiały na ścianach i każda dotyczyła czegoś innego, lecz było widać, że robiły je uczennice. Wszystkie dziewczyny cicho siedziały w ławkach. Ani jedna nawet nie pisnęła słówkiem. Obie ręce miały na blatach, plecy wyprostowane, odległość zeszytu od głowy wynosiła co najmniej trzydzieści centymetrów, nogi ciasno przyciśnięte do siebie.
Żadna z tam obecnych dziewcząt nawet nie spojrzała w stronę Karoliny, co wywołało u niej nie małe zdziwienie. Żadnej ciekawości czy podejrzliwości? Żadnego skonsultowania się ze znajomą? Czy nikt nawet nie zorientował się, że ona nie chodzi do tej szkoły?!
Dla Karoliny było to po prostu chore i dopiero teraz zdała sobie sprawę, że swoim zachowaniem bardzo wyróżnia się od reszty, ale miała to gdzieś. Próbowała przypomnieć sobie drogę z powrotem do prawego skrzydła. Musiała się tam dostać! A w ogóle ile była już w Alfei? Dziesięć, piętnaście minut? Spojrzała na zegarek. Siedemnaście minut. Musiała się pospieszyć. Jeżeli zaraz czego nie wymyśli, to Dehadeus teleportuje się właśnie do klasy. Do klasy z nauczycielką.
Dwudziesta druga minuta.
Dobra, teraz albo nici z mojego planu i będę mogła na coś narazić Pana Hellboy'a.
W związku z tym, że Karolina nie miała żadnego konkretnego planu, pozostała jej czysta improwizacja, a że zależało jej na czasie, nawet nie próbowała zrobić czegoś konkretniejszego.
Nagle wstała z ławki, czemu towarzyszyło głośne przewrócenie krzesełka. Wszyscy obejrzeli się w jej stronę, ale zanim ktokolwiek zareagował, jej już nie było w klasie. Nauczycielka wybiegła za nią na korytarz, lecz nie wiedziała, w którą stronę pobiegła.
Karolina biegła, ile miała sił w nogach, przez korytarze. Nie wiedziała, gdzie jest, dopóki nie znalazła się na dziedzińcu. Stamtąd bardzo łatwo było wejść do prawego skrzydła. Jednak panował straszny tłum, najwidoczniej dziewczęta do czegoś się przymierzały, więc jeszcze ciężej było jej przedostać się na drugą stronę.
Dwadzieścia dziewięć minut.
Włamywaczka zaczęła się pocić, pozostała niecała minuta, a ona nawet nie przeszła jednej trzeciej drogi! Chciało jej się krzyczeć z gniewu, ale skupiła się na drodze. Już nawet nie patrzyła co robi, szła popychając i przewracając inne dziewczyny, które tylko wrzeszczały i wygrażały pięściami z daleka.
Nagle dwie nauczycielki stanęły jej na drodze uniemożliwiając przedostanie się dalej. Patrzyły na nią groźnym wzrokiem z zaplecionymi rękami. Nie wyglądały na przyjaźnie nastawione.
- Witaj, droga czarodziejko - wypowiedziała z naciskiem na ostatnie słowo - zgubiłaś się? A może pomyliłaś szkoły, bo kompletnie cię nie poznaję!
Przełknęła ślinę. Raczej nie wyliże się z tego prostą gadką. Zaczęła wodzić dookoła wzorkiem szukając czegoś, co mogło jej pomóc. Dosłownie w każdej chwili mógł zjawić się tutaj Pan Hellboy.
- Niech panie spojrzą tam! Jakieś dziewczyny kłócą się o chłopaka! - krzyknęła nagle Karolina pokazując palcem na bok.
Obydwie nauczycielki zareagowały natychmiastowo - odwróciły wzrok w tamtym kierunku. Karolina wykorzystała chwilę i prześlizgnęła się przez lukę powstałą miedzy nogami obydwu pań. Te od razu się zorientowały i zaczęły za nią biec.
Karolina wbiegła do prawego skrzydła. Była wykończona przedzieraniem się przez tamte tłumy, a w dodatku miała ogon. Dwie kobiety deptały jej po piętach, jedna nawet wyciągnęła rękę, aby złapać ją za kołnierz, ale refleks i intuicja Karoliny kazały jej się skulić. Straciła równowagę i runęła na podłogę ochraniając rękami twarz. Jej przeciwniczki nie miały tyle szczęścia, gdyż potknęły się o nią i upadły na ziemię. Obie straciły przytomność, a jednej na pewno złamał się nos.
W tejże właśnie chwili przed Karoliną pojawił się niebieski wir, z którego wyszedł Dehadeus. Zatrzymał się przed nią, jego wzrok powędrował na dwie kobiety leżące nieprzytomne i zagwizdał charakterystycznie.
- Wiesz co, Karol? Następnym razem musimy wymyślić coś lepszego, bo zostawienie cię choćby na pół godziny to istna katastrofa.
- Oj, następnego razu nie będzie - wycedziła podnosząc się.
- Więc gdzie jesteśmy? - rozejrzał się dookoła.
- W prawym skrzydle. Raczej nie będzie żadnego ucznia, gdyż mają tutaj zakaz wstępu. Ewentualnie może tylko przechodzić nauczyciel - wykrzywiła się na wspomnienie o Faragondzie.
- Aha, czyli teraz moja kolej.
Chłopak wyciągnął przed siebie ręce, zmarszczył czoło w skupieniu, a z jego dłoni zaczęła ulatywać gęsta, czarna mgła. Gdy zajęła całe pomieszczenie jego oblicze wygładziło się, spojrzał na nią z błyskiem w oku.
- Znalazłem. Chodź za mną.
Posuwali się bardzo cicho i ostrożnie. Na szczęście nie spotkali nikogo, kto mógłby im przeszkodzić. Zatrzymali się dopiero w korytarzu, który był ślepym zaułkiem. Karolina od razu zaczęła macać wszystko dookoła, aby jakimś cudem uruchomić tajemne wejście. On jednak stanął przed ścianą i myślał nad rozwiązaniem. Wzruszył ramionami, położył dłoń na ścianie i powiedział:
- Sezamie, otwórz się!
- Chyba sobie jaja robisz. Jeżeli myślisz, że takim tanim hasłem jest zabezpieczone wejście do tajnego archiwum, to chyba ci na mózg par30; - Karolina nie dokończyła, ponieważ przed Dehadeusem pojawiły się drewniane podwoje.
- Mówiłaś coś, kochaniutka?
Nacisnął klamkę i otworzył drzwi do środka. Wewnątrz nikogo nie było, tylko same księgi. Karolina weszła jako pierwsza. Dehadeus zamknął za nią drzwi i stanął na czatach. Po przekroczeniu progu Karolina od razu została zaatakowana. Upadła plecami na ziemię, jęknęła cicho. Spojrzała na dół, a na swoim brzuchu zobaczyła małe stworzonko, które wpatrywało się w nią dużymi, zdziwionymi oczami. Tęczówki na dole były koloru czerwonego, a na górze żółtego. Włosy miał niezbyt długie, o barwie zgniłej zieleni z jaśniejszą pasemką. Ciemnozielone skrzydła błyszczały na plecach.
Pixie.
Nagle poczuła się... dziwnie. Jakby jej ogromne mury, które budowała przed każdą nowopoznaną osobą, nagle runęły przed tym małym chłopcem. Zrobiło jej się ciepło. Także wytrzeszczyła oczy w jego kierunku.
- Karolina - podała mu lewą rękę uśmiechając się nagle.
Chłopiec przez chwilę patrzył na jej rękę nieufnie, ale wreszcie złapał jej palca swoją małą rączką.
- Deny.
Karolina delikatnie podniosła się do pozycji siedzącej, wciąż patrząc na Deny'ego.
- Jejciu, nie wierzę, że znalazłem moją bliźniaczą czarodziejkę - powiedział wciąż oszołomiony Deny.
- Ta... Ja także się cieszę, ale czy mógłbyś mi pomóc znaleźć pewną księgę?
Deny niczym z procy uniósł się na wysokość jej głowy, bardzo uradowany.
- Oczywiście! Powiedz tylko jakiej szukasz, a ja ci ją znajdę. Znam całe archiwum na pamięć!
- To cudownie! Szukam księgi tłumaczącej sny.
Nic nie mówiąc, Deny wyleciał wysoko w górę, chwilę latał koło najwyższych półek, a potem wrócił do Karoliny z grubą księgą, którą położył na stoliku, przy którym siedziała.
- Wystarczy, że ją otworzysz na dowolnej stronie, a uzyskasz rezultat, jaki chcesz.
Karolina wzięła głęboki wdech, po czym otworzyła księgę. Jej środek zmienił się jakby w taflę wody, w której widziała swoje sny. Czuła, że ukazywały jej się w odpowiedniej kolejności, lecz i tak nic nie rozumiała. Potem pojawiło się siedem zarysów czyś sylwetek, a na koniec demony. Zanim jednak wizja się skończyła, po czarnym tle prześlizgnęła się srebrna kometa, a potem widziała coś dyndającego. To coś było błyszczącego i świecącego, jednakże nie mogła do końca sprecyzować kształtu, a tym bardziej rozpoznać rzeczy. Koniec.
- Nie tak miało być - wyszeptała do siebie.
- Karol, chodź, coraz więcej ludzi tędy przechodzi - usłyszała głos Pana Hellboy'a zza lekko uchylonych drzwi. Wstała, zostawiła księgę i poszła do drzwi. Jeszcze obejrzała się za Deny'm, pomachała mu i wyszła.




(c) ja, hehe

Zapraszam:
- moje opowiadanie - Zmierzch bogów
- mój blog - W zakamarkach mojej duszy
Wyślij Prywatną Wiadomość
AutorRE: Zmierzch bogów
~Smoczy_Plomien
Użytkownik

avatar
Dodane dnia 20-08-2015 20:25
Dzięki, Gwiazda, za tak miły komentarz.

Piszesz już drugi sezon? Naprawdę!? Och, nie mogę się doczekać i cieszę się, że kontynuujesz to opowiadanie, a nie porzucisz gdzieś w połowie.


Dziewczyno, ja mam już pomysł na cztery sezony xdd.


Rozdział 11: Kluczem jest naszyjnik



- Matko, jakie zamieszanie! Co się w ogóle dzieje, że nagle odwołali nam lekcje? - spytała Karolina koleżanek, ale nikt nic nie wiedział. Po prostu kazali im przybyć do auli, samym dziewczynom.
Gdy wszyscy już usiedli i zapanowała cisza, na środku pojawiła się dyrektor Griffin, a obok niej dyrektor Faragonda. Nagle zaczęły się szepty, które równie szybko zostały uciszone przez Griffin.
- Witam, drogie czarownice. Zapewne zastanawiacie się, skąd tak nagle was tutaj przyprowadzono. A otóż dwa dni temu ktoś włamał się do tajnego archiwum w Alfei, dlatego dzisiaj przybyła do nas dyrektor Faragonda, aby odnaleźć owego ucznia, a raczej uczennicę - Griffin spojrzała na Karolinę. - A teraz oddam głos pani Faragondzie.
- Witajcie czarownice i czarnoksiężnicy. Jak już powiedziała wasza dyrektorka, dwa dni temu ktoś włamał się do naszego archiwum. Na szczęście w archiwum był strażnik, który z łatwością odnajdzie osobę, która dopuściła się tego skandalicznego czynu. Więc jeżeli ktoś chce się przyznać i tym samym dostać lżejszą karę, niech zrobi to teraz!
Nikt nie odezwał się ani słowem. Zapanowała cisza, było można usłyszeć dźwięk śmiejących się chłopców za grubymi ścianami.
- Skoro tak, to zapraszam cię, Deny. Wskaż, proszę, osobę, która to zrobiła.
Karolina oniemiała na dźwięk tego imienia, lekko zbladła. Nawet jeżeli wtedy miała na sobie ekstra ubranie, które całkowicie zmieniało jej wygląd, to na pewno nie oszuka bliźniaczej więzi. Deny wykryje ją. I to bez najmniejszego problemu. Ona sama wchodząc do auli, czuła jego obecność, nawet jeżeli był za ścianą. Wiedziała, że się denerwuje, że boi się na nią naskarżyć, czuła to w głębi siebie.
Deny wyleciał za ściany, a wtedy większość dziewczyn aż westchnęła z podziwu. Prawda, był mały i słodki, ale także nie wyglądał jak żaden inny Pixie, co więcej, na jego ubraniu nie było nawet krzty różu. Świetnie pasował, aby zostać bliźniaczym wróżem czarownicy lub czarnoksiężnika.
Deny unosił się koło Faragondy i w milczeniu oglądał wszystkie dziewczyny po kolei. Jego mina zdradzała duże skupienie nie tylko na wzroku, lecz także wyczucie bliźniaczej więzi. Nagle ją... poczuł. Gdyby nie wieź, nigdy by jej nie poznał. Wyglądała dosłownie inaczej. Patrzyła na niego błękitnymi oczami. Jej włosy były intensywnie czarne, jak noc, nasiąknięte magią, gdyż taki kolor był niemożliwy do uzyskania żadnymi środkami - ten kolor bardziej przypominał otchłań. I jeszcze ta biała grzywka. Dokładnie biała, nie szara, ale jarząco biała.
Ich spojrzenia spotkały się i bez najmniejszego trudu wyczytał z nich strach przed wydaniem jej.
- Przykro mi, pani Faragondo, ale tutaj jej nie ma - powiedział wreszcie Deny.
- Jesteś pewny?
- Oczywiście. Rozpoznałbym ją natychmiast.
Pani Faragonda jeszcze przeprosiła uczennice, pożegnała je i opuściła szkołę. Karolina odetchnęła z ulgą. Mogła czuć się bezpiecznie.
Po skończonym apelu nie było już lekcji, dlatego wszyscy rozproszyli się po całej szkole. Karolina wychodziła z auli, gdy usłyszała czyjś głos.
- Pst...! - rozejrzała się i za jednym z wazonów znajdował się Deny.
- Co ty tutaj robisz? - rozejrzała się i zeszła na bok, aby nikt jej nie zauważył, ukryła się za jednym z filarów, od których roiło się w tym korytarzu.
- Chciałem z tobą porozmawiać - obejrzał ją od głowy do stóp, po czym jego wzrok ruszył w drogę powrotną i zatrzymał się na oczach.
Karolina przygryzła dolną wargę, jeszcze raz się rozejrzała, a gdy upewniła się, że nikogo nie ma, spojrzała na niego.
- Dobra, chodź do mojego pokoju.
Karolina szła pierwsza, dokładnie zaglądając na rozwidleniach, czy nikogo nie ma.
- Mogę wiedzieć, dlaczego tak się skradasz, Karolino? - odezwał się nagle głos pani Griffin.
Szlak! Zaszła ich od tyłu, a ona tak przejęta drogą z przodu, że nawet nie usłyszała jak się zbliża.
- Och! Dzień dobry, pani Griffin! - wyprostowała się na baczność mocno zaniepokojona, gdyż nie było możliwości ukryć Deny'ego.
Oczywiście nie uszło uwadze dyrektorki, że mały Pixie nie wrócił do Afei z Faragondą, lecz został w Chmurnej Wieży. Urocze, ale czasami naiwne stworzonka. Jednakże takie zachowanie wskazywało, że Karolina musiała się połączyć z Denym, gdyż Pixie takie jak on nigdy nie ufają obcym.
- Świetnie się spisałaś - pochwaliła ją spojrzawszy w oczy. Młoda czarownica uśmiechnęła się.
- Dziękuję.
- Widzę, że znalazłaś swojego Pixie - przeniosła wzrok na niego wzrok.
- T... tak pani Griffin.
- Cieszę się. Więzi pomiędzy czarownicami lub czarnoksiężnikami zdarzają się naprawdę bardzo rzadko.
- Dlaczego?
- Ponieważ na jednego Pixie zawsze przypada jedna czarodziejka oraz czarownica bądź czarnoksiężnik. To zależy kogo pierwsze spotka. A że czarodziejki lubią szukać swoich bliźniaczych wróżek, to napotykają je częściej.
- Słyszałeś, Deny? Jesteśmy wyjątkowi - zaśmiała się Karolina.
Griffin odeszła, a Karolina i Deny już w spokoju przemieszczali się po szkole.
- Więc? O czym chcesz pogadać? - spytała, gdy oboje usiedli u niej na łóżku. Sama miała wiele pytań, lecz wolała pierwsze jego dopuścić do głosu.
- Dlaczego wyglądasz teraz tak, a przedtem byłaś inna? - spytał prawie od razu.
- Hahaha! Musiałam się przebrać, abym spokojnie mogła wkraść się do Alfei.
- Więc dlatego byłaś w tajnym archiwum?
- Tak. Po prostu od dłuższego czasu śnią mi się wziąć te same sny i chciałam wiedzieć, co oznaczają. Niestety i tak nic z tego nie zrozumiałam.
- Farbowałaś włosy? - nie mógł się powstrzymać od pytania, a ona obdarzyła go promiennym uśmiechem.
- Nigdy, ale wiele osób się mnie o to pyta.
- Nic dziwnego, tak czerń jest tak intensywna, że wygląda jakbyś świeżo farbowała. Jeszcze ten połysk. Same twoje włosy wyglądają jakby były magiczne.
- A pro po magii. Czego jesteś Pixie? - Deny zacisnął usta i odwrócił wzrok.
- Śmierci - wyszeptał, lecz ona to usłyszała.
- Super!
- Nie boisz się?!
- Oczywiście, że nie. Przecież to tylko moc. Od ciebie zależy na kim i kiedy jej użyjesz, a mnie raczej nie zranisz, prawda?
- Jesteś zbyt ładna - Karolina wybuchła śmiechem. - A ty jaką masz moc?
- Wiatr - odpowiedziała krótko.
Karolina i Deny długo ze sobą rozmawiali. Poznawali się, opowiadali o swoim życiu, zainteresowaniach. Wreszcie jednak Deny musiał wracać do Alfei, gdzie był strażnikiem archiwum.
Karolina jeszcze pouczyła się ze wszystkich przedmiotów, których nie było mało. Wprawdzie nie wiedziała, dlaczego to robi, gdyż po jutrze zaczynają się ferie, a i tak zawsze wszystko zapamiętuje z lekcji, co do joty. Ale chciała to wszystko jakoś odreagować.

***

Przez całe ferie nic się nie działo. Zajęcia były odwołane, a cisza nocna znacznie przedłużona. Karolina wszystkie dni spędzała z przyjaciółkami (które nie wyjechały za szkoły) to na zakupach, to na koncertach, imprezach i wielu innych. Z każdym dniem coraz bardziej zaczynała ufać swoich... przyjaciółkom? Tak, chyba oficjalnie może je już tak nazwać. Wiele razu udowodniły, że zasługują na to miano.
Była szczęśliwa, bo wreszcie od paru lat mogła się normalnie wyspać. Nie śniły jej się już żadne z tych dziwnych snów. Także nie napadały ją demony, ani nie spotykała się z Panem Hellboy'em. Po prostu prowadziła spokojne życie i jedna jej część była z tego bardzo zadowolona, wręcz wniebowzięta, lecz druga krzyczała do niej z całych sił, że jest za nudno, że czegoś jej brakuje. Najgorsze jest to, że nie wiedziała czego, a wołanie było coraz głośniejsze.


Srebrna kometa przeleciała mi przed oczami, nie zdążyłam nawet jej dotknąć, lecz pobiegłam za nią. Była szybka, ale wiedziałam w jakim kierunku pomknęła. Zatrzymała się i zawisła w powietrzu, jej blask pomału zaczął słabnąć, a gdy całkowicie zniknął, w powietrzu znajdował się naszyjnik. Wtem przed moimi oczami wyrosły ogromne podwoje, które otworzyły się, a za nimi znajdowały się demony. Było ich miliony, jak nie miliardy. Zobaczyły mnie i już biegły w moją stronę, gdy drzwi zamknęły się, a naszyjnik idealnie przypasował do zamka. Rozwścieczone demony nie mogły przebić się przez drzwi, były dla nich zbyt potężne. Usłyszałam charakterystyczny trzask, a wtedy ogarnął mnie dziwny spokój, jakby było już po wszystkim.

- Naszyjnik to rozwiązanie! - wykrzyknęła nagle, siadając na łóżku, cała była oblana potem, ciężko dyszała.




(c) ja, hehe

Zapraszam:
- moje opowiadanie - Zmierzch bogów
- mój blog - W zakamarkach mojej duszy
Wyślij Prywatną Wiadomość
Strona 1 z 4 1 2 3 4 >
Skocz do Forum:
Logowanie
Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?

Witajcie na nowej wersji ShoutBox. Wszelkie problemy prosimy zgłaszać do administracji lub bezpośrednio do twórcy - Anagana.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać wiadomości.

~nexusik0
5:47:58 23.02.2020
*wędrujące krzaczki*
~rossattiee0
3:02:13 23.02.2020
Cóż za pustki
~Krarek0
16:46:47 22.02.2020
Phi ja wróciłem do margonem :P
~Skeni0
16:29:28 22.02.2020
A ja w tibie grywam oststnio
~nexusik0
14:18:54 22.02.2020
Nie oglądam Grafa tylko Tidzimiego
~nexusik0
14:18:42 22.02.2020
Że co robi?
~Krarek0
14:07:22 22.02.2020
Oglądasz jak wali wiadro?
~Krarek0
14:05:43 22.02.2020
A no ma sponsorski
~nexusik0
14:05:14 22.02.2020
To Graf ma serwer?
~Krarek0
14:04:52 22.02.2020
To ja gram u Grafa
~nexusik0
14:03:59 22.02.2020
Aktualnie na telefonie gram i to żadko. Obecnie Mam mało czasu i kompa od kilku tygodni nie włączyłem
~nexusik0
14:03:12 22.02.2020
Nie gram na sponsorskich serwerach
~Krarek0
12:08:28 22.02.2020
Zw bo kierowca że mnie ma być
~Krarek0
12:07:49 22.02.2020
Nex a grasz na serwerze jakimś sponsorskim ytubera?
~Krarek0
12:03:34 22.02.2020
Wota grałem nudne było solo w Wota b też nawet nie wiem czemu przestałem Wot Generals było świetne szkoda że zamkneli
~nexusik0
12:02:17 22.02.2020
Ja gram w minecrafta, wota wota b, i wows b
~nexusik0
12:01:55 22.02.2020
To gratuluję
~Krarek0
12:01:44 22.02.2020
Na koncie mam 3 gry sezonowe xD
~Krarek0
12:01:27 22.02.2020
Wczoraj zaliczyłem wina 1 w sezonei
~nexusik0
12:00:55 22.02.2020
W fottnite nie gram
~Krarek0
12:00:18 22.02.2020
A i Dead by Daylight
~Krarek0
12:00:07 22.02.2020
Na przemian z Fortnutem i Lolem
~nexusik1
11:59:50 22.02.2020
To ty też grasz? Xd
~Krarek0
11:59:33 22.02.2020
Minecrafta
~nexusik0
11:59:28 22.02.2020
Jaki serwer?
Regulamin
Archiwum
lekkieb. lekkie
wersja: 3.0.3

.